ycipk-18bzlx

"Pochowani w niebie": prawdziwa historia mieszkańców wysokich gór

Autorzy książki "Pochowani w niebie. Niezwykła historia Szerpów i największej tragedii na K2" opowiada o akcji ratunkowej, o której krążą legendy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Szerpowie wchodzą na najwyższe szczyty bez zabezpieczenia
Szerpowie wchodzą na najwyższe szczyty bez zabezpieczenia (Shutterstock.com)
ycipk-18bzlx

Dzięki uprzejmości wydawnictwa "Marginesy" publikujemy fragment książki "Pochowani w niebie. Niezwykła historia Szerpów i największej tragedii na K2", autorstwa Petera Zuckermana i Amandy Padoan w przekładzie Kai Gucio:

"Pochowani w niebie. Niezwykła historia Szerpów i największej tragedii na K2"

Zachodni wspinacze przygotowują się do wejścia na Everest przez całe lata, a dla wielu Szerpów jest to poligon treningowy. W pierwszym tygodniu pracy niektórzy z nich, ci, którzy nigdy wcześniej się nie wspinali, przecierają szlaki: noszą ciężki sprzęt i zakładają obozy dla profesjonalnych przewodników i ich klientów. Pod Everestem ma to sens. Szczyt zdobyły tysiące ludzi. Trasy są dobrze wytyczone, wspinaczka nie jest zbyt trudna technicznie, a wynagrodzenie tragarza całkiem spore – około trzech tysięcy dolarów. Plus premia od każdego klienta, który zdobędzie szczyt.

ycipk-18bzlx

Szerpowie z górskich wiosek są zaaklimatyzowani lepiej niż ich klienci i często bez problemów znoszą przebywanie na dużych wysokościach. Na Evereście takie zalety mogą zrekompensować brak doświadczenia.

Szerpowie zaczynają od Everestu z jeszcze innego powodu: większość z nich wierzy, że można się na niego wspiąć, nie narażając na boski odwet. Miyolangsangma, bogini mieszkająca na szczycie, tylko sporadycznie karze winowajców. Nie przepada co prawda za wspinaczami, lecz traktuje ich pragmatycznie. Bogini dobrobytu uwielbia, kiedy Szerpowie zarabiają. "Tak długo, jak będziesz traktować Miyolangsangmę z szacunkiem, prosić ją o przebaczenie i dobrze zarabiać, będzie tolerowała wspinaczy – powiedział Ngawang Oser Szerpa, naczelny lama Rolwalingu. – Nie powinno się co prawda tego robić, ale ze wszystkich pięciu sióstr to ona jest najbardziej wyrozumiała”.

K2 to jeden z najbardziej wymagających ośmiotysięczników na świecie Shutterstock.com
Podziel się

Po raz pierwszy Cziring wszedł na Mount Everest w 1991 roku. Na początku było łatwo. Nie miał ani zbyt dużo sprzętu, ani formalnego przygotowania, ale inni Szerpowie pokazali mu, jak założyć raki i trzymać czekan. Niósł ważące trzydzieści kilogramów butle z tlenem na Przełęcz Południową, na wysokość 7906 metrów. Kiedy schodził, rozpętała się burza. Temperatura spadła tak, że palce zupełnie mu zsiniały. Wszyscy pędzili do obozu, a on próbował ich dogonić. Nagle stanął na gładkiej lodowej płycie, a ta otworzyła się pod nim niczym klapa w podłodze. Wpadł po pierś i oparł się na rozłożonych rękach. Wbił dłonie w śnieg, miał jednak zesztywniałe palce, nie mógł się utrzymać, ześlizgnął się głębiej i zwisał z nogami w powietrzu.

ycipk-18bzlx

Wydawało mu się, że minęły godziny. Był już prawie nieprzytomny, kiedy wreszcie inny, starszy wspinacz, również zwany Cziring Szerpa, wyciągnął go za kołnierz. Starszy Cziring był wściekły. Powiedział juniorowi, że jest za młody na Everest: "Nikt w twoim wieku nie powinien wchodzić tak wysoko”.

Skutek był odwrotny do zamierzonego. Cziring poczuł się upokorzony i od tamtej pory jeszcze bardziej chciał się wspinać. Wiedział, że gdyby wtedy, na lodowcu, miał grubsze rękawice i buty, mógłby stanąć na Dachu Świata. Zapragnął dowiedzieć się, jakie to uczucie. Postanowił, że nauczy się wspinać lepiej niż Szerpa, który go uratował – lepiej niż ktokolwiek na świecie.

Kolejną zachętą były pieniądze. Podczas pierwszej wspinaczki na Everest zarobił trzydzieści pięć tysięcy rupii, czyli około czterystu pięćdziesięciu dolarów. Nie była to nawet jedna piąta tego, co otrzymywali doświadczeni wspinacze, więcej jednak, niż przeciętny Nepalczyk zarabiał w ciągu roku, a on przecież dostał tyle za miesiąc pracy.

Szerpowie co roku znoszą z gór niemal 12 tys. ekskrementów Shutterstock.com
Podziel się
ycipk-18bzlx

Przez kolejne dwa lata Cziring pracował w wysokich górach. W razie potrzeby zwracał się o radę i pomoc do wujka Sonama. A potem, w 1993 roku, Sonam wyruszył na wyprawę, która okazała się jego ostatnią. Czterokrotny zdobywca najwyższej góry świata dołączył do Pasang Lahmu, przyjaciółki, która chciała zostać pierwszą nepalską kobietą na szczycie Mount Everestu. Znaleźli się tam 22 kwietnia.

Sonam zapewne modlił się do Miyolangsangmy, bogini Everestu, i przepraszał ją, że zakłócił spokój świętego miejsca. Kiedy zszedł z Pasang Lahmu na Przełęcz Południową, nad szczytem zgromadziła się odwrócona misa soczewkowatych wirujących chmur, co zwiastowało gwałtowne załamanie pogody. Nie było czasu na opracowanie strategii, więc dołączyli do wymuszonego biwaku trzech kolegów z zespołu. Przytuleni do siebie na otwartej przestrzeni walczyli z szalejącym wiatrem.

Miyolangsangma odmówiła im pomocy. Wichura uderzyła z ogromną siłą. Dwa dni później uznano, że wszyscy zginęli. Sonam przeszedł kilkaset metrów, zanim w końcu upadł. Jego plecak znaleziono potem pod ciałem Pasang Lahmu.

Wiadomość o śmierci Sonama dotarła do Katmandu. Cziring długo nie mógł się z nią pogodzić. Pamiętał przecież, jak Sonam zapewniał go, że na Everest można się wspinać bez konsekwencji. "Zrozumiałem, że się mylił – powiedział Cziring. – Rozum mi podpowiadał, żeby rzucić to wszystko i wrócić do domu”.

ycipk-18bzlx

Kiedy jednak znów zawitał do Beding, przekonał się na własne oczy, jaką moc ma pieniądz: jego sześcioletni brat Ngawang miał pulchne policzki i nowe buty. Ojciec położył dach z blachy falistej. Siostra uczyła się czytać. Chociaż cała rodzina opłakiwała Sonama, nikt z rodzeństwa nie prosił Cziringa, żeby zrezygnował z pracy. "A ja nie mogłem – wyznał potem. – Nie chciałem”.

Rok później wrócił na Everest z ekipą z Norwegii. Wspinacze podziwiali go za wytrzymałość na dużych wysokościach i zatrudnili do pracy przy kolejnych wyprawach. Wkrótce dołączył do kolejnych zespołów: z Belgii, Anglii, Francji, Niemiec, Indii, Japonii, Norwegii, Rosji, Szwajcarii i Stanów Zjednoczonych.

Jego ambicje rosły z każdym zleceniem. Kiedy klienci prosili go o przeniesienie dwudziestu kilogramów ładunku, dźwigał ponad czterdzieści. Nosił sprzęt, zgłaszał się również na ochotnika do naprawiania lin, torowania, zakładania stanowisk i organizowania wyjść. Przestał używać dodatkowego tlenu, który puryści uważają za doping. Pracował na Evereście regularnie, wszedł na szczyt dziesięć razy i pobił rekord wytrzymałości, zdobywając górę trzy razy w ciągu dwóch tygodni.

Członkowie jego rodziny widzieli, jak się zmienia. Jak na nepalskie standardy był bogaty i wydawał się obojętny na przestrogi starszyzny. Czasami wspinał się nie dla pieniędzy, ale dla przyjemności. Lama ostrzegał go, że to tylko kwestia czasu, kiedy bogini go przeklnie. Jego ojciec wyzdrowiał i doszedł do wniosku, że teraz to jego syn oszalał. Mieszkańcy wsi obawiali się, że bogactwo Cziringa może skłonić do odejścia innych młodych.

ycipk-18bzlx

Zobacz też: Niezgoda na szczycie. Tragedia na Mount Everest ciągle budzi emocje

Mieli rację. Po zakończeniu sezonu Cziring wrócił do Rolwalingu w butach firmy La Sportiva i kurtce North Face. Przyniósł zapas paliwa dla całej wsi, a także ryż, skarpety, wełniane swetry, i opowiedział o miejskich cudach, takich jak motocykle i telewizory. Nastoletni mieszkańcy wsi byli pod wrażeniem: wspinaczka może i jest grzechem, lecz z całą pewnością przynosi bogactwo. Jeden po drugim zaczęli wyjeżdżać do Katmandu.

Cziring pomagał im znaleźć lokum i pracę. Założył też firmę organizującą wyprawy – Rolwaling Excursion. Starsi doceniali ubrania, które im przywoził. Ich opór słabł, chociaż populacja Beding spadła do zaledwie dwudziestu trzech stałych mieszkańców.

Osiągnięcia Cziringa robiły wrażenie na jego rówieśnikach, jednak wielu innych nie traktowało go poważnie, ponieważ wspinał się tylko na Evereście. Uważali, że na tę górę może wejść każdy, nawet dziewczyny z rozkładówki "Playboya”. Na całej drodze, od podnóża po szczyt, założone są poręczówki. Wspinaczka jest skomercjalizowana.

To raczej plenerowa bieżnia dla turystów niż jedno z największych wspinaczkowych wyzwań. Mówili: co do tego rekordu wytrzymałości… facet wchodził na szczyt z ostatniego obozu, a nie z bazy. Prawdziwi wspinacze biorą się za prawdziwe góry, takie jak K2. Cziring chciał się sprawdzić, jednak żeby dotrzeć na K2, trzeba było sporo zapłacić, a on zamierzał się ustatkować.

W wieku szesnastu lat zakochał się w Dawie Szerpani. Kiedy zobaczył ją po raz pierwszy, pasła jaki. Nie traktowała go wtedy poważnie. Teraz miała herbaciarnię w pobliżu Bodnath, a on często tam bywał. Siadał przy stole w rogu, popijał czarną herbatę i wtrącał się, kiedy tylko jakiś klient jego zdaniem poświęcał Dawie zbyt dużo uwagi. Nie bardzo jej to odpowiadało, lecz on się nie wahał. Przekonał ją, że powinni skonsultować się z lamą, sprawdzić, czy ich horoskopy są zgodne. Okazało się, że pasują do siebie idealnie.

Materiały prasowe
Podziel się

Odpuścili sobie tradycyjną trzydniową ceremonię. W ciągu godziny złożyli przysięgę małżeńską i wprowadzili się do wspólnego domu. Ich córka, Tshering Namdu Szerpa, przyszła na świat wiosną. Cztery lata później Dawa urodziła drugą, Tensing Futi Szerpę. Cała rodzina, wraz z braćmi i siostrami Cziringa i Dolkarem, białym spanielem, przeniosła się do pomalowanego na jasny kolor domu w mieście. Przypominał czteropoziomowy tort weselny. Mieli tam telewizor, kuchenkę mikrofalową, biuro, pokój do modlitw, dwa komputery i cztery wanny – luksusy, o jakich Cziring nawet nie marzył jako dziecko.

W porównaniu do czasów w Beding to było łatwe życie. Firma Cziringa rozkwitała i co roku niemal podwajała dochody. Organizowała wyprawy, angażując dziesiątki pracowników, z których wielu pochodziło z tej samej wsi co on. Dzięki hojnym datkom na rzecz klasztoru w Rolwalingu Cziring ostatecznie zyskał aprobatę starszyzny. Miał elitarną platynową kartę członkowską klubu zdobywców Mount Everestu. Jego córki biegle mówiły po angielsku i chodziły do prywatnego przedszkola. Tylko żona wciąż się zamartwiała.

Zobacz też: "Czapkins": fragmenty książki o Tomku Mackiewiczu

"Tylu ludzi na nim polegało – powiedziała. – Gdyby zginął w górach, byłaby to strata nie tylko dla niego, ale też dla mnie, i dla dzieci. Nie wiem, co byśmy zrobili, gdyby coś mu się stało”.

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-18bzlx

ycipk-18bzlx
ycipk-18bzlx