WP

Opisał, jak pracują Polacy. Harówa to mało powiedziane. Przeczytaliśmy i trudno nam uwierzyć, że jest XXI wiek

Strach przed utratą pracy jest tak ogromny, że harujemy jak woły. Nie przeszkadzają nam nawet urągające warunki pracy, ani napastliwy szef, ani fakt, że nie jesteśmy w stanie odejść od biurka do toalety. - Życie nauczyło nas nie odmawiać - opowiada jedna z bohaterek książki "Urobieni. Reportaże o pracy".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Marek Szymaniak sięga po patologiczne historie z rynku pracy.
Marek Szymaniak sięga po patologiczne historie z rynku pracy. (Agencja Gazeta)
WP

W maju 2004 roku Urszula została bezrobotną. Wcześniej pracowała w prywatnej firmie, mówi, że zajmowała się papierkową robotą. Praca nie była szczytem marzeń dla osoby z dyplomem, ale szef dbał o pracowników, wypłata zawsze była na czas. W końcu interes upadł, szef musiał zwolnić ludzi – w tym Urszulę. Długo szukała pracy – pomagała znajomemu prowadzić biuro, zatrudniała się na czarno w różnych miejscach.

„Dyplom i biurową godność” odstawiła na bok, gdy zmarł jej mąż. Sama musiała utrzymać rodzinę. Przez przypadek spotkała znajomego, ten polecił jej pracę w szpitalu. - Pracuje wprawdzie przepisowe osiem godzin, ale tempo ją wykańcza. W pracy ma tylko kwadrans przerwy. Nie pali, a kanapki zwykle i tak nie je, bo inaczej nie zdążyłaby wymyć wszystkiego – pisze w swojej książce Marek Szymaniak. Wzięła, co oferowali. Urszula za swoją harówkę dostawała 1459 zł.

Zobacz też: Adamczyk: milenialsi coraz częściej mówią, że praca nie jest ważna

WP

Kilka razy próbowała zmienić pracę, ale podczas rozmów telefonicznych każdy rozłączał się, gdy usłyszał, z jakiego jest rocznika. Została w szpitalu. Któregoś dnia okazało się, że ma guz w piersi. Nikomu nie powiedziała, ani szefowi ani koleżankom w pracy. Bała się, że od razu ją zwolnią. Marek Szymaniak, który wysłuchał jej historii i umieścił w książce, po kilku miesiącach próbował spotkać się z nią, by dokończyć swój reportaż. Dostał odpowiedź od jej syna, którą przytoczył w "Urobionych".

"Szanowny Panie Marku, Mama nie żyje. Zmarła w poniedziałek. Miała nowotwór, przerzuty do płuc. Wszystko prawie do końca przed nami ukrywała. Wszyscy jesteśmy w szoku. Trudno mi teraz cokolwiek więcej napisać. Bardzo cieszyła się, że opisze Pan jej historię w książce. Miała nadzieję, że to coś zmieni. Żałuję, że nie doczekała publikacji".

WP

Obok stoi miska, na kamieniu leży mydełko

Dziennikarz Marek Szymaniak sięga po patologiczne opowieści z rynku pracy. Najgorsze wydają się te "proste" historie, z którymi niemal wszyscy mamy do czynienia na co dzień. Lubimy powtarzać, że w Polsce panują "europejskie standardy", że XXI wiek zagościł na dobre i Polska jak długa i szeroka kroczy w kierunku świetlanej przyszłości. Czytając zebrane przez Szymaniaka, wniosek jest jednak inny. To bzdura. Wydaje się nam, że pracujemy w komfortowych warunkach, ale tak nie jest.

Widać to w przypadku tych najgorzej opłacanych zawodów, ale i w historiach opisywanych przez ludzi, którzy karty sportowe, podwyżki, premie i umowy o pracę mają od ręki.
Jest na przykład historia Bogdana. Pracował w firmie budowlanej, gdzie był ceniony przez szefa. Powtórzył się jednak ten sam scenariusz, co w przypadku Urszuli: firma upadła, trzeba było zwalniać ludzi. Szef zaproponował mu pracę portiera na uczelni. Warunki idealne: za pracę w niedzielę większa stawka, podobnie z nockami. Był dodatek za pracę po południu, a do tego uczelnia 10 minut od domu. Szukając oszczędności, uczelnia postanowiła przekazać pracowników portierni najpierw jednej firmie zewnętrznej, potem drugiej.

Domyślny opis zdjęcia na stronę główną Fotolia
Podziel się

– Szef zasugerował, że zdrowych nie potrzebują. Nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę – opowiada Bogdan. Zdaniem mężczyzny ochronę w większości miejsc pracy stanowi „armia emerytów” i niepełnosprawnych, którzy nie będą nigdy ryzykować życiem za 3,75 zł za godzinę.

WP

Bogdan nie zgodził się na znalezienie sobie choroby. Zatrudnił się jako portier w innej firmie.
– Kiedyś szef przywiózł mnie na taką budowę, oprowadził i już się zbierał, ale zapytałem, gdzie toaleta. Wskazał mi ręką krzaki i odjechał. Nawet nie musiał się tłumaczyć. Nie czuł potrzeby, bo wiedział, że dla niego jestem pracownikiem drugiej kategorii, a takich zawsze może mieć na pęczki – opowiada Szymaniakowi. I dalej: - Wygląda to komicznie, ale w rzeczywistości jest tragiczne, bo obok stoi miska, na kamieniu leży mydełko. Jakby jacyś bezdomni tam koczowali, a to ochroniarze. Ale póki tym, którzy wynajmują taką "ochronę", to nie przeszkadza, nic się nie zmieni.

East News
Podziel się

Jak wół harują pracownicy supermarketów, ochroniarze, nawet pracownicy giełdy papierów wartościowych. Jak w przypadku Michała. Pracuje w korporacji, ma wszystko, co można sobie wymarzyć: od kart sportowych po kilkutysięczne premie. Pracuje tyle, że przeszkadza mu fakt, że trzeba kiedyś położyć się spać. Pracuje przy śniadaniu, gdy prowadzi samochód, w toalecie, podczas lunchu i gdy żona próbuje zasnąć. Szymaniakowi opowiada, jak jeden raz musiał odebrać córkę z przedszkola. Akurat gdy ugrzązł w korku, spadły ceny ropy.

- Nie myślałem za wiele. Po prostu wjechałem na torowisko tramwajowe i wyprzedziłem wszystkie samochody. Pędziłem do domu jak wariat. Złamałem wtedy chyba wszystkie przepisy. Gdyby wtedy zatrzymała mnie policja, to straciłbym prawo jazdy dożywotnio – opowiada. W domu w kilka minut zarobił kilkanaście tysięcy złotych.

WP

- Byłem z siebie bardzo dumny. Poczułem się wielki. Dopiero pod prysznicem do mnie dotarło, że w samochodzie zostawiłem Julkę. Wybiegłem z domu w samym szlafroku. Było wtedy kilka stopni mrozu. Julka przemarzła. Nigdy nie zapomnę tych jej czerwonych od zimna policzków i zapłakanej buzi - wspomina.

Praca po polsku

Pełen przekrój społeczeństwa (tak, dziennikarzy też nie pomija). Nie ważne, czy pracujesz na budowie, w budzie z warzywami czy w przeszklonym biurowcu: Polacy coraz więcej patologii przyjmują za normę.

Jacek, pracownik call center, wciska codziennie przypadkowym klientom kosztowne testy DNA – reklamowane jako hit ze Stanów Zjednoczonych. - Najlepsi sprzedawcy otrzymywali premie i bonusy. Najgorsi, chcąc nadrobić wynik, nie robili sobie przerw. Nawet nie wychodzili do toalety. Kiedy zupełnie im nie szło, koordynator wyganiał ich do domu. Na samym dzwonieniu bez sprzedaży firma w końcu nie zarabia. Kilka takich dni i mogli pożegnać się z pracą - pisze Szymaniak.

29-letnia Weronika razem z mężem pracuje po godzinach, żeby oszczędzić na kredyt na mieszkanie. Sytuacja, jakich są pewnie tysiące w Polsce. – Nie możemy liczyć na pomoc rodziców. Musimy sobie radzić sami. Dlatego, kiedy jest możliwość dorobić, to się zgadzamy. Życie nauczyło nas nie odmawiać - opowiada. Do niedawna była zatrudniona jako asystentka sprzedaży w firmie produkującej meble. By dorobić, nie odmówiła szefowi, kiedy zapytał ją, czy chce dodatkowo pełnić również funkcję asystentki zarządu. Robić kawę, umawiać spotkania i dzięki temu zarabiać dodatkowe kilkaset złotych miesięcznie. Dwa etaty w jednym.

WP

Z pracy bała się odejść nawet wtedy, gdy szef zaproponował seks za pomoc finansową. - Choć w głębi duszy chciałam strzelić go z całej siły w twarz. Wydrapać mu oczy. Złapałam się siedzenia, aby się powstrzymać. Musiałam, bo wiedziałam, że tylko od niego zależy moja praca w tej firmie. Nie mogłam sobie pozwolić na utratę źródła utrzymania. Nie miałam innej możliwości – opowiada Weronika. W firmie dalej pracuje. Szymaniak pokazuje, jak z obawy o utratę pracy, a co za tym idzie pozbawieniem się lepszego poziomu życia, jesteśmy w stanie połamać swój kręgosłup moralny.

„Urobieni. Reportaże o pracy” to pozycja obowiązkowa. Ale wcale nie dla nas – pracujących. To przede wszystkim książka właśnie dla pracodawców. Szymaniak pokazuje, jak kompletnie nie przejmują się warunkami pracy, którą dają. Jak dalej kierują się bezmyślnie zasadą: by oszczędzić, zwolnijmy. Jak traktują ludzi jak meble, a nawet zwierzęta. Dołóżmy do tego fakt, że niemal wszyscy pracownicy, którzy opowiedzieli swoje historie w książce boją się walczyć o lepsze płace i warunki, bo wiedzą, że od razu zostaną z niczym.

Zbiór reportaży Urobieni ujawnia niewygodną prawdę o polskim rynku pracy. Opowiada historie zarówno tych, którzy w 1989 zostali siłą wtłoczeni w nowy model gospodarczy, jak i tych, których ukształtował dziki, nadwiślański kapitalizm lat dziewięćdziesiątych. Niepewność jutra, spychający w ubóstwo wyzysk, pogarda dla słabszych i rosnąca frustracja tworzą gorzką opowieść o codzienności milionów Polaków. _ _ Premiera książki 27 czerwca 2018 roku.

Materiały prasowe
Podziel się

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP