Trwa ładowanie...
felieton

Mściwi bogowie i koniak na karafki

W 2001 roku Olga Tokarczuk wydała przepiękną Lalkę i perłę, teraz z kolei przez niejasne i kuszące pasaże Lalki przeprowadza nas w swoim Wokulskim w Paryżu Krzysztof Rutkowski (bądź co bądź, specjalista od paryskich pasaży).

Share
Mściwi bogowie i koniak na karafki
Źródło: Inne
d4792a4

Polska literatura ma jedną wielką powieść XIX-wieczną: Lalkę Prusa. Ale gorszy tuzin, ba, setka powieści dobrych, czy nawet bardzo dobrych, niż jedna taka powieść arcydzielna, powieść-świat, która dzięki swojej przemyślanej do szpiku tekstu kompozycji i niezliczonym warstwom interpretacyjnym może przez kolejne pokolenia stanowić żywe, bijące źródło inspiracji. W 2001 roku Olga Tokarczuk wydała przepiękną Lalkę i perłę, teraz z kolei przez niejasne i kuszące pasaże Lalki przeprowadza nas w swoim Wokulskim w Paryżu Krzysztof Rutkowski (bądź co bądź, specjalista od paryskich pasaży).

Rutkowski, wychodząc od bardzo marginalnych, z pozoru, detali (szczególnie polecam rozłożone na kilka rozdziałów drobiazgowe rozważania, co Wokulski kupiec pił w Paryżu, a przede wszystkim – jak pił, i czy w owych czasach paryskich knajpkach naprawdę podawano koniak w karafkach, i to w dodatku zaznaczając poziom trunku na szkle), budując misterną sieć pytań, sugestii i odniesień (czasami bardzo dalekich) pokazuje bohatera Prusa na zupełnie innym poziomie egzystencji: jako jednostkę trapioną wielka chorobą kultury europejskiej, czarną melancholią, mającą swe sekretne źródła w czarnej żółci i wpływie Saturna; jako postać dotkniętą boskim szaleństwem, nawiedzoną przez „Erosa kosmogonicznego“ z filozofii Ludwiga Klagesa. A Paryż – rozumiany geograficznie, ale zarazem jako partia powieści, epizod paryski Lalki – jako miejsce dla tego opętania szczególnym:

„Lalka jest powieścią o Warszawie, ale wypełnia się sensem z powodu Paryża. Izabela Łęcka tęskni do Paryża, w którym już była chyba nie raz (w Paryżu odrzuciła, między innymi, zaloty kuzyna hrabiego Chambort) i był w Paryżu stary Łęcki.

d4792a4

Do Paryża przyjechał w końcu Wokulski i w Paryżu działy się z nim i w nim rzeczy niesłychanie. Wokulski „skąpał się” w Paryżu i wiodąc życie „prawie mistyczne”, odkrywał tajemnice własnej duszy oraz duszy świata w tempie przyspieszonym.

W Paryżu Wokulski odkrył ponownie, że Izabela Łęcka to bardziej nimfa niż bogini, a może nawet bardziej zdzira niż święta.“

„Lalka – pisze Rutkowski – rozgrywa się od lustra do lustra, przegląda w zwierciadłach niczym Wokulski w lustrze szafy w swym numerze w paryskim Grand Hotelu.“ I rzeczywiście, Wokulski w Paryżu to uważna przechadzka po gabinecie luster, w którym każde zdarzenie i postać mają swój – niepokojący niekiedy – odpowiednik. Bywa, że nadprzyrodzony. Lektura Rutkowskiego tym bowiem, między innymi, różni się od potocznych odczytań Lalki (jakie każdy z nas zna chociażby ze szkoły), że Rutkowski czyta Prusa na poważnie. To znaczy bierze na poważnie wszystkie fantazmaty, widma i urojenia, które pozytywista Prus upchnął w swojej rozległej powieści; to nader kusząca próba całkowicie niepozytywistycznego odczytania, próba odrzucenia „mędrca szkiełka i oka“ i przyjrzenia się okiem nieuzbrojonym, a także (jakżeby inaczej) „okiem duszy“, bardzo czułym, choć często przecież mylącym narzędziem poznawczym, wszystkiemu, co wymyka się solidnym, złoconym ramom dziewiętnastowiecznego myślenia naukowego.

Co, jeśli kamienny Apollo naprawdę nawiedza Izabelę Łęcką i uprawia seks właśnie z nią, śmiertelną ziemianką, mieszkającą w Warszawie, mieście na zachodnich rubieżach Cesarstwa Rosyjskiego w II połowie XIX wieku, tak, jak robił to tysiące lat temu w Grecji z zupełnie innymi śmiertelnymi ziemiankami? Co, jeśli nawiedza ją nie tylko pod postacią posągu z buduaru, ale również wcielając się w jej kolejnych kochanków i ukochanych, śpiewaków, skrzypków, w Starskiego, a nawet – przelotnie – w Stanisława Wokulskiego, kupca bławatnego? Co, jeśli pani Wokulska, primo voto Minclowa, która zmarła w wyniku przesadnego eksploatowania seksualnego młodszego męża, wysmarowawszy się likworem na odmłodzenie, jest ofiarą nie aptekarza-szarlatana, a Miłości samej w sobie (która taką po prostu przyziemną drogę obrała)? Co, jeśli rzeczywiście jesteśmy zabawkami w ręku potężnych bogów, pośród których Eros jest jednym z najpotężniejszych (choć przedstawia się go zazwyczaj pod postacią pucołowatego dziecka, z łukiem-igraszką, którym
nie da się skrzywdzić nawet myszy)?

d4792a4

Ba, Rutkowski idzie jeszcze dalej – nawet tam, gdzie Prus wprost nie daje nam sygnału, że chodzi o odniesienie do antycznych bóstw, on takie tropy (być może właściwe) wynajduje – i tak Cygan przeprawiający Wokulskiego przez Dunaj to Charon na barce styksowej; uliczny śpiewak posługuje się „arfą“, bo to pewnikiem zamaskowany przez Prusa Orfeusz lub Apollo. Oczywiście, metoda, którą obrał, nie jest wzięta znikąd. Tytuł Wokulski w Paryżu w sensie najbardziej oczywistym mówi o tym momencie zwrotnym Lalki, kiedy główny bohater rzeczywiście doznaje przemiany w Paryżu; ale to równocześnie odczytanie Lalki poprzez Paryż, a w szczególności przez pewnego paryskiego pisarza, Pascala Quignarda, którego Rutkowski od lat – świetnie zresztą, na ile mogę to ocenić – tłumaczy; stawiam dolary przeciwko orzechom, że nie byłoby Wokulskiego w Paryżu bez Quignarda (co zresztą w niczym nie ujmuje własnej pracy, pisarskiemu urokowi i błyskotliwości Rutkowskiego, które i tu, i gdzie indziej widać jasno jak na dłoni; bez
Rutkowskiego tej książki nie byłoby tym bardziej), czy raczej: bez Quignardowskiego zanurzenia miłości i seksu w gęstym wywarze ze starożytnych bogów i wierzeń; przewijające się przez książkę bóstwa i pary (Eros i Psyche, Hero i Leander) to postaci, którym Quignard poświęcił obszerne fragmenty Nocy seksualnej; zajmowały go również traktaty astrologiczne, szukające źródeł ludzkich zachowań we wpływie planet (a zatem również bóstw), humorów i fluidów, owe misterne średniowieczne teorie, sięgające korzeniami jeszcze do antyku, które miały ogromny wpływ na europejskie myślenie symboliczne.

Wokulski w Paryżu to nie tyle esej, ale kilka esejów, splątanych ze sobą w jedną całość; esej o melancholii-acedii, trawiącej nas od czasu Ojców Pustyni i opisywanej przez medyków, astrologów i mistyków; esej o świecie Lalki jako o świecie antycznego eposu, w którym bogowie mieszają się ze śmiertelnymi, wchodząc między ich fabryki i dorożki, w ich buduary i kawiarnie; esej o Lalce jako o tekście należącym do popularnego niegdyś, a całkowicie niemal zapomnianego gatunku Fizjologii, czyli dzieła mającego ambicje ujęcia naraz wszystkich typów społecznych; esej o flâneurze, czyli specyficznie paryskim typie, który zajmuje się bardziej patrzeniem niż czymkolwiek innym (takie ujęcie flâneura od razu prowadzi nas oczywiście do Paryskich pasaży), i tak dalej. Wszystkie te ujęcia naświetlają się nawzajem, jak fasety szlifu diamentowego.

To, co jest w książce Rutkowskiego najbardziej urocze, to jej perwersyjność; odczytanie czołowego dzieła polskiego pozytywizmu poprzez mitologię, magię sympatyczną, chiromancję, hybrydy zwierzęce, i co tam jeszcze, poprzez Paracelsusa, Giordana Bruno i Jakuba Boehme. Czy Prus by się z taką lekturą zgodził? Trudno wyrokować, ale im dalej brniemy w subtelne rozważania Rutkowskiego (polecam choćby rozważania o tajemniczej postaci Jumarta – nazwisko to pochodzi od rzeczownika, który oznacza krzyżówkę byka z kobyłą, osobliwą hybrydę, nie posiadającą – co ważne – woreczka żółciowego, a zatem odporną na melancholię), tym chętniej dajemy się przekonać. I kiedy Prus pisze, że dla Wokulskiego w Paryżu „zaczęło się życie prawdziwie mistyczne“ skłonni jesteśmy wierzyć, że nie jest to byle retoryczna figura, oznaczająca jakąś tam duchową agitację. Zaś Lalka jest rozpięta nie na teoriach społecznych, a na wielkiej ramie odniesień do historii europejskiej mistyki.

Oceń jakość artykułu:
Zależy nam na podnoszeniu jakości naszego dziennikarstwa. Twoja opinia jest dla nas ważna!
d4792a4

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4792a4
d4792a4