WP

"Wiem, jak wygląda piekło". Alina Dąbrowska wspomina obóz w Auschwitz

"Wiem, jak wygląda piekło" to trzecia książka Wiktora Krajewskiego. Poruszająca rozmowa z Aliną Dąbrowską, która przeżyła pięć obozów koncentracyjnych i dwa marsze śmierci.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Alina Dąbrowska - "Wiem, jak wygląda piekło"
Alina Dąbrowska - "Wiem, jak wygląda piekło" (East News)
WP

Publikujemy fragment książki "Wiem, jak wygląda piekło" Wiktora Krajewskiego i Aliny Dąbrowskiej. Premiera już 12 marca.

– Moje Auschwitz zaczęło się dla mnie po południu. Zmierzchało. Gdy wysiadłam z pociągu na rampie w Brzezince, przygotowywałam samą siebie na najgorsze. Łapczywie brałam każdy oddech, żeby w natłoku wrażeń nie stracić przytomności. Na rampie nie było dzikiego tłumu. Rozejrzałam się dookoła i wiedziałam, że może być różnie, bo wojna nauczyła mnie tego, że w najmniej oczekiwanym momencie może dojść do nagłych zwrotów akcji, a przygotowany wcześniej scenariusz mógł w sekundę legnąć w gruzach. Razem z innymi kobietami zbliżałam się i zbliżałam do miejsca, które do tej pory było dla mnie enigmą. Ale za chwilę miałam ją rozszyfrować i na własnej skórze poznać zasady panujące za kolczastym drutem. Właśnie… Drut… Okalał to miejsce z każdej strony i potęgował grozę. Zrobiło się kompletnie ciemno, tylko gdzieniegdzie świeciły się lampy, rzucające blade światło na nasz tłum.

ZOBACZ: "Na koniec życia chciałabym wreszcie wyjść z obozu"

WP

Na peronie stali esesmani w mundurach, każdy uzbrojony po zęby. Niektórzy z nich trzymali na smyczach rzucające się psy, których szczekanie i ujadanie obudziłoby zmarłego. Moją uwagę przykuli od razu ludzie poubierani w pasiaki. W więzieniu mogłyśmy chodzić w tym, co przysłała nam rodzina, a tu miało się to już niebawem zmienić. Każdy z nich był łysy i z trudem można było rozróżnić, kto jest kobietą, a kto mężczyzną. Już za chwilę miałam się stać jedną z cząstek ludzkiej magmy, wywołującej odrazę na twarzach Niemców. Niewyróżniającą się niczym od innych postacią, której potrzeby będą sprowadzone do minimum. Źle mówię… To nawet nie było minimum. Moje potrzeby nie będą miały prawa, żeby istnieć.

Wprowadzono nas do wielkiego pomieszczenia, w którym odbyło się zebranie. Gdy spotkanie dobiegło końca, strażnicy nakazali nam oddać wszystkie swoje rzeczy, które przywiozłyśmy z Łodzi. Nikt nie otrzymał przyzwolenia, żeby zostać w ubraniu, w którym przyjechał. Powoli wszystkie zdejmowałyśmy z siebie sukienki i buty. Niemcy natychmiast zabierali nasze odzienie i rzucali w bok, formując stos nieprzydatnych szmat. Odbyła się wspólna kąpiel, która miała zmyć z nas brud i choroby. W oczach Niemców nasze ciała aż roiły się od bakterii i zarazków. Nawet nie kryli obrzydzenia. W trakcie selekcji musiałam stanąć w kolejce, żeby ogolono mi głowę. Szybko i zręcznie pozbawiano nas atrybutów kobiecości. Gdy rozejrzałam się dookoła, nawet rozbawił mnie widok nas wszystkich. Łysinę naszych głów potęgowało coś jeszcze. Wśród nas znajdowała się jedna kobieta, której nie ogolono włosów, bo udało jej się wybłagać to u Niemca. Nie wiem, jakim cudem się to stało. Wyglądała jednak dość śmiesznie – my wszystkie łyse i ona z ciemnymi lokami na głowie. Od razu zwróciłam uwagę, że to, co za murami Auschwitz jest normalnością, tu może wyglądać groteskowo. Tymczasem każdej z nas nadawano nową tożsamość, tatuując na jej ręku liczbę. Tatuatorów było kilku.

Materiały prasowe
Podziel się
WP

Mnie na szczęście trafiła się Żydówka, która w odróżnieniu od innych tatuatorów wykonała na mojej skórze malutki ciąg cyfr. Moją nową tożsamością był numer 44165. Niemcy potraktowali nas jak stado bydła, które należało oznakować. Byli ludzie, którzy uważnie spisywali, kto kryje się pod jakim numerem. Logistykę mieli opracowaną do perfekcji. – Naprawdę nie czuła pani upokorzenia, że każą jej stanąć nagiej pod prysznicem w towarzystwie innych, pozbawiają ubrań, następnie golą jej głowę i wykonują tatuaż na jej ciele? – Nie, bo nie byłam z tym sama. W mojej niedoli miałam kompanki, które przeżywały dokładnie to samo, co ja. Rozumiałyśmy się bez słów. Jeśli byłabym w tym wszystkim sama, z pewnością przeżywałabym to bardziej. A tak przeszłam nad tym wszystkim do porządku dziennego. Widocznie musiało tak być. Nie byłam jedyną, którą tak potraktowano. My naprawdę wyglądałyśmy jak z cyrku czy teatru obwoźnego. Włosy i ich długość stanowiły w Auschwitz świadectwo tego, ile czasu spędziłeś tu jako więzień. Raz ogolona głowa wcale nie musiała ponownie być golona. Ta zasada nie dotyczyła tylko Żydówek, którym Niemcy regularnie obcinali włosy, bo według nich człowiek żydowskiego pochodzenia był siedliskiem wszy i innych chorób. Gdy spotykałaś kogoś, kto nie był łysy, był to dowód, że masz do czynienia z człowiekiem, któremu udało się przeżyć. Musiało minąć sporo czasu od momentu, gdy przekroczył bramę z napisem, że dzięki ciężkiej pracy staniesz się wolnym człowiekiem.

Przeczytaj: Oświęcim był laboratorium koncernów farmaceutycznych. Farben/Bayer płacił za eksperymenty na więźniach

Pamiętam jeden dzień. Przeżyłam wtedy okropne upokorzenie ze strony strażnika. Minęło już kilka miesięcy, więc moje włosy w miarę odrosły. Nie były długie, ale widać było po nich, że nie jestem tu nowa. Do pracy chodziłam z zawiązaną chustką na głowie. Kilka kosmyków wystawało mi spod materiału. Niemiec wypatrzył mnie w tłumie wracających kobiet i przywołał do siebie rykiem. Nie miałam prawa, żeby do niego nie podejść. Gdy zbliżyłam się do niego, zauważyłam, że w ręku trzyma nożyczki. Podniósł je na wysokość mojej głowy i kilkoma ruchami obciął mi kosmyki włosów wystające spod chustki. Byłam przerażona. Wmurowało mnie w ziemię i nie wiedziałam, jak mam się zachować. Dodatkowo rechot anwajzerek, które z zadowoleniem przyglądały się całemu zajściu, jeszcze bardziej wzmógł upokorzenie, które przeżyłam. Od tej pory za każdym razem, gdy opuszczałam barak, wychodząc do pracy, sprawdzałam odruchowo, czy nic nie wystaje mi spod chusty. Nie chciałam, żeby sytuacja się powtórzyła i żebym ponownie stała się pośmiewiskiem dla Niemców. Nie chciałam być dla nich obiektem kpin, dzięki któremu poczują, że są lepsi.

– Co działo się dalej po kąpieli i tatuażu?

WP

– Stałyśmy gołe. Ubrania rozdawano bez patrzenia, czy będą dla nas we właściwym rozmiarze. Rzucano nam je pod nogi. Nie oglądałam sukienki, którą ciśnięto w moim kierunku. Po prostu chciałam już nie stać naga i zachować resztki godności. Dlatego bez patrzenia od razu włożyłam ją na siebie. W pewnej chwili poczułam drapanie pod pachą, gdy tkanina zetknęła się z moim ciałem. Jakby coś gryzło mnie w skórę. Szczególnie pod pachą materiał był dziwnie chropowaty i drażnił ciało. To były wszy wprasowane w tkaninę. Rzędy nieżywych owadów, których nijak nie szło odczepić. I tak miałam dużo szczęścia, bo mój strój w miarę pasował na mnie. Wiele kobiet nie mogło zmieścić się w swoje ubranie, inne się w nim topiły. Zawsze lubiłam ładnie wyglądać. Chyba każda kobieta lubi. Ale w tym momencie straciło to dla mnie jakikolwiek sens, czy jestem ładna, czy brzydka. Nie czułam się nawet pokrzywdzona czy upokorzona, idąc w stronę mojego baraku, który z zewnątrz wyglądał jak stajnia na szybko zbita z desek. Dopiero gdy przekroczyłam jego próg, zauważyłam, że mam na stopach dwa kompletnie różne buty. Uśmiechnęłam się sama do siebie, bo wszystkie wyglądałyśmy, jakbyśmy postradały zmysły. Pokraczne, w butach nie do pary, łyse… Tyle że mój uśmiech zniknął mi zaraz z twarzy, bo ujrzałam prawdziwe piekło.

– Co ma pani na myśli, mówiąc „piekło”?

– Kilkaset kobiet stłoczonych pod dachem baraku. Przeraźliwy wrzask, świdrujący pisk, podniosły krzyk i pełen cierpienia lament… Z tej kaskady słów i dźwięków trudno było mi zrozumieć cokolwiek, kilka słów, które układałyby się w sens. To była kakofonia dziwnych dźwięków, zlewających się w magmę. Przecierałam oczy ze zdumienia, ponieważ wszędzie, gdzie sięgał mój wzrok, widziałam kobiety bez włosów. Leżały, stały, klękały, opierały się o ściany. Jedne były wściekłe, drugie zanosiły się szlochem, inne krzyczały wniebogłosy, jakby ktoś obdzierał je ze skóry. „Boże… Tak musi właśnie wyglądać piekło” – pomyślałam, przyglądając się mojemu nowemu „domowi”. Sala była ogromna, a całą jej przestrzeń wypełniały drewniane prycze. Każda miała po trzy kondygnacje.

Bardzo szybko dowiedziałam się, że hierarchię w baraku określało to, gdzie kto śpi. Jako że byłam nowa, jedynym miejscem, gdzie mogłam spać, była podłoga. O takich jak ja mówiło się Zugang. Było mi już wszystko jedno. Mogli nazywać mnie, jak chcieli. To przerażające uczucie, gdy nie z własnej woli trafiasz do miejsca, z którego nie ma ucieczki. Dawano po jednym kocu na kilka kobiet. Ani się tym przykryć, ani się na tym położyć. Było nas tyle, że musiałyśmy ściskać się na zimnych betonowych płytach. Łzy same napłynęły mi do oczu. Nie wytrzymywałam tej bezsilności. Nigdy w życiu nie poczułam się tak opuszczona i zostawiona na pastwę losu. W tym samym momencie wezbrała we mnie irytacja, że nie mogę zbuntować się, wykrzyczeć, co czuję i myślę, że tak mnie traktują. Bo jakim prawem w tak niegodny sposób jestem traktowana przez drugiego człowieka? Co zrobiłam złego? Za co zostałam ukarana? Czym sobie nagrabiłam, żeby teraz odarto mnie z resztek człowieczeństwa, które jeszcze miałam mimo ciągłych utrapień w trakcie wojny?

WP
Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP