Trwa ładowanie...

Ekspert nie ma wątpliwości. Rosja robi dziś to samo, co w Polsce w 1939 r.

Rosja się nie zmieniła: na terenach okupowanych w Ukrainie prowadzi bardzo podobną politykę do tej, którą stosowała w Polsce po 17 września 1939 r. - opowiada Wojciech Harpula, ekspert od spraw wschodnich.

Share
Zdaniem jednego z ekspertów Władimir Putin popełnił bląd strategiczny w 2014 r., gdy zaatakował KrymZdaniem jednego z ekspertów Władimir Putin popełnił bląd strategiczny w 2014 r., gdy zaatakował KrymŹródło: fot. Getty
dxmpvrv

Represje, tortury, wywózki - to wszystko spotkało polską ludność po wkroczeniu Armii Czerwonej na wschodnie tereny II RP. O tym, że podobne działania odbywają się dziś na terenach zajętych przez rosyjską armię w Ukrainie, w rocznicę inwazji z 17 września 1939 r., opowiada Wojciech Harpula, dziennikarz i publicysta, specjalizujący się m.in. w tematyce rosyjskiej, autor książki "Czy diabeł mieszka na Kremlu?", wydanej przez oficynę Wielka Litera. 

Przemek Gulda: W swojej książce stawiasz mocną, ale ryzykowną tezę, że to, co robią Rosjanie na terenach okupowanych w Ukrainie jako żywo przypomina działania na ziemiach zajętych przez Armię Czerwoną po 17 września 1939 r. Na czym polegają te podobieństwa? 

Wojciech Harpula: Tę tezę stawia jeden z moich rozmówców, politolog i historyk, dr hab. Daniel Boćkowski z Uniwersytetu w Białymstoku. Jako naukowiec bardzo długo był skupiony na jednym temacie – sowieckiej polityce okupacyjnej wobec zachodniej Białorusi, czyli części terenów II RP zajętych 17 września 1939 r. przez ZSRR. Spędził tysiące godzin nad aktami. Przeczytał większość dokumentów tworzonych na poziomie obwodów i regionów. Widział, jak ten opresyjny system funkcjonował w praktyce.

dxmpvrv

W jaki sposób Sowieci zabierali się do instalowania swojej władzy, jak pacyfikowali wszelki opór, zastraszali społeczeństwo i urabiali je na swoją modłę. Według niego rosyjski plan na ukraińską inwazję wyglądał tak samo, jak założenia, które realizowali radzieccy generałowie 17 września 1939 r., prowadząc swoje wojska w "wyzwoleńczym pochodzie" na polskie Kresy. To, co widzieliśmy po ataku na Ukrainę jest w zasadzie kopią rozwiązań wypracowanych kilkadziesiąt lat temu, gdy nad Kremlem powiewała flaga z sierpem i młotem. Świat od tego czasu bardzo się zmienił, a w Rosji – jakby czas się zatrzymał.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz: Wystawiony Putin. Dyplomata: To było wystudiowane

Co o tym świadczy?

Po wkroczeniu na wschodnie ziemie Rzeczpospolitej od razu rozpoczęły się represje wobec wojskowych, oficerów, ziemian, urzędników. Zakładano zniszczenie lub neutralizację warstwy przywódczej – wszystkich, którzy mogliby przeciwstawiać się nowej władzy. Na zachodniej Białorusi i Ukrainie miał zostać zdrowy, wyzwolony spod "jaśniepańskiego" jarzma lud, gotowy paść w objęcia Moskwy. Czy nie to samo chciała zrobić armia rosyjska na Ukrainie? Ich inwazja miała wyzwolić Ukraińców od "nazistowskiego reżimu". Gotowe były listy proskrypcyjne.

dxmpvrv

Najbardziej niebezpieczni z punktu widzenia Rosji politycy, wojskowi, urzędnicy czy intelektualiści zostaliby zamordowani lub wywiezieni w głąb Rosji. Spacyfikowane i zastraszone społeczeństwo zgodziłoby się na zainstalowanie w Kijowie marionetki Putina. Później być może odbyłoby się "referendum" lub "wybory" do Rady Najwyższej Ukrainy – po to, by zalegalizować nowy porządek. Tak samo jak sfałszowane "wybory" w październiku 1939 r. na zachodniej Białorusi i Ukrainie.

Ale ten plan się nie powiódł i Rosja skupiła się na próbie zajęcia i aneksji całego Donbasu i południowej Ukrainy. Jakie działania, mające na celu przejęcie tych ziem, prowadzi dziś rosyjska administracja? 

Kreml początkowo planował wdrożyć na Chersońszczyźnie schemat zastosowany w 2014 r. w Donbasie, czyli stworzyć tam tzw. republiki ludowe. Opór ludności ukraińskiej spowodował, że zrewidował te plany. Od maja przedstawiciele władz rosyjskich coraz częściej mówili o aneksji tych obszarów, odwołując się do historii Imperium Rosyjskiego i powstałych w 1802 r. guberni taurydzkiej i chersońskiej. Integralną częścią Rosji miałyby też stać się samozwańcze republiki ludowe – Doniecka i Ługańska – wraz z zajętymi od początku agresji terytoriami Donbasu. W zamyśle Kremla aneksję wschodu i południa kraju miałyby potwierdzić "referenda". Ich termin już kilkakrotnie przesuwano i miejmy nadzieję, że ostatnie sukcesy armii ukraińskiej zniweczą te plany.

Jak wyglądają dziś działania rosyjskiej administracji na zajętych terenach?

Trzeba wyraźnie rozgraniczyć Donbas i Chersońszczyznę. W Donbasie ukraińskie władze lokalne na zajętych przez Rosjan terenach stawiano przed wyborem podporządkowania się lub aresztowania i internowania na terytorium Federacji Rosyjskiej. W przypadku odmowy współpracy separatyści w Doniecku i Ługańsku wyznaczali nowych przedstawicieli tzw. samorządów w oparciu o kolaborantów – często osoby skompromitowane i nieposiadające autorytetu wśród społeczności. W Donbasie z przestrzeni publicznej usuwa się ukraińskie nazwy i oznaczenia, a w ich miejsce instaluje rosyjskie. Sporo uwagi poświęcono indoktrynacji młodzieży.

dxmpvrv

Nauczyciele zostali postawieni przed wyborem całkowitego porzucenia ukraińskiego programu nauczania i realizacji jego rosyjskiego odpowiednika lub porzucenia pracy i opuszczenia miejsca zamieszkania. Propaganda eksploatuje też wątek odbudowy Donbasu po zakończeniu wojny i przyłączeniu go do Rosji. Powtarza deklaracje Kremla o wpompowaniu w Donbas 1,5 biliona rubli, czyli około 24 mld dolarów. Na razie Moskwa wysłała tam kilkadziesiąt ciężarówek, betoniarek i spychaczy oraz 300 specjalistów. Nie wiemy, czy jeszcze są w Donbasie. Być może już ewakuowali się z powrotem.

Na Chersońszczyźnie sytuacja wygląda inaczej?

Tam zdecydowanie utrzymują się nastroje antyrosyjskie. Skala dobrowolnej współpracy jest relatywnie niska - według SBU zidentyfikowano około pięciu tysięcy czynnych kolaborantów. Ci najbardziej aktywni są zresztą zabijani lub zastraszani przez ukraińskie służby specjalne lub ruch oporu. Okupanci oparli się na skompromitowanych działaczach prorosyjskiej partii "Opozycyjna Platforma – Za Życie", co nie sprzyja akceptacji "nowych władz" przez wrogo nastawione społeczeństwo. Dlatego okupanci wciąż utrzymują administracje wojskowe, co oznacza, że dominującą rolę w zarządzaniu odgrywają wojskowi i służby specjalne z Rosji. 

dxmpvrv

Według planu Rosjan aneksję miała poprzedzić szybka rusyfikacja zajętych terenów. Wprowadzono mechanizmy stosowane od wielu lat w Donbasie. Wycofano z obiegu hrywny, narzucono czas moskiewski, wprowadzono usługi telekomunikacyjne rosyjskich operatorów i rosyjskie media, odcięto kontakty gospodarcze z Ukrainą, rozpoczęto wypłacanie świadczeń socjalnych w rublach. W miejscowym szkolnictwie wdrożono opracowany w Moskwie program nauczania. Wymusza się też używanie języka rosyjskiego.

Jak zachowują się rosyjscy żołnierze? Jak układają się ich relacje z miejscową ludnością?

Tego dowiemy się, gdy armia ukraińska wyzwoli okupowane tereny. Mając w pamięci obrazy z Buczy czy Irpienia, można mieć najgorsze obawy. Wiadomo, że okupanci bezwzględnie traktują miejscową ludność o proukraińskich poglądach. Specjalne oddziały wojskowe rewidują domy w przejętych miejscowościach, poszukując aktywistów i weteranów wojny w Donbasie. Ludzi tych zatrzymuje się pod zarzutem udziału w rzekomych zbrodniach wojennych. Słyszymy o obozach filtracyjnych, w których dochodzi do tortur i brutalnych przesłuchań. Nieprzychylni okupacji są deportowani do Rosji lub "znikają". To brutalna okupacja. Trudno zatem spodziewać się, żeby miejscowa ludność witała "chlebem i solą" sołdatów Putina. Funkcjonowanie ruchu oporu na Chersońszczyźnie świadczy, że jest odwrotnie.

Czy prowadzone są działania na tle etnicznym, podobne do tych z 1939 r.: wywózki, pozbawianie praw i mienia? 

Niestety, władze w Kijowie podają, że od początku agresji w głąb Rosji wywieziono ok. 1,2 mln Ukraińców, w tym ponad 200 tys. dzieci. Wystarczyło skorzystać z "korytarza humanitarnego", by trafić do obozów filtracyjnych, rozmieszczonych głównie na terytoriach kontrolowanych przez prorosyjskich separatystów w Donbasie. Obsługują je oficerowie FSB, tak jak kiedyś NKWD. Tam Ukraińcom odbierane są dokumenty i telefony, pobierane dane biometryczne. Funkcjonariusze sprawdzają też ich konta w sieciach społecznościowych, bazy kontaktów i to, czy nie mają podejrzanych tatuaży.

dxmpvrv

Po przesłuchaniu Ukraińcy otrzymują nowe dokumenty i karty SIM i są przewożeni w głąb Rosji, głównie na Daleki Wchód. Tam kierowani są do pracy, a gdy ją przyjmują, mają zakaz opuszczania regionu przez dwa lata. To stara i sprawdzona metoda. W głąb ZSRR deportowano wielokrotnie setki tysięcy obywateli własnych i sąsiednich państw. W czasie II wojny światowej na Sybir trafiło ponad 140 tys. Polaków. Przymusowo wysiedlano też Ukraińców, Tatarów krymskich, Czeczenów, Inguszy. Osiedlano ich w wyznaczonych osadach bez prawa powrotu i z przymusem pracy. To kolejny dowód na to, że Rosja się nie zmienia. Stosuje wzorce opracowane i wdrażane jeszcze w czasach Stalina.

Skoro tak, to czy można się spodziewać, że gdzieś odbywa się właśnie powtórka z Katynia? 

W sensie dosłownym – nie. Na szczęście Rosjanie nie wzięli do niewoli takiej liczby ukraińskich oficerów. Czy są zdolni do znęcania się nad jeńcami i zabijania ich? Przykład Ołeniwki, gdzie Rosjanie ostrzelali obóz filtracyjny, w którym znajdowali się ukraińscy jeńcy dowodzi, że tak. Podobnie jak makabryczne filmy, na których widać, jak Rosjanie znęcają się nad ukraińskimi wojskowymi.

Jak głęboko mogą sięgnąć przemiany dokonujące się dziś przez Rosjan na terenach okupowanych? Czy po ich odzyskaniu Ukraina będzie miała problemy z ich integracją z resztą państwa? 

Nie wiemy, jak długo będzie jeszcze trwać okupacja, ale na razie nic nie zapowiada trwałej integracji z Rosją zajętych przez Moskwę terytoriów. Można spodziewać się, że jeżeli armia ukraińska je odbije, stosunkowo szybko zacznie tam funkcjonować administracja i rozpocznie się szybki demontaż rosyjskich "porządków". Po prostu znowu zacznie działać tam państwo ukraińskie. Pamiętajmy, że atak Rosji niesłychanie skonsolidował Ukraińców. To widać już było w 2014 r. Jeden z moich rozmówców w książce, prof. Jakub Potulski uważa wręcz, że interwencja na wschodzie Ukrainy, do której wtedy doszło, była największym błędem strategicznym, jaki popełnili wówczas Rosjanie.

dxmpvrv

Dlaczego?

Rosjanie tam utknęli i zniszczyli region, który był obszarem rosyjskojęzycznym, o bardzo specyficznej tożsamości. Podczas meczu mistrzostw Europy w Doniecku kibice wywiesili na trybunach wielką flagę z napisem "Tu jest Rosja". Cały wschód Ukrainy mówił po rosyjsku i w większości głosował na polityków prorosyjskich. Przy ich pomocy Rosja mogła oddziaływać na politykę zachodniego sąsiada. Putin, interweniując zbrojnie w Donbasie i stawiając na czele pseudopaństwowych struktur przestępców, zraził do siebie dużą część rosyjskojęzycznej ludności Ukrainy i pozbawił się instrumentu wpływania na państwo ukraińskie.

Mieszkańcy Odessy i Charkowa zaczęli się wtedy uczyć ukraińskiego, bo uznali, że nie chcą mieć z rosyjskością nic wspólnego. Ten atak skonsolidował społeczeństwo ukraińskie. A obecna inwazja i rosyjskie zbrodnie na Ukrainie dopełniła dzieła integracji narodu. Ukraińcy obronili niepodległość i z sukcesami stawiają czoła rosyjskiej armii. Dziś wykuwają się nowe ukraińskie mity narodowe, które będą żywe przez setki lat, do których będą się odwoływać nowe pokolenia. Niezależnie od tego, jak długo potrwa jeszcze wojna i jak się zakończy, w tym sensie Ukraińcy tę wojnę już wygrali. Dzięki swojej postawie zyskali mocny fundament pod budowę nowego, lepszego państwa – oby na trwałe wpisanego w struktury europejskie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
dxmpvrv
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
dxmpvrv
dxmpvrv