Trwa ładowanie...

Homoseksualizm a Kościół katolicki. "Bóg nie potępia, ale wyznacza drogę"

Film "Wszystkie nasze strachy" o wiejskim artyście, geju i katoliku w jednym, zdobył główną nagrodę na Festiwalu w Gdyni. Ta opowieść oparta na faktach wzbudziła na nowo dyskusję o stosunku Kościoła do osób LGBT. Wiele z nich pozostaje we wspólnocie, która nazywa czyny homoseksualne grzechem, zepsuciem i nieuporządkowaniem. Dominikanin Tomasz Grabowski tłumaczy, dlaczego tak się dzieje i jak właściwie rozumieć katolicyzm w odniesieniu do LGBT.

Share
Daniel Rycharski, główny bohater filmu Wszystkie nasze strachy, z nagrodą Złote Lwy zdobytą na FPFF w GdyniDaniel Rycharski, główny bohater filmu Wszystkie nasze strachy, z nagrodą Złote Lwy zdobytą na FPFF w Gdyni
d2e7fex

"Wszystkie nasze strachy" to opowieść o artyście Danielu Rycharskim (Dawid Ogrodnik), który mieszka i tworzy w swojej rodzinnej wsi na Mazowszu. Jego sztuka jest mocno zakorzeniona w wierze i symbolice katolickiej. Sam Rycharski, homoseksulista, przez wiele lat uważał się za katolika, by z czasem skłonić się ku teologii "bezreligijnego chrześcijaństwa".

Oparta na faktach historia Rycharskiego jest kolejnym przyczynkiem do dyskusji na temat osób utożsamiających się ze społecznością LGBT i tego, jak są postrzegane przez Kościół katolicki. Czego naucza Katechizm, a jak w praktyce jest realizowane przykazanie miłości względem każdego człowieka – ale nie grzechu, który popełnia.

W tym kontekście przypominamy rozmowę z dominikaninem Tomaszem Grabowskim OP, prezesem wyd. W Drodze, która ukazała się w 2020 r. Wywiad został przeprowadzony po głośnej wypowiedzi Andrzeja Dudy o "ideologii LGBT", ale także po polskiej premierze książki pod wymownym tytułem: "Stworzeni do miłości. Skłonności homoseksualne i Kościół katolicki"

Dawid Ogrodnik jako Daniel Rycharski Materiały prasowe, fot. Jarosław Sosiński
Dawid Ogrodnik jako Daniel RycharskiŹródło: Materiały prasowe, fot. Jarosław Sosiński

Jakub Zagalski: W słowach autora książki "Stworzeni do miłości", amerykańskiego księdza, wybrzmiewa to, że zamiast "gej" czy "lesbijka" używa określeń typu: "osoby o skłonnościach homoseksualnych", "osoby identyfikujące się jako geje/lesbijki". Dlaczego z katolickiego punktu widzenia jest to tak bardzo istotne?

d2e7fex

Tomasz Grabowski OP: W nauczaniu Kościoła seksualność jest bardzo istotnym elementem tożsamości. Ale nie jest fundamentem tożsamości. Fundamentem jest fakt, że człowiek został stworzony przez Boga, jest Jego dzieckiem dzięki pojednaniu z Bogiem Ojcem dokonanym przez Chrystusa na krzyżu. Jako kobieta, mężczyzna, także jako osoba, która ma trudność określenia swojej płci, czy przeżywania swojej płci zostałem pojednany z Ojcem.

W sporze publicznym nie dostrzegamy przesunięcia, uczynienia z seksualności fundamentu, a nie elementu tożsamości. Każdy z nas musi sobie odpowiedzieć na pytanie, jaką rolę w jego życiu pełni seksualność i jak chce ją kształtować. Dlatego Kościół mówi o skłonnościach czy preferencjach seksualnych, a nie definiuje człowieka przez to, jak siebie określa w stosunku do seksualności.

Częstym zarzutem, mającym wskazywać na rzekomą pogardę Kościoła w stosunku do osób o skłonnościach homoseksualnych, jest język używany w oficjalnych pismach, Katechizmie. Kościół katolicki wyraźnie mówi o "zepsuciu" i "obiektywnym nieuporządkowaniu" w kontekście nie samego homoseksualizmu, ale aktów homoseksualnych. Jak, posługując się takim językiem, można przekonać nieprzekonanych?

Pamiętajmy, że w Kościele są osoby homoseksualne, czy takie, które przeżywają jakieś zamieszanie co do określenia swojej tożsamości, lub inne trudności w obszarze seksualności. To nie jest temat, który dotyczy tylko osób spoza Kościoła. Określenia przytoczone z Katechizmu czy innych dokumentów nie są wiadomością wysyłaną z Kościoła: "u nas takich osób nie ma". One są, przyjmują sakramenty, spowiadają się, przeżywają trudności. Dlaczego jest możliwe, że ktoś taki może swobodnie żyć w Kościele? Ponieważ nie kształtuje swojego życia, zaczynając od rzeczy drugiej, tylko od fundamentu — bardziej zmaga się o pozostanie w jedności z Bogiem, dlatego nie idzie za każdym porywem seksualności.

d2e7fex

Myślę, że zaczynanie rozmowy z osobą spoza Kościoła od tego, że jej seksualność jest nieuporządkowana, można porównać do osoby, która próbuje zrozumieć rachunek różniczkowy, nie umiejąc rozwiązywać prostych wielomianów. Zacznijmy od rzeczy pierwszych. Od zrozumienia, że każdy jest osobą pokochaną przez Boga. Sam fakt, że jesteśmy, oznacza, że Bóg z nas nie rezygnuje, nie przekreśla nikogo. Nie mówi do kogokolwiek: "już nie ma dla ciebie drogi innej niż potępienie". Najpierw usłysz to, że jesteś pokochany i chciany. I dopiero później zastanawiaj się, jak tę miłość przyjąć i według niej ukształtować swoje życie.

Co ciekawe, w Ewangelii jest jeden fragment na temat osób, które są niezdolne do małżeństwa. Jest tam użyte greckie słowo "eunuch" – w tamtym czasie mogło oznaczać impotenta, kogoś niezdolnego do podjęcia życia seksualnego, ale możemy je odnieść do osób, których nie pociąga druga płeć i dlatego nie są zdolne podjąć małżeństwa. Jezus nie przekreśla tych osób. Mówi, że dla nich też jest droga - mogą być bezżenni dla Królestwa. Jeżeli rozpoznasz, że Bóg ciebie pokochał i ciebie chce, i stworzył cię do miłości, nawet jeśli rozpoznajesz w sobie pragnienia seksualne do osób tej samej płci, to jest dla ciebie szansa na to, żebyś przeżył Bożą miłość. Jeżeli ona będzie fundamentem twojego życia, to reszta według tego zostanie poukładana. Co wcale nie znaczy, że te skłonności znikną.

Do wiernych, a zwłaszcza ludzi spoza Kościoła nie zawsze dociera pozytywny przekaz. Ostatnio hasło "Kościół i homoseksualizm" kojarzy się przede wszystkim ze słowami abp Marka Jędraszewskiego o "tęczowej zarazie".

To jest właśnie kłopot, że w zależności od tego , gdzie przyłożymy ucho, usłyszymy takie czy inne sformułowania. Wydaje mi się, że w naszym Kościele wciąż brakuje jednolitej, prostej narracji skierowanej do osób o skłonnościach homoseksualnych. W jednym miejscu można usłyszeć rzeczy odpychające, a w innym postulaty zmiany nauczania Kościoła. Jedno i drugie jest ślepą uliczką.

Zobacz: "Zdarzają się różne prośby". Ksiądz o funkcjonowaniu okna życia

Biskup kościoła ewangelicko-augsburskiego Jerzy Samiec wykorzystał słowa Chrystusa ("Kto wami gardzi, Mną gardzi") w stosunku do osób identyfikujących się jako LGBT. Jezus rzeczywiście utożsamia się z osobami, które są w jakichś trudnościach, na marginesie społecznym. Sporo duszpasterzy potrafi okazać serce osobom zmagającym się z trudnościami seksualnymi bez uchylania nauczania Kościoła, ponieważ Kościół zawsze uczył o oddzieleniu człowieka od popełnionych (czas przeszły) przez niego czynów.

d2e7fex

Cały czas mam nadzieję, że w najbliższym oświadczeniu biskupów do osób, które identyfikują się jako geje, lesbijki itd., usłyszymy: "zapraszamy was do Kościoła". Ponieważ jest tu dla was miejsce, nie jesteście grzesznikami większymi niż my. Owszem, przeżywacie trudności, ale Kościół nie jest dla osób, które ich nie przeżywają.

Ludzie o skłonnościach homoseksualnych są we wspólnocie, chodzą do spowiedzi. Co mogą od ojca usłyszeć w konfesjonale?

To zależy, z czym do mnie przychodzą i w jakim momencie swojego życia się znajdują. Staram się zawsze mówić jedną rzecz, że seksualność jest jednym z elementów tożsamości. Cała sztuka polega na tym, żebyś przeżył swoje życie twórczo, w szczęściu i czystości. Jeśli jesteśmy w stanie z taką osobą rozpoznać, jak można żyć w spełnieniu będąc samotnym, to jesteśmy na dobrej drodze. Oczywiście zdarzają się osoby, które mówią: nie jestem w stanie żyć sam. Tu jest trudniej, ale nieraz okazuje się, że dotykając takich spraw jak poczucie własnej wartości, smutek czy doświadczone krzywdy, pragnienie bycia z kimś jesteśmy w stanie tak ukształtować, żeby się nie przeradzało w aktywność seksualną. To też jest droga. Chrystus nie zakazuje przyjaźni, ale trzeba być na tyle dojrzałym, by ta przyjaźń nie stała się powodem grzechu.

Chciałem jeszcze jedną rzecz zaznaczyć, ponieważ skupiamy się na kwestiach współżycia mężczyzn czy kobiet ze sobą nawzajem i czasem w tych dyskusjach pojawia się jako argument potępiający fragment z Listu do Koryntian. Gdzie jest napisane wprost, że mężczyźni współżyjący ze sobą nie odziedziczą królestwa Bożego. Natomiast całe zdanie, które św. Paweł wypowiada, brzmi: "Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego" (1 Kor 6, 9-10). Tutaj jest wymienionych dziesięć różnych kategorii ludzi.

droga Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

W których mieści się zapewne większość katolików.

Oby nie! Niemniej, jeśli ja jestem chciwy, to jestem w takiej samej sytuacji jak mój brat, który przeżywa związek homoseksualny. Czyli ocena naszych czynów jest podobna. Jeden i drugi czyn sprawia, że nie jestem godny królestwa Bożego. Łatwiej przyszło nam okazać współczucie ludziom chciwym, pijakom czy rozpustnikom, a trudniej jest nam wygenerować tę samą postawę wobec homoseksualistów. Wszystkich obowiązuje ta sama norma. Jeżeli chcesz być w królestwie, by Bóg panował nad twoim życiem, sorry, ale każdy grzech trzeba odsunąć od siebie. To trochę demitologizuje grzech współżycia homoseksualnego.

d2e7fex

Oczywiście dokumenty Kościoła powiedzą, że akty homoseksualne są działaniem w kontrze do tego, jak zostaliśmy stworzeni. Każdy grzech jednak (np. aborcja) też jest działaniem przeciwko naturze w jakiej zostaliśmy stworzeni. Niech mnie nie gorszy to, że mój brat czy siostra grzeszą inaczej niż ja. Te same normy i wymagania należy stosować do siebie i do innych.

Tomasz Grabowski OP (ur. 1978) - dominikanin, czyli kaznodzieja, ceniony rekolekcjonista, duszpasterz, od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze, członek Rady Prowincji.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d2e7fex
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2e7fex
d2e7fex