ycipk-2nkyj4

Katarzyna Bonda: Miałam serce z kamienia. Dzięki Remiemu mogłam zdjąć zbroję

Nowa powieść Katarzyny Bondy "Miłość leczy rany" czekała na dokończenie 18 lat. Gdy początkowo chciała ją napisać, grożono jej i zhakowano dysk z materiałami. Do historii o kazachskim imigrancie powróciła w przełomowym momencie swojego życia.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Katarzyna Bonda pierwszy raz wplotła w powieść tak obszerny wątek miłości
Katarzyna Bonda pierwszy raz wplotła w powieść tak obszerny wątek miłości (Materiały prasowe)
ycipk-2nkyj4

Kamila Gulbicka, Wirtualna Polska: Dzięki akcji Wirtualnej Polski #GdybyNieKsiążka pisarze, muzycy i aktorzy podzielili się własnymi opowieściami i okładkami książek, które zmieniły ich życie. Akcja powstała z wdzięczności dla Olgi Tokarczuk, która za sprawą własnej twórczości zachęciła niejednego z nas do skierowania się ku literaturze. Wiem, że dla pani najważniejszą książką jest "Czerwone i czarne” Stendhala. A jaki tytuł napisany przez noblistkę jest dla pani szczególnie ważny i inspirujący? Którą książkę chciałaby pani polecić osobie, która nigdy nie czytała prozy Tokarczuk?

Katarzyna Bonda: Trudny wybór, bo wszystkie są absolutnie wyjątkowe. Olga jest wielkim człowiekiem. Skromna, wnikliwa obserwatorka. Ma charyzmę, ale taką milczącą. Nie musi krzyczeć, by być słyszana. Jej szept jest mocniejszy niż łoskot maszyn na pełnych obrotach. Za to bardzo ją cenię i jest to dla mnie wielki zaszczyt, że znam ją osobiście. Nie tylko z powodu Nobla, ale przede wszystkim, że zanim to się stało, miałam okazję rozmawiać z nią intymnie o tym, co ją gnębi, trapi twórczo i jakie ma marzenia, o co walczy. To sekret, którego nigdy nikomu nie zdradzę, bo jeśli ktoś mi coś mówi, wpada to jak do studni.

A gdyby miała pani wybrać jedną książkę?

ycipk-2nkyj4

Byłyby to "Księgi Jakubowe". Dla mnie takim elementem jest genialny opis błota, który zajawia opowieść. Kiedy zaczęłam czytać, wiedziałam, że muszę skończyć. Taszczyłam tę cegłę wszędzie.

Wszystko przez... błoto?

Tak już mam: Gogola kocham za szynel i za słoninę, Flauberta za trójkątną czapkę - hologram opowieści o Emmie. Dostojewskiego za scenę bicia konia, a Schiracha za dwa zdania o kluczu. Chciałabym kiedyś być zapamiętana przez taki drobny element niefabularny. Bo tak naprawdę książki nie są ważne dla nas z powodu wartkich wydarzeń, lecz z powodu tego, co uruchamiają w nas na poziomie nieświadomym. Literatura ma moc ujawnienia tych sekretów i skonfrontowania nas z nimi.

Skąd pomysł na powrót do historii sprzed kilkunastu lat i co panią w niej uwiodło?

ycipk-2nkyj4

Ta książka siedziała mi w brzuchu osiemnaście lat, choć pisałam ją zaledwie przez rok. Biorąc pod uwagę moje ślimacze tempo, to naprawdę bardzo krótko. Niemal dwie dekady temu miałam okazję poznać i porozmawiać z mordercą - masowym i niebezpiecznym przestępcą - bo tak tytułowano Unkasa (pierwowzór postaci Kereja) w aktach kazachstańskiej prokuratury. Od razu wyjaśnię - że to nie zbój, zwyrodnialec lecz najbardziej honorowy człowiek, jakiego znam.

Trudno było wejść w jego skórę?

W jakimś stopniu rozumiałam jego postawę, bo całe życie o coś walczę - w imię zasad. Wtedy miałam to szczęście, że poznałam jego ukochaną - Anię (powieściowa Tośka), która poświęciła wszystko, by uratować jego życie. W Kazachstanie zapadł na Unkasa wyrok śmierci, plemiona orzekły też zemstę krwi. Za jego głowę wyznaczono rekordową nagrodę. Poszukiwali go więc nie tylko policjanci całego świata, Interpol, ale również wynajęci w tym celu płatni zabójcy.

I to nie były przelewki. Groza była realna. Tymczasem on sam - wcale się nie ukrywając - leczył ludzi na Dolnym Śląsku i pomagał Polakom. Robił to za darmo. Ludzie go uwielbiają do dziś. Na razie nic nie spojleruję, niczego z powieści pani nie zdradziłam. To jedynie wierzchołek góry lodowej, jaką jest ta książka. Czy wystarczy, by zainteresować się tematem? Mnie wystarczyło.

ycipk-2nkyj4

Miłość? Tego jeszcze nie grali… Czytelnicy oczekiwali zmiany, czy raczej będą kręcić nosem? A może otwiera się pani na zupełnie nowych odbiorców?

Miłość jest w tej opowieści kluczem. Myślę, że gdyby nie wątek romantyczny połączony z najbardziej straszną niegodziwością, jaką może uczynić człowiek, nie ciekawiłaby mnie tak bardzo, nie trzymała za gardło tyle lat i nie przeżywałabym tak straszliwie, że nie mogę tego opowiedzieć czytelnikom. Bo o śledczych, profilerach wiem niemal wszystko. Ale o tym, jak to wygląda z drugiej strony - sprawcy - prawie nic.

Oczywiście za każdym razem czytam akta. Rozmawiałam też z kobietami, które dokonały zbrodni, kiedy pisałam książkę "Polskie morderczynie". Ale w rzeczywistości trudno było mi pojąć, że można zabić. I co chyba ważniejsze: jak z tym dalej żyć? Zagłębienie się w tę opowieść było dla mnie wejściem w świat mroczny: winy, przymusu, grozy, strachu, ale też i honoru, przejście drogi wojownika, poczucie, że jeśli ktoś łamie zasady, to mam prawo dokonać odwetu. A może nie? Miłość jest też tutaj kluczem do opowieści i sądzę, że nie mogłabym napisać tej powieści, gdybym pierwszy raz w życiu naprawdę jej nie zasmakowała.

Wikimedia Commons CC BY
Podziel się
ycipk-2nkyj4

Ostatnio było głośno o pani związku z innym sławnym pisarzem. Czy ta zmiana w prywatnym życiu wpłynęła jakkolwiek na twórczość?

Zadedykowałam Remiemu tę książkę, bo sprawił, że sama znów uwierzyłam w miłość. Piszę o tym w posłowiu i dziękuję mu za to. Kiedy pokochałam, zrozumiałam dlaczego moi bohaterowie postępują tak jak postępują... Wcześniej miałam luki fabularne, nie byłam w stanie zmieścić w sobie bardzo wielu elementów tej historii. Szło mi jak po grudzie. Był też czas, że odpuściłam temat całkowicie. Przez wiele lat byłam sama. Nie wchodziłam w relacje wcale albo się asekurowałam, czyli pozwalałam się kochać, ale sama miałam serce z kamienia. To było trudne życie. Nie ma nic straszniejszego, kiedy ktoś kocha ciebie, a ty nie możesz się zaangażować. To jest tortura.

I w końcu pojawił się Remigiusz Mróz...

Remi mnie otworzył. Zaufałam i poczułam, że mogę zdjąć zbroję Amazonki. To było arcywyzwalające. Kiedy czujesz nie tylko bliskość, ale również wzajemność, to czujesz się bezpiecznie. Wtedy - paradoksalnie - miłość pozwoliła mi odnaleźć w sobie wojownika. Nie odwrotnie. Nie idzie bowiem o walkę krwawą, o bój w kontekście używania oręża, ale odpowiedzialność. Kiedy się wie, że ta druga osoba tak bardzo zalazła za skórę, że jesteś gotów za nią zginąć. Tego nauczył mnie związek z Remim i to promieniowało na tę opowieść. Potrzebowałam tego uczucia, by móc skończyć książkę. Cokolwiek przyniesie los, zawsze będę mu za to wdzięczna.

ycipk-2nkyj4
Katarzyna Bonda i Remigiusz Mróz są parą Forum
Podziel się

Jak wygląda nawiązywanie osobistej relacji z historią? Przez rok pisania jest miejsce na inne rzeczy/opowieści ? Czy ma pani przestrzeń na cudze historie (kino, seriale, teatr)?

Jestem monotematyczna. Skupiam się na jednej rzeczy i dopóki nie skończę, nie zajmuję się niczym innym. Bardzo to lubię. Nie wyobrażam sobie innego życia. Czasami człowiek wypada z obiegu, ale za to kiedy skończę książkę, nadrabiam w dwójnasób: czytam, oglądam, spotykam się z przyjaciółmi, śpię, jem i tak dalej. Jedyną osobą, która ma priorytet nad powieścią to moje dziecko. Ono i jego życie, moje obowiązki wobec córki - nadają ramy dla mojego zapisu.

Jaka jest pierwsza rzecz, jaką pani robi po postawieniu kropki w ostatnim zdaniu powieści?

Najpierw idę z psem na bardzo długi, wielogodzinny spacer. Włączam na słuchawkach muzykę klasyczną i spaceruję, aż mój pies opadnie z sił, a okrutnik lubi sobie pobiegać i ciężko go złamać. Czuję się trochę tak, jakbym spacerowała po chmurach. Smok w postaci książki leży pokonany na moim biurku, jego truchło zaczyna tężeć, a ja wiem, że już się potwór nie ruszy i mogę bezpiecznie odetchnąć, odłożyć dzidę... Potem wracamy, robię sobie kolację, zwykle coś bardzo ostrego i w żadnym razie dietetycznego, bo odkrywam znów smak żywności. A musi pani wiedzieć, że piszę zawsze z pustym brzuchem. Nie znoszę pisać najedzona, więc po każdym zapisie bardzo chudnę. Teraz wszyscy mnie rozpytują, co mi się stało i dlaczego tak zmarniałam.

Faktycznie szczupło pani wygląda...

Nie mam wagi w domu, ale wszystkie moje pięćset sukienek wiszą na mnie jak na strachu na wróble, więc chyba to prawda - ale tak po prostu jest. Nie pamiętam, żebym ważyła 53 kilogramy nawet w liceum. Nie to, żeby mi ta sytuacja przeszkadzała. W moim wieku ludzie chodzą na siłownię, aerobiki i baseny i płacą trenerom, żeby zrzucić choć parę kilo. Cóż, mnie wystarczy dobra opowieść. Jak się już najem, idę spać i śpię po dwadzieścia godzin. Czasami całą dobę. To wspaniałe móc nie używać budzika. Teraz trudno mi zasnąć - tak bardzo jestem podekscytowana, że pokonałam tę hydrę. Kiedy nie śpię oglądam "Czarnobyl". Mocna rzecz, zwłaszcza po takim zapisie.

Za pośrednictwem social mediów poprosiła pani fanów o zaufanie, bo 30 października otrzymają inną Bondę, niż tę którą znali do tej pory. Mimo to zbrodnia i kara wciąż są obecne. Tak będzie zawsze? Czy to stały punkt, z którego pani nie zrezygnuje? Co panią pociąga w kryminale?

Mam już 42 lata. Każde słowo, które znajdziecie w mojej prozie jest nie bez powodu. Wierzę w moje historie. W każdej są tam moje emocje, przemyślenia, wnioski. Tak pracuję. Tak żyję. Tak kocham. Szczerze. I nie chcę inaczej. Kiedy do tej książki wędrowałam dokumentacyjnie po różnych mędrcach, bo oprócz zbrodni jest tam także wiele egzotyki, historii, polityki oraz wiedzy tajemnej, jeden z nich powiedział mi: "ty będziesz zawsze szczęśliwa". Zdziwiłam się, bo moje życie to nieustający front. Cały czas walczę o swoje i w kółko się przeistaczam.

Materiały prasowe
Podziel się

Obowiązkiem autora książek jest ryzykować. Cały czas zmuszać czytelnika do refleksji, a nie schlebiać gustom, czy tym bardziej odcinać kupony od już zdobytych przyczółków (czytaj grono odbiorców). Dlatego gwarantuję pani, że nie dam się nigdy zaszufladkować i zawsze będę szła swoją drogą. Może pani tę książkę nazywać jak chce, stawiać na takiej półce, jak pani uważa, ja się nie obrażę. Mnie wystarczy, jeśli pobudzę panią do przeżywania własnego życia za pomocą moich postaci. I katharsis. Tylko tyle, ale dla mnie aż tyle!

Kiedyś Polacy czytali tylko Marka Krajewskiego. Dopiero potem przyszli kolejni: Mariusz Czubaj, Zygmunt Miłoszewski, Wojtek Chmielarz. Czy polski rynek wydawniczy ma jeszcze pojemność na nowe nazwiska autorów kryminałów?

Polski rynek nareszcie wygląda światowo. Taka ilość nowych tytułów to standard na Zachodzie. W księgarni Waterstones na Piccadily w Londynie jest pięć pięter książek, a dwa z nich zajmuje sensacja. Cieszy mnie to i z zachwytem obserwuję młodą konkurencję. Dlaczego mam mieć jakieś względy, tylko dlatego, że zaczynałam 15 lat temu? Taka taryfa ulgowa mnie obraża! Na emeryturę odchodzić nie zamierzam wcale!

Ci, którzy kwękają, że przychodzą nowi, że piszą dużo, że umieją posługiwać się mediami społecznościowymi, by dotrzeć do młodego czytelnika - pokolenia Instagrama - po prostu mają kompleksy. Zamiast narzekać powinni się wziąć się do pracy i dać ludziom nową opowieść. Czytelnik wie, czy pisarz ma hart ducha czy nie. A jeśli domaga się darmowych oklasków za całokształt, to wypada mi jedynie współczuć, bo to nie ta branża. Proponuję angaż w fabryce... Tu nikt medali za zasługi nie przyznaje. Jedna książka może człowieka wynieść na parnas albo zniszczyć i wypada się z obiegu. To czytelnicy decydują o wyborze sercem i niech tak pozostanie. Nic innego się nie liczy. Książki to przecież emocje.

Archiwum prywatne
Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-2nkyj4

ycipk-2nkyj4
ycipk-2nkyj4