Trwa ładowanie...
d9wlbz7

"Providence, t.2": Alan Moore męczy bułę [RECENZJA]

"Jestem już zmęczony, mam tak dość" śpiewał Kryzys. A ja nuciłem pod nosem, mozoląc się z drugim tomem "Providence" Alana Moore'a.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Providence", tom 2, wyd. Egmont
"Providence", tom 2, wyd. Egmont (Materiały prasowe)
d9wlbz7

Nowojorski dziennikarz Robert Black dalej peregrynuje po rubieżach USA w poszukiwaniu księgi Halego, starając się odkryć tajemnice upiornego stowarzyszenia Stella Sapiente. Najpierw trafia do Manchesteru, a potem Bostonu, gdzie jest świadkiem zdarzeń poddających w wątpliwość jego zdrowe zmysły. Wciąż jest mrocznie, dziwacznie i wyuzdanie. I nudno.

Nie ukrywam. 1 tom "Providence" pod pewnymi względami mnie zachwycił. Bo jak, będąc fanem H.P. Lovecrafta, nie dać się porwać takiemu hołdowi? I to w dodatku zaserwowanemu przez Alana Moore'a, który utkał fabułę nie tylko z odniesień do prozy ojca współczesnego horroru, ale też jego biografii i twórczości jego kontynuatorów.

Nie do końca czytało się to tak dobrze, jak inne rzeczy Moore'a. Fabularnie też nie do końca się to kleiło. Ale sam misterny koncept i ogrom pracy, jaką włożył w napisanie komiksu, po ludzku wprawiały w podziw. Można było nawet przymknąć oko na nieznośnie sterylne rysunki Jacena Burrowsa.

d9wlbz7

ZOBACZ TEŻ: Komiks - renesans gatunku

I na tym jednym tomie Moore powinien poprzestać. Bo to, co przedtem tak intrygowało i zachwycało, w kontynuacji niestety męczy. Tak, to w dalszym ciągu gratka dla wyznawców Lovecrafta, mogących przetestować swoją wiedzę i spostrzegawczość. Aluzji jest tu od groma. Jednak erudycja Moore'a nie jest już w stanie przykryć scenariuszowych mielizn i rozwleczonej, wydumanej historii, która obiektywnie rzecz biorąc, nie ma sensu.

Moore zapędził się w ślepą uliczkę. Bo o ile niektóre motywy z opowiadań Samotnika z Providence da się z powodzeniem pożenić w ramach jednej fabuły, tak część zupełnie odstaje od reszty. Ba, pasuje jak pięść do nosa.

d9wlbz7

Charakterystycznym zabiegiem w "Providence" jest wprowadzenie do narracji zapisków głównego bohatera. Jednak o ile za pierwszym razem było to świeże i wnosiło coś do historii, tak w 2. tomie staje się nie do zniesienia. Czytania nie ułatwia ani "odręczna" czcionka, ani beżowy kolor "postarzonych" karetek. Koszmar.

Trzeci i ostatni tom "Providence" w przygotowaniu. Czekam, acz już z mniejszym entuzjazmem.

d9wlbz7

Podziel się opinią

Share

d9wlbz7

d9wlbz7