Wyprawa na Mount Everest w 2013 r.
Wyprawa na Mount Everest w 2013 r. (East News)

Niezgoda na szczycie. Tragedia na Mount Everest ciągle budzi emocje

Śmierć każdego himalaisty jest źródłem dyskusji i podziałów. Kiedy z jednej wyprawy na najwyższą górę świata nie wróciło osiem osób, pojawił się nowy wątek z wielkimi pieniędzmi w tle.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Sukcesy himalaistów są przez "zwykłych ludzi na nizinach" odnotowywane, ale bardziej zapadają w pamięć nazwiska tych, którzy za miłość do gór zapłacili najwyższą cenę. Dyskusja zaczyna się zazwyczaj po tragicznym wydarzeniu.

Tak było z Tomkiem Mackiewiczem, zdobywcą Nanga Parbat (25 stycznia 2018 r.), i jego przegraną walką o życieżycie komentowaną przez media na całym świecie. Tak było z Maciejem Berbeką i Tomaszem Kowalskim, którzy w marcu 2013 r. nie wrócili z wyprawy na Broad Peak. Po śmierci każdego z nich rozpoczynały się dyskusje o etyce himalaizmu i partnerstwie w górach. Szukano przyczyn, padały oskarżenia i wyjaśnienia. Pojawiały się nowe podziały nie tylko w gronie "ekspertów" czerpiących wiedzę o himalaizmie z doraźnych informacji publikowanych w mediach w najgorętszym okresie, ale także wśród osób blisko związanych z poszczególnymi wyprawami.

Źródło: mat. prasowe/fot. Dariusz Załuski / Ekipa na planie "Broad Peak"

Żywa dyskusja

Sprawa Mackiewicza powróciła w nowo wydanej książce Dominika Szczepańskiego "Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza" (przeczytaj fragment). O tragedii Berbeki i Kowalskiego powstaje fabularny film pt. "Broad Peak" (premiera w marcu 2020 r.). Dariusz Jaroń napisał książkę o pierwszych polskich himalaistach ("Polscy himalaiści" w księgarniach od 30 stycznia). Każda taka publikacja czy film przywołuje cyklicznie powtarzane pytania o sens himalaizmu.

- Czy narażanie swojego życia jest fair? Czy w ekstremalnych warunkach ważne jest ratowanie swojego życia czy ryzykowna pomoc innym? Himalaiści to szaleńcy czy bohaterzy? A może takie kategorie w ogóle tu nie pasują? – pytała Karolina Stankiewicz po wizycie na planie "Broad Peak".

Takie same pytania zadawano po najgłośniejszej katastrofie z udziałem himalaistów, którzy w maju 1996 r. wspinali się na Mount Everest. Między 10 a 11 maja śmierć na zboczu najwyższej góry świata poniosło osiem osób (łącznie w maju zginęło tam dwunastu wspinaczy). Wszystkie ofiary były związane z dwoma komercyjnymi ekspedycjami. Ich przebieg dodał nowy wątek do dyskusji o etyce himalaizmu.

Źródło: fot. Devon Christopher Adams/CC BY SA 2.0 / Jon Krakauer w 2009 r.

Pieniądze ważniejsze niż doświadczenie

Głównymi aktorami dramatu z maja 1996 r. byli Rob Hall z Adventure Consultants i Sam Fisher z ekipy Mountain Madness. Każdy z nich miał pod sobą dwóch doświadczonych przewodników, ośmiu klientów i cały zespół Szerpów dbających o zaplecze wspinaczki. Najmłodszy klient miał 33 lata i, podobnie jak kilku innych uczestników wyprawy, zerowe doświadczenie w zdobywaniu ośmiotysięczników. W tamtym czasie dla Fishera i Halla ważniejsze od doświadczenia klientów były ich pieniądze.

Jon Krakauer, wtedy 41-letni dziennikarz magazynu "Outside", został wysłany na Mount Everest przez redakcję. Nie oponował, bo zdobycie najwyższego szczytu świata było jego największym marzeniem. Potrafił się wspinać, ale nigdy wcześniej nie wszedł powyżej 8 tys. m.n.p.m.

Krakauer jest jednym ze szczęśliwców, którzy przeżyli tragiczne zejście ze szczytu w maju 1996 r. Wkrótce po tym dał się poznać jako największy krytyk tamtych wypraw. W 1996 r. ukazał się jego głośny artykuł w "Outside", który rok później został rozbudowany na potrzeby książki "Into Thin Air" ("Wszystko za Everest"). W 1997 r. powstał także film o tym samym tytule.

Świadectwo Krakauera było ostrą krytyką nie tylko organizatorów ekspedycji, ale także całej komercjalizacji himalaizmu.

Źródło: Fair Use/CC BY SA 2.0 / Rob Hall i Scott Fisher

- Everest nie jest prawdziwą wspinaczką. To wspinaczka dla bogaczy. Trofeum do powieszenia na ścianie – mówił Krakauer w późniejszym wywiadzie, dodając, że sam wybrał się na wyprawę z "niewłaściwych powodów". Kierowało nim dziecięce marzenie, które przerodziło się w koszmar okupiony depresją.

Wskazanie winnych

Krakauer nie ma wątpliwości, że tragedii można było uniknąć, ale przewodnicy chcieli za wszelką cenę zaprowadzić klientów na szczyt i zdobyć rozgłos w prasie. Oprócz wysłannika magazynu "Outside" w ekipie Fishera była Sandy Hill – znana na salonach dziennikarka "Vogue'a" z doświadczeniem we wspinaczce wysokogórskiej. Według oskarżeń Krakauera obecność Hill naraziło całą wyprawę, bo była ona holowana na linie przez Lopsanga Jangbu. Był to jeden z Szerpów Fishera, który razem z Szerpą z ekspedycji Halla miał przygotować liny poręczowe. Kiedy Jangbu się nie zjawił, bo był dosłownie przywiązany do ważnej klientki, drugi z przewodników odmówił pracy w pojedynkę.

Autor "Into thin Air" krytykował kontynuowanie wyprawy bez lin poręczowych, prawdziwy tłok na trudnych fragmentach trasy (w kolejce czekało 33 wspinaczy), ale największe zarzuty padły pod adresem Anatolija Bukrijewa. Kazachski przewodnik pracujący dla Scotta Fishera zaatakował szczyt bez dodatkowych butli z tlenem i rozpoczął zejście na długo przed klientami, za których odpowiadał. Krakauer nie zostawił na nim suchej nitki, tymczasem Galen Rowell z "Wall Street Journal" pisał, że Bukrijew dokonał "jednej z najbardziej niesamowitych akcji ratunkowych w historii wspinaczki wysokogórskiej".

Źródło: Fair Use / Anatolij Bukrijew

Bukrijew zginął w grudniu 1997 r., ale zdołał odpowiedzieć na zarzuty Krakauera w swojej książce "The Climb". Stwierdził tam, że wcześniejsze zejście ze szczytu pozwoliło mu odpocząć w bazie i przezwyciężyć niedotlenienie, a następnie wrócić po zagubionych klientów. Krytycy Bukrijewa twierdzą, że jako przewodnik powinien zostać z mniej doświadczonymi wspinaczami i pomóc im w zejściu. Trzy osoby, po które wrócił i uratował im życie, mają na ten temat inne zdanie.

Prawda czy sensacja?

- Krakauer pisząc swój artykuł był uprzedzony i nastawiony na sensację. To trzymająca w napięciu fikcja, a nie dziennikarstwo – mówiła po latach Sandy Hill, która dołączyła do krytyków autora "Into thin Air". W podobnym tonie wypowiadał się Beck Weathers, który po tragicznej wyprawie stracił prawą rękę, palce lewej dłoni, odmroził sobie stopy i nos. Swoją historię opisał w książce "Everest. Na pewną śmierć".

Źródło: Getty Images / Beck Weathers (pierwszy z lewej) z obsadą filmu "Everest"

Weathers w przeciwieństwie do Krakauera pojawił się na uroczystej premierze filmu "Everest" (2015) z udziałem aktorów i pozował do zdjęć ze swoim filmowym odpowiednikiem – Joshem Brolinem. Obraz inspirowany wydarzeniami z maja 1996 r. został mocno skrytykowany przez samego Krakauera, który nazwał go "totalnym gó...m".

- Jeżeli ktoś chce poznać fakty oparte na świadectwach, powinien przeczytać "Into thin Air" – mówił autor książki po premierze filmu.

Szczególne oburzenie Krakauera wywołała scena, w której jego postać grana przez Michaela Kelly'ego odmawia udzielenia pomocy Anatolijowi Bukrijewowi (Ingvar Eggert Sigurðsson). Dziennikarz twierdzi, że rozmowa pokazana w filmie nie miała miejsca, a przewodnik wcale nie szukał schronienia w jego namiocie.

- Nie mówię, że mógłbym mu pomóc, albo pomógłbym. Mówię tylko, że nikt nie przyszedł do mojego namiotu z prośbą o pomoc – stwierdził Krakauer, który nie został zaangażowany do projektu jako konsultant.

Reżyser filmu bronił tę scenę, mówiąc, że miała ona przede wszystkim ukazać bezradność ludzi znajdujących się w ekstremalnych warunkach.

- Oni nie byli złośliwi, tylko bezradni. Razem ze scenarzystami starałem się patrzeć na to bez opowiadania się po którejś ze stron – tłumaczył Baltasar Kormákur.

Źródło: Materiały prasowe / Jake Gyllenhaal jako Scott Fisher

Brak porozumienia

Słowa reżysera nie przekonały ani Krakauera, ani Jeannie Price Fischer. Żona Scotta Fishera, który zginął na Mount Everest, była oburzona sposobem ukazania go w filmie jako "nieprofesjonalnego, niezorganizowanego alkoholika". Jej zdaniem Jake Gyllenhaal zagrał karykaturę Scotta Fishera, a nie jej męża.

Czy podobne głosy pojawią się po premierze polskiego "Broad Peak"? Przekonamy się w marcu 2020 r. Nie ma jednak wątpliwości, że gorące debaty wokół himalaizmu będą powracać przy każdej tragedii. I żadna z nich nie zostanie rozstrzygnięta jednogłośnie przez uczestników, świadków, a zwłaszcza przez "kanapowych ekspertów".

Polub WP Książki
Trwa ładowanie
.
.
.
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne