Trwa ładowanie...

Traktują lalki jak prawdziwe dzieci. "Mój mąż jest anty. Patrzy na mnie jak na głupią"

- Rodzina nie akceptuje mojej dziewczynki. Też tak macie? Jak sobie z tym radzicie? - pyta kobieta na grupie internetowej dla "matek". Nie akceptuje, gdyż "dziewczynka" jest lalką reborn do złudzenia przypominającą prawdziwe niemowlę. Niektóre kobiety traktują je jak własne maleństwa - karmią, przebierają, wożą na spacery. I nie ma to nic wspólnego z dziecinną zabawą.

Share
Lalki Reborn początkowo były przedmiotem kolekcjonerskim. Dziś dla wielu matek mają "praktyczne" zastosowanieLalki Reborn początkowo były przedmiotem kolekcjonerskim. Dziś dla wielu matek mają "praktyczne" zastosowanieŹródło: Getty Images, fot: 2021 Anadolu Agency
d1vakc1

Poniżej publikujemy fragment najnowszej książki Magdy i Piotra Mieśników "Jesionka dla trupa", która właśnie się ukazała nakładem wyd. Znak Koncept.

BARBIE REBORN

Jeśli istnieją złudzenia optyczne, w wyniku których widzimy jeden obiekt jako większy od drugiego, nawet jeśli wiemy, że oba są dokładnie tej samej wielkości, to dlaczego nie miałyby istnieć takie złudzenia emocjonalne? - Umberto Eco, "Wyznania młodego pisarza"

– Musisz chwilę poczekać. Właśnie wróciłyśmy ze sklepu. Hania płacze, bo jest głodna. Weź ją na ręce, a ja przygotuję mleko. Tylko podtrzymuj ręką główkę – instruuje Joanna.

d1vakc1

Dziewczynka leży w nosidełku. Płacze, ale bez łez. Gdy bierze się ją na ręce, wydaje się trochę lżejsza, niż powinna. Pachnie niemowlęciem. Czuć bicie serca. Na maleńkich paluszkach widać delikatnie zarysowane linie papilarne. Na czole przebijają cieniutkie błękitne żyłki. Blond włoski są rzadkie, cienkie i bardzo miękkie. Lekko się kręcą nad uszami. Ciemnoniebieskie oczy są szeroko otwarte i błyszczące. Nieruchome.

#11pytań o oddawanie organów zmarłych dzieci

Hania ma trzy miesiące. Tak wynika z jej aktu urodzenia. Przyleciała do Polski z Hiszpanii. Do mieszkania Joanny przyniósł ją w dużym pudle kurier. Nigdy nie urośnie, nie zacznie mówić ani chodzić. Kosztowała trochę ponad 3 tysiące złotych. Hania to lalka reborn. Joanna nigdy nie używa tego słowa. Mówi o niej jak o prawdziwym niemowlęciu. Innych też poprawia.

Joanna wbiega do pokoju z butelką ciepłego mleka. Bierze Hanię na ręce, podtrzymując główkę, i zaczyna "karmić". Dziewczynka natychmiast przestaje płakać. Po kilkunastu minutach kobieta bierze niemowlę pionowo i opiera o ramię.

d1vakc1

– Musi jej się odbić – tłumaczy.

Chwilę później wkłada dziecko do kołyski i zaczyna śpiewać kołysankę. Na migi pokazuje, żeby przejść do kuchni.

– Teraz mamy pół godziny na rozmowę. Może trochę więcej. O tej porze Hania nie śpi za długo – mówi szeptem.

Życie Joanny jest podporządkowane córeczce, którą kobieta widzi w lalce. Długo nie mogła poradzić sobie ze śmiercią tej prawdziwej. Też miała na imię Hania. Zmarła niemal dwa lata temu, tuż po ukończeniu 3. miesiąca życia. Wada serca była nieoperacyjna. Lekarze mówili, że cudem przeżyła poród. Ojciec dziecka odszedł kilkanaście tygodni po pogrzebie. Kilka miesięcy po śmierci córki na forach dla kobiet, które straciły dziecko, Joanna przeczytała o lalkach reborn.

d1vakc1

Wymyślono je i zaczęto produkować w Stanach Zjednoczonych. Szybko znalazły nabywców wśród kolekcjonerów. Jednak ich nieprawdopodobne podobieństwo do żywych dzieci sprawiło, że z czasem zaczęły je kupować kobiety, które straciły dziecko lub nie mogą zajść w ciążę.

"Pierwsza w historii oddychająca lalka. Pięknie wyrzeźbiona aż do cennych, realistycznych zagnieceń na nadgarstkach i kostkach. Jej miękka skóra winylowa jest skrupulatnie ręcznie malowana, dając różowy rumieniec na policzkach i nosku. Jej włosy są ukorzeniane ręcznie, podobnie jak delikatne rzęsy, które stanowią oprawę jej niesamowitych brązowych oczu" – to tylko jeden z opisów lalek reborn, jakie można znaleźć na stronach internetowych producentów.

doll Getty Images
Źródło: Getty Images, fot: 2021 Anadolu Agency

Lalki rzeczywiście są wykonane z winylu, który jest miękki i delikatny w dotyku, tak jak skóra niemowlęcia. Ich producenci bardzo dbają o każdy szczegół – na buzi mogą być przebarwienia, znamiona czy potówki, które często pojawiają się u niemowląt. Paznokcie wyglądają niemal jak prawdziwe. Te najdroższe modele mają gałki oczne z fabryki protez dla ludzi i wszczepione prawdziwe włosy. Lalka jest tylko trochę mniejsza od prawdziwego noworodka – ma długość około 45 centymetrów i waży niemal 2 kilogramy. Zagraniczni producenci oferują lalki różnych ras i kolorów skóry. Można także zamówić taką, która ma cechy zespołu Downa, nie posiada kończyny lub ma rozszczep podniebienia – tak zwaną zajęczą wargę.

d1vakc1

Justyna patrzy na zegarek. Mówi, że Hania zaraz się obudzi. To dobra pora, żeby iść na spacer. Zmienia lalce pieluszkę, wykonuje gest, jakby smarowała pupę kremem przeciw odparzeniom, i ubiera "dziecko" w ciepły kombinezon. Wkłada je do wózka, który został po jej prawdziwej córce. Przykrywa dodatkowo kocykiem. Do budki przyczepia kolorową dziecięcą zabawkę z czerwoną kokardką. Tłumaczy, że to przesąd młodych mam, który ma zapewnić dziecku szczęście i odpędzić złe uroki. Przed blokiem Joanna wita się z parą sąsiadów, ale ci tylko na nią patrzą i mijają ją bez słowa.

– Tak jest od momentu, gdy zorientowali się, kim jest Hania. Wcześniej myśleli, że znów urodziłam. Gratulowali, mówili, że podobna do mnie. W końcu jedna z sąsiadek zorientowała się, że coś jest nie tak. Rozpowiedziała wszystkim i teraz tak to wygląda – mówi Joanna.

Zabiera Hanię nie tylko na spacery. Wkłada ją do samochodowego fotelika i jeździ do supermarketu. Raz była też w zoo. Ciągle ma ochotę kupować nowe ubranka, ale dziewczynka nie rośnie, więc niczego nowego nie potrzebuje. Joanna sprzedaje jednak czasem starsze kaftaniki czy śpiochy przez internet i wtedy kupuje nowe. Ostatnio zaczęła szukać rzeczy na lato – sukienek i koszulek z krótkim rękawem.

Lalki reborn nie można kupić. Ją się adoptuje, a do zakupu dołączany jest "akt urodzenia", czyli data produkcji. W zestawie są też zazwyczaj komplet ubranek, smoczek i butelka. Zagraniczni producenci lalek swoje sklepy nazywają żłobkami. Oficjalnie nie można kupić lalki wykonanej na wzór zdjęcia prawdziwego dziecka. Można jednak wybrać taką, która ma zbliżony wygląd, i w czasie zamówienia wskazać cechy, jakie powinna posiadać – rodzaj włosów, dołeczki na buzi, potówki, kolor oczu czy charakterystyczne u niemowląt zgrubienie na środku górnej wargi. Na życzenie osoby zamawiającej lalka może mieć nawet pozostałość po odciętej pępowinie czy opaskę, jaką nowo narodzonym dzieciom zakłada się w szpitalu.

d1vakc1

– Chciałabym zamówić lalkę. Czy mogłabym przesłać zdjęcie na wzór? – piszę do jednej z producentek lalek reborn.

– Nikt pani takiej nie zrobi. Z tego, co wiem, żadna "rebornerka" w Polsce nie robi takich rzeczy – dostaję odpowiedź. Oficjalnie żadna.

– Czy robi pani lalki na podstawie zdjęcia? – kontaktuje się z inną osobą, która sprzedaje lalki.

– Na pewno nie będzie identyczna, ale może być bardzo podobna. Wiele cech mogę odwzorować. Prześlę pani kilka modeli twarzy i będzie pani mogła wybrać najbardziej odpowiedni. Detale, jak włosy czy oczy, możemy dobrać tak, by była pani zadowolona – słyszę.

d1vakc1

Na realizację zamówienia trzeba czekać w Polsce kilka–kilkanaście tygodni. Na egzemplarz z zagranicy – nawet rok. Lalki reborn zamawiane u zagranicznych producentów są najwyższej jakości. Kosztują nawet 5 tysięcy złotych. Wszystko zależy od tego, czy mają oddychać, mieć funkcję bicia serca. W Polsce lalki wykonują chyba wyłącznie kobiety. Zamawiają przez internet tak zwane kity, czyli wymodelowane już ręce, nogi i głowy dzieci. Doszywają je do tułowia wykonanego z materiału wypełnionego granulatem. Droższe lalki z zagranicy w całości są wykonane z winylu.

Hania jest już po spacerze. Znów trzeba jej zmienić pieluszkę i nakarmić. Punktualnie o 19.00 jest czas kąpieli. W łazience stoi mała niebieska wanienka dla niemowląt. Na półce zestaw kosmetyków dla dzieci – oliwka, krem z emolientami i płyn do mycia. Joanna przekonuje, że nowa Hania pomaga jej się uporać ze stratą córki. Znowu ma dla kogo żyć. Psycholog, do którego chodziła, na początku popierał pomysł kupna lalki. Zmienił zdanie, gdy Joanna zaczęła traktować ją jak prawdziwe dziecko.

– Mówi, że to uniemożliwia przeżycie normalnej żałoby. Przestałam do niego chodzić. Czuję się teraz lepiej, więc chyba jednak Hania mi pomaga – mówi Joanna.

Swoimi doświadczeniami dzieli się z innymi kobietami, które mają lalki reborn. W internecie jest kilka grup, w których się udzielają. Publikują zdjęcia ze spacerów, z karmienia czy zakupów w sklepie.

"Wcześniej bałam się wyjść na dwór, tego, co ludzie pomyślą. Kilka dni temu wyszliśmy pierwszy raz i teraz nie wyobrażam sobie, by było inaczej. Planujemy też podróż pociągiem" – pisze jedna z kobiet i zamieszcza zdjęcie z Kubusiem – chłopięcą wersją reborn z ciemnymi włoskami i brązowymi oczami.

trup Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

"Rodzina nie akceptuje mojej dziewczynki. Też tak macie? Jak sobie z tym radzicie?" – pyta kolejna. Pod wpisem kilkanaście odpowiedzi ze słowami wsparcia. Najwięcej emocji wywołuje wpis dotyczący tego, jak mężowie lub partnerzy reagują na lalki reborn. "Mój mąż jest anty. Patrzy na mnie jak na głupią. Nie chce dotknąć, a już nie mówię o wzięciu na ręce" – pisze jedna z kobiet. Inna dodaje: "Mój nawet na lalkę nie patrzy. Wydaje mu się, że to nieżywe dziecko. O cenie oczywiście nie wie, bo by mnie z domu wyrzucił". "Mój twierdzi, że coś mi się lekko nie domyka. Jeszcze nie chodzę na spacery, ale mam taki zamiar, a wtedy pewnie będzie kazał mnie zamknąć w psychiatryku" – to kolejny z komentarzy.

Tylko kilka kobiet podkreśla, że ich partnerzy traktują reborn jak zwykłe lalki, ale nie chcą ich dotykać. Joanna mówi, że większość "mam", które zna, to osoby samotne. Są jednak i takie, które lalki traktują jak zabawki dla swoich prawdziwych dzieci lub je kolekcjonują. Lalki zamawiają też szkoły rodzenia czy producenci dziecięcych ubranek, by mieć modele do zdjęć. Joanna nie lubi rozmawiać o tym, co dzieje się z Hanią, gdy idzie do pracy. Przekonuje, że dziewczynka wtedy wypoczywa. Chciała nawet zostawić w domu włączoną minikamerkę, by obserwować dziecko. Na razie z tego zrezygnowała.

Gdy tęskni, spogląda na zdjęcia Hani, które ma w telefonie. Ostatnio znów zaczęła przeglądać oferty w internecie. Być może "adoptuje" siostrę lub brata dla Hani. W firmie, z której pochodzi Hania, na realizację zamówienia trzeba czekać prawie dziewięć miesięcy.

Powyższy fragment pochodzi z książki "Jesionka dla trupa" Magdy i Piotra Mieśników, która ukazała się nakładem wyd. Znak Koncept.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d1vakc1
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1vakc1
d1vakc1