wp

To co kochasz najbardziej, kiedyś zrani cię najmocniej

Wrzuć bohatera w świat mediów społecznościowych, uzależnij od gier komputerowych, otrzyj o brudną politykę z Wall Street, pozwól usłyszeć echa kolorowych lat 60., wszystko to dopraw norweską mitologią. I bestseller murowany. Taką mieszankę zastosował Nathan Hill i z miejsca został został okrzyknięty największym literackim talentem w Stanach. Był już w drodze do Polski. Musiał zawrócić, by ratować swój dom, przez który przetoczył się huragan Irma. Gorący debiut i na gorąco jest nasza rozmowa.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
”Niksy” przetłumaczono na 25 języków. Na podstawie książki zostanie nakręcony serial, w którym jedną z ról zagra Meryl Streep.
”Niksy” przetłumaczono na 25 języków. Na podstawie książki zostanie nakręcony serial, w którym jedną z ról zagra Meryl Streep. (Materiały prasowe)

Rachela Berkowska: Mieliśmy wypić kawę w Warszawie, ale w twój dom uderzył huragan Irma. I zamiast z festiwalu książki w RPA lecieć do Europy, wracasz na zniszczoną przez żywioł Florydę. Twoi bliscy są bezpieczni?

Nathan Hill: To było naprawdę przerażające i mocno stresujące. Rozmawiałem z żoną przez FaceTime kilka razy dziennie do momentu, kiedy było już jasne, że huragan uderzy we Florydę. Byłem na innym kontynencie, na Open Book Festival w Cape Town, a ona przygotowywała dom, zakrywała okna sklejką, pakowała wszystkie niezastąpione rzeczy i w końcu ewakuowała się na północ. Obawialiśmy się najgorszego. Oko huraganu przemieszczało się wzdłuż nabrzeża naszego miasteczka Naples. Przeszło dokładnie nad naszym domem! W rezultacie mamy sporo zniszczeń, powyrywane drzewa, zerwane linie wysokiego napięcia. Ale wracam do domu z uczuciem ulgi, bo ani żona, ani nasi przyjaciele nie ucierpieli. Mogło być dużo gorzej. Eksperci przypuszczali, że miasto zostanie zalane trzymetrową falą. A mój dom stoi tylko dwa metry powyżej poziomu morza. Na szczęście te przewidywania się nie sprawdziły. Fala, która wdarła się na ląd, miała około półtora metra wysokości. Woda zatrzymała się w połowie mojego ogródka, a potem się cofnęła. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy.

wp

Wobec sił przyrody bywamy bezsilni. Na własne zachowanie mamy wpływ. A ty przyznałeś się do uzależnienia od gier komputerowych, od Warcrafta. Jak silne było? Przestałeś brać prysznic, zamawiałeś pizzę i grałeś noce i dnie?

Eksperci w tej dziedzinie, nie lubią używać słowa - uzależnienie - w odniesieniu do gier komputerowych. Granie w gry nie uruchamia takich samych reakcji biochemicznych, jakie na przykład uruchamiają heroina czy papierosy. Z drugiej strony, ci sami eksperci mówią o czymś takim, jak granie kompulsywne. I to jest zdecydowanie bardziej adekwatne. W przeciwieństwie do ludzi uzależnionych, nie czujesz potrzeby grania w gry, żeby się poczuć ”normalnym”. Ale czujesz, że granie wciąga cię bez reszty, pochłania. I robisz to, kiedy tylko nadarza się okazja. Przyznaję, zdarzało się, że całe weekendy siedziałem przed komputerem, zamiast spędzać czas ze znajomymi. A na pewno były takie momenty, kiedy kompletnie zapominałem o jedzeniu, aż w końcu mój brzuch przypominał mi o tym przeraźliwym burczeniem.

Jenni Groyon
Podziel się

Jego książkę odrzuciło 38 wydawnictw, a kiedy w końcu ją wydał, okrzyknięto go największym literackim talentem w Stanach.

wp

Brzmi, jak droga do zatracenia. Jak udało ci się z tym zerwać?

Przestałem grać głównie z powodu zażenowania, zawstydzenia, jakie czułem. Zadawałem sobie pytanie: Jak możesz dopuszczać do tego, że taka głupia rzecz, zajmuje tak wiele twojego czasu?! W końcu ten wstyd przeważył nad kompulsywną potrzebą grania. I skończyłem z tym.

Słyszałam, że parę lat temu straciłeś auto, a w nim komputer i wszystko, co wówczas napisałeś. Brzmi dramatycznie, jak sobie z tym poradziłeś?

To była rzeczywiście dramatyczna historia. Wtedy to było bolesne, głupie, okropne, bez sensu. Tak naprawdę zajęło mi lata, żeby się z tym pogodzić. Udało mi się dopiero w momencie, kiedy wyprowadziłem się z Nowego Jorku i wykombinowałem ”Niksy”. Wtedy znów poczułem się sobą.

wp

Słowo dla czytelników - niksa może przybierać różne formy. W norweskim folklorze jest duchem, pojawiającym się czasem jako biały koń, porywający dzieci. W twojej powieści niksa jest wszystkim, co kochasz i co pewnego dnia znika. Zdradzisz mi, kto jest twoją prywatną niksą?

U mnie to nie jest osoba. To miasto Nowy Jork. Zawsze chciałem się do niego przeprowadzić. Marzyłem o tym jako młody chłopak, który dorastał na obrzeżach środkowego zachodu Ameryki. To było naprawdę wielkie marzenie. A kiedy się wreszcie spełniło, w trakcie pierwszego miesiąca, zostałem obrabowany. W Nowym Jorku straciłem wszystko, co tylko wartościowego posiadałem. I to mnie bolało tym mocniej, że tak bardzo chciałem się tam znaleźć. Zostałem zraniony. O to chodzi z niksami. To ich definicja. Najbardziej ich pragniesz. I one najmocniej cię ranią.

Kiedy zrozumiałeś, że słowa mają siłę?

Pierwsza książka, która doprowadziła mnie do płaczu, była lekturą z czasów dzieciństwa - ”Gdzie rosną czerwone ciernie”. Zaczytywałem się w niej, przelatywałem przez nią jak burza. Uwaga, teraz będzie spoiler - pies głównego bohatera umiera ratując go przed atakiem dzikiego zwierzęcia. Pamiętam jak siedziałem pochlipując. To było jednocześnie strasznie smutne i bardzo piękne. Złapałem się na myśli - jak to możliwe, że te małe, czarne znaczki na białych kartkach, mają tyle mocy, że potrafią mnie porwać, pochłonąć do tego stopnia, że czuję jakbym był w samym środku czytanej historii?

wp

Dziś sam piszesz książki, które wyciskają emocje. Mogę wiedzieć, na co, jako pisarz, wydałeś najwięcej pieniędzy?

Moje pierwsze notatki robiłem ręcznie. Zdecydowałem wtedy, że kupię długopis naprawdę dobrej jakości. Chciałem, żeby był wygodny, ergonomiczny, dobrze leżał w dłoni. Ten, który wybrałem był rzeczywiście droższy, niż takie zwykłe. Ale myślę, że wiele razy uchronił mnie od skurczu mięśni (śmiech).

Mówiliśmy już, że w skandynawskiej mitologii niksami były konie. Ciekawa jestem, czy jest takie zwierzę, o którym powiedziałbyś, to mój ”spirit animal”. Czuję z nim duchowe połączenie.

Nie spieszę się, wolno piszę, to musiało by być jakieś powolne zwierzę. Może słoń? Moja książka wygląda jak słoń, taka jest gruba, więc chyba zdecyduję się na słonia.

wp

Słoń na całe 860 stron. Kapitalny kawał książki. Muszę zacytować Benjamina Percy'ego, który o ”Niksach” powiedział: ”Tak wygląda wielka amerykańska powieść. Jest znacząca kulturowo, zaangażowana politycznie, napisana z historycznym rozmachem, smutna, pełna tęsknoty, czasami mroczna, ale przede wszystkim zadziwiająca. Nathan Hill jest literackim gigantem, który będzie zasłużenie porównywany do Johna Irvinga i Jonathana Franzena”. Nie ujęłabym tego lepiej! Łapię cię na lotnisku i mam wielki niedosyt rozmowy.

Tak mi przykro, że nie możemy pogadać osobiście. Naprawdę mam nadzieję szybko pojawić się w Warszawie.

Jenni Groyon
Podziel się

O autorze: Nathan Hill urodził się w 1978 roku w Iowa, dorastał na Środkowym Zachodzie USA; żył w Illinois, Missouri, Oklahomie, Kansas i Nowej Anglii. Mieszkał między innymi w Nowym Jorku, Twin Cities i Chicago, teraz zaś mieszka na Florydzie wraz ze swoją utalentowaną muzycznie żoną. Jest wykładowcą języka angielskiego, prowadzi warsztaty kreatywnego pisania i kursy literatury na University of St. Tomas w St. Paul w stanie Minnesota. ”Niksy” są pierwszą powieścią Nathana Hilla; wcześniej napisał kilka opowiadań. W jego rodzinnym domu było mało książek, mimo to o karierze pisarskiej marzył już od czasów szkoły podstawowej.

Obejrzyj też: #dziejesiewkulturze

wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.