WP

Poszła z piątką dzieci i mężem do obozu Auschwitz. Bohaterka, o której nie wiedzieliśmy

- Dzieci idą z nami- powiedział SS-man. Były Romami, tak samo jak ich ojciec. To, że matka była Niemką, nie liczyło się. Helene Hannemann mogła zostać w domu, ale wybrała krótkie i pełne cierpienie życie u boku swoich dzieci. Razem z mężem i piątką maluchów trafiła do obozu Auschwitz.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Helene Hannemann trafiła razem z dziećmi i mężem do obozu Auschwitz.
Helene Hannemann trafiła razem z dziećmi i mężem do obozu Auschwitz. (Pixabay.com, Fot: MonicaVolpin)
WP

O Helene jeszcze do niedawna były w sieci tylko drobne wzmianki. Jak ta ze strony Auschwitz.org: "Naoczni świadkowie opowiadali o desperackich próbach Helene Hannemann, Niemki, której mąż był Romem, by ocalić życie. Podobno dr Mengele osobiście obiecał, że ona i jej pięcioro dzieci będą oszczędzone. Gdy oficer SS przeszukiwał opuszczony obóz, znalazł ich w baraku przedszkola. Powiedział, że przeżyje, jeśli zostawi dzieci. Nieugięta matka odmówiła. Razem z dziećmi trafiła do komory gazowej".

Teraz w Polsce ukazała się pełna historia Helene.

Zobacz też: Niezwykła historia zdjęcia 14-letniej Polki

WP

"Nie płacz, kochanie. Na pewno będzie lepiej"

Zaczęło się tak, jak pewnie w tysiącu innych przypadków. Od hałasu stąpania ciężkich butów na drewnianych schodach. – Serce biło mi jak oszalałe. Nie mogłam oddychać (…) Miałam nadzieję, że nieszczęście tak jak do tej pory po prostu mnie ominie. Nie chciałam uwierzyć, że tym razem będę musiała przyjąć cierpienie – wspomina słowami Helene Mario Escobar, autor książki "Kołysanka z Auschwitz".

Mario jako pierwszy opisał historię Helene i jej rodziny. Była Niemką, wtedy powiedziano by, że czystej krwi. Jej mąż – Johann – był z kolei Romem. Johann był wirtuozem skrzypiec. Wiele lat grał w Berlińskiej Filharmonii. Ale gdy Hitler doszedł do władzy, nie liczył się talent, a pochodzenie. W 1936 roku zaostrzono restrykcje skierowane przeciwko wszystkim niepasującym do wprowadzanych przez nazistów praw o czystości rasy.

WP

Johann nie mógł już pracować jako muzyk. Kwestią czasu było, kiedy zostanie deportowany z III Rzeszy do Polski, tak jak jego krewni. Wizyta SS-manów w berlińskim mieszkaniu i tak była dla rodziny szokiem. Z rozkazu Himmlera wszyscy Romowie i Sinti Rzeszy mieli zostać umieszczeni w obozach.

- Dzieci też są Romami. Rozkaz dotyczy ich tak samo. Proszę się nie martwić, pani może zostać – usłyszała wtedy Helene. Miała razem z mężem pięcioro dzieci: najmłodsza Adalia, bliźniaki Emily i Ernest, starsi Blaz i Otis.

Helene nie pozwoliła ich rozdzielić. Wymusiła na oficerze, że jedzie razem z rodziną. Najmłodszej córce powtarzała: "W porządku, nic się nie dzieje, kochanie. Jedziemy na wycieczkę". Jej samej nerwy puściły dopiero wtedy, gdy wycieńczona podróżą w bydlęcym wagonie, dojeżdżała do Polski.

- Nie płacz, kochanie. Na pewno będzie lepiej, gdy już dojedziemy do obozu. W trzydziestym szóstym wielu Cyganów internowano z powodu olimpiady, ale kilka miesięcy później pozwolono im wrócić do domu – uspokajał ją mąż.

WP

PRZECZYTAJ TEŻ: "Wiem, jak wygląda piekło". Alina Dąbrowska wspomina obóz w Auschwitz

Anioł Śmierci

Helene razem z dziećmi trafiła do baraku nr 4, do Rosjanek. "Tacy jak wy nie przeżywają tu długo" – usłyszała od współwięźniarek. Po kilku dniach terroru Helene udało się przenieść do baraku Romów. Niedługo później zaczęła pracę jako pielęgniarka.

- Pracowałam z polską pielęgniarką Ludwiką pod zwierzchnictwem doktora Senktellea. Pielęgniarka była Żydówką i zanim trafiła do obozu, przeszła długą drogę męczeńską w kilku gettach. Jej twarz bardziej niż czyjakolwiek inna odzwierciedlała to, co człowiek musiał na co dzień oglądać w Auschwitz – przywołuje wspomnienia Helene autor książki.

WP

Hannemann jakiś czas później miała już nowego szefa. Był nim Josef Mengele, zwany Aniołem Śmierci. Historie opowiedziane z perspektywy Helene potwierdzają to, co pisano o nim i jego eksperymentach już wcześniej. Tyle że kobieta długo była przekonana, że Mengele tylko wykonuje rozkazy, a nawet, że jest w nim wiele dobra. Naiwność? Może i tak, choć dziś trudno to ocenić. Gdy w obozie wybuchła epidemia tyfusa, Helene udało się przekonać przełożonego, by oszczędził dwa baraki pełne ludzi (w tym jej dzieci).

Josef Mengele Forum
Podziel się

Mengele miał jej powiedzieć: "Podziwiam pani odwagę. Nie rozumiem, dlaczego poświęciła się pani dla dzieci mieszanej krwi ani dlaczego wyszła pani za Cygana, ale skoro sama stawiła pni temu czoło… Swoją postawą zaprezentowała pani godzien podziwu hartu ducha. Dlatego uważam, że jest pani odpowiednią kandydatką".

Zbrodniarz zlecił Helene szefowanie obozowemu przedszkolu. Miejsce dla dzieci w środku piekła (Helene często porównywała Auschwitz do cmentarzyska)? Była przekonana, że naziści chcą jakoś pomóc. Niedługo później wiedziała już, że bardzo się pomyliła.

WP

Kołysanka z Auschwitz

"Przedszkole w Auschwitz" brzmiało jak okrutny żart. Helene wierzyła jednak, że może uda jej się uratować dzieci, które przynajmniej na kilka godzin będą mogły odetchnąć od otaczającego ich barbarzyństwa. W przedszkolu miało być więcej jedzenia, mleko, zabawki, miało być też przede wszystkim cieplej. W wilgotnych, zimnych barakach choroby rozwijały się na potęgę.

Przedszkole otwarto w czerwcu 1943 roku. Dzieci było blisko sto. Mogły zjeść, pobawić się, przedszkolanki miały nawet 5 bajek, które mogły im wyświetlać.

Ta bajeczna wizja bezpiecznego miejsca dla dzieci szybko się rozmyła. Helene zrozumiała, że Mengele chciał, by dzieci miały lepiej niż w barakach z dwóch prostych względów. Po pierwsze: cele propagandowe. Podczas wizytacji oficerów z Berlina, przedszkole było obowiązkowym przystankiem. Przecież nie może w obozie być tak źle, jak donoszą alianci, skoro dzieci mają tu swoje miejsce, są czyste i mogą się bawić.

Po drugie, najważniejsze: Mengele miał pod ręką wszystkie dzieci, na których mógł przeprowadzać eksperymenty. Czasem przysyłał swoich współpracowników, by wybierali malce sami. Czasem zlecał to zadanie Helene i pozostałym przedszkolankom. Niemka nigdy nie widziała, co dokładnie robi z dziećmi, ale większość z nich nigdy nie wracała. Mengele szczególnie interesowali bliźniacy. Był też zainteresowany romskimi dziećmi – np. kolorem ich skóry. Klisza aparatu nie oddawała wiernie odcieni, więc do przedszkola przysyłał malarkę – czeszkę Dinę Gottliebovą.

Getty Images
Podziel się

Jest jeden szczególnie wstrząsający moment w książce. To wtedy Helene straciła resztki zaufania i wiary w intencje Mengele. Pewnego dnia esesman zabrał z przedszkola czteroletnich bliźniaków Guido i Nino. Po pięciu dniach Helene usłyszała rozdzierający krzyk ich matki, Cyganki. Dzieci spazmatycznie płakały w ramionach kobiety. Były przykryte kocem.

- Ostrożnie podniosłam koc. Ujrzałam, że bliźniaki zszyto razem plecami i ramionami. Wielka rana jątrzyła się, wyglądała okropnie, obrzmiała i zasiniała. Dlaczego ktoś miałby zrobić coś takiego? Chłopcy zostali dosłownie zszyci razem, połączono ich żyły – opisywała Helene.

Nie mieli szans, by przeżyć. Pielęgniarki mogły im podać tylko odrobinę morfiny, by ulżyć w bólu.

- Kilka miesięcy temu przysięgałam matkom z obozu, że będę chronić ich pociechy, ale cztery pary bliźniaków i pięcioro innych dzieci zabrano pod pretekstem leczenia ich z nomy, choć żadne nie miało objawów tej choroby. Ale to było nie do przyjęcia. Mengele całkiem oszalał. Nic się dla niego nie liczyło oprócz własnych eksperymentów.

PRZECZYTAJ TEŻ: Oświęcim był laboratorium koncernów farmaceutycznych. Farben/Bayer płacił za eksperymenty na więźniach

Autor "Kołysanki z Auschwitz" znacznie bardziej rozpisuje zawiłą relację przedszkolanki i Mengele. Co też ważne, jej historia pokazuje obóz z jeszcze innej perspektywy niż poznaliśmy to do tej pory. Helene jako Niemka wcale nie miała lepszej sytuacji. Ale dzięki temu, że była „czystej krwi” Mengele dał jej pracę. Wiele więźniarek miało jej za złe, że nie musi już mieszkać w zatłoczonych barakach, że może opiekować się wszystkimi swoimi dziećmi w nieco bardziej przyzwoitych warunkach.

W sierpniu 1944 roku w Auschwitz rozpętało się prawdziwe piekło. Więźniów masowo wymordowano. Helene – jak pisze Mario Escobar – mogła się uratować. Esesmani powiedzieli, że może zostać przeniesiona do innego obozu. Ale dzieci musiałaby zostawić. Na to się nie zgodziła. Podobno niedługo przed tym, gdy razem z dziećmi została odprowadzona do komory gazowej, Mengele powiedział jej, że może przecież ujść z życiem i założyć sobie nową rodzinę.

- Uśmiechnęłam się. W tym momencie uświadomiłam sobie, że zawsze stałam wyżej od niego i wszystkich zabójców rządzących tym piekłem. Potrafili w ciągu kilku sekund odebrać życie dziesiątkom tysięcy ludzi, ale nie potrafili dać życia. Jedna dobra matka jest warta więcej niż cała mordercza machina nazistowskiego reżimu – pisze Escobar w książce.

Gdy Helene pracowała w przedszkolu, zaczęła pisać pamiętnik. Zachował się po tym, gdy obóz zlikwidowano. Mario Escobar dotarł do tych zapisków. Tak powstała "Kołysanka z Auschwitz". Historia wyjątkowa, którą warto przeczytać. Nie wiadomo, co stało się z mężem Helene i czy udało się mu przeżyć. Nie zachowało się też żadne zdjęcie rodziny.

Premiera książki: 13 marca 2019 rok, Wydawnictwo Kobiece.

Od autora ksiażki: "Kołysanka z Auschwitz" pozostanie w mojej pamięci jako książka, którą najtrudniej mi było napisać w całej zawodowej karierze – jednak nie z powodu jakichś formalnych trudności dotyczących pisania. Martwiło mnie, że na tych kartach, w tych linijkach nie jestem w stanie oddać prawdziwej wielkości ducha Helene Hannemann.

Materiały prasowe
Podziel się
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP