Trwa ładowanie...
d1eeqwg

Wyznania agenta FBI. Opowiada o bohaterach, których nikt nigdy nie pozna

"W tajnych służbach jest warstwa ironii, pokrywająca czyny historyczne, heroiczne i okoliczności, które do nich doprowadziły: nikt o nich nie wie. I nie może się dowiedzieć" - opisują Robin Dreeke i Cameron Stauth w "Jak czytać ludzi". Publikujemy fragment ich książki.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Były agent FBI podzielił się historiami, których nikt nie znał
Były agent FBI podzielił się historiami, których nikt nie znał (Getty Images)
d1eeqwg

Robin Dreeke, Cameron Stauth
"JAK CZYTAĆ LUDZI. Uczy agent FBI"
Z angielskiego przełożyła Małgorzata Maruszkin

Wieczna ironia wydarzeń historycznych polega na tym, że kiedy do nich dochodzi, wcale nie wyglądają jak "historyczne". Dzieje się, no to się dzieje. Ta sama zasada dotyczy bohaterstwa. Ludzie zwykle wcale nie mają świadomości, że zachowują się bohatersko. Są zbyt zajęci, zbyt wyczerpani, zbyt przerażeni. I zbyt często zostają bohaterami po śmierci.

W tajnych służbach jest jeszcze jedna warstwa ironii, pokrywająca czyny historyczne, heroiczne i okoliczności, które do nich doprowadziły: nikt o nich nie wie. I nie może się dowiedzieć! Przynajmniej z założenia.

d1eeqwg

Zobacz: Prolog - Łukasz Wroński i praca profilera

Dlatego tak ważne, by w podobnych okolicznościach właściwie "odczytywać" ludzi i być pewnym, że zachowają się przewidywalnie. Bez tego niknie cała logika i rozsądek i nawet heroizm nie sprawi, że historia potoczy się tak, jak sobie tego życzymy.

W kataklizmie pierwszych miesięcy po 11 września, kiedy cały świat gwałtownie się zmienił, a czas niemal stanął w miejscu, poznałem bohatera, który zmienił bieg dziejów, choć doceniłem to dopiero po latach. Tylko upływ czasu pozwala jasno spojrzeć na wstrząsające wydarzenia sprzed lat.

d1eeqwg

Zetknąłem się z owym bohaterem w Nowym Jorku, na pokładzie lotniskowca "Intrepid", w tymczasowym biurze FBI, podczas tych poruszających miesięcy, kiedy zaledwie pięć przecznic dalej remontowano wieżę, w której mieściła się nasza stała siedziba. Wszyscy agenci mieli się zajmować tylko doniesieniami na temat ataków na WTC.

   Materiały prasowe
(Materiały prasowe)

Nie bardzo wiedziałem, co zrobić, kiedy pewnego ranka zadzwonił do mnie Leo, mówiąc, że powinienem się spotkać z kolejnym członkiem klubu Outsiderów. Ten człowiek nie miał nic wspólnego z 11 września, więc się wahałem, no i raczej wątpiłem, czy dostanę zgodę na takie spotkanie.

Leo był podenerwowany i raz za razem powtarzał bardzo krótką i jednoznaczną prośbę od tego faceta, z gatunku tych, których nigdy się nie przedstawia na piśmie. Prosił o kontakt z pracownikiem FBI, sprawa bardzo pilna – nie wyjaśnił dlaczego. Potencjalny OZI zachowywał bardzo daleko posuniętą dyskrecję, co jest charakterystyczne dla tajnych informatorów.

d1eeqwg

Wiadomość kończyła się zawoalowaną prośbą o pomoc, gdyż "wszyscy jesteśmy śmiertelni". Ludzie chętnie kontaktują się z FBI za każdym razem, kiedy tylko zobaczą yeti pilotującego UFO, a po 11 września fala doniesień wprost nas zalała.

(...)

Kontakt chciał zachować anonimowość. Zanim zdążyłem się odezwać, Jesse wyciągnął telefon, jakoś tak dziwnie popatrzył na dyrektora, a ten wzruszył ramionami i kiwnął głową. Rozumieli się bez słów. Dyrektor, Jack Johnson, był kowbojem. Robił swoje na własnych warunkach.

Jesse wybrał odpowiedni numer i wręczył mi swój nowy aparat wyglądający jak krótkofalówka. Coś zadziwiającego. Kilka biurek dalej zadzwonił telefon, wymieniliśmy spojrzenia i "zasygnalizowałem sprawę" agentowi.

d1eeqwg

Kiedy szliśmy na spotkanie z nowym OZI, spytałem Jessego, jaki jest teraz nasz plan.

– Mamy się zaprzyjaźnić – odpowiedział. – Jak najszybciej. Jednak dostosuj się do niego. Jeśli będziemy go naciskać lub ponaglać, to się spłoszy. Myśl przede wszystkim o nim. I nie wpadaj w zachwyt nad nim. Nie mamy czasu, by to odkręcić.

Spotkaliśmy się w spokojnej restauracji w Soho. Mężczyzna popijał herbatę, której marki nie znałem. Dobry sygnał: punktualność dowodzi szacunku, a wszystko, co ujawnia osobiste upodobania – nawet jeśli to tylko gatunek herbaty – świadczy o otwartości. Innymi słowy: to agenci powinni zjawiać się pierwsi, by zapewnić sobie kontrolę nad spotkaniem.

   Getty Images
(Getty Images)

Jednak ten człowiek – przedstawił się jako Annan, od słowa "anonimowy" – był tak wyrozumiały i miły, że pozwolił nam poprowadzić rozmowę. W skrócie chodziło o to, że Annan – jak sam mówił – był blisko elit władzy jednego z niewielu krajów posiadających broń jądrową. (Nic więcej nie mogę ujawnić). Jego kraj tkwił w konflikcie z innym, także dysponującym arsenałem nuklearnym, gdyż nagle otworzyły się zadawnione rany. Prawdopodobne starcie – niezauważane przez Stany, zajęte głównie sprawami 11 września – wydawało się nieuchronne.

d1eeqwg

Wiedzieliśmy tyle, że w obu krajach występowały liczne nieznane nam uwarunkowania, a rządzili tam ludzie, którym nie ufaliśmy. Teraz te kraje zwarły się w żelaznym – a raczej atomowym – uścisku, a nad światem zawisła realna groźba, że ziści się koszmar, przed którym drżeliśmy od zakończenia drugiej wojny światowej.

Kiedy Jesse na mnie spojrzał, zrozumiałem, że uważa, iż facet mówi z sensem. Ciarki mnie przeszły. Trudno było o gorszy moment na coś takiego, ale może ktoś to zaplanował. Stosunki między rządami mocarstw weszły w fazę kryzysu, narastała panika, a nowy konflikt mógł się stać zarzewiem krwawej wojny, nie tylko w regionie, ale i na całym świecie. Oba państwa opowiadały się przeciwko Ameryce, więc łatwo mogliśmy stać się ich kolejnym celem. Annan chciał, byśmy wkroczyli w sam środek groźnej sytuacji i doprowadzili do uspokojenia nastrojów.

Jesse zaproponował, żeby przekazać te informacje najwyższym rangą, którzy mogą podjąć zaawansowany proces zwany "Raw Intelligence Cycle", czyli specjalny cykl wywiadowczy, będący wstępem do przedstawienia informacji rządowi i gwarantujący, że nic nie przecieknie do mediów.

Annan nie palił się do kontaktów z wysokiej rangi politykami, których relacje zawodowe często zazębiały się z osobistymi. Powiedział, że zna kogoś "na samym szczycie" swego rządu i najlepiej rozwiążemy problem, jeśli włączymy tylko kilka najwyżej postawionych osób zajmujących się stosunkami międzynarodowymi. Nie ufał odczłowieczonej machinie władzy, jaką jest praktycznie każdy rząd.

d1eeqwg

Wydawało się, że jest lekko rozkojarzony, jakby się obawiał, iż ktoś zobaczy nas razem. Każdy nowy OZI boi się tego. Jesse otwarcie to powiedział, bo zawsze tak działał: karty na stół, żadnych sekretów ani niespodzianek. Annan podziękował za tę uwagę. Wyznał, że jego działanie może wywołać wściekłość różnych grup, wzajemnie sobie wrogich i niekonieczne słynących z respektowania praw człowieka. Jego kraj miał długą tradycję mordów politycznych, więc zrozumieliśmy, że on sam dużo ryzykował i wykazał się wielką odwagą.

Kiedy wróciliśmy do samochodu, byłem przybity. Jesse wydawał się po prostu zainteresowany – cieszył się, że będzie robił coś ciekawego – i lekko rozbawiony. Moim zachowaniem, przyznam szczerze.

Nadal wszystko pamiętam, bo sprawa mnie przerażała. A jeśli facet wkręca nas w jakąś aferę? Od kiedy sobie przypominam, jego kraj był wrogo nastawiony do USA. A jeśli Annan należy do Al-Kaidy i dotarł do mnie, zwodząc Leo? Albo po prostu jest szaleńcem?

Kilka następnych dni przekonało mnie, że pilnie potrzebuję mechanizmu pozwalającego szybko i właściwie „odczytywać” ludzi. Jesse robił to w sposób naturalny, ale nie byłem Jessem. Gdybym miał więcej czasu – może miesiąc – pewnie zdołałbym rozpracować faceta. Gdybym znał go co najmniej rok, na pewno bym się nie przejmował. Tyle że nie miałem miesiąca. Nie miałem nawet tygodnia. Czas nie był moim sprzymierzeńcem. Stałem na krawędzi bezdennej, mrocznej przepaści.

Autorem “Jak czytać ludzi" jest Robin Dreeke, były szef Wydziału Analizy Behawioralnej FBI. Dzięki swemu doświadczeniu w jednej z najbardziej tajemniczych jednostek Federalnego Biura Śledczego Dreeke wypracował system, który pozwala zdiagnozować i przewidzieć ludzkie zachowania.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Kompania Mediowa.

   Materiały prasowe
(Materiały prasowe)
d1eeqwg

Podziel się opinią

Share
d1eeqwg
d1eeqwg