Sylwia Chutnik w ECS w Gdańsku
Sylwia Chutnik w ECS w Gdańsku (gdansk.pl, Fot: Grzegorz Mehring)

Sylwia Chutnik: Sorry, Donatan, koniec z klepaniem po tyłku!

Pisarka i feministka Sylwia Chutnik opowiada nam, dlaczego Edyta Górniak dobrze zrobiła, że uderzyła Donatana w twarz w Opolu, co dalej z damsko-męskim flirtem i dlaczego mężczyźni powinni przestać wreszcie udawać głupków w kwestii #metoo.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Słyszała Pani o tym, co zrobił w Opolu Donatan Edycie Górniak?

Sylwia Chutnik: W trakcie pozowania na ściance ręka zjechała mu na jej tyłek, więc ona odwinęła się i walnęła go w pysk. To wszystko mogłoby zostać w kronice towarzyskiej portali plotkarskich, ale dobrze się stało, że Edyta Górniak pokazała, co o tym myśli.

Dlaczego?

To daje przykład innym kobietom, które często boją się zareagować w tak jednoznaczny sposób, chociaż jest to dla nich sytuacja niekomfortowa. Czują, że zostały przekroczone granice, ale boją się to pokazać, czy powiedzieć wprost, bo może paść zarzut, że to przecież był tylko żart. „No co ty taka sztywna jesteś?” albo „Przecież to tylko klepnięcie po tyłku!”. Więc taki jasny, radykalny gest Edyty Górniak był bardzo dobry! Takie publiczne gesty i oświadczenia dają wsparcie innym kobietom. Walnięcie kogoś w twarz to gest obrony honoru, który w tym kontekście rozumiem.

Jak w tym wszystkim wypadł Donatan?

To jest koleś, któremu wydaje się, że jak klepnie po tyłku, to jest jakiś rodzaj afirmacji kobiecości i że nic się nie stało. Mam nadzieję, że po takiej sytuacji inni mężczyźni też poczują, że nie jest to jednak dobre. Niestety, jest w Polsce niesamowite przyzwolenie na tego typu zachowania. Ale co się dziwić, skoro Donatan w „My, Słowianki” pokazuje baby, które ubijają masło, a to jest stereotyp kobiety z cycem wyciągnięty z klasycznego seksizmu.

Czy możemy go bronić, twierdząc, że nie wiedział?

Często mężczyźni się tak tłumaczą: „klepnąłem cię, bo zawsze klepałem”. Dobra, może kiedyś tak było, ale teraz już tak ma nie być! I to jest dla mnie kwintesencja #metoo. Mężczyźni się dziwią, że dopiero teraz to jest problem. A kiedyś kobiety to lubiły?! Nie! Ale nie mówiły o tym głośno. Ale teraz mówią. Więc teraz już kończymy z takim zachowaniem. Sorry, panowie! Jesteśmy w czasie renegocjacji między płciami: dotyczy to seksu, życia zawodowego, ale też tego, co jest męskie, a co kobiece w życiu i pracach domowych. Czasy się zmieniają. Musimy wymyślić nowe reguły gry. Współczuję mężczyznom, że wielu rzeczy muszą uczyć się na nowo. Ale jeśli chodzi o ich seksistowskie zagrywki, no to sorry, ale niech mi nikt nie mówi, że jest w szoku, bo nie wolno już klepać po tyłku. Chyba faceci nie są konstrukcji cepa, że albo złapią za tyłek, albo się obrażą i seksu nie będzie. Jest cały obszar innych zachowań ku obopólnej zgodzie. Przepraszam, ale czas klepania po tyłku się skończył! Wymyślcie coś innego na końskie zaloty.

Mężczyźni są podobno pogubieni. Nie wiedzą, co można, a czego nie…

Przy okazji #metoo wielu mężczyzn mówi, że im trudno wyczuć, co może być tolerowane, a co nie. Niech mi nikt nie mówi, że mężczyzn dziwi, że kobiety nie chcą, żeby je klepać po tyłku i na nie gwizdać. Bez przesady! Mężczyźni udają, że nie wiedzą, o co chodzi. Oczywiście w niektórych środowiskach klepanie po tyłku i żarciochy rodem z kloaki nie są niczym specjalnym, co pokazał „Warsaw Shore”. Ale jednak większość kobiet ma z tym problem. Więc robienie głupków z siebie i mówienie „O Boże, nie wiedziałem”, jest dla mnie żenujące.

Jak więc się zachowywać? Gdzie jest granica dotyku, słów, gestów…

To jest bardzo trudne! Są pomysły bardzo jasnego ułożenie relacji werbalnych i fizycznych, od dotyku aż po stosunek seksualny. To konsyliacyjne zgodzenie się obu stron i omówienie sprawy. Czyli: „czy nie masz nic przeciwko, że teraz cię pocałuję? Czy nie masz nic przeciwko, że teraz cię obejmę, a moja ręka będzie tu, tu i tu”.

Zamiast flirtu, negocjacje?

Oczywiście, sprowadza to nasze spontaniczne zachowania w obrębie erotyki do teatru. To może być nawet zabawne! „Przepraszam bardzo, czy mógłbym cię teraz spenetrować?”. To ma swoje plusy i minusy. W rezultacie obie strony będą się zgadzały i będą świadome tego, co za chwilę nastąpi. Z drugiej strony to trochę odzieranie z magii spontanicznego zachowania między płciami. Ale mam wrażenie, że jeśli to będzie jasne, to kobiecie będzie łatwiej powiedzieć: „słuchaj, weź rękę z moich pleców, bo dla mnie to jest krępujące”. Obie strony muszą być na siebie bardziej uważne. Z drugiej strony kobieta nie może być tylko ofiarą. Nie może być tak, że kobieta nie może wyjść z inicjatywą seksualną i nie może zainicjować flirtu. To byłaby purytańska pułapka!

Czy w Polsce jest akcja #metoo?

W Polsce, jak dobrze wiemy, nie mamy żadnych takich problemów, prawda? A potem nagle się okazuje, że są. Najbardziej znany to przykład dziennikarzy Michała Wybieralskiego i Jakuba Dymka, którzy zresztą zostali usunięci ze swoich miejsc pracy, po tym, jak wyszyły zarzuty wobec nich. Był krytykowany na fali #metoo pisarz Janusz Rudnicki za swoje zachowanie, nazywanie kobiet „kurwami”. Pytanie: czy tak specyficzny styl bycia u artysty jest bardziej tolerowany niż u innych? W takich środowiskach, jak pisarze, aktorzy muzycy, pewne zachowania są bardziej akceptowalne, bo możemy je złożyć na karb oryginalności, autoekspresji i dziwności. Po to w końcu mamy artystów, żeby nas trochę swoją dziwnością zabawiali. Potrafimy im wybaczyć więcej pijaństwa i więcej ostrego stylu bycia. A pisarz Rudnicki jest znany z ostrych dowcipów. Więc to się trochę rozeszło po kościach…

Jednak #metoo wyszło właśnie ze świata sztuki…

Wyszło ze strony aktorek Hollywood, co jest bardzo ciekawe. Kobiety, które osiągnęły wszystko i mogłyby już tylko dbać o swoją pozycję, wyciągają rękę do innych kobiet. To jest solidarność kobieca: wiele kobiet odważyło się teraz powiedzieć, coś, co im przeszkadzało przez lata, dlatego, że inne kobiety miały wcześniej odwagę.

Niektóre sprawy wyszły na jaw po kilkunastu latach. Dlaczego tak późno?

Prycham, gdy słyszę: „Przypomniała sobie o molestowaniu 30 lat później!”. Ten, kto nie wie, jak działa machina psychologiczna ofiar przemocy, nie wie, jak wiele kobiety potrzebują czasu, żeby to przetrawić. Potrzebują też poczucia bezpieczeństwa.

Strasznie dużo tych historii się zebrało…

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jaka to jest skala. To jest zakres od kalendarza z gołą babą w warsztacie samochodowym po gwałt; od niewybrednych komentarzy po przemoc seksualną. Uważam, że w pierwszym etapie wywalenia z siebie pewnych rzeczy, my, kobiety, nie patrzymy, czy to był mniej czy bardziej ważne. Wszystko musi mieć teraz ujście. Więc nie deprecjonowałabym tych wypowiedzi. Widocznie to przez lata siedziało w głębi tych kobiet. Zawsze trzymam stronę kobiet i podziwiam je, że mają odwagę mówić o swoich ciężkich doświadczeniach.

Polub WP Książki
Trwa ładowanie
.
.
.
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne