Trwa ładowanie...
d24pa33
Recenzje

Wprawki (z) Pratchetta

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wprawki (z) Pratchetta
(Inne)
d24pa33

„Smoki na zamku Ukruszon” to wybór najwcześniejszych opublikowanych opowiadań Terry’ego Pratchetta, które ukazywały się pod koniec lat sześćdziesiątych w lokalnej gazecie hrabstwa Buckingham, zapewne wtedy, gdy smarkaty reporter na szalejącym motocyklu nie trafił akurat na żaden pasjonujący temat w otaczającej go, prowincjonalnej rzeczywistości. W takich przypadkach pisywał reporterskie relacje z podróży w czasie, wypraw na smoki i śnieżne potwory, wyścigów dziwacznych pojazdów i ryzykownych turniejów tanecznych…

Pozornie są to opowiadania dla dzieci, ale zapewniam, że towarzyszący im w wieczornych lekturach dorośli bawią się jeszcze lepiej, czytając między wierszami. Dla wiernych fanów Pratchetta mamy tu kilka późniejszych wątków w stanie zalążkowym: dwie klechdy o Ludzie Dywanu (te, zresztą, najmniej trafiły mi do przekonania, ze zmiany skali wynika tu zdumiewająco mało), pokrętnie myślącego burmistrza Blackbury (miasteczka, w którym kiedyś zamieszka Johnny Maxwell), smoki i magów w spiczastych kapeluszach.

Opowiadania te napisano w czasach, kiedy bohaterami książek nie musieli być koniecznie rówieśnicy czytelników. Nastolatki pasjonowały się przygodami dorosłych podróżników, odkrywców, wynalazców, rycerzy i zdobywców kosmosu. Wszyscy wymienieni pojawili się w „Smokach…” by odegrać swoje role w totalnie zaskakujących scenariuszach. Genialny wynalazca urodził się wśród jaskiniowców, na dodatek ma epokowego pecha. Inny wynalazca zamierza dowieść wyższości swojego projektu w slapstickowym wyścigu, przypominającym film o „Wspaniałych młodzieńcach w szalejących gruchotach”. Podróżnicy i odkrywcy znajdują zwykle zupełnie co innego, niż się spodziewali, smoki negocjują z rycerzami, a w moim ulubionym (obok rozczulającego „Żółwia Herkulesa”) opowiadaniu, autobus wpada w pętlę czasową, a piątka pracowników zakładu komunikacji radzi sobie zdumiewająco dobrze w epoce Imperium Rzymskiego, króla Artura i innych, ciekawych czasach.

W książce panuje nie tylko rzadko widywana harmonia między tekstem a stylizowanymi na lata 60. ilustracjami Marka Beecha, ale też pomysłowe igraszki z czcionką naprawdę bawią, a nie męczą i drażnią. A zatem czytelnikowi – w każdym wieku – radziłabym, by zasiadł nad książką osobiście. Znajomość pozostałej twórczości Pratchetta niekonieczna, dobra zabawa gwarantowana.

d24pa33

Podziel się opinią

Share
d24pa33
d24pa33