Trwa ładowanie...

Mróz, głód i wszy. Jak wyglądała codzienność Wyklętych?

Jak wyglądało życie partyzantów? Jak żołnierze zdobywali pożywienie, aby przeżyć i móc dalej walczyć? Tego dowiedzie się z książki Stanisława Płużańskiego, "Mróz, głód i wszy. Codzienne życie Wyklętych". Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Fronda prezentujemy jej fragment.
Share
Partyzanci Ognia w obozie nad Przełęczą Borek, lato 1946 r.
Partyzanci Ognia w obozie nad Przełęczą Borek, lato 1946 r.
d3j1rr5

Partyzanci wykorzystywali każdą możliwość zjedzenia posiłku. Nie było wiadome, ile czasu zajmie zdobycie następnego pożywienia i kiedy będzie można zaspokoić głód. Żywili się od razu tym, co udało im się otrzymać od miejscowej ludności. "Żywiliśmy się, gdzie się dało" (130) – wspominał Kazimierz Paulo ps. "Skała". Pozyskiwanie żywności było ściśle uzależnione od zasobów mieszkańców danej miejscowości. Trzeba jednak pamiętać, że w tamtym czasie ludność cywilna sama miała problem z pożywieniem.

Marcin Zaremba w swojej książce dobitnie opisał zaistniałą po wojnie sytuację: "Bardzo duże straty materialne Polski oznaczały gwałtowną pauperyzację społeczeństwa. Brakowało podstawowych rzeczy: ubrań i obuwia, przede wszystkim jednak żywności. Pewne światło na stan jej podaży rzuca ówczesne zestawienie Ministerstwa Aprowizacji i Handlu porównujące produkcję podstawowych środków żywnościowych na jednego mieszkańca w roku 1938 i 1945/1946. Wynika z niego, że nastąpił dwukrotny, a nawet trzykrotny spadek produkcji" (131).

Niektóre jednostki, takie jak oddział "Groźnego", żeby nie obciążać nadmiernie swoją obecnością miejscowej ludności, płaciły za otrzymane jedzenie. Zdaniem Tadeusza Michalskiego ps. "Ryś" było to oczywiste i niezbędne, gdyż w innym wypadku nikt nie byłby w stanie wyżywić tylu ludzi, zwłaszcza gdy mowa o wioskach regularnie odwiedzanych przez oddział (132). Wynagrodzenie było tym bardziej potrzebne, gdy do wioski przychodził nie jeden oddział, a całe zgrupowanie. Za pieniądze skupowano z okolicy na ogół takie rzeczy jak masło, kury, jajka, chleb, słoninę itp.(133).

d3j1rr5

Wincenty Twarowski ps. "Słowik" z 3 Wileńskiej Brygady NZW stwierdził: "Przeważnie jednak to o nic my nie musieli prosić, bo mieliśmy pieniądze. Braliśmy świniaka, płaciliśmy i wystarczał nam na 2-3 dni" (134). Starano się także brać od tych gospodarzy, którzy nawet po oddaniu części swoich zapasów mieli co jeść. U "Salwy" wyznaczano żołnierzy, którzy dostawali pieniądze i mieli za zadanie pójść do miejscowych i kupić od nich jedzenie135. Była to częsta praktyka, jednak nie zawsze partyzanci dysponowali pieniędzmi, którymi mogliby zapłacić. W miarę możliwości starano się jednak rekompensować pomoc.

Według Mariana Pawełczaka oddział "Zapory" tak postępował względem ludności cywilnej: "Jak nie mieliśmy ze sobą jakiegoś prowiantu, tośmy korzystali z pomocy ludzi. Objadaliśmy ich nieraz. Oni też nie byli za bogaci, bo przeważnie wybierało się takie biedniejsze, niepozorne chaty gdzieś pod lasem i jedną albo dwie. Tam się kwaterowało. Myśmy o tym pamiętali i następnym razem jak z kolei mieliśmy jakieś zaopatrzenie (…), tośmy tam przychodzili i wtedy myśmy żywili gospodarzy. Jak mogliśmy, to jeszcze zostawialiśmy im, zwłaszcza jeśli w domu było sporo dzieci. Komendant widział te sprawy bardzo po ludzku" (136).

d3j1rr5

Zdobywanie żywności było niekiedy do tego stopnia trudne i angażujące, że w niektórych oddziałach były osoby wyznaczane wyłącznie do tego. Przykładem może tu być Wacław Szacoń ps. "Czarny" u "Zapory". Z kolei w 6 Brygadzie Wileńskiej w ramach szwadronu działały m.in. patrole żywnościowe (137). Czasami udawało się zdobyć większą ilość jedzenia ze spółdzielni spożywczej lub z większego majątku (138). Jako baza zaopatrzeniowa służyły również posterunki MO i UB oraz miejscowi konfidenci (139).

Oddziały "Bartka" w ramach kar za działalność komunistyczną przychodziły zwłaszcza do członków PPR, którzy jako uprzywilejowani dostawali w posiadanie od władz mienie poniemieckie140. 6 Wileńska Brygada także przeprowadzała karne rekwizycje wymierzone w miejscowych aktywistów PPR (141). Partyzanci "Ognia" jedzenie zdobywali również ze sklepów znajdujących się na przygranicznych terenach Czechosłowacji. Według "Dzielnego" tam było znacznie więcej żywności niż w Polsce z powodu istnienia aktywnej kolaboracji z Niemcami.

Maj 1947 r. Wspólna odprawa oddziału Józef Struga Ordona i patrolu podległego kpt. Uskokowi_Sharpness_1
Maj 1947 r. Wspólna odprawa oddziału Józef Struga Ordona i patrolu podległego kpt. Uskokowi_Sharpness_1

Pamiętać przy tym należy, że do wiosny 1945 roku istniało satelickie państwo słowackie, którego obywatele w czasie wojny znajdowali się w lepszej sytuacji niż Polacy (142). Zabierano więc z tamtych terenów takie rzeczy jak krowy, konie, świnie czy wozy wykorzystywane do transportu mięsa (143). Rekwirowanie jedzenia było także karą wymierzoną w ludzi szkodzących okolicy. W Kronice 6 Wileńskiej Brygady AK czytamy: "11 VI 46 Patrol żywnościowy do wsi Franopol k. Sarnaki.

d3j1rr5

Zarekwirowano świnię u Maśkowiaka za kradzież drzewa z lasów państwowych i handel nim" (144). Zdobyte produkty, m.in. jaja, masło, świnie, żołnierze dzielili między siebie. Często oddział przynosił prowiant do gospodarstw, gdzie kucharze lub po prostu osoby do tego wyznaczone robiły z mieszkańcami posiłek dla siebie i oddziału.

Wiele mówiąca o tym, jak często zdesperowani byli partyzanci, jest historia sposobu pozyskiwania mleka przez oddział Józefa Oleksiewicza "Groźnego": "Na wsiach kiedyś nie było lodówek, to na łańcuchach ludzie puszczali mleko do studni, żeby nie skwaśniało. My wiedzieliśmy, gdzie są, bo mieliśmy już swoje ścieżki. Trochę tam wypiliśmy, resztę zostawiliśmy i poszliśmy dalej" (145). Zdarzały się też sytuacje, kiedy wygłodniali partyzanci byli zmuszeni zabierać jedzenie wbrew woli ludzi.

Ryszard Zieniewicz ps. "Drań" z oddziału "Zapory" w swoim pamiętniku przy dniu 2 listopada 1946 roku zanotował: "Bez żadnych przejść, około południa ruszyliśmy z terenów zamojskich w teren biłgorajski. Zatrzymaliśmy się we wsi Malinie zmarznięci i głodni. We wsi jest trudno coś znaleźć do jedzenia, dopiero po gruntownych poszukiwaniach znaleźliśmy w bród wszystkiego. Mimo to jednak musieliśmy brać jedzenie siłą, to znaczy bić się z babami na pięści o kromkę chleba i garnczek mleka" (146). Warto jednak zaznaczyć, że zdaniem Mariusza Mazura pamiętnik ten jest najprawdopodobniej fałszywką UB (147).

d3j1rr5

Mimo wszelkich starań w większości relacji żołnierze przyznają, że często doskwierał im głód. Nieraz zdarzały się sytuacje, kiedy nie udawało się zdobyć jedzenia i oddział głodował nawet przez kilka dni148. Głód szczególnie mocno dawał o sobie znać przy okazji intensywnego wysiłku, do którego przecież partyzanci często byli zmuszani, tocząc boje z przeciwnikiem i ciągle się przemieszczając. "Z zaopatrzeniem w żywność to było słabo, wciąż byliśmy głodni" (149) – przyznał Marian Pawełczak. W większości relacji partyzanckich przewijają się podobne zdania dotyczącego głodujących oddziałów.

Włodzimierz Bystrzycki ps. "Dzielny" przyznał, że jego partyzanci z powodu głodu i wyczerpania odmówili dalszej wędrówki, trzeba było więc zatrzymać się w najbliższej wiosce i nakarmić żołnierzy (150). W oddziale Eugeniusza Kokolskiego ps. "Groźny" brak prowiantu często był nawet przyczyną ryzykownego w tamtym czasie urlopowania żołnierzy (151).

5_Brygada_Wileńska_AK_Sharpness_1
5_Brygada_Wileńska_AK_Sharpness_1

Przykładem idealnie pokazującym, że każde jedzenie było dla partyzantów niezwykle ważne, jest historia opisana przez Antoniego Bieguna ps. "Sztubak". Jego oddział podczas trwającej obławy mimo przewagi przeciwnika bił się o skrzynię ze słoniną, która kilkukrotnie przechodziła z rąk do rąk, ponieważ partyzanci nie chcieli się wycofać bez niej (152). Nawet jeżeli było dostępne jedzenie na wsi, nie zawsze można było się nim posilić.

d3j1rr5

"Czasami było takie nasilenie obław wojska (…), że nawet jak było miejsce, żeby tam jakieś ognisko zapalić i zjeść, to nie było zwyczajnie kiedy" – mówił Wacław Szacoń ps. "Czarny" (153). W wielu relacjach mowa jest nie tylko o licznych obławach, lecz także o długich marszach spowodowanych ciężką sytuacją w terenie i potrzebą szybkiego przemieszczenia się. W trakcie takich tułaczek również na ogół nie było co jeść (154).

Kiedy sytuacja w terenie zmuszała do całkowitego unikania obszarów zabudowanych, partyzantom zdarzało się jeść w lesie wcześniej zebrane jedzenie. Było tak np. w oddziale "Zapory" zimą 1946/1947, przed wyborami do Sejmu, kiedy we wsiach na Lubelszczyźnie stacjonowało wojsko. Przeważnie jednak oddział żywił się u gospodarzy, u których kwaterował. Jedzono razem z ludźmi, chyba że oddział z powodu niebezpieczeństwa musiał przez cały czas przebywać w ukryciu. Wówczas gospodarz przynosił jedzenie do kryjówki, którą często były strych lub stodoła (155).

Mróz, głód i wszy. Życie codzienne Wyklętych Materiały Wydawnictwa Fronda
Mróz, głód i wszy. Życie codzienne Wyklętych Źródło: Materiały Wydawnictwa Fronda

Tym bardziej cenne były mniej oczywiste sposoby zdobywania pożywienia, co wspomina przykładowo Marian Pawełczak ps. "Morwa": "Miś to wykombinował, on był w 27 Dywizji na Wileńszczyźnie, tam nieraz korzystali z takich grzybów, które u nas nie były zbierane. Wtedy poznałem pierwszy raz muchomora czerwonawego. (…) Miś poszedł z chłopakami i ich pokierował na te grzyby, oni pozbierali i przynieśli. Później przyrządzili je, a kto jadł te grzyby, ten dostawał jeszcze kieliszek wódki. A jeszcze żeby objętość tego jedzenia przygotowywanego powiększyć, to tam pastę do zębów dodali i jeszcze nie wiem jakie świństwa. Z drugiej strony chcieli zniechęcić amatorów, żeby nas było mniej. Pamiętam, że jadłem to" (156). Co ciekawe, nikt z partyzantów nie wspomina o polowaniu na zwierzęta w celu zdobycia pożywienia.

d3j1rr5

Z relacji niektórych wynika nawet, że zdobycie wody do picia również potrafiło sprawić nie lada problem. Zdaniem Kazimierza Paula ps. "Skała" oddziały "Ognia" musiały uważać na górską wodę, gdyż w górach władza miała zatruwać okoliczne strumienie, aby wyeliminować partyzantów (157). Problem ze zdobyciem pitnej wody nie był jednak specyfiką jedynie Podhala. Żołnierze z innych oddziałów również wspominali o częstym doskwierającym uczuciu pragnienia.

Lidia Lwow-Eberle przekonywała, że człowiek był młody i najważniejsza dla niego była wolna Polska, więc nie myślało się o głodzie. Później jednak wśród przyczyn opuszczania oddziału wymieniała m.in. głód, który był problemem, ponieważ nie mieli ani czasu, ani możliwości na zdobycie posiłku (158).

Przypisy:

130 Relacja Kazimierza Paula ps. "Skała", op. cit.

131 M. Zaremba, Wielka trwoga, Polska 1944 –1947 Ludowa reakcja na kryzys, Kraków 2012, s. 514.

132 Relacja Tadeusza Michalskiego ps. "Ryś", op. cit.

133 E. Kurek, Zaporczycy…, op. cit., "Ryś" – Jan Kokoszka, t. 2, s. 75; "Tęcza" – Stanisław Rusek, t. 2, s. 146.

134 Relacja W. Twarowskiego ps. "Słowik" [w:] J. Kułak, Rozstrzelany Oddział. Monografia 3 Wileńskiej Brygady NZW…, op. cit., s. 186.

135 Relacja Józefa Oleksiewicza ps. "Groźny", op. cit.

136 Relacja Mariana Pawełczaka ps. "Morwa", op. cit.

137 K. Krajewski, T. Łabuszewski, Od "Łupaszki" do "Młota"…, op. cit., s. 96.

138 Relacja Mariana Pawełczaka ps. "Morwa", op. cit.

139 K. Krajewski, T. Łabuszewski, Od "Łupaszki" do "Młota"…, op. cit., s. 98.

140 Relacja Stefana Sieklińskiego ps. "Stefek", op. cit.

141 Kronika 6 Brygady Wileńskiej, AAN, Armia Krajowa, sygn. 203/XVI/1, op. cit., k. 116.

142 Relacja Włodzimierza Bystrzyckiego ps. "Dzielny", op. cit.

143 Dziennik "Ognia" [w:] S. Wałach, Był w Polsce czas…, Kraków 1978, s. 486.

144 Kronika 6 Brygady Wileńskiej, AAN, Armia Krajowa, sygn. 203/XVI/1, op. cit., k. 114a.

145 Relacja Józefa Oleksiewicza ps. "Groźny", op. cit.

146 Pamiętnik od dn. 1.XI.1946 r. Drań [w:] Akcje oddziałów "Zapory" w tajnych raportach UB-MO, red. H. Pająk, Lublin 1996, s. 190.

147 M. Mazur, Antykomunistycznego podziemia portret zbiorowy 1945 –1956, op. cit., s. 309.

148 E. Kurek, Zaporczycy…, op. cit., "Gitarka" – Eugeniusz Mordoń, t. 1 s. 58.

149 Relacja Mariana Pawełczaka ps. "Morwa", op. cit.

150 Relacja Włodzimierza Bystrzyckiego ps. "Dzielny", op. cit.

151 J. Bednarek, Antykomunistyczny oddział partyzancki Eugeniusza Kokolskiego "Groźnego" (sierpień 1945 r. – marzec 1946 r.) [w:] Konspiracja antykomunistyczna i podziemie zbrojne…, op. cit., s. 82.

152 A. Biegun, Moje życie, mój los…, op. cit., s. 151.

153 Relacja Wacława Szaconia ps. "Czarny", op. cit.

154 Relacja Mariana Pawełczaka ps. "Morwa", op. cit.

155 K. Garbacz, U boku "Ognia". Relacje i wspomnienia, op. cit., s. 102.

156 Relacja Mariana Pawełczaka ps. "Morwa", op. cit.

157 Relacja Kazimierza Paula ps. "Skała", op. cit.

158 Relacja Lidii Lwow-Eberle ps. "Lala", op. cit.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d3j1rr5

Podziel się opinią

Share
d3j1rr5
d3j1rr5