Trwa ładowanie...
d12lxw4

Mariusz Czubaj: kryminał jest formą panoramy społecznej. Lubimy zło, ale umowne

Brutalne morderstwo i charyzmatyczny śledczy. Polscy czytelnicy kochają makabrę, a autorów kryminałów wciąż przybywa. Mariusz Czubaj odkrył co jest sekretem popularności kryminału.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Zadebiutował w 2008 r. Po dekadzie obecności na rynku powraca z ulubionym bohaterem polskich czytelników
Zadebiutował w 2008 r. Po dekadzie obecności na rynku powraca z ulubionym bohaterem polskich czytelników (Materiały prasowe)
d12lxw4

Kiedy umawialiśmy się mailowo, wspomniał Pan, że będzie koncertował w Opolu. Gra pan na saksofonie w zespole "Zgniłość”. To dla mnie nowość. Proszę opowiedzieć coś więcej.

To nie mój zespół. Ja w nim przygrywam od jesieni ubiegłego roku. Historia zaczęła się w 2016 r., gdy Michał Wandzilak - pianista "Świetlików” - potrzebował materiału i zespołu z którym mógłby zagrać podczas obrony dyplomowej w Akademii Muzycznej. Zaprosił Marcina Świetlickiego i innych muzyków do współpracy, czego efektem była płyta "Siedmiościan”. Cały nakład się wyczerpał. Teraz nagraliśmy utwory na nowa płytę, która ukaże się niebawem.

Człowiek renesansu. Pisarz kryminałów, saksofonista, antropolog kultury, nauczyciel…

d12lxw4

Muzyka mnie pociąga - podobnie jak moi bohaterowie książkowi jestem człowiekiem który zbliża się do 50-tki, a jednym z generacyjnych doświadczeń ludzi mojego pokolenia jest wieczna tęsknota za dźwiękiem, który towarzyszył nam w młodości: muzyka z kaset, winyle i liczne koncerty. Mam wspaniałą możliwość grać ze znakomitymi ludźmi, którzy zaakceptowali moje karkołomne próby grania na saksofonie. Wydałem nawet oświadczenie, że będę ukrywał moje postępy, bo jestem ciekawy póki jestem przeciętny (śmiech).

Która rola jest najbardziej wymagająca?

Lubię łączyć wszystkie zawody. Jako pisarz zaspokajam swoje egotyczne potrzeby istnienia w przestrzeni publicznej, jako muzyk realizuję marzenie z lat młodości. Z żadnego z nich nie chciałbym rezygnować.

A przekazywanie wiedzy młodym ludziom? Czy obcowanie z milenialsami pomaga w pisaniu książek? I czy oni w ogóle czytają pańskie książki?

d12lxw4

Doświadczenie podpowiada mi, że moi czytelnicy są starszymi ludźmi, niż w wieku moich studentów. Szczęśliwie podczas sesji nie przychodzą do mnie z kryminałem pod pachą - to byłoby podejrzane (śmiech). Czytelnicy "Polskiego psychopaty” to ludzie, którzy osiągnęli już jakąś dojrzałość i mogą pozwolić sobie na obcowanie z książką. Jestem człowiekiem analogowym, a to że mam studentów pod ręką, sprawia że uczę się o rzeczach których nie znam- np. o nowych gwiazdach youtuba.

A do czego to się przydaje?

Przydaje się, gdy muszę sportretować młodego człowieka, który jest przypięty do swojego iPhona, a iPhon jest przedłużeniem jego ciała. Pisarz musi być wiarygodny. Skoro chcę opisać 20-latka, to muszę wiedzieć coś o tym człowieku, by postać nie była papierowa. Szczegóły są bardzo istotne w takim gatunku jak kryminał. Dobrego pisarza poznaje się po detalach, a czytelnicy mogą się wtedy dokleić do książki, bo czują więź z postacią.

Czy właśnie z potrzeby opisywania detali został pan członkiem Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego? To było potrzebne do procesu dukumentowania materiałów?

d12lxw4

Członkostwo zawdzięczam twórcy festiwalu "Kryminalna Piła", Leszkowi Koźminskiemu, który jest czynnym policjantem i znawcą literatury kryminalnej. Jestem przekonany, że wymyślone historie w kryminale w ogóle się nie udają. Pisarz musi się uczyć i robić porządny research. Gdybym wymyślał to, co dzieje się na miejscu zbrodni, to powstawałyby bzdury rodem z filmu Patryka Vegi. A zapewniam, że nikt tak ze sobą nie rozmawia jak bohaterowie jego filmów. Jeśli chodzi o kryminał, pisarz nie powinien się mylić.

   Facebook.com
(Facebook.com)

*Ten styl pracy bardzo przypomina mi skrupulatność Kasi Bondy… *

Kaśka rozwinęła research do granic możliwości. Nie ma chyba drugiego pisarza, który by tak starannie, a nawet obsesyjnie dokumentował zaplecze potrzebne do napisania historii. Również inni autorzy: Marek Krajewski, Ryszard Ćwirlej, Marcin Wroński czy Zygmunt Miłoszewski, przywiązują do procesu dokumentacji dużą uwagę, a wszystko z jednego ważnego powodu. Ten gatunek jest w jakimś sensie kontynuacją XIX-wiecznej powieści realistycznej, w której zasada prawdopodobieństwa jest zasadą podstawową. Kryminał jest sztuką uwodzenia czytelnika, a uwieść można tylko poprzez rzetelny detal. Jeżeli czytelnik powie mi: "zarwałem noc”, albo "nie mogłem się oderwać”, to znaczy, że się udało.

d12lxw4

"Dziewczynka z zapalniczką” to już piąty tom serii "Polski psychopata”. Rudolf Heinz się panu nie znudził?

Pierwsza część ukazała się w 2008, więc jak sama pani widzi, tym cyklem jakoś specjalnie swoich czytelników nie rozpieszczam. A wszystko dlatego, że nie chcę być zakładnikiem rynku – nie chcę mieć poczucia, że muszę napisać jedna powieść rocznie. To, że nowa książka o Heinzu wyszła po tylu latach sprawia, że nie czuje się tym jakoś wyjątkowo zmęczony. Ale też nie wyobrażam sobie mojego bohatera w dwudziestym tomie. Musiałby już wtedy jeździć na wózku inwalidzkim (śmiech). Choć przyznam, że uwielbiam Jacka Reachera, który w każdej kolejnej książce robi dokładnie to samo, co w poprzedniej. Uwielbiam to!

Dlaczego Polacy tak bardzo kochają kryminały?

Odpowiedź jest złożona. Kryminał zaspokajają głód dobrej opowieści - takiej gdzie będzie suspens i bohater z krwi i kości. Od czasu kryminału skandynawskiego, ten gatunek stał się również formą panoramy społecznej, bo opisuje zło oraz jego eskalację. Wszystkie kryminały Henninga Mankella były podporządkowane ważnemu wątkowi społecznemu: kwestii emigrantów, wykluczenia społecznego, cyberprzestępczości czy handlu organami.

d12lxw4

Trzecim powodem większego zainteresowania gatunkiem jest fakt, że mimo bombardowania nas złymi informacjami, żyjemy w bardzo spokojnych czasach, o wiele bezpieczniejszych niż sto lat temu. Kryminał zaspokaja potrzebę zderzenia się ze światem zła, światem gdzie te zło jest umowne a nam osobiście nic nie grozi. W 2009 r. gdy odbierałem nagrodę Wielkiego Kalibru na rynku wydawniczym ukazywało się zaledwie dwadzieścia polskich kryminałów rocznie. Gdy odbierałem druga nagrodę, w 2017 r., kryminałów wydaje się dwieście. Fala tej literatury osiąga stan kulminacyjny i pokazuje jak dynamicznie rozwija się ten gatunek.

Nazwisko "Czubaj" jest na rynku wydawniczym dziesięć lat. Dośc szybko osiągnął pan sukces i rozpoznawalność. Jak to się stało?

Gdyby piętnaście lat temu ktoś powiedział mi, że będę rozpoznawalnym pisarzem, to wysłałabym go do pokoju bez klamek (śmiech). Od zawsze kochałem kryminały, więc moją psychofanowską reakcją była myśl: skoro niektórzy piszą takie fajne książki, to może ja też mógłbym? Byłem wtedy dziennikarzem, poznawałem mnóstwo ludzi. I tak szczęśliwie się złożyło, że na swojej drodze spotkałem Marka Krajewskiego, z którym miałem przeprowadzić wywiad. Między nami zaiskrzyło, czego efektem była wspólna książka "Aleja samobójców”. Marek Krajewski był moją trampoliną do kariery pisarza.

Czym pan uwiódł Marka Krajewskiego?

d12lxw4

Marek został laureatem "Paszportów Polityki", więc pojechałem zrobić z nim wywiad. Umówiliśmy się w lokalu "Pod złotym psem”. I choć doskonale pamiętam moment wejścia do baru, to nie bardzo pamiętam momentu wyjścia (śmiech). A oznacza to, że bardzo się polubiliśmy. Początkowo chcieliśmy napisać wspólne opowiadanie pod tytułem "Zabójca trupów” – co spaliło na panewce, i dobrze, bo dupy nie urywało! Co zabawne, Marek Krajewski to moje przeciwieństwo - mankiety jak żyletki, śnieżnobiały kołnierzyk, wyprasowany krawat i buty wypastowane na glanc. Myślę, że przeciwieństwa się po prostu się przyciągają.

Pańska historia to dobry materiał na film! Psychofan, któremu udało się zrealizować marzenie, a pomógł mu w tym znany pisarz.

Każdy powinien mieć marzenia. A muszę przyznać, że nie jestem człowiekiem, któremu szczęście w życiu sprzyjało. W tym jednym przypadku natomiast zgrały się wszystkie warunki, które sprawiły, że wydawcy chcieli wydać moją książkę, a czytelnicy czytali. Dzięki Markowi uniknąłem piekła debiutanta, który chodzi od drzwi do drzwi i puka bez odzewu. Na szczęście doczekaliśmy takich czasów, gdzie każde wydawnictwo ma swoją odnogę zajmującą się kryminałem, a polscy autorzy wciąż są poszukiwani. Dziesięć lat temu wyglądało to zupełnie inaczej - kryminał był bękarcią literaturą.

Wojtek Chmielarz powiedział, że najważniejszymi cechami autora powinny być konsekwencja i cierpliwość. Na sukces zwykle czeka się około pięciu lat. Też pan tak sądzi?

Faktycznie pierwsze sześć a nawet siedem lat to lata chude. Wtedy z pisarstwa się nie żyje. Trzeba wykazać się pewną determinacją, żeby się nie poddać.

Spokojnie można byłoby wyżyć z pisania, ale pan wybrał pracę na uczelni. Jak pogodzić czas i obowiązki autora z etatem, aby napisać grubą książkę?

Na szczęście nie piszę miliarda znaków jak Kaśka Bonda. Moje mają około 300 stron. Wszystko to kwestia konsekwencji i zdyscyplinowania. Trzeba swoje wysiedzieć a praca jest mało sexi. Nie można robić tego z doskoku, wiem też, że wena na nikogo nie spływa. Wszystkie opowieści o natchnionych geniuszach warte są funta kłaków.

Ile czasu zajęło napisanie "Dziewczynki z zapalniczką”?

Oj przyznam się - jestem niesolidny jeśli chodzi o terminy pisarskie. Piszę szybko, ale zanim do tego się zabiorę, to upływa trochę czasu. Zazwyczaj potrzebuję roku żeby wszystko mi się w głowie uleżało. Powieść napisałem w 3 miesiące i zazwyczaj siedziałem po 10-12 godzin dziennie.

Ale to już kolejna książka i kolejny znany bohater, którego czytelnicy lubią, więc pewnie było łatwiej?

Mimo, że jestem zawodowcem, to zawsze odczuwam paraliżujący strach, czy znów się uda zaskoczyć czytelnika, a to nie jest oczywiste. Wolę przetrzymać wydawcę i samego siebie dopóki nie będę miał pewności że gówna nie wypuszczam. To jest skok na główkę w niezbadane odmęty.

   Materiały prasowe
(Materiały prasowe)

A co pan czytał jako młody chłopak?

Moją ukochaną książką z dzieciństwa jest "Emil i detektywi”. Czytałam też Sherlocka Holmesa czy "Pana Samochodzika”, ale nie jakoś namiętnie.

A kino? Czy lubi pan filmy na kanwie książek kryminalnych?

Niekoniecznie. Wolę seriale. Mam pełne przekonanie, że seriale przegoniły literaturę, jeśli chodzi o narracyjne organizowanie opowieści. Uwielbiam pierwszy i drugi sezon "Fargo”. Świetny jest też "Breaking bad” i parę innych zagranicznych tytułów.

Załóżmy, że twórcy filmowi zgłaszają się do pana z propozycją nakręcenia serialu kryminalnego. Zgodziłby się pan?

O ile zapłaciliby wysokie honorarium, to pewnie tak (śmiech). Ale sam nigdy nie chciałbym zajmować się scenopisarstwem. Nie kręci mnie to. Między pisaniem scenariusza a pisaniem powieści jest taka różnica jak między łyżwiarstwem figurowym i łyżwiarstwem szybkim. Łączą je tylko łyżwy, a technika pracy jest zupełnie odmienna.

Rozmawiała Kamila Gulbicka

d12lxw4

Podziel się opinią

Share
d12lxw4
d12lxw4