ycipk-1oxizt

Jonasz Kofta: Umierał na oczach bliskich. Przyjaciele myśleli, że żartuje

Nagła śmierć Jonasza Kofty do dziś budzi kontrowersje. Co zdumiewające, 45-letni artysta przeczuwał własny koniec, o czym często mówił w rozmowach z przyjaciółmi oraz w tekstach.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jonasz Kofta był uosobieniem typu romantycznego bohatera
Jonasz Kofta był uosobieniem typu romantycznego bohatera (Materiały prasowe)
ycipk-1oxizt

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka publikujemy fragment pierwszej biografii Jonasza Kofty - poety, kabareciarza i twórcy kultowych muzycznych przebojów. "Jego portret. Opowieść o Jonaszu Kofcie" to historia, która poruszy serca fanów i pomoże zrozumieć nieuchwytną naturę romantycznego artysty.

Ostinatio determinare

"Kiedy usłyszałam po raz pierwszy 'Czekamy na wyrok' – zamurowało mnie. Przecież to tekst o przeczuciu śmierci!" – mówi Małgorzata Terlecka-Reksnis.

ycipk-1oxizt

W tej piosence Jonasz daje wyraz swojemu pesymizmowi, swojej depresji. Wyrok kojarzy się z chorobą, fatalną diagnozą stanu zdrowia. Kofta żyje w strachu przed powrotem nowotworu nawet wtedy, gdy lekarze zapewniają go, że jest to raczej niemożliwe, opowiada znajomym, że znowu jest chory.

Zastanawiają mnie "pancerne motyle", które pojawiają się w tej piosence. Kojarzą mi się z wierszem Agnieszki Osieckiej, która po śmierci Zbigniewa Cybulskiego pisała: "a myśleliśmy, że jesteśmy nieśmiertelni, pancerne motyle!".

Osiecka utożsamiała się z ludźmi ze swego pokolenia. Wiadomość o śmierci aktora była dla niej równoznaczna z uświadomieniem sobie własnej śmiertelności. "Pancerne motyle" – tak nazwała swoje pokolenie, które okazało się ułomne. Śmiertelne. Kiedy 24 grudnia 2018 r. zmarł Ryszard Marek Groński, kolega Jonasza Kofty z kabaretu Pod Egidą, Daniel Passent napisał na swoim blogu: "Należał do pokolenia «pancernych motyli» – Jonasza Kofty, Agnieszki Osieckiej, Wojciecha Młynarskiego, Krzysztofa Teodora Toeplitza".

Jonasz, podobnie jak Osiecka, odczuwa przemijanie czasu, własną śmiertelność, ułomność ciała podatnego na chorobę. Trudno mu zaakceptować starzenie się. Zdaje się, że cierpi na depresję nie tylko z powodu choroby, jest też przygnębiony rzeczywistością lat osiemdziesiątych, niemożnością wypracowania nowej formuły artystycznej, znalezienia miejsca na własny kabaret.

ycipk-1oxizt

SPATiF

W styczniu 1988 r. Jonasz prawie wcale nie bywa w domu, na Grotach. Zmienia miejsca. Pomieszkuje u Jerzego Ciesielskiego. Albo u Antoniego Kopffa. "Mieszkał tu. Siedzieliśmy i pisaliśmy rozmaite rzeczy, piliśmy wódkę. Nie mógł jeść, był potwornie chudy. Jadał tylko zupy, lekkie rzeczy…" – mówi kompozytor.

Kofta próbuje pracować. Od reżysera Jerzego Hoffmana dostaje ciekawą propozycję napisania scenariusza do filmu, który twórca Potopu ma zrealizować we Francji. Opowiada o tym znajomym, jest dumny, że twórca tej klasy zaproponował mu współpracę. Ale jakoś nie może zabrać się do pisania. Hoffman wysyła błagalne telegramy z prośbą o wiadomość, ale nie wie, że nie docierają one do Jonasza, bo wysyła je na Kocjana, gdzie Kofty od dawna nie widziano.

Na przełomie stycznia i lutego Jonasz zjawia się na Grotach. Jest w bardzo złym stanie – zaniedbany, niedożywiony i wycieńczony alkoholem. Wie jednak, że bez względu na okoliczności zawsze może wrócić. I wraca: zawstydzony porażką w walce z nałogiem, zmęczony trybem życia, jaki wiedzie od kilku lat.

ycipk-1oxizt

"Po kolacji usiedliśmy przy stole z herbatą. Powiedział wtedy: «Jaguśka, a może zaczęlibyśmy wszystko od nowa?»". Postanawia też, że za wszelką cenę przez tydzień nie będzie wychodził z domu. Chce odpocząć, zregenerować siły. Gdy jednak dzwoni Jerzy Hoffman, proponując spotkanie w sprawie scenariusza, Jonasz postanawia pojechać do niego, mimo że Jaga namawia go, by odłożył plany zawodowe na później, przecież to może poczekać. Kofta wychodzi z domu i tego dnia nie wraca już na Groty. Gdzie spędza noc? Nie wiadomo. Może u Antoniego Kopffa, który twierdzi, że przyjaciel mieszkał u niego przez dwa ostatnie tygodnie życia, a może u Jerzego Ciesielskiego? Może na tę noc zatrzymał się u matki, na Mokotowskiej?

Zobacz też: Justyna Kopińska: "Sprawiedliwość jest dla tych, których stać"

Wiadomo na pewno, że następnego dnia, 4 lutego 1988 roku, Jonasz umawia się do SPATiF-u na wywiad z dziennikarką Martą Sztokfisz. Przychodzi tam wczesnym popołudniem, tuż przed porą obiadową. Na miejscu spotyka znajomych, stałych bywalców. Kogo dokładnie? Nie wiem. Nikt z moich rozmówców nie przyznaje się, że tego fatalnego dnia był świadkiem wypadku Kofty. W domowym archiwum zachowały się szkice do scenariusza tego filmu, co sugeruje, że prace nad wspólnym projektem Kofty i Hoffmana były dość zaawansowane. SPATIF w porze obiadowej jest pełen ludzi. Kofta wchodzi, wita się, opowiada anegdoty.

I pije. Kiedy zjawia się młoda dziennikarka, która prosi o autoryzowanie wywiadu, jest już podpity. Siadają przy stoliku, nieopodal towarzystwa, z którym godzinę wcześniej witał się i wznosił toasty. Różne są wersje tego, co zdarzyło się później.

ycipk-1oxizt

Kofta zamawia jedzenie. Od dawna marzy, żeby wreszcie zjeść coś, co naprawdę lubi. Może "sztukamięs" z sosem chrzanowym, jego ulubione danie, a może golonkę z kapustą? Od dawna nie może jeść takich potraw. Od czasu, kiedy zachorował na raka ślinianek i podjął radioterapię, ma zniszczony przełyk, trudności z połykaniem, a sztuczna ślina, którą Jaga sprowadza dla niego z zagranicy, nie zawsze pomaga. I nie zawsze jest. Od dawna Kofta jada zazwyczaj zupy, koktajle, papki. Tego dnia postanawia, że zje wreszcie coś, na co od dawna ma ochotę. Ludzie opowiadali potem, że była to golonka. Ktoś inny, że to nie była golonka, tylko że Kofta zakrztusił się ziemniakami. Ktoś inny pisał z kolei, że była to skórka chleba. To nie ma przecież żadnego znaczenia.

Dość, że połyka kęs, którym się zakrztusza. Kęs, który okazuje się śmiertelny. Jonasz krztusi się, traci przytomność i osuwa się z krzesła, na którym przed chwilą jeszcze siedział, rozmawiając z Martą Sztokfisz. Dziennikarka pewnie nie wie, co się dzieje. Czy stracił przytomność, ponieważ się upił?

Przestraszona, zabiera swoje rzeczy ze stolika i wychodzi pospiesznie ze SPATiF-u. W klubie panuje ogólna wesołość – ktoś wznosi kolejny toast, ktoś inny opowiada dowcip lub anegdotę, toczą się rozmowy, mnożą się plotki, jest gwarno i tłoczno. "Kiedy w ten fatalny dzień Jonasz spadł z krzesła i stracił przytomność, wszyscy się podobno śmiali, myśleli, że to kolejny żart… Zapomnieli, że siedzą z człowiekiem naprawdę chorym…" – mówi Dorota Jovanka Ćirlić.

Materiały prasowe
Podziel się
ycipk-1oxizt

Z początku nikt nie zwraca uwagi na Jonasza leżącego pod stołem. Nie on pierwszy i nie ostatni. Zwłaszcza w SPATiF-ie. Ale ktoś (kto?) zauważa, że Kofta staje się siny. Dopiero wtedy podnosi się wrzawa. Ludzie krzyczą, że to zawał, inni szukają na sali lekarza, wzywają pogotowie. Ktoś próbuje Jonasza reanimować – Zofia Czerwińska opowiadała, że to aktor Ryszard Pietruski, Jaga Kofta twierdziła z kolei, że "pijany lekarz masował mu serce z prawej strony. Gdyby wyjęli to, co wpadło do przełyku, może by przeżył".

"Wydaje mi się, że gdyby ktoś rozsądny pobiegł na drugą stronę ulicy, do restauracji Pod Lwami, gdzie często przesiadywali lekarze, i sprowadził któregoś z nich, nie skończyłoby się to tragicznie. Szybka pomoc uratowałaby mu życie" – mówi Krzysztof Paszek.

Karetka pogotowia przyjeżdża dość szybko, ale i tak jest już za późno. Jeden z lekarzy stwierdza zgon, drugi reanimuje Jonasza i przywraca go do życia, ale – jak się potem okaże – Kofta ma uszkodzony pień mózgu. "To jest skandal, że jemu dano umrzeć – mówi w rozmowie ze mną Roman Ziemlański. – Nie mogę tego zrozumieć: dlaczego nikt w SPATiF-ie mu nie pomógł? Przecież tam byli jego koledzy! Jak oni mogli dopuścić do tego, by udusił się na ich oczach? Postawa tych, którzy przy tym byli, była, grzecznie mówiąc, skandaliczna. To nieważne, czy on był wówczas trzeźwy, czy się napił. Dlaczego nikt mu wtedy nie pomógł?".

"Boję się, że nawet gdyby go odratowali, zrobiłby później coś podobnego – mówi Piotr Kofta. – On szukał śmierci, a sam nie potrafił rozwiązać tej sprawy. Opowiadał, że ma przerzuty, chociaż ich nie miał".

Zobacz też: "Miłość zaczyna się od miłości". Kamil Sipowicz publikuje zeszyty Kory

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-1oxizt

ycipk-1oxizt
ycipk-1oxizt