Trwa ładowanie...

Afera Rywina. To wtedy wykluł się pomysł IV RP

Afera Rywina była punktem zwrotnym w dziejach "Gazety Wyborczej”, a zarazem punktem zwrotnym w życiu Adama Michnika. Odsłaniając kulisy powiązań tego środowiska z rządem Millera i z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, w tym także sposób zabiegania ludzi Agory o interesy ich firmy, nadwątliła ten obraz środowiska, które ono samo wykreowało.

Share
Adam Michnik w roku 2003
Adam Michnik w roku 2003Źródło: AKPA
d2h7d3y

Premiera książki ukazującej jednego z najbardziej znanych architektów przemian polskiej rzeczywistości zaplanowana została na 15 marca 2021 r.

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Zona Zero prezentujemy fragment biografii Adama Michnika "Demiurg", napisanej przez Romana Graczyka.

Odkąd "Gazeta” była w posiadaniu nagrania propozycji Rywina, zaczął bić zegar dla sprawy ujawnienia tej propozycji na jej własnych łamach. Jak wiemy, zajęło to długie pięć miesięcy, w czasie których Agora dalej negocjowała (jawnie i poufnie) korzystny dla niej kształt ustawy. Później szefowie "GW” podawali powody, dla których tak długo opóźniano publikację. Pierwszy taki, że prowadzono śledztwo dziennikarskie. (...) Drugi powód zwłoki był polityczny: finalizowane były wtedy negocjacje o warunkach wstąpienia Polski do UE, Adam Michnik zaś nie chciał w żaden sposób obniżyć pozycji negocjacyjnej premiera. (...)

d2h7d3y

Jest zima 2002/2003. Rezonans tekstu Smoleńskiego [Paweł Smoleński, Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika, "Gazeta Wyborcza”, 28 grudnia] okazuje się wielki, chociaż sam tekst niczego nie wyjaśnia. Co czyniło informacje podane w nim wybuchowymi, to fakt, że Rywin zaproponował coś takiego ludziom Agory, często wywodzącym się z antykomunistycznej opozycji, nierzadko z "konspiry” lat 80. Tu możliwe były dwa podejścia.

Michnik: gratuluję Jarosławowi Kaczyńskiemu Stanisława Piotrowicza

Jedno – wyrażają je w tekście Smoleńskiego Helena Łuczywo, Wanda Rapaczyńska, Piotr Niemczycki i sam Michnik – to moralny degust wobec Rywina. Coś w rodzaju: "Jak on w ogóle miał czelność coś takiego nam, uczciwym ludziom, proponować?”.

d2h7d3y

Drugie możliwe podejście to przypuszczenie, że skoro Rywin z czymś takim przyszedł do Rapaczyńskiej i do Michnika, to znaczy, że w jego mniemaniu nie przekraczał jakiejś bariery niemożliwej do pokonania. A jeśli tak mniemał Rywin, w końcu człowiek bywały w kręgach polityczno-biznesowo-medialnych elit, to znaczy, że może coś było na rzeczy. Przypuszczenie to było doskonale wzmacniane ujawnianymi stopniowo informacjami o bliskich stosunkach towarzyskich Agory z postkomunistami, o pewnej wręcz zażyłości charakteryzującej te stosunki. (...)

Dla sympatyków "Gazety” i Michnika to była trudna próba. Wspomina Danuta Skóra, działaczka antykomunistycznej opozycji jeszcze przed Sierpniem, a po 1989 roku m.in. dyrektor Wydawnictwa Znak: "Byłam wtedy na wakacjach zimowych z dziećmi w Rabce, dobrze zapamiętałam ten moment. Tego popołudnia, kiedy kupiłam 'Gazetę Wyborczą' z tekstem Pawła Smoleńskiego o Rywinie. Czytam i nic mi się nie zgadza. Pomyślałam wtedy pierwszy raz: 'Kłamiecie'. Potem to wrażenie kłamstwa brutalnie się potwierdzało, ale 'ex post' mogę umiejscowić moment, kiedy przestałam im wierzyć właśnie na to popołudnie. To było radykalne cięcie".

Sejm powołuje, jeszcze w styczniu, komisję śledczą do zbadania afery. Wprawdzie skład komisji dobierany jest na zasadzie parytetu wedle liczby mandatów sejmowych poszczególnych partii, więc SLD ma w niej większość i obsadza stanowisko przewodniczącego, ale wiele zależy od osobowości śledczych i tę szansę wykorzystują partie opozycyjne. Platforma Obywatelska posyła do niej Jana Rokitę – wytrawnego parlamentarzystę; Prawo i Sprawiedliwość – Zbigniewa Ziobro – młodego, ale zadziornego posła, zresztą także z Krakowa. Obaj oni narobią w komisji dużo szumu. (...)

Przesłuchania przedstawicieli postkomunistycznej elity, z premierem Millerem na czele, pokazują odstręczający styl sprawowania władzy, lekceważenie reguł państwa prawa. Dużym echem odbija się przesłuchanie Jerzego Urbana, który ujawnia swoje częste kontakty z Adamem Michnikiem. Dla naczelnego "Gazety” jest to kłopotliwa informacja. Można zaś odnieść wrażenie, że dla byłego rzecznika rządu gen. Jaruzelskiego – wręcz przeciwnie, sprawia mu to wielką radość, trochę tylko skrywaną tonem grzecznego, prawdomównego chłopca. Przesłuchanie Michnika wywołuje na ogół mieszane uczucia.

Naczelny "Gazety” twardo broni prezydenta Kwaśniewskiego i premiera Millera przed posądzeniami ich o jakikolwiek wpływ na akcję Rywina. Tak jak inni świadkowie z kręgu Agory, ujawnia bliskie towarzyskie powiązania swojego środowiska ze sferami rządowymi, ale u Michnika jest i coś innego, co dodatkowo może drażnić, skoro mamy do czynienia z człowiekiem postrzeganym jako emblematyczny budowniczy polskiej demokracji.

d2h7d3y

Aleksander Hall tak opisał to wrażenie: "Występując przed sejmową komisją śledczą […] i później przed sądem jako świadek, unosił się i irytował, gdy padały pewne pytania. […] Sprawiał wrażenie, że niektóre pytania stawiane przez członków komisji go obrażają i że nie jest traktowany z należnym szacunkiem. To prawda, że poziom członków komisji był bardzo zróżnicowany, a część pytań zadawano mu ze złą wolą. Nie usprawiedliwia to jednak w moich oczach postawy Michnika. Zachowywał się jak człowiek przyzwyczajony do tego, że może więcej niż inni obywatele i zasługuje na wyjątkowe traktowanie".

Szczególnie sprawa częstych kontaktów Michnika z Urbanem psuła reputację naczelnego redaktora "Gazety”. Zeznania Urbana przed komisją pokazywały większą zażyłość niż to, co zostało ujawnione w 1991 roku przy okazji rozmowy w radiowej "Trójce”, a przecież już tamta informacja była ambarasująca dla wiarygodności Michnika.

Pewnego rodzaju jego bliskość z Urbanem znajduje też inne potwierdzenie. Wspomina Rafał Kalukin: "Kiedy w 2002 r. gruchnęła plotka, że Kwach ma dziecko z Edytą Górniak, wzbudziło to pewne podekscytowanie. Ktoś w redakcji zapytał Adama, czy coś wie na ten temat, a on odpowiedział: -"Pytałem Jurka Urbana, nieprawda"-. Późniejsze zeznania Urbana przed komisją potwierdzały, że oni się spotykają towarzysko.

Chociaż komisji nie udało się rozwikłać najważniejszych wątków afery, to i tak to, co ujawniły jej prace, dało nader zasmucający obraz państwa polskiego: jego władzy, jego elit, jego mediów. To dlatego polityczną cenę za aferę zapłaci wkrótce SLD. To dlatego cenę obniżenia kredytu moralnego zaufania zapłaci "Gazeta Wyborcza”. Epilog afery Rywina był bardzo – jak powiedziałby Jan Rokita – polsko-sarmacki. Stwierdzono kompromitację ludzi i instytucji, ale nie umiano wyprowadzić stąd twardych konkluzji. Nie wskazano winnych, poza posłańcem z "grupy trzymającej władzę”.

d2h7d3y

Komisja kończy pracę 5 kwietnia 2004 roku przyjmując raport Anity Błochowiak z SLD, który utrzymuje, że Rywin działał sam. Ale 24 września Sejm, przeciwnie, przyjmuje najdalej idący raport Zbigniewa Ziobry. Ten stwierdza istnienie związków Rywina z kręgami rządowymi i z SLD, zaliczając do "grupy trzymającej władzę” zarówno Millera, jak i Kwaśniewskiego. Niemniej na poziomie procesowym z tych konkluzji nic nie wynika. Przed sądem staje wyłącznie Lew Rywin i tylko on zostaje skazany – otrzymuje prawomocny wyrok dwóch lat więzienia i grzywny 100 tys. złotych.

Niezależnie od tak wątłych skutków prawnokarnych i prawnokonstytucyjnych, ujawnienie afery Rywina uruchomiło wielki ferment moralno-intelektualny po prawej stronie sceny politycznej. Było paliwem dla wzrostu politycznego znaczenia dwóch młodych wtedy partii postsolidarnościowych: Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości. Było trampoliną dla politycznej kariery Zbigniewa Ziobry i akceleratorem kariery Jana Rokity. Przede wszystkim jednak było zaczynem wielkiej debaty o moralnych fundamentach III RP. Krytycy owego "moralnego wzmożenia” wskazywali na koniunkturalny i polityczny w istocie cel debaty. Jednak debata była żywa, odbywała się na wielką skalę i skutkowała daleko idącymi wnioskami. To wtedy wykluł się pomysł gruntownego odnowienia polskiej polityki, któremu – nie całkiem fortunnie – nadano imię IV Rzeczypospolitej – to z kolei przyczynek do poziomu polskiej refleksji, niezbyt dobrze odróżniającej wymiar praktycznej polityki od wymiaru instytucjonalnego.

Afera Rywina była punktem zwrotnym w dziejach "Gazety Wyborczej”, a zarazem punktem zwrotnym w życiu Adama Michnika. Odsłaniając kulisy powiązań tego środowiska z rządem Millera i z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, w tym także sposób zabiegania ludzi Agory o interesy ich firmy, nadwątliła ten obraz środowiska, które ono samo wykreowało: niezłomnych przed 1989 rokiem, którzy po przełomie ustrojowym tylko swoim wybitnym zdolnościom i ciężkiej pracy zawdzięczali wielki sukces. Afera Rywina pokazała, że nie tylko zdolnościom i pracy.

Danuta Skóra: "Czytałam 'Gazetę Wyborczą' od pierwszego numeru w 1989 r., jak wszyscy, z którymi się przyjaźniłam. Afera Rywina gwałtownie to zmieniła. To mnie i moich przyjaciół silnie dotknęło, utraciliśmy zaufanie do tego środowiska. Ci ludzie oszukiwali, kłamali, manipulowali dla dobra swojego biznesu, ale głównie dla utrzymania rządu dusz. To napawało wtedy odrazą i budziło frustrację. Ale niezależnie od moich (naszych) osobistych poglądów, ta sprawa wyznaczała moment obiektywnego załamania w masowej skali, zdecydowanej utraty pozycji "Gazety Wyborczej” w życiu publicznym. Wydaje mi się, że również sam Michnik bezpowrotnie stracił wtedy mir u wielu ludzi".

Graczyk Roman, Demiurg. Biografia Adama Michnika Materiały prasowe
Graczyk Roman, Demiurg. Biografia Adama MichnikaŹródło: Materiały prasowe
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d2h7d3y

Podziel się opinią

Share
d2h7d3y
d2h7d3y