Gangster, celebryta. Nikoś był uosobieniem przestępczego świata PRL

Dobry wujek, który miał „gest i fantazję”. Spotykał się z aktorami, zagrał nawet w filmie. Legenda celebryty nie przemija. Dziś najmniej mówi się jednak o tym, że był po prostu bandytą.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Gdy zagrał w „Sztosie”, był już przecież największym paserem kradzionych samochodów w tej części Europy.
Gdy zagrał w „Sztosie”, był już przecież największym paserem kradzionych samochodów w tej części Europy. (PAP)
WP

W sieci nie brakuje zdjęć Nikodema Skotarczaka, znanego bardziej jako Nikosia. Nikoś na zdjęciu z Cezarym Pazurą: piją drinki, grają w ruletkę. Nikoś odznaczony przez prezydenta medalem "Zasłużony". Nikoś na planie "Sztosu" Olafa Lubaszenki. Nikoś na festiwalu fimowym w Gdyni otoczony aktorkami. Są w końcu te zdjęcia, których długo nie zapomną ani polscy gangsterzy, ani policjanci: Nikoś wynoszony w czarnym worku z klubu Las Vegas w Gdyni.

- Rozmawiałem kiedyś z Janem Nowickim. Wspominał o poczuciu humoru Nikosia. Aktorzy, którzy do niego lgnęli, czyli Pazura, Lubaszenko, cała ekipa „Sztosu”, wszyscy go znali. Mógł wydawać się sympatycznym gościem. To był człowiek na poziomie, nie dresiarz z siłowni. Aktorzy lubili z nim rozmawiać, imprezować, grać w kasynie. Więc z jednej strony celebrytów ciągnęło do niego, z drugiej strony on sam chciał być celebrytą. To był inny świat. Przestępcy chcieli zadawać się z gwiazdami - mówi w rozmowie z WP Książki Krzysztof Wójcik, autor "Mafii na Wybrzeżu".

Ochroniarz z Lucynki

Nawet dzisiaj trudno zrozumieć, dlaczego gangster stał się tak popularny – nie tylko w Trójmieście. W popkulturze jednak nie brakuje nam przestępców, którzy cieszyli się równie dużym zaufaniem, co politycy czy gwiazdy. A może nawet i większym. Nikodem Skotarczak, który 29 czerwca pewnie świętowałby hucznie kolejne urodziny (impreza koniecznie musiałaby odbyć się w którymś z trójmiejskich klubów nocnych), stał się inspiracją dla wielu twórców.

WP

Z Gdańskiem związany był od zawsze. Nad morzem zaczął swoją działalność przestępczą. Ale zanim przemycił z Niemiec pierwszy samochód, pracował jako ochroniarz w nocnym klubie „Lucynka”, potem w Maximie, był też ochroniarzem Mecenasa – największego pasera z Trójmiasta. Nikoś miał się od kogo uczyć. Co ciekawe, człowiek, który stanie się legendą świata przestępczego na Pomorzu, z wykształcenia miał być ogrodnikiem, ale szkoły nie skończył. Nauka na nic by mu się nie przydała. – Tak mi mówił: „Ty się dobrze ucz, a ja zarobię dla nas pieniądze” – opowiadał po latach jego młodszy brat Marek w rozmowie z dziennikarzem Wernerem Rixdorfem.

Agencja Gazeta/ Nikoś na Festiwalu Filmowym w Gdyni w 1996 roku
Podziel się
WP

Był wyjątkowo barwną postacią – może właśnie dlatego niektórzy próbują go wybielać w swoich relacjach, tworząc obrazek zaradnego, cwanego biznesmena, który miał wszystko, by zostać celebrytą. Miał dwadzieścia-kilka lat, gdy zobaczył, jak wygląda trójmiejski półświatek płynący pieniędzmi i luksusem. Niedostępne w sklepach towary, prostytutki, oszuści polujący na bogatych cudzoziemców. Skotarczak chciał żyć jak ci majętni gangsterzy. I powoli budował swój własny „biznes”.

Do tego obrazka trzeba dołożyć też to, co działo się w jego życiu prywatnym. Kolejny materiał na film. Miał 22 lata, gdy się ożenił. Partnerka zmarła jednak w czasie porodu. Urodziła mu jednak syna – Piotra. Chłopaka wychowywali dziadkowie. Jakiś czas później Skotarczak ożenił się ponownie – z Haliną, właścicielką fermy lisów w Wejherowie. Urodziła mu córkę. I ten związek długo nie przetrwał. Podobno żona robiła Nikosiowi niekończące się sceny zazdrości.

- Formalnie 15 marca 1982 roku Nikodem Skotarczak i Halina Ostrowska, decyzją gdańskiego sądu rejonowego wzięli rozwód. Sąd nie orzekał o winie, małżonkowie nie byli w konflikcie, to był bardzo kulturalny rozwód. Z racji entuzjastycznych opinii oraz mocno zaakcentowanych właściwych relacji rodzinnych, wykonywanie władzy rodzicielskiej wobec Natalii powierzono obojgu rodzicom. Alimenty - 4 tysiące złotych miesięcznie, w opinii "Nikosia" były zbyt skromne, cały czas płacił 10 tysięcy złotych, utrzymując bardzo dobre relacje zarówno z Haliną, jak i z dziećmi – pisał w książce „Spowiedź Nikosia zza grobu” Tadeusz Batyr.

Zobacz też: Tajemnice nasłynniejszego na świecie więzienia

WP

Kradzione Audi z Berlina

Skotarczak szybko dorobił się pierwszych pieniędzy. Nie przepijał ich, a inwestował – w kolejne nielegalne biznesy. Założył gang kradnący samochody w Europie Zachodniej, co było tajemnicą poliszynela. Oficjalnie udowodniono mu kradzież i paserstwo zaledwie kilkudziesięciu samochodów. „Kariera” gangstera rozwijała się na dobre, pod okiem policji. Wszyscy wiedzieli, że uczciwie nie zarabia, a i tak władze przymykały na to oko. Co więcej, na początku lat 80. Nikoś była sponsorem Lechii Gdańsk. Był na tyle hojny, że dostał tytuł „Zasłużonego” od prezydenta miasta.

WP
Materiały prasowe
Podziel się

- Jak trzeba było, żeby Lechia wygrała mecz, sponsorował łapówkę. Tak było m.in. w meczu, gdy bramkarz przeciwnej drużyny strzelił sobie sam bramkę. Po meczu został przez Nikodema sowicie nagrodzony. Ale najpierw musiał pocałować Nikodema w sygnet na ręce. Jak w "Ojcu chrzestnym". Takie to były czasy – opowiadał jeden z przyjaciół Skotarczaka z tamtych lat.

WP

Gdański ojciec chrzestny wyemigrował w końcu do Niemiec, by stamtąd kierować przemytem samochodów. Za granicą w końcu wpadł – w 1989 roku został zatrzymany przez policję podczas jazdy kradzionym Audi. Wyrok? Rok i 9 miesięcy w berlińskim więzieniu Moabit. Uciekł po trzech miesiącach. Wcześniej podciął sobie żyły, by trafić do więziennego szpitala. Szybko został przeniesiony do lżejszego więzienia Tegel. Miał prawo do widzeń, z którego korzystał m.in. jego brat Marek. Któregoś dnia Nikoś poprosił, by przestał się golić. Panowie zapuścili brody i trudno było ich rozpoznać. Podczas jednego z widzeń Skotarczakowi udało się założyć ubrania przyniesiona przez brata. Jak gdyby nigdy nic wyszedł z więzienia. Trzy miesiące nikt się nie zorientował. W końcu policjanci dostali kartkę pocztową z Polski, podpisaną przez Nikodema S. – Polski ojciec chrzestny znika – pisali niemieccy dziennikarze.

Trójmiejskiego gangstera ujęto dopiero w lutym 1993 roku. Na wolność wyszedł już po roku - jak podano, "za dobre sprawowanie". Z ogromnym bagażem przestępstw i wyroków Nikoś stał się gwiazdą w świecie celebrytów. Gdy zagrał w „Sztosie”, był już przecież największym paserem kradzionych samochodów w tej części Europy. Nikt nie miał problemu z tym, że pracuje z przestępcą. Wyroki nie były przecież tajemnicą.

- Celebryci nie chcieli wiedzieć, jak wygląda prawdziwe życie tych gangsterów. Porwania, zabójstwa, wymuszenia – od tego odwracali wzrok. Nikoś przyjaźnił się ze znanymi, a w tym samym czasie spotkał się np. z trójmiejskimi dziennikarzami w jednej z kancelarii prawnych. Wprost powiedział im, że jeśli nie przestaną o nim pisać, wrzuci im „pół granatu do redakcji”. Tak dokładnie powiedział. To było dokładnie wtedy, gdy grał w „Sztosie”. Z jednej strony był przyjacielem aktorów, bywał sobie na planie, z drugiej: groził śmiercią dziennikarzom - przyznaje Krzysztof Wójcik.

I dodaje: Nikodem był przestępcą, który prawdopodobnie zginął po tym, jak porwał konkurenta z innego gangu. Cały czas trzeba mieć w tyle głowy, że to nie była jakaś fajna postać z filmu, tylko zwykły bandyta. A że swoją powierzchownością, pieniędzmi i poczuciem humoru imponował, to jeszcze nie powód, by go wybielać.

Skończyło się w Las Vegas

W październiku 1996 roku przed Sądem Wojewódzkim w Gdańsku rozpoczął się kolejny proces Skotarczaka. Został oskarżony przez prokuratora m.in. o kierowanie grupą przestępczą zajmującą się kradzieżami samochodów. Postępowanie ciągnęło się długo, za każdym razem odraczane z powodu niestawienia się któregoś z kompanów Skotarczaka. Wyrok nigdy nie zapadł.

PAP
Podziel się

W tym czasie Nikoś stracił kontrolę nad swoim życiem. Brał kokainę, pochłaniał go hazard. Podobno wiedział, że gangsterzy szykują na niego zamach. Miał nawet kupić sobie kamizelkę kuloodporną. Kilka miesięcy przed śmiercią wplątał się w wojnę gangów – pochłonęła 15 ofiar. Zabici mieli po 18-20 lat. Pisze się, że chcieli być tacy, jak Nikoś.

Ojciec chrzestny polskiej mafii zginął w kwietniu 1998 roku w gdyńskiej agencji towarzyskiej „Las Vegas”. Do klubu weszło dwóch zamaskowanych mężczyzn – jeden strzelił do Skotarczaka sześć razy. Kule trafiły w brzuch, w głowę. Legendarny gangster skończył w czarnym worku. Wcześniej policjanci dokładnie sfilmowali jego ciało. Kaseta z oględzin była chyba najbardziej pożądaną przez przestępców na Pomorzu. To, co wydarzyło się podczas procesu do dziś przechodzi jakiekolwiek pojęcie. Policjantom nie udało się wskazać, kto zabił Nikosia.

- Krążą różne historie na temat tego, kto go zamordował. Wątpię, że kiedykolwiek pojawi się ostateczna. Nie był osobą, której ktoś by żałował i próbował ustalić, kto dokładnie go zastrzelił. To był przestępca, który został wykończony przez swoją konkurencję. Tak się skończyło. Nie da się pilnować 24 godziny na dobę, czy ktoś próbuje cię zabić. Podobny los spotyka wszystkich gangsterów. Nieważne, czy są z Polski, Stanów czy Włoch - komentuje Wójcik.

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP