Trwa ładowanie...

"Polacy mordowali Polaków". O skali tej tragedii wielu ciągle milczy

Pod Przeworskiem jest mały las. Niepozorny, niezwracający uwagi. Ale to właśnie tam miały miejsce tragiczne wydarzenia. Zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej doszło tam do serii morderstw. Miejscowi Polacy mordowali Polaków powracających z robót przymusowych w Niemczech. Rafał Hetman przekonuje, że niestety nie była to odosobniona historia.

Share
Dopiero w 2004 r.  w dębrzyńskim lesie postawiono kamień upamiętniający ofiary morderstw Dopiero w 2004 r. w dębrzyńskim lesie postawiono kamień upamiętniający ofiary morderstw Źródło: Materiały prasowe
d4msird

Rafał Hetman, doświadczony reporter i pisarz, wybrał się tam 75 lat po krwawych wydarzeniach. Rozmawiał z ludźmi, pytał, czy jeszcze coś pamiętają. Badał, dlaczego mogło dojść do takiego bestialstwa. Swoje odkrycia opisał w książce "Las zbliża się powoli", która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Czarne. W wywiadzie dla WP opowiada o dramatycznych powojennych czasach w Polsce.

Przemek Gulda, Wirtualna Polska: Jak to się stało, jak do tego doszło, że po wojnie Polacy mordowali Polaków?

Rafał Hetman: Zaważyło na tym bardzo wiele czynników. Pierwszym, prawdopodobnie najważniejszym, była wojenna demoralizacja, której doświadczyła bardzo duża część społeczeństwa, a może wręcz wszyscy. Za sprawą tego, co działo się w Polsce podczas wojny, wartość życia ludzkiego bardzo się obniżyła. Jego dewaluacja zaszła tak daleko, że można było zabić za parę lepszych butów czy zegarek.

d4msird

Drugim ważnym czynnikiem była z pewnością wielka słabość odbudowujących się dopiero struktur państwowych i różnego rodzaju służb zajmujących się utrzymywaniem porządku i bezpieczeństwa. Zaraz po wojnie albo nie działały one w ogóle, albo działały bardzo słabo. A więc zagrożenie ewentualną karą było znikome. Sprawcy morderstw czy rabunków często nie bali się, że zostaną złapani, oskarżeni, osądzeni. To akurat bardzo szybko się zmieniło. Już dwa, trzy lata po wojnie milicja i sądy działały dużo sprawniej, co znacznie obniżyło skalę przestępczości.

Bardzo dokładnie, od strony historycznej, opisuje to Marcin Zaremba w swojej książce "Wielka trwoga". Ty z poziomu analizy historycznej zszedłeś na poziom indywidualnego doświadczenia. Jak to wyglądało na przeciętnej polskiej wsi?

To był czas wielkiej biedy. Brakowało praktycznie wszystkiego. Od przedmiotów codziennego użytku i żywności, po sprzęty potrzebne w gospodarstwie, zwierzęta czy też węgiel. Zdarzały się napady, w których łupem był tylko cukier, zdarzały się też zbrodnie dużo większego kalibru. Kiedy przyjrzeć się indywidualnym przypadkom, często okazuje się, że do głosu dochodziły także osobiste motywy poszczególnych sprawców. To były jakieś wewnętrzne rozliczenia między rodzinami czy pojedynczymi osobami, jakieś kłótnie sprzed lat, niezałatwione sprawy i spory. Tamten czas nadawał się znakomicie, żeby je rozwiązywać, często w bardzo brutalny sposób.

d4msird

W swojej książce opisujesz jedno konkretne miejsce, gdzie mordowano dla zysku, ale z tego, co mówisz, wynika, że było ich o wiele więcej. Jaka była skala tego zjawiska w ówczesnej Polsce?

Nie będzie wielką przesadą stwierdzenie, że była ogromna. Wystarczy spojrzeć do milicyjnych raportów, w których niemal codziennie odnotowywano jakiś napad, rabunek, morderstwo. Mam na myśli jedynie okolice Przeworska, o których piszę w książce. Skala aktywności band była trudna do wyobrażenia. Co ciekawe, kiedy próbowałem znaleźć jakąś monografię historyczną na temat aktywności band w latach 1944-1946, żaden z historyków, z którymi rozmawiałem, nie potrafił mi wskazać takiego opracowania. A przecież wiadomo o olbrzymiej skali tego procederu i o olbrzymiej ilości dokumentów, które go opisują. Mam tu na myśli chociażby raporty milicyjne czy dokumenty z prokuratur i sądów. Raporty przeworskiej milicji, której podlegał także region w okolicach lasu Dębrzyna, wskazują na to, że najróżniejszych napadów, kradzieży, strzelanin było tak dużo, że fizycznie nie dało się zająć każdym przypadkiem, zatrzymać i osądzić każdego ze sprawców. Co więcej, w raportach nie ma też wszystkich zajść, bo nie wszystkie przestępstwa zgłaszano na milicję.

"Przez lata wielu mówiło szeptem, a niektórzy po prostu milczeli" Materiały prasowe
"Przez lata wielu mówiło szeptem, a niektórzy po prostu milczeli"Źródło: Materiały prasowe

Z dzisiejszej perspektywy wiadomo, że część band grasujących w różnych regionach kraju udało się wytropić, część osób skazać, ale jest to tylko mały wycinek problemu. Ale najprawdopodobniej bywało też tak, że ktoś w aparacie bezpieczeństwa decydował, żeby niektórych osób nie ścigać, bo na przykład te osoby były władzy do czegoś potrzebne. Dziś bardzo trudno jest już dociec, dlaczego tak było i jakie względy o tym decydowały w konkretnych przypadkach. Co więcej, ówczesna władza "bandami" nazywała też te grupy, które działały przeciwko nowej władzy. Nazywano je "bandami rabunkowo-politycznymi". Ale grupa, którą opisuję w książce, nie miała celów politycznych. Jej działalność zakwalifikowano jak przestępczość pospolitą. Członkom bandy zarzucano rabowanie i mordowanie osób wracających z robót w III Rzeszy.

d4msird

Co było szczególnego w miejscu, o którym piszesz. Dlaczego tam pamięta się o powojennych zbrodniach?

To rzeczywiście ciekawe, bo podobnych miejsc, podobnych historii było mnóstwo, ale ogromna ich część została zapomniana. O Dębrzynie z jakiegoś powodu pamiętano. Ktoś zaczął malować białe krzyże na drzewach. Ktoś przynosił kwiaty do miejsc, gdzie uważano, że spoczywają ofiary. Myślę, że wielkie znaczenie miał fakt, że już kilkanaście lat temu w lesie, w którym dokonywano zbrodni, powstało upamiętnienie. Postawiono tam krzyże i głaz z tablicą informującą, że spoczywają tam zamordowane osoby. Co roku, w pierwszą niedzielę września, odbywa się tam msza święta w intencji ofiar.

To wszystko sprawiło, że temat nie zniknie, że wspólnota pamięci była podtrzymywana. Pojawiały się też publikacje prasowe, powstały dwa filmy dokumentalne. Dlatego do dziś temat wciąż pozostaje żywy. Choć przez lata wielu mówiło o nim szeptem, a niektórzy po prostu milczeli.

Wyd. Czarne, 2022 Materiały prasowe
Wyd. Czarne, 2022Źródło: Materiały prasowe

Dlaczego o tych sprawach tak konsekwentnie się milczy?

Z moich rozmów z mieszkańcami sąsiednich wsi wynika, że niemal każdy wiedział, kto napadał, kto mordował. Ale w czasach PRL nie mówiło się o tym publicznie. To były historie przekazywane z ucha do ucha, po cichu, tylko zaufanym, bliskim krewnym czy przyjaciołom. Bardzo silny był strach przed zemstą sprawców, choć nie wiadomo było do końca, co mogłoby nią być. Z czasem potęgowała się zmowa milczenia. Ponadto w małych społecznościach więzy rodzinne krzyżowały się coraz bardziej. Kolejne małżeństwa sprawiały, że dawni sprawcy, kiedyś poddawani cichemu ostracyzmowi, zostawali krewnymi, powinowatymi. Lojalność wobec kogoś z rodziny była silna. Mówiło się o tym coraz mniej. Do tego dochodzi jeszcze aspekt polityczny: dla władz PRL ujawnianie takich spraw, zbrodni, których Polacy dokonywali po wojnie wobec swoich rodaków, było bardzo niewygodne i źle widziane. Dlatego nikt o tym nie mówił.

d4msird

Który moment podczas pisania książki był dla ciebie najbardziej emocjonalny, najbardziej dramatyczny?

Rozmowa z jednym z najstarszych mieszkańców wsi. To był bardzo wiekowy człowiek, który do dziś bał się powiedzieć choćby słowo o tym, co działo się na jego oczach. Powiedział nawet wprost, kiedy zapytałem go, dlaczego nie chce nic mówić: "strach". Do domu zaprosiła mnie jego córka, była bardzo miła i chciała ze mną rozmawiać, próbowała namówić ojca na jakieś zwierzenia. Ale ja bardzo szybko poczułem się niekomfortowo, wiedziałem, że moja obecność, że moje pytania były dla niego mocno kłopotliwe. To było dla mnie wstrząsające, ta świadomość, że niektórzy tak bardzo boją się jeszcze dziś.

Rozmawiał Przemek Gulda, dziennikarz Wirtualnej Polski

Rafał Hetman (ur. 1987) – reporter. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", magazynie "Chidusz". Autor książek "Las zbliża się powoli" i "Izbica, Izbica", która znalazła się w finale Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, otrzymała nominację do Nagrody Historycznej "Polityki" oraz Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza. Finalista Konkursu Stypendialnego im. Ryszarda Kapuścińskiego. W mediach społecznościowych opowiada o literaturze.

Kontrowersje w "podręczniku". Nie chcą książki od Czarnka

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d4msird
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
d4msird
d4msird