ycipk-2pwe5v

Lubił pławić się w niższości. Opisała wakacje Gombrowicza na chwilę przed wojną

Pisarze, artyści i wielcy myśliciele XX w. na kilka dni przed wybuchem II Wojny Światowej żyli tak, jakby nie miało wydarzyć się nic wielkiego. Witold Gombrowicz dawał jednak ujście niepokojom w ważnych tekstach. oto dowiadujemy się co myślał o literaturze i ludziach wokół.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Autorka opisała ludzi z pierwszych stron gazet w na miesiąc przed wybuchem wojny
Autorka opisała ludzi z pierwszych stron gazet w na miesiąc przed wybuchem wojny (Materiały prasowe)
ycipk-2pwe5v

Książka Anny Lisieckiej, "Wakacje 1939" odtwarza nastrój oczekiwania na to, co nieuniknione. Oto mamy okazję poznać losy wybitnych osób z pierwszych stron gazet i zobaczyć jak wyglądało ich życie w przededniu wojny. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza publikujemy fragment książki. Patronem medialnym jest Jedynka Polskie Radio.

Na transatlantyku z Witoldem Gombrowiczem

Ta opowieść musi mieć charakter konfrontacji dwóch przeciwstawnych relacji: Witolda Gombrowicza i Czesława Straszewicza. Uzupełniać ją będą młodsi – wtedy zaledwie kibice literatury. Miejscem akcji jest kawiarnia "Zodiak” i transatlantyk "Chrobry”.

ycipk-2pwe5v

Witold Gombrowicz latem 1939 roku kończy 35 lat i jest znanym już w środowisku literackim autorem.

Nie ceni "Ziemiańskiej”, choć niekiedy tam bywa. Nie lubi być gościem drugostolnym. Na pytanie o stolik skamandrytów na antresoli, odpowiada, że on lubi pławić się w niższości. Jego właściwy stolik znajduje się w bardzo modnej wtedy kawiarni "Zodiak” przy ulicy Traugutta.

Materiały prasowe
Podziel się

Czesława Straszewicza przez wiele lat po wojnie traktować będziemy jak figurę z Gombrowiczowego Trans-Atlantyku:

ycipk-2pwe5v

Dwudziestego pierwszego sierpnia 1939 roku ja na statku "Chrobry” do Buenos Aires przybijałem. Żegluga z Gdyni do Buenos Aires nadzwyczaj rozkoszna… i nawet niechętnie mnie się na ląd wysiadało, bo przez dni dwadzieścia człowiek między niebem a wodą, niczego nie pamiętny, w powietrzu skąpany, w fali roztopiony i wiatrem przewiany. Ze mną Czesław Straszewicz, towarzysz mój, kajutę dzielił, bo obaj jako literatki żal się Boże mało co opierzone na tę pierwszą nowego okrętu podróż zaproszeni zostaliśmy.

Straszewicz jest nieomal rówieśnikiem Gombrowicza. W październiku tego roku będzie obchodził 35. urodziny. Jest dziennikarzem prowadzonej przez Jerzego Giedroycia "Polityki” – tygodnika młodych konserwatystów. I jak większość literatów urodzonych w pierwszej dekadzie XX wieku pisuje też do "Prosto z Mostu” – swoje teksty publikowało na łamach pisma wielu młodych, którzy nie chcieli dopraszać się miejsca przy pańskim stole "Wiadomości Literackich”. Również Gombrowicz drukuje w "Prosto z Mostu”. Tu na przykład polemizuje z Andrzejewskim:

Zachodzi fundamentalna różnica pomiędzy panem Andrzejewskim a mną. On sobie wyobraża pisarza jako Wieszcza, Kapłana czy Nauczyciela w kategoriach pewnej filozofii, ja zaś jako pana X zamieszkałego na Wspólnej.

Materiały prasowe
Podziel się
ycipk-2pwe5v

Powieść Straszewicza "Wystawa bogów" w roku 1933 opublikowało wydawnictwo Mortkowicza i to był jego prawdziwy debiut prozatorski. Zaczęto go porównywać do Erenburga czy Choromańskiego. Nazywano "ciekawym zjawiskiem” i poczęto wymieniać obok Gombrowicza, Schulza, Gojawiczyńskiej. Recenzent "Robotnika” komentował: Książka Straszewicza zastanawia, niepokoi.

Herminia Naglerowa o jego debiutanckiej parabolicznej i moralistycznej opowieści po latach napisała:

Straszewicz swój paszport poetycki zapełniał wizjami obcych krajów, zwłaszcza tych, gdzie były "punkty zapalne” i gdzie można było wyjaskrawić zagadnienia tlejące się i kisnące we własnej ojczyźnie. Inne środowiska, inna przyroda i architektura, ludzie innej narodowości i rasy składały się na inny, bardziej interesujący deseń fabularny. Jeżeli nawet polski czytelnik domyślał się maskarady, nie przyznawał się do tego, zadowolony, że pisarz nie depce po piętach domorosłym sprawom.

W roku 1939 wyszła z oficyny Mortkowicza następna powieść Czesława Straszewicza zatytułowana Litość. W "Polityce” ukazała się jej recenzja. Nieco wcześniej, w 1938, w tym tygodniku opublikowano jego artykuł O ideał powieści. Pisał w nim Straszewicz:

ycipk-2pwe5v

Życie zrobiło gwałtowny krok naprzód. Okres, w którym żyjemy to okres embrionalny nie tylko nowych form politycznych, ale i nowej moralności, nowych form społecznych, nowej rzeczywistości. Jak zwykle w okresie stawania się panuje zamęt i bezład, mnogość symptomatów, nieskrystalizowanie pojęć i kryteriów. Człowiek, który próbuje o tym myśleć, gubi się w powodzi faktów, nie dających się skoordynować w logiczny system. Wie tylko jedno, że życie wre, kipi, że dzieją się rzeczy (…) brzemienne w najdonioślejsze skutki…

Materiały prasowe
Podziel się

Rodzi się potrzeba literatury; literatury pojętej idealistycznie, jako wyraz nie tylko piękna, ale prawdy i mądrości. Ona powinna dać odpowiedź na wątpliwości i zagadki, ona powinna uporządkować hierarchię zjawisk, wprowadzić ład i ukształtować zbiorową świadomość. Pisarz to ten, który widzi lepiej, czuje głębiej i myśli mądrzej.

A więc w debacie: Gombrowicz–Andrzejewski staje Straszewicz bliżej Andrzejewskiego. Jednak lubią się z Gombrowiczem, a Czesław Straszewicz prawdziwie ceni wielki talent znajomego.

ycipk-2pwe5v

Przed rejsem

Słów parę o miejscach akcji. II RP dumna była z dostępu do morza. Zbudowano piękny port w Gdyni, w tym wspaniały port pasażerski w stylu art déco. Rozbudowywano też flotę atlantycką: pasażerską i handlową.

Transatlantyki "Polonia”, "Pułaski”, "Kościuszko”, kupione na początku niepodległości od Duńczyków, określane były jako raczej archaiczne liniowce. "Batory” i "Piłsudski”, zbudowane w latach 30. w stoczni Monfalcone w Trieście, miały być pływającymi ambasadami polskiej kultury. Wystrój pomieszczeń projektowali najlepsi polscy plastycy. Dopracowane plastycznie były wszystkie detale, nawet popielniczki i karty dań.

Zobacz też: Leszek Balcerowicz o spotkaniu Lecha Wałęsy: Odniosłem wrażenie, że między nami jest dobra chemia

"Piłsudski” wszedł do służby w 1935, a "Batory” w 1936 roku. W rejsie inauguracyjnym "Batorego” wzięli udział najbardziej znani dziennikarze i złota młodzież Polski. Melchior Wańkowicz w kuluarach komentował, że znajduje tu materiał nie tyle na reportaż, ile na pikantną kronikę towarzyską. Sam zapisał się zresztą na jej kartach, bo żeby zaimponować pięknym paniom, wszedł na maszt, po czym przy lekkim przechyle statku – a trochę większym czubka owego masztu – dostał ataku paniki.

MS "Chrobry” oraz MS "Sobieski” miały zastąpić starzejące się okręty: "Kościuszkę” i "Pułaskiego”.

"Chrobry” był budowany w duńskiej stoczni Nakskow. Wodowanie nastąpiło w lutym 1939, po czym statek wypłynął do Gdyni. Karol Olgierd Borchardt przyznawał wprawdzie, że nowy transatlantyk nie był tak ekskluzywny jak "Batory”, ale i tak cenił go najwyżej:

"Chrobry” nie miał wad. Z siedmiu naszych transatlantyków był najlepszy. Zwrotny jak luksusowa motorówka, w sztormach wspinał się na fale, a nie przyjmował ich na pokład. (…) Wnętrza i pomieszczenia statku były udane zarówno pod względem artystycznym, jak i użyteczności na co dzień. Miał niedościgniony przez inne nasze transatlantyki urok czegoś bardzo doskonałego.

Materiały prasowe
Podziel się

Stolik w "Zodiaku” i popkulturowy kryminał

Wśród dziennikarzy zaproszonych na rejs inauguracyjny znalazł się dziennikarz tygodnika "Polityka” Czesław Straszewicz. Spotkawszy w "Zodiaku” Gombrowicza, podzielił się z nim tą rewelacją.

Kawiarnia "Zodiak” to gustownie urządzony lokal Jadwigi Kowarskiej, żony znanego malarza Felicjana Kowarskiego, którego obrazy wisiały tam na białych ścianach, podobnie jak płótna Rafała Malczewskiego. Tadeusz Wittlin w Ostatniej cyganerii tak opisywał to modne wtedy miejsce:

Za kotarą: sala bilardowa, pierwsza w stolicy dla kulturalnego towarzystwa, gdyż w innych cukierniach, u Kleszcza, u Leżańskiego czy nawet u Lourse’a na Krakowskim Przedmieściu przy bilardzie zbierają się wyłącznie podejrzane typy. Kelnerki w Zodiaku, w granatowych sukniach z białymi lub złotymi fartuszkami, są uprzejme, a w szatni palta odbiera autentyczny Murzyn, przy którym jednak nie można robić żadnych dowcipów w rodzaju: "Ciemno jak u Murzyna po czarnej kawie o północy” lub że co wieczór po zamknięciu kawiarni musi zrobić swoje, a dopiero potem może odejść, gdyż mówi on i rozumie po polsku jak rodowity warszawiak.

Zobacz też: Lato 1939 roku: Kurorty wakacyjne były pełne szczęśliwych turystów

Gombrowicza z kolei portretuje Wittlin jako szczupłego blondyna średniego wzrostu, ubierającego się starannie, a nawet wykwintnie, kultywującego styl angielski mody męskiej. Sam zaś Gombrowicz o swoim miejscu w "Zodiaku” opowiadał Dominikowi de Roux w sposób następujący:

Chciałem być panem własnego folwarku. Sprawiłem sobie własny stolik, niesamowity, z udziałem aspirantów i pretendentów, na pół jedynie urodzonych w sztuce, prowincjonalnych grafomanów, rozwichrzonych myślicieli, młodych poetów zgłodniałych, nie wymytych marzycieli – wszystko okraszone kilkoma rzeczywistymi talentami. W tym to gronie ja z niezmordowaną wytrwałością, z żelazną, godną podziwu konsekwencją mówiłem, mówiłem, mówiłem co wieczór, co noc głupstwa, głupstwa, głupstwa… które jednak nie były głupstwami, bo jednak były gdzieś, jakoś moimi prawdami. Utrzymanie stylu stało się najwyższym prawem. Opętany formą byłem gotów stać się błaznem wieczystym.

W roku 1939 roku pisarz ma już na koncie "Pamiętnik z okresu dojrzewania", wydany dzięki ojcowskim pieniądzom, ale w wersji książkowej, i sztukę Filip, na łamach "Skamandra” opublikowaną pod nowym tytułem Iwona księżniczka Burgunda. Tamże zamieszczono też kilka jego opowiadań, z których każde było wydarzeniem. A w 1937 (choć wydrukowany z datą 1938) ukazał się w wydawnictwie "Rój” najważniejszy z jego przedwojennych utworów – powieść Ferdydurke (jej fragmenty publikowano w 1935 w sanacyjnej "Gazecie Polskiej” i w "Skamandrze”).

Materiały prasowe
Podziel się

I oto Gombrowicz postanowił dowieść, że potrafi pisać również dla masowego odbiorcy, czy jak wtedy mówiono z pewną pogardą "dla kucharek”, nie urażając przy tym wyższych gustów, słowem: że umie grać jednocześnie na dwóch fortepianach!

4 czerwca "Dobry wieczór! Kurier Czerwony” zaczął drukować w odcinkach jego nową powieść "Opętani", podpisaną pseudonimem Zdzisław Niewieski.
Gustaw Herling-Grudziński, który miał wtedy 20 lat, zanotował:

Nie mogę sobie w żaden sposób przypomnieć, z kim i o co założył się Gombrowicz, że potrafi napisać powieść odcinkową do "czerwoniaka” i że będzie się ona podobała "plebejskim” czytelnikom. Pamiętam za to, że młodym kibicom Mistrza, którzy byli łaskawie tolerowani i po aptekarsku zaszczycani rozmową na jego dworze w "Zodiaku”, powierzono misję sprawdzenia drugiej części zakładu.

(…) Jeżeli powieść zaczęto drukować w odcinkach od 4 czerwca 1939 roku, to moje sprawozdanie z sondażu wstępnego musiało być złożone u stóp Mistrza w "Zodiaku” gdzieś w połowie czerwca (…).

W każdym razie przeważyło definitywnie szalę zakładu na stronę Gombrowicza. Tak, tak, podoba się!

Ryszard Matuszewski, młodszy od Gombrowicza o 10 lat, smakosz literatury, wspominał, że kiedy zyskiwał zgodę, by przysiąść się do stolika w "Zodiaku”, natychmiast słyszał pytanie "Co mówią?". Autora Ferdydurke bawiło, że potrafił napisać powieść dla gospodyń domowych. Herling-Grudziński, pełen uznania dla Mistrza, recenzował:

"Opętani” wytrzymują znacznie lepiej próbę czasu, niż wolno się było spodziewać. Powieść napisana żywo, z fantazją podszytą miejscami świetnym komizmem, czytelna dzięki naturalnej swobodzie narracji, bez fastryg sztucznego silenia się na "przystępność” i "popularność”.

Wyczuwa się w niej też drugie denko dla smakoszów, którzy Gombrowicza sprowokowali do zakładu: delikatny pastiche "dreszczowca” i zamkowych misteriów w stylu Ann Radcliffe, rozsiane tu i ówdzie perełki filozofii "ferdydurkizmu” w tanim wydaniu zeszytowym.

Materiały prasowe
Podziel się
ycipk-2pwe5v
ycipk-2pwe5v
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-2pwe5v