Jacek Dehnel skomentował na FB Nobla dla Olgi Tokarczuk
Jacek Dehnel skomentował na FB Nobla dla Olgi Tokarczuk (East News, Fot: Anna Rezulak/KFP/REPORTER)

Prorocze słowa Jacka Dehnela o Noblu dla Tokarczuk

- Dziś, w dobie uproszczeń, fake newsów, nachalnej propagandy, subtelność i psychologiczna wnikliwość, z jakimi Olga Tokarczuk portretuje pojedynczych bohaterów [...], jest ćwiczeniem z rozumienia - mówił rok temu Jacek Dehnel. Jego słowa wciąż są aktualne. I nie tylko ze względu na Nobla dla pisarki.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Olga Tokarczuk otrzymała Literacką Nagrodę Nobla za "narracyjną wyobraźnię, która wraz z encyklopedyczną pasją reprezentuje przekraczanie granic, jako formę życia".

Jacek Dehnel przypomniał laudację, jaką wygłosił rok temu, kiedy autorka "Ksiąg Jakubowych" otrzymała Nagrodę Literacką im. Jana Michalskiego. Za zgodą autora prezentujemy post, który zamieścił ten uznany pisarz, tłumacz i malarz:

To jeszcze po polsku laudacja, którą wygłaszałem w Montricher kiedy Olga Tokarczuk otrzymała za "Księgi Jakubowe" Prix Jan Michalski:

Szanowni Państwo, droga Laureatko,

najgorsze laudacje to takie, w których autor mówi o sobie, a nie o tym, kto faktycznie otrzymał nagrodę – i niestety pewnie każdemu z nas zdarzyło się takiej laudacji choćby raz w życiu wysłuchać. Pozwólcie mi jednak Państwo na krótką osobistą uwagę. Jest dla mnie ogromnym zaszczytem i radością, że teraz, na zakończenie mojej trzyletniej pracy w jury Nagrody Jana Michalskiego, mogę podzielić się z Wami zachwytem nad książką najwybitniejszej, jak sądzę, współczesnej pisarki, która tworzy literaturę w moim ojczystym języku.

Nie jestem zresztą tym zachwycie odosobniony. Wydaje się, że świat właśnie zaczyna się przekonywać o wielkości pisarstwa Olgi Tokarczuk. Raptem parę miesięcy temu odebrała ona International Man Booker Prize za "Biegunów"; adaptacja wydanej właśnie po angielsku powieści "Prowadź swój pług przez kości umarłych" – czyli film Agnieszki Holland "Pokot" – otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia na Berlinale; ukazują się kolejne przekłady, które trafiają na listy bestsellerów i są z miejsca nagradzane: w Anglii, w Szwecji, czy dziś, w Montricher.

ZOBACZ TEŻ: Nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk. Podróżnik Marek Kamiński komentuje

Ale radość moja bierze się jeszcze z czego innego: ze współuczestnictwa naszego jury w pewnym ważnym procesie. Myślę, że warto o tym procesie wspomnieć przy okazji nagrodzenia "Ksiąg Jakubowych", których bohater przybywa z nieokreślonych, błotnistych rubieży Europy, z krajów traktowanych z dystansem, wyższością nawet, jak wiele z tego, co znane słabo lub wprost nieznane. Parę miesięcy temu, kiedy Antonia Lloyd-Jones, tłumaczka m.in. niektórych książek Olgi Tokarczuk, odbierała nagrodę Transatlantyk, Stanley Bill, szef Polish Studies na Uniwersytecie Cambridge, powiedział:

"Wiemy, że świat literatury nie jest sprawiedliwy, że nie ma w nim równouprawnienia […], literatura żyje tłumaczeniami przede wszystkim z pewnych języków, z pewnych kultur hegemonicznych [...] francuskiej, brytyjskiej, niemieckiej, rosyjskiej, amerykańskiej – niż przekładów z literatury, powiedzmy sobie szczerze, półperyferyjnej. [...] W tym kontekście praca tej wybitnej tłumaczki literatury polskiej na język angielski, czyli tłumaczki literatury półperyferyjnej [...] na język tak zwanego centrum ma wymiar nie tylko polityczny, ale także etyczny. To praca osoby, która chce, żeby to, co nie było widoczne, stało się widoczne. To praca w głębokim przekonaniu, że to, co nie było widoczne, jest potrzebne, dlatego że samo w sobie jest wartościowe, ale też dlatego, że ma coś istotnego do powiedzenia." Zarówno ta nagroda, ta wspaniała biblioteka, jak i cała Fundacja Jana Michalskiego, od samego początku swojego istnienia angażują się w budowanie mostów pomiędzy bezpiecznym, zasobnym sercem Europy a niepewnymi i nieznanymi peryferiami, literaturami "gorszych bogów".

Cieszę się zatem niezmiernie, że w tym roku nagrodę otrzymuje dzieło, którego pełny tytuł brzmi: "Księgi Jakubowe, albo Wielka Podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie, nie licząc tych małych, opowiadana przez zmarłych, a przez autorkę dopełniona metodą koniektury, z wielu rozmaitych ksiąg zaczerpnięta, a także wspomożona imaginacją, która to jest największym naturalnym darem człowieka" – bowiem przekraczanie granic wydaje się dziś istotne szczególnie.

Olga Tokarczuk, wychodząc od opowieści o XVIII-wiecznym mistyku i reformatorze religijnym, Jakubie Franku, lawirującym pomiędzy możnymi i biednymi tego świata, stworzyła nie tylko monumentalny, liczący niemal tysiąc stron fresk historyczny, rekonstruujący dzieje dawno minione i zapomniane, ale także opowieść uniwersalną i aktualną.

Uniwersalną, ponieważ powołała w niej do istnienia cały tłum niezwykle żywych, zapadających w pamięć postaci, które gorliwie opowiadają swoją własną cząsteczkę losu i tak, wspólnie, tworzą całe bogactwo tej powieści.

Mamy tu zatem i zagadkowego proroka, jego żonę i córkę, i wiernego kronikarza sekty, i staruszkę, która zawzięła się, żeby za sprawą kabalistycznej magii żyć wiecznie, i parającego się polityką biskupa, i zawołanego awanturnika, który mianował się królem greckich wysp, i jego kuzynkę, wielką damę o niecodziennych obyczajach, i jej wierną dwórkę i zarazem poetkę, i kochającego się w poetce prowincjonalnego księdza, spisującego własną encyklopedię, i wreszcie najrozmaitszych członków sekty: mężczyzn, kobiety, dzieci, starych, młodych, pięknych i brzydkich, upartych i uległych.

Tam, gdzie autorka ma do czynienia z postaciami historycznymi, odsłania ich nieznane, ukryte przed światem oblicze, tam zaś, gdzie wybiega poza to, co już spisali historycy, daje głos ludziom, którzy głosu nie mieli: poniewieranym, przepadłym bez śladu, tłoczącym się gdzieś na marginesach zapisanych dziejów. To życie osadzone w ramach tamtych czasów i miejsc, a mimo to, za sprawą maestrii Olgi Tokarczuk, mówiące nam wiele również o innych miejscach i czasach.

A czemu to opowieść aktualna? Podobnie jak bohaterowie "Ksiąg Jakubowych", żyjemy w epoce przemian. Dotychczasowy porządek, wydawałoby się niewzruszony, chwieje się w posadach, świat prędzej niż kiedykolwiek w znanej nam historii zmienia swoją skórę. Jakub Frank przyszedł na świat w roku 1726, kiedy życie na wschodnich kresach polsko-litewskiego królestwa, Rzeczypospolitej Obojga Narodów, wyglądało podobnie, jak sto, dwieście i trzysta lat wcześniej: na wsi chłopi siali i żęli zboże, Żydzi handlowali na jarmarkach, szlachta jeździła na sejmy do stolicy, polowała po lasach albo wyprawiała się na wojnę, a raz na jakiś czas przez równiny przechodziły wojska, które mordowały, gwałciły, plądrowały i brały w jasyr, za nimi zaś wlokły się głód i morowe powietrze.

Kiedy umierał w roku 1791, Wielka Encyklopedia miała już lat czterdzieści, maszyna parowa prawie trzydzieści, Stany Zjednoczone – piętnaście, we Francji i Polsce uchwalono oświeceniowe konstytucje, prochy Woltera złożono w Panteonie. W bólach francuskiej rewolucji i wojen napoleońskich miał się narodzić wiek XIX, równie tajemniczy, niespodziewany i niezrozumiały dla ówczesnych, co wiek XXI dla nas w roku 1991, gdy właśnie upadał komunizm i Związek Radziecki, a o internecie nikt nie słyszał.

Kiedy wąż zmienia skórę, jego forma pozostaje właściwie niezmieniona – ale ten sam kształt muszą objąć nowe tkanki. Podobnie w takich momentach dziejowych kształt świata opinają nowe idee, terminy, wizje, a Jakub Frank – obok Napoleona, Goethego czy pana Guillotin – był jednym z tych, którzy mieli uszyć światu nową skórę i pomóc mu zdjąć tę starą. Ale nie dajmy się zwieść – niezwykła historia tego charyzmatycznego człowieka oraz tych, których pociągnął za sobą, jest tylko ogniwem w podobnych wydarzeniach, powtórzeniem pradawnych myśli, które będą powtarzane dalej jeszcze w kolejnych pokoleniach. Również w naszej epoce.

Jak wiadomo, wszystkie dobre uczynki zostają ukarane. Tak było i w tym przypadku. Staranna analiza zapomnianego wycinka polskiej – i, ogólniej, wschodnioeuropejskiej – historii, a także towarzyszące książce wywiady, w których Tokarczuk wypowiedziała kilka kwestii dość oczywistych, jednak uderzających w monolit narodowej mitologii, doprowadziły do rozpętania kampanii nienawiści.

Obejmowała ona zarówno zwykłych obywateli, rzucających obelgi, groźby pobicia i śmierci, jak i osoby pocześniejsze: dziennikarzy czy polityków, w tym jednego z senatorów rządzącej partii, który żądał odebrania pisarce honorowego obywatelstwa miasta Nowa Ruda. Tokarczuk trafiła na nieformalną listę autorów, których nie należy promować za granicą, a polski minister kultury w wywiadzie wymienił ją pośród tych pisarzy, których czytają młodzi filmowcy – a czytać nie powinni, bo "nie zajdą daleko".

"Księgi Jakubowe" jednak wcale nie są, jak można by się spodziewać po reakcjach polityków, prostą, "słuszną" opowieścią, odgrywającą rolę publicystyczną, dającą się zaprząc do jakichś politycznych gierek czy rozstrzygnięć. Wręcz przeciwnie.

Bohaterowie powieści, począwszy od samego Jakuba Franka, wikłają się w ambiwalentne sytuacje i rozgrywki. Prorok, który głosi wyzwolenie z ucisku, emancypację kobiet i wolną miłość, staje się też źródłem seksualnej niewoli i brutalnym despotą. Prowincjonalny ksiądz, spisujący swoją anachroniczną, groteskową encyklopedię, w której hasło "Koń" brzmiało "Koń jaki jest, każdy widzi", staje się najczulszym korespondencyjnym kochankiem, a jego nieśmiała, skromna miłość jest jednym z najbardziej poruszających aspektów powieści. Trawestując ten cytat, można powiedzieć, że w "Księgach Jakubowych" nikt nie jest taki, jak każdy widzi. I nie jest taką również historia.

Dziś, w dobie uproszczeń, fake newsów, nachalnej propagandy, subtelność i psychologiczna wnikliwość, z jakimi Olga Tokarczuk portretuje pojedynczych bohaterów, społeczności, a nawet całe narody i epoki, jest ćwiczeniem z rozumienia. Z rozumienia innego, bo obcego, innego, bo minionego, innego, bo myślącego inaczej.

Pisząc "Księgi Jakubowe" laureatka tegorocznej Prix Michalski sięgała zarówno do tradycji mistycznych, kabalistycznych, jak i do historycznych opracowań, by stworzyć i zaludnić osobny, pełny świat, który pozostaje z nami na długo po zakończeniu lektury. Ale myślę, że to dzieło zostanie z czytelnikami również w innym znaczeniu.

Italo Calvino powiedział, że "Klasyka to książka, która nigdy nie kończy mówić tego, co ma do powiedzenia" - a "Księgi Jakubowe", ze względu na ich nadzwyczajne bogactwo mają bez mała nieskończony potencjał kolejnych otwarć i twórczych poszukiwań, dzięki czemu, ufam, będziemy do nic wracać przez kolejne pokolenia, znajdując tam odpowiedzi na pytania, których dziś jeszcze nie jesteśmy nawet w stanie zadać.

Jacek Dehnel

Trwa ładowanie
.
.
.
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne