Trwa ładowanie...
d4b7wkw

Krwawy apokryf. Recenzja komiksu "Przeklęty: Przed powodzią"

Jason Aaron nigdy nie był twórcą wyróżniającym się przesadnym optymizmem, lecz jego nowa na naszym rynku seria „Przeklęty” to czysty, nierozrzedzony niczym nihilizm pozwalający zrozumieć, czemu biblijnemu Bogu przyszło do głowy zatopić świat grzechu i występku; inaczej się nie dało.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Krwawy apokryf. Recenzja komiksu "Przeklęty: Przed powodzią"
(Materiały prasowe)
d4b7wkw

Tyle że, przynajmniej na razie opowieść o nieśmiertelnym Kainie (tak, tym Kainie), który snuje się po szaroburych krainach zamieszkałych praktycznie bez wyjątku przez zdegenerowanych kanibali i gwałcicieli to typowy komiks eksploatacyjny, gdzie fabuła gra drugie skrzypce, a odniesienia do Pisma Świętego są czysto pretekstowe; istotniejsze jest bowiem taplanie się w bagnie ludzkiego zepsucia.

Świat Kaina zawieszony jest w swoistym limbo, jeszcze pomiędzy czasami – minionymi, po wygnaniu z Raju, i przyszłymi, które nadejdą po oczyszczeniu ziem przez potop – nie wykształciła się tutaj moralność, ofiara Ewy i Adama, którzy poznali dobro i zło, została zmarnotrawiona. I to się akurat Aaronowi udało, gdyż to wizja tak ponura, że podczas lektury nie sposób się dziwić, czym ludzkość zasłużyła na boski kataklizm. Ale amerykański scenarzysta to żaden kaznodzieja, dla niego ta globalna kloaka to arena małostkowych przepychanek i teren nieustannego boju o przetrwanie za wszelką cenę. Kain przechadza się po nim z rezygnacją godną kowboja-defetysty, który pozbył się już wszelkiej nadziei, bo był naocznym świadkiem ludzkiego sparszywienia. Zresztą sam się do niego przyczynił, ucząc swój gatunek koncepcji mordu.

Powyższe nawiązanie do westernu nie jest tutaj przypadkowe, bo, tak jak wiele opowieści z Dzikiego Zachodu, „Przeklęty” (chciałoby się dodać „przez Boga”; oryginalny tytuł brzmi „Goddamned”) opowiada o poszukiwaniu utraconego celu, tyle że w przypadku Kaina jest to pragnienie doznania śmierci. Aaron jednak nie skupia się dostatecznie ani na jego dylemacie, ani nie rozrysowuje należycie pojawiającego się tutaj jako antagonisty patriarchy Noego, zupełnie nie wykorzystując potencjału settingu, przecież niemalże nieograniczonego, nie dotykając nawet lubianej przez siebie kwestii moralnego relatywizmu. Czytelnik zostaje z komiksem o fabule rozrysowanej kijem na wodzie, historyjką o nieśmiertelnym wędrowcu, któremu dni i noce schodzą na rozczłonkowywaniu napotkanych obwiesi. To, niestety, za mało. Być może kolejne tomy przyniosą radykalną zmianę. Oby tak było, bo na razie „Przeklęty” ma do zaoferowania jedynie mocny fundament, na którym, póki co, postawiono zamek z piasku zamiast mocnego muru Jerycha.

d4b7wkw

Ocena: 5/10

Materiały prasowe
d4b7wkw

Podziel się opinią

Share

d4b7wkw

d4b7wkw