Trwa ładowanie...
felieton
26-04-2010 12:49

Cienie. Drugi felieton na Dzień Wszystkich Świętych

Treść już na pierwszy rzut oka nie powala. Cień Zygmunta Krasińskiego zwraca się do bezimiennej powiernicy, missyonarki naszego narodu spirytualnego.

Cienie. Drugi felieton na Dzień Wszystkich ŚwiętychŹródło: Inne
dotdwi0
dotdwi0

Broszurka liczy sobie stron czterdzieści i ukazała się w Paryżu w roku 1911 (w roku owym zmarli m.in. Mahler i Pulitzer), nakładem Drukarni Polskiej A. Reiffa–Heymann na Rue du Four 3, stosunkowo niewielkiej uliczce, łączącej Bulwar St-Germain z Bulwarem Raspail, między kościołem St Sulpice (gdzie leży kompozytor Widor) a kościołem St.Germain-des-Prés (gdzie leży, po rozmaitych perturbacjach i przenosinach, Kartezjusz – choć, dodajmy, leży tam bez czaszki, bo ta spoczywa w Musée de l’Homme).

Mówię o nieboszczykach, bo też broszurka tytuł ma specyficzny: Stosunki pośmiertne, duchowe pewnej duszy z Zygmuntem Krasińskim, poetą, filozofem i mistykiem polskim, poświęcone Cieniom Zygmunta Krasińskiego w stuletnią rocznicę jego urodzenia.

Niestety, pewna dusza nie zechciała przedstawić się czytelnikom z imienia i nazwiska i dlatego nie wiemy, z kim tak zawzięcie (czasem w odstępach kilkudniowych, czasem dzień po dniu, bywa, że i dwa razy dziennie) korespondowały cienie Zygmunta Krasińskiego (spoczywającego podówczas od pół wieku w krypcie kościoła w Opinogórze). Wiemy tylko, że pewna dusza liczyła sobie za broszurkę 1 franka i 25 centymów i że zawarła w niej tylko część zbioru pośmiertnych listów Zygmunta Krasińskiego do bezimiennej powiernicy, z 1906 roku (w roku 1906 zmarli m.in. Ibsen, Pierre Curie i Auguste D., pierwszy zdiagnozowany przypadek choroby Alzheimera). Istotnie, listy, starannie datowane przez nieboszczyka, powstawały od 14 marca aż do 10 grudnia, kiedy to rzeczony zmarły albo zarzucił korespondencję, albo zaczął wypisywać rzeczy, których bezimienna powiernica nie chciała ujawniać.

Ale cień się zreflektował i prawie trzy lata później rzucił jeszcze pożegnalny bilecik, w którym polecił przekazać swoje listy narodowi tym co wierzą i tym co wątpią jeszcze. Zważywszy, że nieboszczyk skreślił te słowa 3 października 1909 roku, (roku śmierci Modrzejewskiej, Albeniza i wodza Geronimo) możemy się spodziewać, że nieszczęsna powiernica jeszcze półtora roku (jak nie dwa) uganiała się po oficynach i molestowała rozmaitych wydawców, w tym panów Reiffa i Heymanna, żeby dali do druku jej korespondencję z resztką jednego z trzech wieszczów, co doszło do skutku dopiero w roku 1911 na fali rocznicowego entuzjazmu.

dotdwi0

Trudno mi sobie wyobrazić tę biegającą po wydawcach kobiecinę; usunęła się zupełnie w mrok, ustąpiła pola poecie. Ani jedno zdanie w całym tekście nie pochodzi od niej. Pojawia się na ogół sama, ale duch pisze czasem również o jej towarzyszce, akolitce; ba, zdarza mu się nawet zwrócić per „Siostry” ale zaraz do „Siostro”, do liczby pojedynczej wraca. Czy chodzi o tę samą osobę, która wyprawiła się z „bezimienną powiernicą” na pielgrzymkę do Częstochowy (z drobnych wskazówek rozsianych w tekście możemy wnioskować, że pielgrzymka była nader ciężka – niewygodny przedział, pluskwy w tanich hotelikach, podłe jedzenie, deszcze, reumatyzmy)? A może o kogo innego? Ale jakże pytać o inne, skoro o niej samej nie wiemy prawie nic (prócz tego, że – wyznaje duch enigmatycznie – jej nieżyjący ojciec miał coś do czynienia z Krasińskim)? W skromnej komnacie i szacie – pisze Zygmunt. Może jakaś nawiedzona guwernantka wegetująca na poddaszu w chambre de bonne, może kuzynka-rezydentka w znoszonej sukience? Z pewnością
emigrantka, z pewnością w opałach, bo jesteśmy Twojemi nieustannymi cieniami, nic Cię od ludzi nie zaboli, bo oni bezsilni wobec naszej potęgi. Miałaś takie same cierpienia przez jakie ja przechodziłem, na dalekim wygnaniu sama wśród obcych.

Oczywiście, bezimienna powierniczka jest cały czas dopieszczana – Zygmunt nie tylko nazywa ją Siostrą, bliźniaczką, Wernyhorą, Ambasadorem i jenerałem, ale i nie traci żadnej okazji by powiedzieć jej, jaka jest wyjątkowa, jedyna w kole ziemskich dusz, by zapewnić, że jej wrogowie będą w niemocy i będą krwawymi łzami płakać, a ona stworzy szkołę mistyczną przy pomocy czytania listów od nieboszczyka na otwartym polu (chyba jednak guwernantka). Ba, Zygmunt nawet usprawiedliwia się z korespondencyjnych romansów z innymi Ja kochałem jedynie tę, która się tu objawiła (i gwiazdka: *Amelia Załuska, której korespondencyj pozagrobowych jest znaczna liczba), tamte nie były prawdziwą miłością, tylko przypadkową. Uczuciowy człowiek, co ma duszę, potrzebuje przywiązania, tak jak zgłodniały chleba powszedniego. I zapewnia ją pamiętaj, że najlepszych przyjaciół masz w świecie pozagrobowym. W to akurat chętnie wierzę: wyobrażam sobie, jak, owinięta szalem na słabo ogrzewanym poddaszu kamienicy (Francuzi grzali podówczas
strasznie, oszczędzając na drewnie ile się dało) zapisuje kolejne stronice w kajeciku, głęboko przekonana, że nikogo spośród żywych nie obchodzi tyle, co śp. trzeciego wieszcza.

Treść już na pierwszy rzut oka nie powala. Cień Zygmunta Krasińskiego zwraca się do bezimiennej powiernicy, missyonarki naszego narodu spirytualnego jako do swojej siostry, która ma odtąd być przekazicielką jego woli; a nawet woli jakiegoś triumwiratu (zwanego czasem Komitetem): masz nad sobą Trójcę nierozdzielną; masz opiekunów, którzy kierują Twoim żywotem, boś nam oddana jak zakonnica swoim przełożonym (jeśli „jak zakonnica” to chyba jednak zakonnicą nie była, zresztą, kto by jej pozwolił w klasztornej celi spisywać takie herezje?). Nie bardzo wiadomo, o jaką trójcę chodzi – Krasiński raczej nie mieści się w Trójcy Świętej, a o Mickiewicza ze Słowackim chyba też nie szło (bo przynajmniej ze zwykłej kurtuazji wymieniłby nazwiska kolegów). Choć, z drugiej strony, w pewnym momencie Zygmunt każe Siostrze: bądź, jeśli możesz, na polu polskiem, gdzie spoczywają nasi bracia; bądź u Juljusza i rozmawiaj; oni wszystko słyszą. A potem wprost pisze o Bracie, z którym rozmawiałaś przed chwilą (tu gwiazdka i
odnośnik u dołu – *Słowacki).

I nie bardzo wiadomo o co tej dziwnej trójcy idzie. Krasiński to chce ludzkość ulepszyć czyli upiększyć Wam przejście przez próg wieczności, a to napoić i nakarmić fluidami, duchowymi prądami. A to pielgrzymuje po planetach i znajduje na ziemi sprzyjające atomy czy zbiera to co dobre i szlachetne z każdej planety, na której się znajduje i skarby chowa do dnia kiedy mi postawicie pomnik. A przede wszystkim orze ziemię, w której zasiać ma dobre ziarno: w tym celu chadza po kraju i przy pomocy zasiewania, wkładania do komórek intuicyjnych natycha tych, co głęboko śpią snem dziecinnym i tworzy z nich specjalną grupę nacisku, która się w pewnym momencie ocknie i stworzy siatkę niepodległościową. Ma też rozmaite projekty budowlane. A to chce zbudować wielki Kościół dla świata (nie w Rzymie, ale w Krakowie, rzecz jasna), a to domaga się wystawienia w Krakowie, w stolicy bohaterów, własnego pomnika, który w roku przyszłym w miesiącu tym, w którym Cię poznałem, postawiony być musi. Wiąże się to z koniecznością
podróży Siostry do Polski, czy raczej – do zaboru austriackiego, ale wyższa instancja z tej okazji otuli Siostrę ciepłem i fluidami w celu uniknięcia zmarznięć i przeziębień (czyżby jakaś wskazówka odnośnie tego, co najbardziej męczyło dwie kobiety w trakcie pielgrzymki do Częstochowy?).

dotdwi0

Trzeba też przyznać Zygmuntowi, że w zaświatach trzyma rękę na pulsie i wie co w chemii, fizyce i socjologii piszczy: kobieta jest bohaterką dwudziestego wieku, a szczególnie kobieta polska – już jedna (Curie) dała się poznać w stolicy świata. Jest również dobrze poinformowany w sprawach niebiańskich: w poniedziałek wielkanocny 1906 roku informuje, że ofiary świętych kobiet (swoiste lobby) ubłagały u Najwyższego co było najtrudniejszem do osiągnięcia – Wolność Ducha Polskiego. Przede wszystkim bowiem, i tu nas Zygmunt nie zaskakuje, chodzi o Polskę Niepodległą, co to z grobu powstanie i będzie na cały świat promieniowała. O to, że Polska będzie* i stanie na czele wszystkich narodów. **I to powtarza do znudzenia i w najgorszym stylu.

Oczywiście, można sobie zadać pytanie: jakim sposobem tak znakomity, błyskotliwy i uroczy korespondent jak Zygmunt Krasiński zdołał po śmierci spłodzić plik tak nudnych i banalnych listów; najwyraźniej zgon w sposób poważny nadwątla siły duchowe i poczucie humoru. Krasiński nie był w tym przecież odosobniony – kiedy inna pani opublikowała świadectwo swoich kontaktów spirytystycznych z duchem Mickiewicza (tom zawierał szereg dyktowanych z zaświatów wierszy) i o opinię poproszono kilku szacownych znawców literatury romantycznej (w tym, o ile mnie pamięć nie myli, Piniego), znawcy zdecydowanie odmówili przypisania tekstów ręce Mickiewicza. A przecież rozwiązanie jest proste: ręka, wraz z procesem rozkładu, poważnie słabnie, stąd też poziom wierszy ś.p. Mickiewicza i listów ś.p. Krasińskiego mógł uwiędnąć i osiągnąć poziom zdolności literackich statystycznej miłośniczki spirytyzmu.

A w jaki sposób Zygmunt pisał ręką zwiędłą? Może wcale nie ręką? Będę Ci przesyłać to, co Cię zbawi w wielu razach – intuicye, które tak doskonale rozumiesz. Więc raczej nie listy zostawiane na poduszce czy wsuwane przez ducha pod drzwiami, raczej nie pukanie w blat stolika czy pisanie przy pomocy ręki z ektoplazmy. Intuicje, które ona, wdzięczna siostra, zapisuje w momentach natchnienia. Próbowałem wejść w różne mózgownice – żali się Zygmunt – ale żadna nie odgadła mnie, nie zrozumiała, że ten dawny mistyk i prorok polskiego narodu na to się chce zjawić, aby radą swą, swych braci myślicieli objaśnić. Czasem pisze coś o atomach, kiedy indziej o magnetyzmie: jestem zawsze z Tobą, gdy tylko o mnie myślisz, Twój magnes silnie działa na tych, co są z Tobą w komunikacyi. Ale zaraz o furtce duchowej, przez którą się do Siostry dostaje. Każe jej nosić przy sobie zawsze ołówek i książkę – czyżby pisała na marginesach dzieł Krasińskiego? A jeśli tak, to których? Tych z Lipskiego Brockhausa, z tłoczonym złotym
aniołem, sztandarami, godłami Polski, Ukrainy i Litwy, czy nowiutkich, secesyjnych z drukarni Miarki w Mikołowie, w oprawie koloru morskiej zieleni, z portretem autora i kwiatem margerytki? Kiedy indziej jednak czytamy ani na chwilę się z Tobą nie rozłączałem, gdyż Ty mnie wspierałaś wTwoim głosem, który dochodzi do nas, tak jak telefon na Waszej ziemi. Ach, zawiłe są te sekrety zaświatowej technologii!

dotdwi0

Minęło prawie sto lat i broszurka wydana nakładem Drukarni Polskiej A. Reiffa Heymanna na Rue du Four 4 obróciła się na nice. To, co miało być najważniejsze: Krasiński, odrodzenie Polski przy pomocy sił mistycznych, spirytyzm, mocno zblakło. Najsilniej zaś przyciąga uwagę ta, która się za tekstem schowała, owa „bezimienna powiernica”: samotna emigrantka, stara panna czy może wdowa, zagubiona w Paryżu, tułająca się po jakichś mansardach, która chyba naprawdę wierzyła, że jest przekazującym myśli wieszcza medium, ważnym narzędziem. Kimś ważnym. W ogóle kimś.

  • co rzeczywiście się zdarzyło – że pozwolę sobie na wtręt rocznicowy – w roku 1918, roku śmierci m. in. Klimta, Schielego, Mikołaja II z rodziną, Debussy’ego, Czerwonego Barona von Richthofena, Gavriło Principa i Apollinaire’a. ** co do stawania na czele wszystkich narodów historia na razie milczy. Ale weszliśmy do Unii.
dotdwi0
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
dotdwi0