Trwa ładowanie...

Płacą Ukrainkom równowartość nawet 80 tys. złotych. Administracja przymyka oczy

- Łatwo uderzać w sensacyjne tony i nazywać matki zastępcze ludzkimi inkubatorami, brzuchami na wynajem. Najgorszą stygmatyzacją jest mówienie za te dziewczyny, że surogacja niszczy im życie - mówi w rozmowie z WP Jakub Korus, autor pierwszej książki o surogacji w Polsce i na Ukrainie.

Share
W Polsce surogacja jest nielegalna. Na Ukrainie sytuacja wygląda zupełnie inaczej
W Polsce surogacja jest nielegalna. Na Ukrainie sytuacja wygląda zupełnie inaczejŹródło: Pexels
d43kd5g

Magda Drozdek: Co ma Lwów do polskich małżeństw, które starają się o dziecko?

Jakub Korus: W biznesie surogacyjnym przyjęło się, że Kijów jest międzynarodowym centrum surogacji. Lwów jest takim centrum dla Polaków. Jest bardzo blisko granicy. Funkcjonują tam 3 kliniki surogacyjne i dodatkowo jest sporo miejsc zajmujących się medycyną reprodukcyjną. Z nich podobno na bardzo dużą skalę korzystają polskie rodziny. Zarówno jeśli chodzi o in vitro, jak i o surogację. W jednej z klinik usłyszałem, że to od 3 do 5 par miesięcznie w czasie pandemii. Łatwo policzyć, że wszystkie te 3 kliniki mają po kilkanaście, kilkadziesiąt par miesięcznie.

Polskie Ministerstwo Zdrowia to jakoś analizuje?

Polska administracja zamyka oczy. O ile na Ukrainie przepisy zdają się bardziej liberalne, tak w Polsce temat jakby nie istniał dla administracji. Oszacowanie skali tego, ile osób korzysta z surogacji w Polsce, jest niemożliwe. Można tylko pisać o tym, jak wiele osób z Polski korzysta z usług matek zastępczych na Ukrainie.

Zobacz: Nie mogła mieć dzieci. Marzenie o potomstwie spełniła jej matka

Ile kobiet na Ukrainie decyduje się zostać surogatką?

Szacuje się, że co roku mniej więcej 3 tys. Ukrainek bierze udział w programach surogacyjnych. Kolejne 3 tys. kobiet decyduje się zostać surogatką za granicą. Mój reportaż powstawał w pandemicznym roku i moi rozmówcy szacowali, że w czasie lockdownów liczby te spadły o połowę. Jest jeszcze dawstwo materiału genetycznego, jajeczek – to kolejne tysiące kobiet. Jest tak, że wiele kobiet właśnie od tego zaczyna. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to potem decydują się na surogację. 30 tys. dziewczyn rocznie na Ukrainie oddaje swój materiał genetyczny.

d43kd5g

W przypadku surogacji mowa o kilkudziesięciu tysiącach dolarów, prawda?

Surogacja na Ukrainie kosztuje od 35 do 55 tys. dolarów dla pary starającej się o dziecko. Dziewczyny dostają mniej, czyli jakieś 15-16 tys. dolarów plus różne dodatki miesięczne. Na lekarstwa, opiekę, ubrania itd. Finalnie może to być więc koło 20 tys. dolarów. To ogromna kwota, przeliczając to na hrywny i tamtejsze zarobki. Z drugiej strony: nie jest to tak dużo, zważając na to, że poświęcasz swoje ciało na 9 miesięcy albo na dłużej, bo kobieta musi przejść proces przygotowania się, stymulacji hormonalnej. W Stanach program surogacyjny to koszt 100 tys. dolarów. Z racji sytuacji ekonomicznej Ukrainki decydują się to robić za dużo, dużo mniej.

Wszystko rozbija się o pieniądze.

Tak, choć wiele kobiet tworzy sobie alibi, mówiąc, że chciały pomóc rodzicom, którzy nie mogą mieć dziecka. Dziennikarki z Ukrainy punktują, że surogatki nie zawsze żyją w skrajnej biedzie. Zdarzają się przypadki, że potrzebują pieniędzy na chorego członka rodziny. Surogacja przez rok pozwala im zarobić na tyle dużo, że mogą np. posłać dziecko do szkoły, otworzyć jakiś swój mały biznes, opłacić mieszkanie.

d43kd5g

To są dziewczyny w dużej potrzebie. Raczej niezamożne i bez wyższego wykształcenia. Jest wśród surogatek wiele samotnych matek albo matek, które same utrzymują rodzinę. Te, z którymi rozmawiałem, mówiły wprost: gdyby mogły zarobić takie pieniądze w inny sposób, to by surogatkami nie zostały. Ale w tej beznadziejności to się im widzi jako atrakcyjny sposób na zarobienie dużych kwot.

Surogacja na Ukrainie kosztuje od 35 do 55 tys. dolarów dla pary Pexels
Surogacja na Ukrainie kosztuje od 35 do 55 tys. dolarów dla paryŹródło: Pexels

Zaskoczyły mnie w twoim reportażu komentarze kobiet, że pieniądze powinny wręcz być kluczowym argumentem decydowania się na zostanie matką zastępczą. Mówią, że surogacja to nie dobroczynność i jeśli któraś kobieta mówi o altruistycznych powodach swojej decyzji, to agencjom zapala się czerwona lampka.

Dobrą praktyką jest to, by uznawać surogację za pracę, a nie podchodzić do tego altruistycznie. Opowiadanie o tym, że chce się pomóc komuś zostać rodzicem sprawia, że przedstawiciele agencji czują się zaalarmowani, że być może dana osoba nie jest gotowa emocjonalnie na taki krok. Może za bardzo przyzwyczaić się do dziecka.

d43kd5g

I go nie odda?

Albo okupi to traumą. Takie sytuacje się zdarzają, choć uważam, że to margines. Większość dziewczyn, z którymi rozmawiałem, podchodzi do surogacji zadaniowo. Zapisują się do programu, przygotowują się do niego, poddają się transferowi zarodków, opiekują się ciążą najlepiej, jak potrafią, rodzą dziecko, oddają je i wracają do swoich dzieci. Starają się nie myśleć o tej ciąży jak o swojej. W klinikach dostają instrukcje i w niektórych jasno jest napisane, by nie mówić do tego dziecka.

Żeby nie tworzyć więzi.

Tak, jest takie przykazanie, by się nie przywiązywać. Czy większość jest w stanie to zrobić? Być może. Czy zdarzają się przypadki, że ktoś nie jest w stanie się nie przywiązać – jak najbardziej.

d43kd5g

Surogatki, z racji tego, że są w Polsce w szarej strefie, sprowadza się często do "brzucha do wynajęcia". Nazywa się to handlem ludźmi. Ty pokazujesz w książce naprawdę poruszające historie, które są w sprzeczności z tym obrazem.

Maria, dziennikarka z Kijowa, opisała taką słynną historię dziewczyn, które były wywożone na Cypr Północny, by tam rodzić dzieci. Dla niektórych historia skończyła się dramatycznie, bo jedno z dzieci nie przeżyło. Maria powiedziała mi coś, co przyświecało mi przez cały okres pisania książki: nie stygmatyzuj tych dziewczyn. Nie rób z nich ofiar. Są dorosłe i nawet jeśli zmusiło ich do tego życie, to wiedziały, na co się decydują.

Przykład to historia Olgi. Pochodzi z Donbasu, z którego uciekła do Kijowa. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Zdecydowała się na program surogacyjny. Była młodą matką, więc chciała zadbać o swojego syna. Kim jesteśmy, żeby oceniać, czy to było dobre, czy złe posunięcie? Olga nie uważa, żeby to było dla niej traumatyczne doświadczenie, pomimo tego, że jedna z tych ciąż prawie ją zabiła. Dla niej, paradoksalnie, surogacja była szansą na odbicie się od dna. Łatwo uderzać w sensacyjne tony i nazywać surogatki ludzkimi inkubatorami, brzuchami na wynajem. Najgorszą stygmatyzacją jest mówienie za te dziewczyny, że surogacja niszczy im życie.

Bo co my wiemy o surogacji tak naprawdę? Pokutuje pewnie przekonanie, że po prostu kobieta zostaje zapłodniona, jest w ciąży, rodzi, oddaje dziecko i koniec historii. A to, jak piszesz, skomplikowany proces, który niekiedy kończy się martwą ciążą, poronieniem, kolejnymi próbami…

Moim zdaniem jest w tym jakiś heroizm. Większość kobiet, z którymi rozmawiałem lub o których słyszałem, nie potrzebowały pieniędzy dla siebie, tylko dla swoich dzieci. Jedna z moich bohaterek – Natasza – pierwsze co zrobiła po porodzie, to w tym wczesnym połogu poprosiła o wypisanie jej ze szpitala na własną odpowiedzialność, by mogła wsiąść do autobusu i pojechać do swoich synów.

d43kd5g

Trzeba jednak podkreślić, że surogacja nie można wyglądać tak, jak to niestety ma miejsce. Że kobiety są pozostawione bez opieki, nikt się nimi nie przejmuje, a zarabia się na nich.

Na facebookowej grupie "Siła matek" opisane są różne wstrząsające historie ukraińskich surogatek. Jedna dziewczyna opowiada, że czuła się jak niewolnica agencji. Inna o tym, że zagnieżdżony embrion w wyniku błędów lekarzy rozwijał się bez głowy. Że za martwą ciążę proponowano jej 450 dolarów. To dzieje się na Ukrainie, gdzie istnieją grupy wsparcia, można liczyć na pomoc, prawo jest bardziej liberalne…

To jest przerażające. Przeglądając wpisy na "Sile matek", można faktycznie dostrzec, z jakimi traumami wiąże się surogacja. Poronienia, martwe ciąże… Surogacja to biznes, a biznes dąży do maksymalizacji zysków. Popularny jest więc transfer zbyt wielu zarodków. Jeśli przyjęło się ich zbyt wiele, trzeba je usunąć. To nie powinno się dziać. Dochodzi też do sytuacji, że dziewczyna nie zgadza się w umowie na noszenie ciąży bliźniaczej, a tak się dzieje i ukrywa się to przed nią. Zdarzają się sytuacje, że w ciąży bliźniaczej jedno z dzieci umiera, a drugie trzeba donosić. Są sytuacje, w których dochodzi do zbyt wczesnego porodu lub poronienia i zazwyczaj winą obarcza się kobietę.

d43kd5g

Są zapisy w umowach, że jeżeli dziewczyna nie zdecydowałaby się na terminację ciąży, a chcieliby tego rodzice genetyczni, to ona bierze na siebie wszystkie koszty. Tego jest masa! I jeśli pomyślisz, że to dzieje się w kraju, w którym jest liberalne prawo, to nie chcę sobie wyobrażać, co przechodzą dziewczyny w Polsce, które robią to w kompletnej tajemnicy.

To już nie szara, a czarna strefa.

Prawdopodobnie surogatki w Polsce nie mają żadnej instancji, do której mogą się odwołać. Przecież musiałyby się przyznać, że brały udział w bezprawnym procederze i będą ciągane po sądach. Będą się musiały wszystkim przyznać. Więc faktycznie zakaz powoduje, że tworzy się nie szara, a czarna strefa.

A co ciekawe, dziewczyny z Ukrainy przyjeżdżają do nas, do Polski, żeby rodzić dzieci. Był taki przypadek, że dziewczyna leciała samolotem do Polski na poród, ale zaczęła rodzić na pokładzie. I co teraz? Po pierwsze życie matki i dziecka było zagrożone. Po drugie – jeśli to dziecko by się urodziło poza kontrolą agencji, surogatka zostałaby wpisana do papierów jako matka, co rodzi potem komplikacje administracyjne, żeby potem przyszli rodzice mogli odebrać malucha.

Dwie twoje rozmówczynie dają takie dwa najlepsze chyba podsumowania tematu. Jedną pytasz, czyje prawa są tak naprawdę zagwarantowane w Polsce. Odpowiedź brzmi: prawa ustawodawcy. Ustawodawca czuje się bezpiecznie, bo jest zakaz, to nie ma problemu. Drugą zacytuję: "Nasze państwo kościelne, które ślepo wierzy w Boga, nie chce zrozumieć, że ten Bóg czasami zawodzi. Mam poczucie, że w moim przypadku zawiedli i Bóg, i Polska".

To cytat z Oliwii, z którą rozmowa była dla mnie najbardziej wstrząsająca. Pary zmagające się z bezpłodnością są zostawione sobie same. Państwo zawodzi na każdym etapie, zaczynając od tego, że nie istnieje edukacja seksualna. Nikt nie uczy o bezpłodności. Nie wiesz, kiedy się zbadać. Nie planujemy siebie jako zdrowego, przyszłego rodzica. Potem gdy okazuje się, że są z twoją płodnością problemy, to leczenie kuleje. Dochodzisz do momentu, w którym chcesz zdecydować się na in vitro. To nie jest dotowane we wszystkich miastach. Jest jeszcze adopcja, ale i to w Polsce nie jest sprawnie zorganizowane. W końcu surogacja, która jest w tej czarnej strefie. Ci rodzice, z którymi rozmawiałem, w kraju mitu Matki Polki czują się osamotnieni w swoich staraniach o dziecko. Oliwia mówi, że ją najbardziej powaliła schizofrenia tej sytuacji. Wszyscy chcą, żeby była matką, udowodniła swoją kobiecość poprzez zostanie matką, z drugiej strony na każdym etapie państwo rzuca jej kłody pod nogi.

Konfrontujesz to z takim przekonaniem, że na surogatki decydują się bogaci celebryci albo wyrachowani bogacze.

Otóż to. Sytuacja ich do tego zmusiła. Kto chciałby lecieć do obcego kraju, zostawiać tam pół majątku i wierzyć, że być może skończy się to posiadaniem upragnionego dziecka? W jakiej trzeba być desperacji, by się na coś takiego zdecydować?

Jak w przypadku całkowitego zakazu aborcji – zakaz nie sprawi nagle, że surogacja zniknie, że rodzice przestaną marzyć o własnym dziecku.

Chcemy tego, by aborcja była dostępna i bezpieczna, bo i tak ona jest. Tak samo z surogacją. Dzieciaki się rodzą, pary z tego korzystają. To, że zamkniemy oczy, nie sprawi, że temat zniknie. Potrzebujemy systemu, w którym będzie można mówić o surogacji, zdejmie z tego tabu, zapewni bezpieczne ramy zarówno dla rodziców, jak i dla matek. Pisząc książkę, doszedłem do wniosku, że to agencje i pośrednicy są czarnymi charakterami surogacji, nie sam proces.

Książka "Surogatki. Historie kobiet, które 'rodzą po cichu'" ukazała się 27 października nakładem wydawnictwa Znak.

"Historie kobiet, które 'rodzą po cichu'" Materiały prasowe
"Historie kobiet, które 'rodzą po cichu'"Źródło: Materiały prasowe
Oceń jakość artykułu:
Zależy nam na podnoszeniu jakości naszego dziennikarstwa. Twoja opinia jest dla nas ważna!
d43kd5g

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d43kd5g
d43kd5g