Trwa ładowanie...
Materiał powstał przy współpracy z Wydawnictwem Słowne

"Zabiłam"

Wywiad z autorką książki, Natalią Ojewską

Share
"Zabiłam" - Natalia Ojewska"Zabiłam" - Natalia OjewskaŹródło: materiały partnera
d1ew68f

A.A. - "Zabiłam" to wstrząsające świadectwo kilkunastu rwandyjskich kobiet odsiadujących wyrok za ludobójstwo popełnione na ludziach Tutsi. Jak narodził się pomysł na stworzenie reportażu o tych zbrodniach?

N.O. - Z wykształcenia jestem kryminologiem, specjalizującym się w zbrodniach międzynarodowych, co bezpośrednio odzwierciedla się w mojej pracy reporterskiej. Interesują mnie przede wszystkim społeczeństwa odbudowujące się po wojnach i konfliktach: mechanizmy sprawiedliwości i pojednania, aby powrócić do przysłowiowej normalności.

Z racji zawodu, znam też wyniki badań naukowych, wyjaśniających, jakie czynniki wpływają na przemianę zwykłego człowieka w zbrodniarza zdolnego wziąć udział w ludobójstwie. Mimo wszystko ludobójstwo tak bardzo przytłacza swoim ciężarem, że zawsze pozostaje jakiś cień wątpliwości: czy oby ta teoria jest prawdziwa? Czy faktycznie człowiek może stać się zdolny do popełnienia takich czynów?

d1ew68f

Już od czasów studiów wiedziałam, że muszę kiedyś stanąć oko w oko z tymi ludźmi, aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania oraz zweryfikować moją wiedzę teoretyczną.

Zainteresowała mnie perspektywa kobiet, ponieważ w maleńkiej Rwandzie nikt nie był w stanie uciec od wszechobecnej propagandy. Byłam ciekawa, jak na nie wpłynęła, jakie były motywy dokonanych przez nie morderstw oraz jak ciężkie jest dla nich brzemię zbrodni? Co się dzieje z ich rodzinami – mężami, dziećmi, gdy one trafiły na długie lata do więzienia? Jak wygląda powrót do rodzimych społeczności? Czy ludobójstwo jest zbrodnią, którą można wybaczyć?

Widok na budynek rzeźni, która była głównym miejscem straceń w dzielnicy Muhima w Kigali materiały partnera
Widok na budynek rzeźni, która była głównym miejscem straceń w dzielnicy Muhima w Kigali Źródło: materiały partnera, fot: Natalia Ojewska

Bohaterki pani książki to na pierwszy rzut oka zwykłe kobiety – żony, matki, strażniczki ogniska domowego. Zastanawiam się, co sprawiło, że zaczęły zabijać z zimną krwią lub podżegać do zbrodni.

Ludobójstwo określane jest przez ekspertów mianem "zbrodni nad zbrodniami" nie bez powodów: pochłania setki tysięcy ofiar, których egzekutorami są często przysłowiowi "zwykli ludzie". Wszyscy ci, których znamy jako naszych sąsiadów, matki, żony, braci, mężów.

d1ew68f

Naukowcy od czasów Holocaustu starali się zrozumieć, jak to jest możliwe, że ci "zwykli ludzie" potrafią przeistoczyć się w ludobójców. Przeprowadzono szereg badań naukowych takich jak: eksperyment Milgrama i Ascha, czy bardzo znany standfordzki eksperyment więzienny profesora Zimbardo. Do udziału w nich klasyfikowano tylko tych ochotników, którzy pomyślnie przeszli testy psychologiczne wykluczające jakiekolwiek zaburzenia osobowości, czy inne choroby psychiczne.

Wyniki wszystkich badań były jednoznaczne: zdrowi ludzie pod wpływem różnych czynników – presji autorytetu, poczucia obowiązku wykonywania poleceń, czy przekonania o tym, że odpowiedzialność za swoje czyny można zrzucić na kogoś, kto wydaje rozkazy, byli w stanie podejmować działania, o których wiedzieli, że mogą w konsekwencji doprowadzić do uszczerbku na zdrowiu innych, lub doprowadzić do ich śmierci.

W Rwandzie czynnikiem, który zainicjował proces transformacji zwykłych sąsiadów w ludobójców była wszechobecna propaganda rządowa. Wszystkie moja rozmówczynie podkreślały jak bardzo treści radiowe, prasowe i rządowe wpływały ich myślenie i postrzeganie Tutsi.

Urodziły się i dorastały w świecie nasączonym bezkresną nienawiścią do Tutsi. Były świadkami ich dyskryminacji w szkołach, w miejscach pracy oraz licznych czystek etnicznych. Widziały też, że nie tylko rząd nigdy wcześniej nie tylko nigdy nie ukarał winnych pogromów, ale regularnie podżegał do nienawiści i stosowania przemocy wobec Tutsi.

d1ew68f

Publicznie mówiło się o nich, że są nic niewartymi karaluchami. Byli przedstawiani jako wrogowie Rwandy, którzy w ukryciu snują plany odtworzenia monarchii feudalnej i ponownego zniewolenia Hutu. Ta narracja miała wzbudzać w Hutu lęk tak intensywny, aby byli w stanie pierwsi zaatakować wierząc, że robią to, aby uratować swoje życie.

Świat propagandy rządowej był jedynym, jaki znały moje rozmówczynie. Nie miały możliwości zweryfikować prawdziwości stwierdzeń, kwestionować przekazywanych infromacji. Z czasem mowa nienawiści wygłuszyła ich sumienia i człowieczeństwo tego stopnia, że stały zdolne do dokonania mordu na swoich sąsiadach, bo po prostu wierzyły ślepo w to, że muszą zabić wroga, aby same mogły przeżyć.

Bohaterki pani książki to morderczynie odsiadujące w więzieniach wieloletnie wyroki. Co czuła pani podczas spotkań z każdą z nich?

Nie czułam nic, ponieważ nie chciałam odczuwać żadnych emocji. Jestem reporterką i moim priorytetem było stworzenie im neutralnej przestrzeni – wolnej od osądów, uprzedzeń i emocji, aby mogły swobodnie opowiedzieć swoje historie.

d1ew68f

Moja uwaga była skoncentrowana na tym, aby poprawnie zrozumieć każdy najmniejszy szczegół opowiadanej mi treści, tak, aby móc połączyć wszystkie elementy w spójną całość.

Więzienie w dystrykcie Nyamagabe materiały partnera
Więzienie w dystrykcie Nyamagabe Źródło: materiały partnera, fot: Natalia Ojewska

Choć wymiar sprawiedliwości w Rwandzie nie pozostał obojętny na wydarzenia z 1994 r., to wyroki dla osób biorących udział w masowych zbrodniach wydają się zdumiewająco niskie. 15 lat za udział w ludobójstwie to dość łagodna kara.

W Rwandzie, aby osądzić sprawców, którymi byli w zdecydowanej większości zwykli sąsiedzi, reaktywowano mechanizm tradycyjnych sądów gacaca [czyt. gaczacza], które swoją historią sięgają czasów przedkolonialnych.

d1ew68f

Na sędziów powoływano mieszkańców społeczności lokalnych, którzy nigdy wcześniej nie byli karani i cieszyli się dobrą reputacją. Oskarżeni nie mieli prawa do obrońcy. Swoją niewinność mogli udowodnić tylko przez zeznania świadków potwierdzających ich wersje wydarzeń. Ci, którzy przyznawali się do popełnionych zbrodni, mogli liczyć na lżejszą karę.

Na zeznaniach świadków polegali też ocalali i krewni ofiar, szukający sprawiedliwości. Wbrew pozorom, zebranie materiałów dowodowych przeciwko podejrzanym nie było prostym zadaniem. Świadkami byli z reguły Hutu, którzy obawiali się, że gdy staną przed sądem, aby zeznać przeciwko danemu sąsiadowi, ten wyjawi ich zbrodnie.

Jest mi trudno powiedzieć, czy 15 lat za zbrodnię ludobójstwa to dużo czy mało. W trakcie mordów to sąsiedzi katowali swoich sąsiadów. Gdy przyszedł czas na rozliczenie, ci sami ludzie wydawali wyroki na swoich znajomych, krewnych i przyjaciołach.

Może więc te 15 lat oznacza, że jednak jesteśmy bardziej dobrzy niż źli? Że potrafimy wybaczać? Że nie drzemie w nas rządza zemsty bezwzględnej? Że dążymy jako ludzkość do pojednania i pokoju? Że potrzeba miłosierdzia jest w nas silniejsza i mamy w sobie siłę, aby nie zatracić naszego człowieczeństwa?

d1ew68f

Nie każda z pani bohaterek miała krew na rękach. Niektóre z kobiet zostały skazane za samą obecność przy egzekucjach i brak reakcji, przeważnie podyktowany lękiem. Każdą z nich jednak nazywa się ludobójczynią. Czy uważa pani, że wyrok więzienia w takich przypadkach jest słuszny?

Myślę, że odpowiedzi może tu dostarczyć definicja ludobójstwa jako zbrodni międzynarodowej. Według niej mamy do czynienia z ludobójstwem wtedy, gdy sprawcy kierują się – trudnym do dowiedzenia – "zamiarem" (nazywany z łac. dolus specialis) eksterminacji danej grupy społecznej w całości lub w części z powodu jej narodowości, etniczności, religii lub rasy. Oznacza to, że osoby biorące udział w ludobójstwie świadomie i konsekwentnie dążą do unicestwienia danej wybranej grupy.

Dlatego też, ludobójcą jest nie tylko ten, kto ma przysłowiową krew na rękach. Ludobójcą jest ten, kto na przykład wskazał miejsce ukrycia Tutsi, wiedząc, że inni sprawcy go zamordują. Ludobójcą jest też ten, kto innemu sprawcy podał narzędzie zbrodni – maczetę, kamień, granat. Ludobójcą jest ten, kto podżegał innych do dokonania mordu oraz ten, kto stosował przemoc seksualną, grabił mienie. Wszystkich tych sprawców łączył jeden cel, którym było unicestwienie Tutsi.

Czy w świetle tego, ten, kto wydał chowającego się człowieka lub ten, który ubliżał, poniewierał, jest z mniejszym stopniu winny zbrodni, od tego, który go własnymi rękoma, z użyciem siły, narzędzia, kogoś zamordował? Nie. Według definicji ludobójstwa wszystkie te poszczególne zbrodnie obarczone są takim samych ciężarem winy i odpowiedzialności.

Lektura pani reportaż budzi skrajne emocje. Z jednej strony jest bunt i złość na ich bezduszne okrucieństwo, z drugiej – trudne do wytłumaczenia współczucie. Co więcej – czytelnik jest skołowany i zagubiony wiedząc, że powinien się opowiedzieć po jednej ze stron. Tylko, czy biorąc pod uwagę rys historyczny i okoliczności, jasna ocena pani bohaterek jest możliwa? Czy pani je oceniła?

Możemy sobie wyobrażać, że gdyby w naszym domu wybuchł pożar, to my będziemy na tyle zorganizowani i nieustraszeni, że pomożemy naszym najbliższym uciec, że ocalimy cenne dla nas przedmioty. Ale nie wiemy, jak się zachowamy, gdy sami zostaniemy postawieni w obliczu takiej tragedii, kiedy będziemy jej świadkami. Może sparaliżuje wszechogarniający lęk, że nie będziemy w stanie sami uciec z domu? Może obawa przed utratą życia lub zdrowia okaże się silniejsza?

"Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono", napisała Wisława Szymborska. Kim więc jesteśmy, aby oceniać innych?

Materiał powstał przy współpracy z Wydawnictwem Słowne
d1ew68f
d1ew68f