Trwa ładowanie...

Wyznania meksykańskiej prostytutki. Rodzina nie wiedziała, czym się zajmuje

– Nie miałam ochoty na seks. Musiałam udawać, że jest mi dobrze, mówić mężczyznom, że są najlepszymi kochankami - wyznała Marbella w rozmowie z Martyną Wojciechowską. Meksykanka w dzieciństwie przeszła przez piekło. Była gwałcona, żyła na ulicy. Kiedy miała 36 lat i trójkę dzieci na głowie, zdecydowała się po raz pierwszy sprzedać ciało za pieniądze.

Share
Marbella jest jedną z bohaterek nowej książki Martyny WojciechowskiejMarbella jest jedną z bohaterek nowej książki Martyny WojciechowskiejŹródło: Materiały prasowe
d43ybmz

Dzięki uprzejmości wyd. W.A.B. publikujemy fragment książki Martyny Wojciechowskiej "Co chcesz powiedzieć światu", która ukaże się w sprzedaży 23 listopada.

GODNOŚĆ. MARBELLA AGUILAR SOSA - MEKSYK

Oczytana, wrażliwa, subtelna. Ujęła mnie niezwykłą szczerością i troską. Rozcierała mi marznące dłonie jak moja mama, kiedy byłam dzieckiem. Wciąż dopytywała, jak się czuję, czy nie jestem głodna. Kilka razy podkreślała, że jest szczęśliwa, że ją odwiedziłam. Myślę, że stałam się dla niej substytutem córki, z którą nie miała kontaktu. Ja z kolei kontaktu z nią bardzo potrzebowałam. Po moim powrocie z Meksyku do Polski Marbella często wysyłała mi zdjęcia, inspirujące teksty o życiu i miłości, rysunki pełne serc i kwiatów. Zawsze dodawała, że tęskni.

Stara, bezdomna prostytutka – ludzie nie raz tak o niej mówili. Dla mnie była po prostu i aż Marbellą. Kobietą, która dokonała takich, a nie innych wyborów, bo czuła, że nie ma innego wyjścia.

d43ybmz

– Nie wierzę, że którakolwiek z nas robiła to, bo chciała, każda ma za sobą jakąś trudną historię. – Gorzkie to były słowa, zostały ze mną do dzisiaj.

Starała się odganiać smutki z przeszłości i żyć teraźniejszością. Powtarzała, że to, co było, jest już za nami, jutro nie jest pewne, więc szkoda czasu, żeby się zamartwiać. Że trzeba korzystać z tego, co tu i teraz. Żałowała, że ta refleksja przyszła do niej dopiero na starość.

– Tak, jest coś, o czym marzę – powiedziała mi, zanim się rozstałyśmy. – Marzę, żeby opisać moje życie.

Zrobiłam to ja. Chciałabym, żeby ktoś zadał sobie trud, żeby ją zrozumieć, żeby ktoś o niej pamiętał. Dlatego to jej zadedykowałam tę książkę.

zdjęcie ilustracyjne Getty Images
zdjęcie ilustracyjneŹródło: Getty Images, fot: Sandy Huffaker

Nigdy nie dostała lalki. Mogła sobie tylko wyobrażać, że ją przebiera, przytula, że ma towarzyszkę dzieciństwa. Zamykała oczy i myślała o tym, jak wspaniale byłoby mieć taką zabawkę, mieszkać w ładnym, czystym domu z troskliwymi, kochającymi rodzicami. Ale kiedy otwierała oczy, musiała mierzyć się z rzeczywistością pełną biedy, przemocy i poczucia, że jest niepotrzebna. Dorastała w stanie Michoacán w południowo-zachodnim Meksyku, znanym na całym świecie z tego, że jesienią każdego roku migrują tam z Ameryki Północnej miliony motyli monarchów. Kolor lasów zmienia się wtedy z zielonego na pomarańczowy i czarny. Według lokalnej legendy w motylach zaklęte są dusze zmarłych, które wracają z zaświatów, żeby być blisko swoich rodzin.

d43ybmz

Michoacán to także jeden z najbiedniejszych i najbardziej niebezpiecznych stanów w kraju. Kiedy Marbella była mała, ponad sześćdziesiąt procent jego mieszkańców żyło w skrajnej nędzy. Ona i jej rodzina także.

– Moje dzieciństwo nie było ani beztroskie, ani radosne. I bardzo szybko się skończyło. Często byłam bita, a kiedy miałam osiem lat, zostałam po raz pierwszy zgwałcona przez mojego ojca. – Głos Marbelli się łamie, po policzkach płyną łzy.

– Nie chciałabym o tym mówić zbyt wiele, żeby nikogo nie zasmucać. Ale może moja historia będzie ostrzeżeniem i wskazówką dla rodziców, jak nie należy postępować z dziećmi? Najpierw nie rozumiałam, że to, co robi mi tata, jest złe, ale bałam się komuś przyznać. Myślałam, że to moja wina i że inne dzieci też tego doświadczają. A kiedy w końcu powiedziałam mamie, nie uwierzyła mi. Krzyczała, że własna córka uwodzi jej męża i kto by pomyślał, że taka mała, a taka wredna. Wyrzuciła mnie na ulicę i nie pozwoliła wrócić do domu. Od tamtej pory byłam zdana tylko na siebie. Dlatego kiedy sama zostałam mamą, powtarzałam sobie niczym modlitwę jedno zdanie: zawsze wierz swojemu dziecku. Dzieci są szczere, nie kłamią, jeśli nie muszą. Obiecałam sobie, że moje córki i syna będę akceptować takimi, jakimi są, że będę się z nimi bawić do utraty tchu, że będę im czytać na głos, nauczę ich miłości do książek. I że zrobię wszystko, żeby mieli dobre wykształcenie, lepsze niż ja. Bo edukacja jest w życiu najważniejsza.

Marbella miała tylko dziewięć lat, gdy stała się bezdomna, ale mocno trzymała się swoich marzeń. Chciała mieć piękną lalkę, być lepszą mamą niż jej własna i zostać nauczycielką. Jako dziesięciolatka sama dotarła do miasta Meksyk, czterysta kilometrów od domu. Za pieniądze z żebrów kupowała jedzenie, ale większość przeznaczała na książki, papier i ołówki. Uwielbiała poezje Juany Inés de la Cruz, chociaż wtedy jeszcze nie wiedziała, że ta siedemnastowieczna poetka była buntowniczką i gdy miała sześć lat, poprosiła matkę, żeby mogła w przebraniu chłopca chodzić do szkoły. Kiedy ten plan się nie powiódł, została zakonnicą, bo w tamtych czasach tylko tak mogła się uczyć. Do snu koiły Marbellę wersy Pabla Nerudy, dzięki którym zapominała o wszystkich smutkach. Codziennie pisała też swoje wiersze.

d43ybmz

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Martyna Wojciechowska o planach zawodowych na przyszłość

Pewnego dnia los się do niej uśmiechnął. Zagadnęła ją starsza kobieta, która sprzedawała na ulicach Meksyku tamales z mąki kukurydzianej. Karmiła Marbellę i codziennie rozmawiały, aż w końcu przyjęła ją pod swój dach, mimo że sama żyła bardzo skromnie.

– Uratowała mi życie. Dała drugą szansę. Wysłała mnie też do szkoły i pomagała w lekcjach. Popołudniami sprzedawałyśmy razem tamales i słodycze. Ale kiedy miałam siedemnaście lat i byłam w liceum, nagle zmarła. Znów zostałam sama. Nie miałam pieniędzy ani zawodu, więc nauczyłam się robić biżuterię, żeby zarobić na studia. Wciąż marzyłam o zawodzie nauczycielki. Sprzedawałam naszyjniki i bransoletki własnej roboty w Mazatlán nad Pacyfikiem. Tam poznałam swoją pierwszą miłość, Jonathana, Kanadyjczyka. Był inny niż meksykańscy macho, których znałam wcześniej. Nie wiedział, co to zazdrość, nie trzymał mnie na smyczy. Ufał mi, a ja ufałam jemu. Dzięki niemu zrozumiałam, że miłość nie zawsze musi wyglądać jak w telenoweli, że to nie tylko romantyzm i namiętność, ale też opieka nad drugim człowiekiem, przyjaźń.

d43ybmz

Zamieszkałam z nim na Alasce, ale po roku wróciłam. Było mi tam za zimno i przytłaczała mnie samotność, tęskniłam za Meksykiem.

Wróciła do kraju, rozpoczęła studia nauczycielskie w stolicy i kiedy miała dwadzieścia dwa lata, poznała drugą i ostatnią miłość swojego życia, Juana. Choć tego nie planowali, Marbella szybko zaszła w ciążę. Cieszyła się, ale komisja egzaminacyjna nie pozwoliła jej obronić pracy dyplomowej z powodu zbliżającego się porodu. Może by dała radę podejść do obrony po urodzeniu syna, ale od razu zaszła w kolejną ciążę, urodziła dziewczynkę i musieli z mężem ciężko harować, żeby utrzymać się na powierzchni. Marbella łapała się każdej pracy. Była sprzątaczką, kasjerką i sprzedawczynią.

Najmłodsza córka urodziła się dziesięć lat później i to do niej Marbella była najbardziej przywiązana, chociaż starała się kochać dzieci po równo. Spędzała z nimi każdą wolną chwilę, przestrzegała, żeby dobrze się uczyły, i tuliła w nocy, gdy miały koszmary. Kiedy Juan wpadał w szał, bo jak wielu mężczyzn w Meksyku miewał napady złości, Marbella brała dzieci i wychodziła na spacer. Pozwalała opaść emocjom.

– Do kłótni trzeba dwojga. Starałam się nie dać sprowokować, za wszelką cenę broniłam dzieci. Nie chciałam, żeby tak jak ja kiedyś musiały słuchać w domu krzyków. Z czasem Juan zaczął mnie zdradzać i bić, więc kiedy zginął w wypadku samochodowym, byłam smutna, ale też odetchnęłam z ulgą. Przyznaję to dziś ze wstydem, ale naprawdę bardzo dużo przez niego wycierpiałam... Bałam się jednak o przyszłość. Moja najmłodsza córka miała wtedy zaledwie dwa miesiące, ja byłam bez pracy i nie wiedziałam, jak sobie poradzę z trójką dzieci bez pensji męża. Wtedy po raz pierwszy, w wieku trzydziestu sześciu lat, sprzedałam swoje ciało za pieniądze. Byłam zdesperowana.

d43ybmz

Marbella usłyszała od koleżanki, że w ten sposób można sobie dorobić, a ona potrzebowała kupić dzieciom nowe ubrania, buty i podręczniki do szkoły. Za mało zarabiała, pracując dorywczo, żeby wystarczyło na wszystkie potrzeby. Zawsze podobała się mężczyznom. Miała gęste, ciemne włosy do pasa i brązowe, ciekawe świata oczy. Pierwszego klienta poznała w kawiarni, w eleganckim hotelu w swoim rodzinnym mieście Morelia, do którego przeprowadziła się z dziećmi po śmierci męża. Usiadła przy wolnym stoliku, a po paru chwilach podszedł do niej kelner i powiedział, że mężczyzna przy barze chce postawić jej drinka. Okazał się miłym, uprzejmym studentem. Zgodziła się pójść z nim do jego pokoju.

Tego wieczora zarobiła dwa tysiące pesos, więcej niż w ciągu całego poprzedniego miesiąca. Czuła się podle, z ulgą wróciła do domu. "Przynajmniej w najbliższym czasie nie znajdę się z dziećmi na ulicy" – myślała. Zaczęła chodzić do hotelu codziennie. Zaczynała pracę po odprowadzeniu dzieci do szkoły, kończyła po sześciu godzinach, żeby móc je odebrać, nakarmić, wysłuchać opowieści z całego dnia. Żadne z jej dzieci ani rodzina, przyjaciele czy sąsiedzi nie mieli pojęcia, czym się zajmuje.

Wyd. WAB, 2022 Materiały prasowe
Wyd. WAB, 2022Źródło: Materiały prasowe

– Nie miałam ochoty na seks. – Marbella chwilami jest rozbrajająco szczera. – Musiałam udawać, że jest mi dobrze, mówić mężczyznom, że są najlepszymi kochankami. Tak naprawdę nie czułam nic. Gdy wchodziłam z klientem do pokoju, wyłączałam głowę. Starałam się nie myśleć. Miałam jednak szczęście, że nigdy nie zostałam skrzywdzona, co spotkało wiele moich koleżanek. Chyba po prostu trafiałam na dobrych klientów. Czasem zdarzało się, że chcieli tylko porozmawiać. Potrzebowali się zwierzyć. Czuli się osamotnieni i niezrozumiani. Do niektórych spotkań nawet się przygotowywałam, czytając o piłce nożnej albo polityce. Paradoksalnie uważam, że dzięki seksbiznesowi dowiedziałam się dużo o miłości. Mężczyźni nie lubią okazywać uczuć, trzeba ich do tego zachęcić, najlepiej postępując delikatnie i czule. Oczywiście wiem, że i oni bywają głusi na potrzeby żon. Dlatego żeby było nam razem dobrze, musimy się wzajemnie słuchać. Tłumaczyłam sobie, że w sumie nie robię niczego złego, nie namawiam mężczyzn do odejścia od partnerek, porzucenia dzieci. Pomagało mi to przetrwać. I świadomość, że robię to wszystko tylko dla dobra moich dzieci.

d43ybmz

Syn i starsza córka Marbelli skończyli studia. On dostał pracę nauczyciela, spełnił jej własne marzenie, ona została księgową. Była z nich dumna, czuła, że dała im to, czego sama nie dostała od życia, czyli edukację i dobry start. Kiedy wydawało jej się, że wreszcie będzie mogła zrezygnować z pracy w usługach seksualnych, jej najmłodsza córka zachorowała na białaczkę. W tym samym czasie dzieci poznały sekret matki. Wygadała się znajoma, która widziała ją w hotelu z klientem. Rozpętało się piekło. Kiedy syn zapytał Marbellę, czy to prawda, nie zaprzeczyła. Tłumaczyła, że robi to, żeby ich utrzymać. Nie przekonało to dwójki starszych dzieci, zerwały z nią kontakt. Serce jej pękło, ale musiała zająć się chorą córką, która słabła z miesiąca na miesiąc. Miała nawracającą, trwającą wiele tygodni gorączkę, była zmęczona, bolały ją kości i stawy. Bardzo cierpiała.

Powyższy fragment pochodzi z książki Martyny Wojciechowskiej "Co chcesz powiedzieć światu", która ukaże się w sprzedaży 23 listopada nakładem wyd. W.A.B.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d43ybmz
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d43ybmz