Trwa ładowanie...
recenzja
08-05-2017 14:39

Wolność na winklu Niepodległości

Share
Wolność na winklu NiepodległościŹródło: Inne
d2eu34t

Książka Piotra Pytlakowskiego jest rozstrzygającym dowodem na to, że mimo szczerych wysiłków nie da się zostać hipisem, jeśli się od najmłodszych lat słuchało muzyki klasycznej. To zresztą zdumiewające, jak bardzo przyszłe losy rówieśników autora (rocznik 1951) determinowały słuchane przez nich stacje radiowe: ci, którzy spędzali noce z uchem przyklejonym do Radia Luksemburg, zostali władającymi angielskim światowcami, słuchacze Wolnej Europy - posmutniałymi panami od polityki, a słuchacze Polskiego Radia, zanim utknęli tam, gdzie rzucił ich los albo nakaz pracy, składali grosz do grosza na własną gitarę i wzmacniacz.

Dla młodego Piotra radio było jednak całkiem pozbawione magii, jako oglądane od kulis miejsce pracy rodziców, a także, przez krótką chwilę, własne miejsce pracy, jak się okaże – nudne do obłędu. Piotr dzielił czas miedzy zachłanne pożeranie książek i życie towarzyskie, czyli wystawanie z kumplami na winklu ul. Niepodległości i Dąbrowskiego, na Starym Mokotowie.

Z tego winkla uważny obserwator rzeczywistości mógł zobaczyć zdumiewająco dużo, by teraz przetworzyć to w gawędę, trochę plotkarską, trochę literacką, pełną oryginalnych postaci. To właśnie we "Wspomnieniach…” najsmakowitsze: cała galeria portretów, od tuzów literatury po przegranych kolegów z podwórka. Długi szereg wielbicieli starszej siostry, odmalowany jako korowód oryginałów, ma urok "Niewinnych czarodziejów” albo "Do widzenia, do jutra”. Krysia była jeszcze z pokolenia radosnej odwilży, Piotrowi, niestety, przyszło przeżywać młodość w czasach "małej stabilizacji”, która z bliska okazywała się wielką stagnacją, zatrzymanym bezczasem, w którym kolejne dni zabijało się wystawaniem na ulicy, tanim winem, improwizowanymi wyjazdami bez grosza i pracą, którą dziś nazwalibyśmy McPracą. Prekariat epoki Gomułki i wczesnego Gierka.

Dziś już pewnie nie każdy wie, że wówczas po maturze można było zdawać (tak, zdawać, i to niełatwy egzamin) tylko na jeden kierunek na jednej uczelni, a gdy się nie udało, otwierał się przymusowy "gap year”, spędzany w takiej właśnie, przypadkowej pracy, przypadkowej szkole, przez chłopców na miganiu się od wojska, przez dziewczęta, bywało, na polowaniu na męża. Część tych pechowców po roku już nie podejmowała kolejnej próby. Piotrowi też coraz bardziej podobała się niezależność finansowa od rodziców, romantyka (i romansowość) zawodu konduktora wagonów sypialnych…

Po wspomnieniach z gomułkowskiej młodości można by się spodziewać martyrologii albo Barei, lecz "Wspomnienia konduktora wagonów sypialnych”, pogodne, choć wcale nie powierzchowne, czerpią z najlepszych wzorów lekkiej literatury wspomnieniowej z czasów międzywojennych, od Słonimskiego po Samozwaniec. Zachłanne czytanie, jak widać, ma sens.

d2eu34t
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2eu34t
d2eu34t