WP

Kto spojrzał na Villas, stawał jak wryty. "Fascynowała nie tylko mnie, ale wszystkich"

- Najpierw pisała do mnie te wściekłe listy, że ją zdradzam, a potem przyjechała to sprawdzić - opowiada autorom książki o Violetcie Villas Janusz Ekiert. Polski krytyk muzyczny był jedną z miłości artystki. Publikujemy fragment, z którego można dowiedzieć się więcej o ich relacji.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Myślę, że była ofiarą własnej wyobraźni i potem rozbijała sobie głowę o rzeczywistość".
"Myślę, że była ofiarą własnej wyobraźni i potem rozbijała sobie głowę o rzeczywistość". (SPL/East News)
WP

Janusz Ekiert w listach pisanych do Las Vegas nie przyzna się Violetcie, że wziął ślub z pianistką Lidią Grychtołówną. Są małżeństwem do dziś. Nawet ten ożenek, już po powrocie z USA, gwiazda będzie gotowa mu wybaczyć. Zakochana, oszalała z miłości i rozpaczy.

"Kochałam naprawdę tylko raz, byłam wierna naprawdę jednemu mężczyźnie, tyle że on był okropnie zazdrosny […]" – cytuje gwiazdę Witold Filler w swojej książce Tygrysica z Magdalenki. A potem dodaje: "Miała dwóch mężów, lecz kochała tylko jednego. I nie był to mąż. Kochała właśnie tego, co 'okropnie zazdrosny'. Znam jego nazwisko, lecz nie znam przyczyn, które zrujnowały ich uczucie".

PRZECZYTAJ TEŻ: Violetta Villas: 5 zdumiewających faktów z życia diwy

WP

Minie niemal pół wieku, kiedy usiądziemy z nim nad kawą przy placu Zbawiciela w Warszawie. Wiosną 2011 roku.

Janusz Ekiert o niektórych sprawach opowie otwarcie, inne będzie chciał przemilczeć. Wyjdzie z tego obraz kobiety, która umiała szaleńczo kochać, ale nie wiedziała, jak tę miłość przy sobie zatrzymać. Tak bardzo była skupiona na sobie i swojej karierze, chcąc całemu światu udowodnić, że jest jedyna, niepowtarzalna. Po prostu – Violetta Villas.

Zobacz: Dramatyczny przypadek Violetty Villas

WP

– Myślę, że jednym z powodów jej powrotu do Polski nie była chora na raka matka, lecz ja – opowiada Ekiert. – Najpierw pisała do mnie te wściekłe listy, że ją zdradzam, a potem przyjechała to sprawdzić. Gdy wróciła, to się nie kontaktowaliśmy. Ale po pewnym czasie zatelefonowała do mnie, że chciałaby się ze mną zobaczyć. Żebym pozwolił jej, chociaż na krótko.

– I pozwolił pan? – Pozwoliłem. Potem spotkaliśmy się jeszcze raz i tak jakoś to się z powrotem splotło. Na kilka miesięcy. Ona fascynowała nie tylko mnie, ale wszystkich. Kto na nią spojrzał, stawał jak wryty. Świetnie pokazał tę "wrytość" Jerzy Gruza w filmie "Dzięcioł". Ale jak wróciła, to była już psychicznie naznaczona tym sposobem myślenia rozrywkowego biznesu amerykańskiego.

O czym będzie chciał pomilczeć Ekiert – o tym szczerze powie Jerzy Gruza (znad małej czarnej w warszawskim Czytelniku):

– Świetnie wyglądała, zupełnie inny człowiek. Włosy, cycki, dupa, noga. Cała była zrobiona. Mówiła do mnie: Zobacz (biorąc się za pierś) – jest cycowo? Jest? No jest! A wcześniej miała naleśniki. Poczuła się po tej zmianie lepiej, pewniej. I to było bardzo ludzkie. Mentalnie też się zmieniła. Miała gest, mówiła z obcym akcentem. Amerykanka przyjechała.

WP
Violetta Villas East News
Podziel się

Wróćmy do Janusza Ekierta: – Zaczęła sztucznie i intensywnie zmieniać swoją postać. Włosy – najpierw naturalne, gęste, a potem, na scenie, już doczepiane, żeby były dłuższe i jeszcze gęściejsze. Doklejała sobie coraz dłuższe rzęsy, chociaż naturalne miała równie piękne. Poza tym w pewnym momencie utonąłem w morzu nieprawdy, którym się otaczała, i nie wiedziałem już, co jest prawdą, a co wykwitem jej wyobraźni.

Po prostu bardzo dużo zmyślała. Mówiła na przykład: "Ja jestem rezydentem amerykańskim i mam prawo w każdej chwili pojechać do Ameryki. Nie potrzebuję żadnych wiz". Jak zapytałem, czy w takim razie możemy pojechać na wakacje do Włoch, odpowiedziała: "Oczywiście!". A potem wszystko okazywało się nieprawdą.

PRZECZYTAJ TEŻ: Violetta Villas odrzuciła pomoc Wiśniewskiego. Alkohol był ważniejszy

WP

Albo: co roku jeździłem za granicę na festiwale do Amsterdamu, Rzymu, Dubrownika. Dostawałem oficjalne zaproszenia od dyrektorów festiwali, wśród których miałem przyjaciół. I chciałem ją zabrać ze sobą. A ona znów twierdziła, że jest rezydentem. Miałem już wizę i w ostatniej chwili dowiadywałem się, że ona nie może wyjechać. Ale ona chyba rzeczywiście w to wszystko wierzyła. Przecież musiała zdawać sobie sprawę, że w końcu prawda wyjdzie na jaw. Myślę, że była ofiarą własnej wyobraźni i potem rozbijała sobie głowę o rzeczywistość.

– Miał pan być podobno szefem jej studia nagrań? – Pomysłów miała nieskończoną liczbę. Mówiła o tym studiu, ale przestałem to traktować poważnie.

– Czy to, że stała się w jakimś sensie innym człowiekiem, miało wpływ na waszą znajomość? – Miało. Weźmy prostą, codzienną sprawę. Ona tam przyzwyczaiła się do nocnego życia. W związku z tym nad ranem się kładła i spała do południa. Żeby zrobić się na bóstwo, potrzebowała kilku godzin. I nie miała czasu ani zjeść, ani cokolwiek ugotować. Zajmowała się wyłącznie sobą. Przed lustrem. Puder, szminka, włosy… Można było spotkać się z nią wieczorem. Wtedy wykładała jakąś bardzo prostą potrawę, szynkę czy śledzia; obiady jadałem w radiu. Poza tym pojawiła się u niej jakaś nadmierna nerwowość, przeczulenie czy przewrażliwienie…

SPL/East News
Podziel się
WP

– Była o pana zazdrosna?

– Na to wygląda. Wymyślała sobie jakieś sytuacje. Na przykład, że uwodzę koleżanki jej syna. To absurdalne! Bez przerwy śpiewała: nie ma miłości bez zazdrości. Takie powtórki i muzyka repetycyjna były wówczas trendem i w muzyce poważnej, i w rozrywkowej. Ale ona, śpiewając to, w pewnym sensie się przede mną usprawiedliwiała. Największą ofiarą jej wyobraźni była ona sama.

– Czy w Magdalence Violetta rzeczywiście miała podgrzewany basen i kaplicę, tak jak opowiadała w mediach? – Basen to chyba plastikowy w ogrodzie – Ekiert się uśmiecha.

– Ale kaplicę miała. Za moich czasów wyrzucała z piwniczki węgiel, żeby ją tam urządzić. Po powrocie stała się strasznie bigoteryjna. Leżała krzyżem, klęczała na kamykach czy gwoździach. Umartwiała się. Narzucała to sobie, bo chciała, nie wiedzieć czemu, przypodobać się Bogu.

– Z czego się to brało? – Z samotności. Przeżyła bardzo dużo rozczarowań. Przykrość sprawiały jej krytyka, wyśmiewanie, być może szukała potwierdzenia w niebie, że jest zjawiskiem. Zawsze twierdziła, że gorąco wierzy w Boga, i modliła się, choć do kościoła nie chodziła.

– Czy wróciła z Las Vegas rzeczywiście bardzo bogata? – Wydaje mi się, że to było raczej rozdmuchane. Za resztki zarobionej fortuny kupiła dom w Magdalence, białego mercedesa – nawet wielki Szpilman takim nie jeździł – a potem nie miała za co żyć. Chciała tę fortunę w USA powiększyć i jakiś cwaniak, makler giełdowy, namówił ją na granie na giełdzie. Na pewno taki fakt zaistniał, bo strasznie się chciała dorobić i wrócić milionerką. Ale bardzo dużo straciła.

East News
Podziel się

Z utrzymaniem domu było związanych wiele wydatków. Trochę koncertowała, ale kłopoty były, bo miała już około pięćdziesięciu psów. W dodatku trzymała je w kojcach – żeby jej nie niszczyły zagonów czy grządek – i nie wypuszczała. Gotowała im jedzenie. Nie umiała ugotować obiadu, ale psom gotowała w nocy. I w nocy je karmiła.

– A jaka była w tamtych latach Violetta artystka? – Zawsze była w pewnym sensie sobą: dziewczyną, która żyła w swojej wyobraźni, jak w bajce, i widziała siebie jako królewnę. A gdy zderzała się z rzeczywistością, następowały zgrzyty. Bo ona tę bajkę chciała przenieść w rzeczywistość i sprzedawać ją ludziom. Na przykład przerysowania z Las Vegas próbowała wtłoczyć do szarego PRL-u. Wydawało jej się, że Amerykanie są dyktatorami wszelkich mód i że należy to powtarzać. Żadnych rad nie słuchała. Widziała w sobie wielką artystkę.

Komponowała piosenki, pisała teksty, śpiewała, ubierała się. Wszystko robiła sama. Obłędnie kochała przede wszystkim siebie. A tymczasem dobre piosenki pisali dla niej inni. Gdyby zrozumiała, że musi sobie narzucić pewną dyscyplinę artystyczną, to uzyskałaby niebywałe efekty. Ale ona chciała pozbyć się dyscypliny, bo się w niej wychowała.

– A jej kontakty z synem? Były dobre czy takie sobie? – On po prostu nie za bardzo chciał się uczyć i z tego powodu miała z nim kłopoty. Poza tym nie była stworzona na matkę. Była ostatnią osobą, która mogłaby kontrolować jakieś szkolne zadania, bo tego zwyczajnie nie potrafiła. A ze szkoły przychodziły skargi. I Violetta nie miała pojęcia, jak ten problem rozwiązać.

East News
Podziel się

– Jak się rozstaliście? – Dosyć burzliwie, chyba w 1973 roku. Nad ranem wsiadłem do samochodu i wyjeżdżałem, nie chcąc prowokować żadnych sytuacji. Ale się obudziła, przybiegła z płaczem i chciała mnie zatrzymać. Nie udało jej się. Powiedziałem, że podjąłem decyzję i jej nie cofnę.

– Żałuje pan dzisiaj? – Niczego nie żałuję. Tak musiało być, bo unieszczęśliwilibyśmy się nawzajem. Miałem z nią kolorowy fragment życia, bo była to bardzo kolorowa postać. Pod każdym względem nietypowa, wyjątkowa i fascynująca. Wielka przygoda i – nie da się ukryć – przerwa w moim małżeństwie.

Czy to o Januszu będzie myślała potem, śpiewając jedną ze swoich piękniejszych piosenek o miłości?

Najzwyklejszy dzień z marzeń zwierza się Tobie, tylko Tobie. Z zagubionych wysp noc wysyła list Tobie, tylko Tobie. Choć całuję Cię, samym tylko snem życie z niego zrobię. Wszystkie moje dni zwiążę w bukiet i podaruję Ci. (Tylko Tobie, W. Kacperski – J.J. Leon, 1986)

Forum
Podziel się

Po kilku latach Violetta znów zadzwoni do Ekierta. Będzie chciała go nakłonić do powrotu. – Zostawiłeś w moim domu dużo ważnych dokumentów, przyjedź, odbierz – spróbuje poszukać pretekstu. – Powiedziałem, że nie przywiązuję wagi do tych dokumentów i że nie przyjadę po nie. Naciskała, żebym się namyślił. Ale więcej już nie wszedłem do tej rzeki.

Od chwili powrotu z Las Vegas i rozstania z Januszem Violetta znajdzie się na zakręcie. Artystka będzie już miała za sobą siedem lat tłustych. W tym czasie osiągnęła najwięcej, ciężko pracując, i została pierwszą celebrytką PRL-u. Jej dotychczas dość linearna, konsekwentna kariera zacznie się jednak rwać. Sukcesy będą jak rzadkie wyspy na wielkim oceanie samotności, szaleństwa i walki z uzależnieniem. Roztrzaska to psychikę Villas. Rozbije jej życie na kilka części, które przestaną do siebie pasować. Jakby zostały ulepione z różnych życiorysów. Violetta była zjawiskiem, a teraz stanie się tajemnicą.

Janusz Ekiert zmarł w Warszawie 1 czerwca 2016 roku.

Materiały prasowe
Podziel się
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP