WP

"Będzie bolało". Pracował 6 lat w szpitalu, wszystko opisał w książce. Adam Kay ośmiesza brytyjską służbę zdrowia

- Przeprowadzałem cesarskie cięcie, asystował mi student na kacu. Dziecko przyszło na świat. A gdy zabierałem się do zszywania, student zemdlał, a jego twarz trafiła prosto w otwarte podbrzusze pacjentki - wspomina w swojej książce Adam Kay. Nikt tak jak on nie opowiedział jeszcze o służbie zdrowia. Nawet Patryk Vega.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
6 czerwca do polskich księgarni trafiła książka Adama Kaya. Opisuje, jak wygląda praca w służbie zdrowia
6 czerwca do polskich księgarni trafiła książka Adama Kaya. Opisuje, jak wygląda praca w służbie zdrowia (Materiały prasowe)
WP

Wtorek, 6 czerwca 2006 roku. Adam zapisuje w swoim sekretnym dzienniku: "Zostałem wezwany do pacjentki. Kilka dni temu miała przeprowadzoną terminację ciąży, jest w agonii. Nie miałem pojęcia, co jej jest, ale coś na pewno. Przyjąłem ją na oddział, by zbadał ją doświadczony lekarz".

- Boli ją. Badanie przed terminacją wykazało ciążę wewnątrzmaciczną. Normalną. Odeślij ją do domu – słyszy Kay. Próbuje uzasadnić swoją decyzję. Nikt nie zwija się tak z bólu bez powodu.
- Skąd wiesz, że bardzo cierpi? Może ma tak samo, jak uderzy się mocniej w palca u stopy – odpowiada starszy lekarz.

Kobiecie przepisał antybiotyki i odesłał do domu. Chwilę później Kay dostaje sygnał z oddziału. Ta sama pacjentka traci przytomność. Kilka godzin później lekarze są zmuszeni przeprowadzić operację. W pamiętniku lekarz zapisuje: "Asystowałem Erniemu podczas operacji usunięcia ciąży pozamacicznej i pozbyciu się litrów krwi w jej macicy. Skan, który zrobiono jej wcześniej, był niebezpieczną pomyłką. Teraz pacjentka ma się dobrze. Ernie nie przeprosił, a ja musiałem całkiem zmienić zdanie o nim. Ciąża ektopowa zdarza się wtedy, kiedy embrion zagnieżdża się w nieodpowiednim miejscu, najczęściej w jajowodzie. Te zostawione bez leczenia, najczęściej zrywają się. To najczęstsza przyczyna śmierci kobiet w pierwszych trzech miesiącach ciąży. Każda kobieta, która cierpi z bólu i test wskazał, że jest w ciąży, musi być leczona tak, jakby ciąża była pozamaciczna, dopóki odpowiednie badania nie potwierdzą, że jest inaczej".

WP

Zobacz też: Kulisy pracy medyków na warszawskim Oddziale Ratunkowym

"Gdy skończyłem, prosiłem Boga, żeby miał to dziecko w swojej opiece"

Adam Kay wsadził kij w mrowisko. Pracował od 2004 do 2010 roku jako lekarz na oddziale ginekologicznym, położniczym i na chirurgii.

W 2017 roku opublikował swoje zapiski "Będzie bolało. Sekretny pamiętnik młodego lekarza", w którym opisywał doświadczenia sześciu lat pracy na oddziale. 6 czerwca 2018 roku pamiętnik przeczytają w końcu czytelnicy w Polsce. W swoich notatkach Kay najczęściej wyśmiewa setki sytuacji, które zafundowali mu pacjenci. Ale są i te przerażające. Szczególną uwagę zwracają wspomnienia z oddziału ginekologii.

WP

Opowiada często o Brytyjkach, które nie mają pojęcia, co dzieje się z ich organizmem w czasie ciąży. 22 marca 2006 roku pisał o 25-latce w 30. tygodniu ciąży. Jej pierwsza. Zgłosiła się do szpitala, bo narzekała na "liczne plamy na języku". Kay zbadał ją, przedstawił diagnozę. Kubki smakowe. Dziewczyna przeraziła się naturalnymi plamkami, które każdy ma na języku.

Opowiada o lekarzach, którzy ignorują ból pacjentek (Rodzić po ludzku przydałoby się także i w Wielkiej Brytanii), o lekarzach, którzy w ogóle nie rozumieją powagi swojej pracy. W kwietniu 2008 roku Kay pisał tak: "Przeprowadzałem cesarskie cięcie, asystował mi student na kacu. Zapachy, które kłębiły się na sali, nie były najlepszym rozwiązaniem na dzień po imprezie. Spójrzcie tylko: dookoła było rozlane jakieś pół litra krwi, dodajcie do tego falę płynów ustrojowych, do tego dziecko pokryte kolejnymi substancjami i łożysko, które zawsze śmierdzi jak stare nasienie – nikt nie chciałby być zmuszony do wdychania tego, kiedy w ustach dalej czujesz drinka z Jagermaisterem. Dziecko przyszło na świat. A gdy zabierałem się do zszywania, student zemdlał, a jego twarz trafiła prosto w otwarte podbrzusze pacjentki. Anestezjolog zdążył jeszcze skomentować, że powinniśmy podać kobiecie jeszcze jakieś antybiotyki".

Materiały prasowe/ Adam Kay
Podziel się

Pisze też o ciężarnych, które w Wielkiej Brytanii tyją na potęgę. Kay opisuje sytuację z 2008 roku, gdy kilka razy trzeba było wymieniać stół operacyjny, bo zarywał się pod ciężarem rodzących. Wspomina też i te przerażające momenty swojej pracy, które – niestety – wciąż wydają się koniecznością. W czerwcu 2008 roku w szpitalu pojawiło się małżeństwo. Młoda mama tydzień wcześniej dowiedziała się od Kaya, że jej dziecko zmarło. Poród trzeba było wywołać. Kay, choć skończył pracę, został na oddziale, by towarzyszyć małżeństwu.

WP

"Poród skończył się tuż po północy. Pobrałem próbki krwi od mamy, by zrobić wszystkie możliwe badania i dowiedzieć się, dlaczego doszło do poronienia. Małżeństwo zgodziło się na wszystko, co wydawało się zrozumiałe. Ale oznaczało to, że będę musiał pobrać próbki skóry i mięśni od dziecka. Najgorsza rzecz w tej pracy. Gdy robiłem to pierwszy raz w życiu, nie byłem w stanie patrzeć sobie na ręce, próbowałem odwracać wzrok. Jedna rzecz, do której nigdy się nie przyzwyczaisz. To przerażające smutne nacinać zmarłe dziecko. Oczekujemy, że to będą piękne, perfekcyjne maluchy, ale często nie mają szansy na życie. Ten był martwy już kilka tygodni. ‘Przepraszam’ – powtarzałem w kółko. Do tej pory nie wierzę, że gdy skończyłem, prosiłem Boga, żeby miał to dziecko w swojej opiece".

Cała prawda o brytyjskiej służbie zdrowia

Po sześciu latach Kay zrezygnował z pracy chirurga. Dlaczego? Opowiada o tym w swoim ostatnim wpisie w książce. To była przerażająca sytuacja z dyżuru, ale jej szczegóły zostawmy dla czytelników.
Swoją książką narobił mnóstwo szumu w mediach. Brytyjczycy, którzy mają pewnie gorszy stosunek do swojej służby zdrowia niż Polacy do NFZ, w końcu zajrzeli za kulisy oddziałów.

Z ostatnich raportów o NHS wynika, że blisko 409 tys. osób musi czekać na leczenie dłużej niż 18 tygodni (co ciekawe, w 2014 roku lista oczekujących na zabiegi wynosiła raptem 34 tys. pacjentów). Brytyjczykom mogą pomóc lekarze przyjmujący prywatnie, ale to koszt, na który wielu nie może sobie pozwolić. Rok temu podano, że ponad 144 tys. osób zdecydowało się leczyć poza granicami Wielkiej Brytanii. Dołóżmy do tego informacje dotyczące ryzyka śmierci kobiet podczas porodów i może zrobić się słabo. Save The Children opublikowała w 2015 roku raport, z którego wynikało, że opieka nad ciężarnymi Brytyjkami woła o pomstę do nieba. Wskaźnik zgonu w trakcie porodu i do 42 dni po porodzie wynosił 1/6900. Dla porównania w Polsce było to 1/ 19800. W mediach próbowano doszukiwać się powodów tych danych. Wskazywano na coraz liczniejsze grono emigrantek i uchodźczyń, które mają słaby dostęp do opieki medycznej, coraz bardziej obniżający się wiek zachodzących w ciążę i rosnącą w społeczeństwie otyłość, która przyczynia się do licznych powikłań.

Materiały prasowe
Podziel się
WP

I na tym gruncie pojawiła się książka Kaya. Były lekarz – dziś komik i scenarzysta - punktuje największe bolączki brytyjskiej służby zdrowia. Pokazuje, że lekarze są przemęczeni (wielokrotnie opisuje, jak zasypiał w samochodzie na parkingu przed szpitalem, by potem budziły go pielęgniarki tuż przed kolejnym dyżurem), brakuje personelu, brakuje pielęgniarek, brakuje pieniędzy, by lekarze mogli być godnie opłacani za swoją pracę. Brzmi znajomo. W Polsce mamy dokładnie tę samą sytuację.

Książka Adama Kaya przypomina nieco publikacje Pawła Reszki. Dziennikarz w "Małych bogach" pokazuje, z czym muszą zmierzyć się lekarze i ratownicy medyczni. Tyle że Kay obok dramatów pokazuje też sytuacje komiczne. To jak połączenie mentalności Patryka Vegi, serialów typu „Ostry dyżur” i komedii spod znaku Month Pythona. Dla przykładu:

"12 lutego 2007, poniedziałek. Podczas dyżuru na izbie przyjęć przepisuję pacjentce tabletkę ‘dzień po’. Nagle pacjentka zadaje mi pytanie: wczoraj w nocy przespałam się z trzema facetami. Czy jedna tabletka na pewno wystarczy?".

"10 września 2004, piątek. Moje podejrzenia wzbudza fakt, że każdemu pacjentowi na oddziale w rubryce PULS w karcie obserwacji klinicznej wpisano liczbę 60. Ukradkiem przyglądam się, w jaki sposób asystent opieki zdrowotnej mierzy tętno swoim podopiecznym. Najpierw wyczuwa ich puls, potem patrzy na zegarek i skrupulatnie liczy liczbę sekund na minutę".

WP

"25 sierpnia 2010, środa. 85-letnia pacjentka onkologiczna od dłuższego już czasu przebywająca na naszym oddziale, podczas wczorajszego obchodu chwyciła nas wszystkich za serca. Poskarżyła się, że tęskni za zmarłym mężem, że jej dzieci za rzadko ją odwiedzają i że nawet nie może wypić sobie przed snem szklaneczki whisky, tak jak to miała w zwyczaju robić w domu. Postanowiłem pobawić się w harcerza i na listę zażywanych przez nią leków wpisałem whisky. 50 ml na noc. Wręczyłem też stażyście 20 funtów i kazałem mu kupić jej ulubiony trunek w pobliskim supermarkecie, a potem przekazać go pielęgniarkom, żeby podczas nocnego obchodu mogły wypełnić lekarskie zalecenie. Dzisiaj rano oddziałowa mówi mi, że pacjentka odmówiła wypicia drinka, bo – uwaga cytat – ‘Jack Daniels to pieprzone kocie szczyny’".

Materiały prasowe
Podziel się

"23 lipca 2007, poniedziałek. Przygotowywałem wpis dla pacjentki, która wcześniej przeszła zabieg sterylizacji. Mówię jej, że nie będzie mogła jakiś czas uprawiać seksu, żeby wstrzymała się z przyjmowaniem antykoncepcji przez miesiąc. Patrzę w kierunku jej męża i mówię: ‘to znaczy, że będzie musiał używać prezerwatywy’. Kompletnie nie mogłem zrozumieć, dlaczego mają takie przerażone twarze. Czysty horror. Patrzę na nich. I nagle zdałem sobie sprawę, że ten mężczyzna był ojcem pacjentki".

Adam Kay ratuje Brytyjczyków

…a przynajmniej próbował. Na końcu swojej książki zamieścił list do ówczesnego ministra zdrowia – Jeremy’ego Hunta. Pisał, że nie da się zrozumieć problemów służby zdrowia, gdy odwiedza się tylko piękne, wyremontowane oddziały, które "błyszczą jak nowiutkie statki kosmiczne".

"Nie. Zaopiekuj się śmiertelnie chorym na raka pacjentem. Zobacz, przez jaką traumę przechodzi ktoś, komu amputowano nogę. Przyjmij na świat martwe dziecko. Wątpię, że ktokolwiek chciałby zobaczyć, jak naprawdę wygląda nasza praca. Gdybyście wiedzieli, bilibyście lekarzom brawa, bylibyście z nich dumni, szanowalibyście ich, bylibyście dozgonnie wdzięczni za to, co robią" – wyznał.

W kilka dni po publikacji książki Hunt zaprosił byłego już lekarza do swojego biura. Kay dostał list: "Może gdy przyjdziesz i spotkasz się ze mną, ludzie przestaną wysyłać mi kopie twojej książki?". O tym, co działo się podczas spotkania Kay napisał artykuł dla "The Mirror".

- Powiedział mi, że przecież też był kiedyś młodym, początkującym lekarzem. I nawet zacząłem mu współczuć. Prawie. Potem powiedział, że żaden strajk do tej pory tak na niego nie wpłynął, jak ten 50 tys. lekarzy. Sympatia wyparowała. Przyznał się, że nie potrafił z nimi rozmawiać. Zapytałem, czy coś zrobiłby inaczej. Powiedział, że nie – wspominał. Rozmowa z ministrem zakończyła się po kilku minutach. Tyle ze zmieniania świata.

Ale o książce mówili już wszyscy. "The Times", "Guardian", "Financial Times" – entuzjastyczne recenzje pojawiały się i tam, i w brukowcach. Kay zdobył kilka prestiżowych nagród i nominacji, m.in. w kategorii najlepsza książka literatury faktu w konkursie British Book Awards 2018. Teraz „Będzie bolało” trafia na półki polskich księgarń. Być może czeka ją drugie życie – w Polsce dyskusja o służbie zdrowia jest równie gorąca, co na Wyspach.

"Witaj w świecie 97-godzinnych tygodni pracy. W świecie decyzji, od których zależy życie. W świecie nieustannego tsunami płynów ustrojowych. W świecie, w którym dziennie zarabiasz mniej niż szpitalny parkometr" - zapowiada Kay.

Materiały prasowe
Podziel się
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP