Trwa ładowanie...

Bez kobiet nie byłoby wolnej Polski. Walczyły z zaborcą i dyskryminacją [WYWIAD]

Kobiety walczące o polską niepodległość bardzo rzadko pojawiają się na kartach historii, którą pisali mężczyźni pokroju Józefa Piłsudskiego. A to właśnie one musiały walczyć nie tylko z wrogiem ojczyzny, ale także dyskryminacją, pogardą i seksizmem.

Share
Bez kobiet nie byłoby wolnej Polski. Walczyły z zaborcą i dyskryminacją [WYWIAD]
Źródło: Domena publiczna
d2nr086

"Niepokorne damy" – tak o kobietach, bez których Polska nie zdobyłaby niepodległości, pisze w swojej najnowszej książce Kamil Janicki. "Piłsudski chętnie korzystał z pomocy kobiet zawsze wtedy gdy… nie mógł sobie poradzić bez niej" – mówi autor, dodając, że gdy tylko ich wkład przestał być absolutnie konieczny, Piłsudski wydał haniebny rozkaz, którego wiele Polek nie posłuchało.

Jakub Zagalski: Czy Józef Piłsudski był mizoginem, czy pragmatykiem?

Kamil Janicki: Był bez dwóch zdań seksistą i wszelkie próby udowadniania, że to nieprawda, są z góry skazane na porażkę.

d2nr086

Na pewno był człowiekiem tamtej epoki, kiedy "ułomność" kobiet była przedmiotem popularnej teorii naukowej.

Nawet na tle swoich czasów Piłsudski wyraźnie odbiegał od normy. Oczywiście, to była epoka uprzedzeń i hipokryzji i trudno mierzyć ówczesnych działaczy naszą miarą. Ale przecież wystarczy porównać Komendanta z jego współczesnymi!

W konspiracji, w działalności niepodległościowej, niemal wszystkie środowiska korzystały ze wsparcia kobiet. Paradoksalnie Piłsudski – polityk obnoszący się ze swoją lewicowością i piejący o postępie – okazywał się większym mizoginem od zdeklarowanych konserwatystów. Przykładowo on nie widział dla kobiet żadnego miejsca w swoim ruchu paramilitarnym, w związkach strzeleckich. Twierdził, że dopuszczanie pań do służby naraziłoby nowo powstałe organizacje na śmieszność. A tymczasem inspirowane przez prawicę, konkurencyjne Drużyny Strzeleckie przyjmowały kobiety na tych samych prawach co mężczyzn i to od początku swojej działalności. Jak widać endecy nie bali się kompromitacji, ale nowoczesny Ziuk już tak.

Aleksandra Piłsudska/Domena publiczna
Źródło: Aleksandra Piłsudska/Domena publiczna

Czy kobiety w walce o niepodległość były dla niego piątym kołem u wozu? W końcu mówił, że "praca w formacjach ściśle wojskowych nie nadaje się dla kobiet" i chciał, by służba medyczna była dostępna dla pań tylko na tyłach.

Piłsudski chętnie korzystał z pomocy kobiet zawsze wtedy gdy… nie mógł sobie poradzić bez niej. W newralgicznych momentach, w punktach zwrotnych, od których zależał bieg polskiej historii, panie wysuwały się na plan pierwszy. Przykładowo w 1908 roku Piłsudski zorganizował brawurowy (choć zalatujący wyjątkową amatorszczyzną) napad na pociąg pod Bezdanami. Załogę składu sterroryzowali mężczyźni, oni też rozbili wagon pocztowy, zabierając około trzystu tysięcy rubli. Ale za kwestię najważniejszą i bodaj najtrudniejszą – czyli wywiezienie i przerzucenie przez granicę zdobytego łupu – zabrały się już kobiety, a Ziuk czekał na nie w bezpiecznej Galicji, by osobiście nie ponosić zbędnego ryzyka.

d2nr086

Podobnie było, gdy wybuchła pierwsza wojna światowa. Niby Piłsudski przygotowywał się do niej przez całe lata, ale gdy przyszło co do czego, obudził się z ręką w nocniku. Nie rozumiał, że każda armia wymaga wyżywienia, wyposażenia, umundurowania, służb sanitarnych... On beztrosko twierdził, że wszystko uda się zrabować po przekroczeniu granicy zaboru rosyjskiego. Chciał więc wyzwalać Polskę, łupiąc Polaków!

W tej najważniejszej chwili do akcji wkroczyły kobiety – dziesiątki, a nawet setki ochotniczek, które odpowiadały za kuchnie polowe, za pozyskiwanie funduszy, za pracę setek podległych im krawców… Bez nich Kadrówka nigdy nie wyszłaby w pole. Ale gdy tylko ich wkład przestał być absolutnie konieczny, Piłsudski wydał rozkaz o "usunięciu wszystkich kobiet ciągnących za armią". Zupełnie jakby chodziło o jakichś włóczęgów i zawalidrogi, a nie o krwioobieg wojska i jego prawdziwe twórczynie!

Wanda Gertz/Domena publiczna
Źródło: Wanda Gertz/Domena publiczna

Mimo kłód rzucanych pod nogi kobiety chciały walczyć na froncie. Jak Wanda Gertz, podająca się za Kazimierza Żuchowicza. Jakie nazwiska w tym kontekście zostały niesłusznie zapomniane?

W pierwszych tygodniach wiele kobiet służyło otwarcie, nawet w oddziałach frontowych. Gdy nadszedł haniebny rozkaz Piłsudskiego, nie wszystkie zamierzały się do niego dostosowywać. Przynajmniej około trzydziestu kobiet także później walczyło w Legionach w męskim przebraniu, pod fikcyjnymi nazwiskami. Ich losy są słabo znane. Mężczyźni nigdy nie zadbali o to, by należycie je udokumentować czy jakkolwiek docenić, bo przecież woleli twierdzić, że w armii nie ma i nie powinno być ani jednej kobiety.

d2nr086

W efekcie znamy tylko strzępy biografii poszczególnych żołnierek. Świetny przykład stanowi Kazia – legionistka służąca w piechocie, uczestniczka przeszło trzydziestu bitew, walcząca z bronią w ręku zawsze w pierwszym szeregu i zbierająca pochwały swoich dowódców. Była najbardziej zasłużoną kobietą w polskim wojsku, a pewnie też jednym z najlepszych żołnierzy Legionów w ogóle. A tymczasem nie wiadomo ani jak się naprawdę nazywała, ani co stało się z nią po wojnie. Być może nawet nie dożyła odzyskania przez Polskę niepodległości. Albo po prostu w wolnej Rzeczpospolitej nikogo nie interesowały już jej dokonania. Czczono przecież tylko wojenne zasługi mężczyzn.

W odniesieniu do wielu innych żołnierek nie wiemy nawet tyle. Ale są też pojedyncze, mocniej oświetlone sylwetki. Zofia Plewińska, Maria Wołoszyńska, Zofia Kamińska. Ta ostatnia była żoną Zygmunta Kamińskiego – artysty, który stworzył obecny, używany od lat międzywojnia do dzisiaj, wzór polskiego godła narodowego. On bał się wstąpić do armii, ona więc poszła za niego, a nawet przybrała mężowskie imię. Walczyła w kawalerii jako Zygmunt Tarło.

W książce użył pan określenia "niechciane walkirie" i od razu miałem przed oczami obraz nieustraszonych wojowniczek rzucających się w bój. Takie właśnie były kobiety pokroju Wandy Gertz?

Te dziewczyny stawały do walki nawet trudniejszej niż ta, która czekała mężczyzn. Musiały mierzyć się nie tylko z Rosjanami, ale też z uprzedzeniami kolegów, z niechęcią zwierzchników. Wiele przeszło prawdziwą drogą przez mękę tylko po to, by dotrzeć na front. Na każdym kroku musiały udowadniać swoją wartość, a ich los zależał od kaprysu mężczyzn, mogących je zdemaskować i usunąć z oddziałów. Tylko nielicznym istotnie udawało się ruszyć do bezpośredniego starcia z nieprzyjacielem. Przykładowo Wanda Gertz, pokonująca najrozmaitsze przeciwności, by dołączyć do artylerii i wyruszyć na front, wzięła udział tylko w jednej bitwie. Zanim zdążyła oddać choćby pojedynczy strzał, padł rozkaz odwrotu. Nawet to jej jednak nie zniechęciło. Po odejściu z armii zaangażowała się w działalność podziemnej Polskiej Organizacji Wojskowej. Przygotowywała zamachy na niemieckich aparatczyków, wykradała broń z wrogich arsenałów, walczyła z niemieckimi wartownikami…

mat. wydawcy
Źródło: mat. wydawcy

Pewnym jest, że kobiety walczyły nie tylko o niepodległość, ale także o godność, gdy trafiały do niewoli. To, w jaki sposób były traktowane przez towarzyszy broni, pozostaje jednak niewiadomą?

O tej sprawie konsekwentnie milczeli mężczyźni, a i kobiety wolały nie mówić o niej zbyt wiele. Historycy, jeśli poruszają temat relacji damsko-męskich w Legionach, to zwykle tworzą obraz cukierkowy, wprost idylliczny. Pełne koleżeństwo, tolerancja, równość… Tak oczywiście nie było. Trafiłem na różne przykłady poniżania kobiet, nawet ich napastowania. Legionista, który celowo podkłada nogę koleżance niosącej gar wrzątku i szydzi z niej, gdy ta, poparzona, zwija się z bólu. Grupa żołnierzy prześladujących pielęgniarkę, która niemal nie sypia i tkwi przy łóżkach chorych po dwie doby na raz, bo wydaje im się, że ta tylko "szczerzy zęby do oficerów". Członek Kadrówki, który rzuca wiązankę przekleństw na żołnierkę odpowiadającą za aprowizację, bo ta śmiała mu zwrócić uwagę, by nie pił wody z kałuży z obawy przed cholerą… Te historie tylko potwierdzają skalę zaangażowania dziewczyn z Legionów. Były gotowe bić się za Polskę, mimo że stale traktowano je jak ludzi drugiej kategorii.

d2nr086

"Niepokorne damy" kończą się tragicznym podsumowaniem losu walczących kobiet, które "zrobiły swoje i mogły odejść". Nie weszły do polityki, służby publicznej, nie mogły nawet znaleźć godnej pracy. Polska wywalczyła niepodległość mężczyzn?

W pierwszym Sejmie Polki zajęły zaledwie 8 miejsc na 444. Poza krótko istniejącym, samozwańczym rządem Ignacego Daszyńskiego nigdy nie dopuszczono żadnej kobiety do teki ministerialnej. Przez całe dwudziestolecie nie przyjęto kodeksu cywilnego, więc kobiety w dużym stopniu wciąż podlegały seksistowskim przepisom, pamiętającym po części czasy Napoleona Bonaparte. Nawet w ministerstwie sprawiedliwości, za rzecz zwyczajną, nomen omen sprawiedliwą, uważano zwalnianie z pracy kobiet, by robić miejsce dla mężczyzn…

Równouprawnienie oficjalnie wywalczone w roku 1918 okazało się w dużym stopniu fikcyjne. A udział kobiet w boju o niepodległość został kompletnie zapomniany. I jest taki do dzisiaj, bo przecież nawet przy okazji obchodów rocznicowych nikt nie stawia bojowniczkom o wolność pomników, nie ma ich na medalach, banknotach, w nowych paszportach, a przede wszystkim – w naszej pamięci.

Kamil Janicki - Redaktor naczelny "Ciekawostek historycznych". Historyk, publicysta i pisarz. Autor książek wydanych w łącznym nakładzie ponad 200 000 egzemplarzy, w tym bestsellerowych “Pierwszych dam II Rzeczpospolitej”, “Żelaznych dam”, "Dam złotego wieku", "Epoki hipokryzji" i "Dam polskiego imperium". W maju 2018 roku ukazała się jego książka: "Epoka milczenia". Najnowsza, "Niepokorne damy", trafi do sprzedaży 12 listopada.

d2nr086

Podziel się opinią

Share
d2nr086
d2nr086