Trwa ładowanie...

"Narutowicz". Pięć dni rządów prezydenta. Skończyło się w najgorszy możliwy sposób

Nie spodziewał się, że zostanie wybrany na prezydenta. Gdy objął urząd, stolicę opanowały zamieszki. Świeżo wybrany prezydent dostawał masę listów z życzeniami śmierci. Na życzeniach się nie zatrzymało.

Gabriel Narutowicz (1865 - 1922) - pierwszy prezydent Rzeczypospolitej PolskiejGabriel Narutowicz (1865 - 1922) - pierwszy prezydent Rzeczypospolitej PolskiejŹródło: East News, fot: ZOFIA BAZAK
d1isli7
d1isli7

Dziś oczy wszystkich skierowane są na to, co dzieje się w Sejmie. Tłumy ludzi oglądają transmisje z kolejnych posiedzeń, co jest efektem wyborów z 15 października, gdy rządząca przez ostatnich osiem lat partia Prawo i Sprawiedliwość straciła sejmową większość na rzecz opozycji. Ale to nie pierwszy raz, gdy polski parlamentaryzm budzi tak wielkie emocje. O tym, co działo się kilka dekad temu w Sejmie, opowiadają twórcy nowej superprodukcji Audioteki - "Narutowicz".

Bez względu na to, kto jak uważał na lekcjach historii, kojarzymy Gabriela Narutowicza, który pięć dni po tym, jak został wybrany na prezydenta RP, padł ofiarą zamachowca. Ale co dokładnie się stało? Jaki był Narutowicz? Aktorzy tacy jak Krzysztof Dracz, Izabela Kuna, Marcel Sabat i Grzegorz Małecki przedstawiają fascynującą, ale wciąż mało znaną historię polskiego polityka.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Audiobooki, od których się nie oderwiecie. Masa superprodukcji

Sejmowa rewolucja

- Pokrzyczeli, poskomleli, a teraz muszą się pogodzić z rzeczywistością - mówi jeden z bohaterów audioserialu Audioteki o nastrojach, jakie działy się po wyborach z grudnia 1922 r. W polskiej polityce panował jeden wielki chaos. Narutowicz nie był w ogóle brany pod uwagę jako lider w wyścigu o fotel prezydenta kraju. Ba, samo wysunięcie jego kandydatury na ten urząd było dla niego nie lada zaskoczeniem.

d1isli7

Powiedzieć, że nie cieszył się wielkim poparciem społeczeństwa, to mało. Narutowicz był przede wszystkim inżynierem, konstruktorem. Lata życia spędzał zaangażowany w różne projekty międzynarodowe. Przede wszystkim stawiał na naukę, a nie na politykę, ale wybuch I wojny światowej zmienił życie wielu pragmatyków, także i jego. Jesienią 1919 r. Narutowicz, który do tej pory związany był przede wszystkim ze Szwajcarią, przyjął zaproszenie od polskiego rządu, by pomógł w odbudowanie zniszczonego państwa.

Zaczął od objęcia teki ministra robót publicznych, potem – ministra spraw zagranicznych. I tak do grudnia, gdy liderzy PSL "Wyzwolenie" zaoferowali mu poparcie w wyborach prezydenckich.

W tamtych czasach prezydenta wybierało Zgromadzenie Narodowe. Do wyścigu stanęło pięciu kandydatów: Jan Baudouin de Courtenay, Ignacy Daszyński, Stanisław Wojciechowski, Maurycy Zamoyski i Gabriel Narutowicz. Aż po pięciu głosowaniach Gabriel Narutowicz uzyskał więcej głosów niż Maurycy Zamoyski i został pierwszym prezydentem Polski. Wiemy, że nie na długo.

Ale jak to w ogóle jest możliwe, że - cytując jednego z bohaterów produkcji Audioteki - "człowiek nieznany nikomu, który nie widział Polski przez trzy dekady z okładem, po zaledwie dwóch latach od przyjazdu do kraju obejmuje najwyższy, najbardziej zaszczytny urząd Rzeczpospolitej"?

d1isli7

Narutowicz w jednym ze swoim przemówień zaznaczał: "Z obowiązku mego urzędu i głębokiego wewnętrznego przekonania będę zachowywał bezstronność w stosunku do wszystkich bez wyjątku obywateli. Równymi więc będą dla mnie i równą miarą traktować będę tych, co głosowali na mnie, jak i tych, co głosowali inaczej. Nie chcę pierwszych uważać za wyłącznych mych przyjaciół, a drugich za mych przeciwników". To jednak nie uspokoiło nastrojów w społeczeństwie.

Pięć dni i fatalny koniec

W superprodukcji Audioteki usłyszycie, jak Warszawą wstrząsnęła fala zamieszek. Zwolennicy narodowej prawicy nie mogli przeboleć wyboru nowego prezydenta, którego uznawali za marionetkę w rękach obcych sił. Narutowicz dostawał listy z pogróżkami. "Dosięże Pana kara śmierci, o ile Pan natychmiast nie złoży godności Prezydenta!" - cytowano jeden z nich.

d1isli7

W innym zaś ktoś pisał: "Szanowny Panie ministrze! Wobec wyboru pana ministra na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej głosami lewicy i mniejszości narodowych, bloku nam wrogiego, będąc pewnymi, że pan minister będzie ugodowcem, będzie zmuszony wywdzięczyć się blokowi mniejszości, że pan minister nie stworzy rządu o silnej ręce (...) grozimy panu ministrowi jak najfantastyczniejszym mordem politycznym. Z poważaniem - polski faszysta".

W "Narutowiczu" Józefa Kodisowa (grana przez Izabelę Kunę) mówi Daszyńskiemu, że ten dobrze wie, "do czego zdolna jest ulica zaczadzona narodowymi bredniami". Oboje przekonali się o tym najdotkliwiej, gdy 19 grudnia 1919 r. zabito ich przyjaciela. Na oczach tłumu.

Narutowicz był z wizytą u metropolity warszawskiego kardynała Aleksandra Kakowskiego, a następnie pojawił się w gmachu Towarzystwa Sztuk Pięknych Zachęta (dziś to Galeria Zachęta), gdzie miał uświetnić otwarcie nowego salonu sztuki. Nie zdążył obejrzeć zbyt wielu obrazów. Już w pierwszej sali ktoś oddał do niego trzy strzały. Świadkowie rzucili się na pomoc, ale nie udało się uratować prezydenta. Zamachowiec cały czas stał nieruchomo z pistoletem, choć miał wiele okazji, by zbiec z miejsca.

d1isli7

Śmierć prezydenta część osób chciała wykorzystać do wzniecenia kolejnej politycznej rewolucji, o czym usłyszycie w "Narutowiczu" Audioteki (szczególnie ciekawy może być wątek z Julianem Tuwimem). Ale czy prezydent chciałby, by jego śmierć doprowadziła do chaosu w Polsce?

19 grudnia 1922 r. na ostatniej drodze pierwszego prezydenta żegnało blisko pół miliona osób. Trzy dni później ciało prezydenta złożono w podziemiach pobliskiej katedry św. Jana. Mszę odprawił kardynał Kakowski, a w swoim kazaniu ksiądz profesor Antoni Szlagowski mówił o zamachowcu jako o "zbrodniczej ręce, która targnęła się na nietykalną osobę pierwszego Urzędnika w Państwie, sponiewierała dostojeństwo Rzeczpospolitej, zdeptała cześć, zniesławiła imię Polski w świecie".

Superprodukcja Marcina Napiórkowskiego dla Audioteki może opowiada o zdarzeniach sprzed kilku dekad, ale w dialogach można spokojnie wyczuć współczesne wątki. "Czas kampanii rządzi się swoimi prawami. Podkreśla się różnice, ignoruje podobieństwa. Kraj wciąż jeszcze trawi gorączka wyborcza. I tę gorączkę trzeba teraz zbić, bo utrudnia ona jasne spojrzenie" - usłyszycie. Albo to o roli prezydenta: "Polega na doprowadzeniu do porozumienia... Prezydent musi być ponad partiami". Brzmi aktualnie i dziś, prawda?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d1isli7
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1isli7