ycipk-3so6ct

"Wojna jest zawsze przegrana". Reporterzy wojenni opowiadają o śmierci Milewicza

- Gdyby nie było takich dziennikarzy, to skąd widzowie wiedzieliby, co dzieje się na świecie? Ktoś musi to robić. Co komu pisane, to będzie – mówił Waldemar Milewicz. Dziennikarz zmarł tragicznie w Iraku. W najnowszej książce wspominają go polscy reporterzy, który tak jak on opowiadali o piekle na ziemi.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Waldemar Milewicz (na zdjęciu) zginął w 2004 roku w Iraku.
Waldemar Milewicz (na zdjęciu) zginął w 2004 roku w Iraku. (PAP, Fot: Przemek Wierzchowski)
ycipk-3so6ct

- Byłam wtedy w Poznaniu. Rano zadzwonił do mnie znajomy i powiedział, że Waldek nie żyje. Ja na to: "Co ty pierd…? Niemożliwe. Czy to jest potwierdzone?". Wcześniej wydawało mi się, że kule nie dosięgną mnie ani moich bliskich – wspomina Anna Wojtacha, korespondentka wojenna. Jest jednym z rozmówców Honoraty Zapaśnik, autorki książki "Wojna jest zawsze przegrana".

Zapaśnik rozmawiała z polskimi korespondentami wojennymi o ich pracy m.in. w Syrii, Iraku, Jugosławii czy Afganistanie. W tych rozmowach często pojawia się nazwisko Waldemara Milewicza. Był dziennikarzem telewizyjnym, autorem dobrze znanego program "Dziwny jest ten świat". Zginął w Iraku 7 maja 2004, gdy samochód polskiej ekipy dziennikarzy jadącej z Bagdadu do Karbali i Nadżafu ostrzelano z broni maszynowej. Po tym tragicznym zdarzeniu pojawiło się wiele teorii spiskowych.

Zobacz: Czy Kurdowie zyskają niepodległość? Pytamy eksperta

ycipk-3so6ct

Dziwny jest ten świat

- Jeżdżę tam, gdzie nikt nie chce jeździć. Coś jest we mnie, co nie pozwala mi usiedzieć na miejscu – opowiadał o swojej pracy.

- Gdyby nie było takich dziennikarzy, to skąd widzowie wiedzieliby, co dzieje się na świecie? Ktoś musi to robić. Co komu pisane, to będzie. Traktuję to jako normalną, zwykłą pracę. Często ludzie pytają, czy się nie boję. Kiedyś chciałem powiesić sobie na piersi taką tabliczkę z napisem, że nieprawdą jest, że się nie boję. Nie boi się tylko ten, który nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia, głupiec. Ja staram się po prostu o tym nie myśleć – mówił Milewicz w jednym z programów poświęconych jego karierze.

Od 1981 roku pracował w Telewizji Polskiej, był publicystą Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, potem od 1992 roku pracował dla Działu Zagranicznego redakcji Wiadomości. Jego konikiem były relacje z wojen i wielkich katastrof. Pewnie wielu z czytających dobrze pamięta program "Dziwny jest ten świat". Milewicz krok po kroku wyjaśniał Polakom, co dzieje się gdzieś na krańcach świata. Mówił o konflikcie w Palestynie, o zamachach z 11 września, o epidemii AIDS w Zambii, wojnie w Czeczenii. Wymieniać można jeszcze długo.

ycipk-3so6ct

Za swoją ogromnie ważną pracę otrzymał tytuł Dziennikarza Roku, dostał Polskiego Pulitzera, Telekamery, nagrodę Grand Press.

- Pamiętam jego wojenne korespondencje z Bliskiego Wschodu i Kosowa. Wszystkim nam wydawało się wtedy, że jego wojenne kule się nie imają. Niestety, do 7 maja 2004 roku – pisał w maju tego roku premier Mateusz Morawiecki w 15. rocznicę śmierci Milewicza.

PRZECZYTAJ TEŻ: Biorą sobie za żony zamężne kobiety. Jeden człowiek naraża życie dla niewolnic

ycipk-3so6ct
East News
Podziel się

"Kamera odwróciła się w drugą stronę"

- Wiele razy był w strasznych tarapatach i zawsze wychodził z nich bez szwanku. Nigdy nawet nie został ranny. Później przyszło jednak potwierdzenie, że nie żyje. W pierwszym odruchu do niego zadzwoniłam. Zgłosiła się poczta głosowa – wspomina w "Wojna jest zawsze przegrana" Anna Wojtacha, korespondentka wojenna.

- To były ciężkie chwile. W dodatku potem w prasie opublikowano zdjęcia zabitego Waldka. Na szczęście wyglądał na nich, jakby spał. Nie było widać śladów krwi. Pocisk przeleciał przez bagażnik i trafił go prosto w serce. Długo rozmawialiśmy z kolegami w redakcji, czy te fotografie powinny ujrzeć światło dzienne. Najpierw doszliśmy do wniosku, że nie, bo to nieetyczne. Zaraz potem pojawiły się głosy, że przecież on pokazywał zabitych i rannych. Często to były drastyczne zdjęcia. Tym razem kamera odwróciła się w drugą stronę – opowiada.

East News
Podziel się
ycipk-3so6ct

Samochód ekipy Telewizji Polskiej został ostrzelany z ciężkiej broni maszynowej na drodze z Bagdadu do Nadżafu, ok. 30 km na południe od irackiej stolicy. W samochodzie poza Milewiczem był algierski montażysta z polskim obywatelstwem, Mounir Bouamrane (zginął na miejscu), a także operator Jerzy Ernst (był ciężko ranny) i iracki kierowca, Atir. Pod tym linkiem przeczytacie, co Ernst opowiadał o tamtym wydarzeniu.

W książce przytoczona jest za to relacja Atira. Opowiada o tym Jacek Czarnecki, inny korespondent wojenny, który znał dobrze Irakijczyka.

- Jechali do Nadżafu, bo Waldek koniecznie chciał zrobić wywiad z Muktadą as-Sadrem, synem wielkiego ajatollaha szyickiego i główną postacią antyamerykańskiej rewolucji w Iraku. Nikt nie mógł się z nim wtedy spotkać, ale Waldek twierdził, że ma właściwe kontakty. Plan był taki, że pojadą do miasta autostradą. Okazało się, że Amerykanie autostradę częściowo zamknęli ze względów bezpieczeństwa. Musieli przebić się boczną drogą przez dwie wsie. Atir wiedział, że jest tam niebezpiecznie, więc zaproponował, że znajdzie jakiś objazd. Niestety Waldek był umówiony na konkretną godzinę i nie chciał spóźnić się na rozmowę – wspomina.

East News
Podziel się
ycipk-3so6ct

Stanęli w korku, ktoś ich zobaczył, za wsią jechał już za nimi pick-up z ludźmi na pace.

- W rękach trzymali kałasznikowy. Momentalnie przyspieszył, wtedy tamci zaczęli strzelać. Usłyszał huk. Jak się potem okazało, samochód dostał w silnik i w koła. Atir stanął przy betonowej przegrodzie, obejrzał się za siebie i zobaczył, że Waldek leży nieruchomo na tylnym siedzeniu. Musiała dosięgnąć go pierwsza lub druga kula, bo wyglądał, jakby spał. Atir wyczołgał się z wozu, położył pod nim. Myślał tylko o tym, że leje się na niego paliwo i że za chwilę spłonie razem z samochodem. Zabójcy przejechali obok nich – relacjonuje.

Urna z prochami Milewicza spoczęła na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Sprawa śmierci ekipy telewizyjnej budziła wiele kontrowersji. Dopiero po 9 latach prokuratura ostatecznie ją zamknęła. Nie było odpowiedniej dokumentacji, by móc kogokolwiek osądzić. Krążyły zaś teorie spiskowe, że zabójstwo Milewicza nie było przypadkiem, że ktoś śledził ekipę od momentu, gdy opuścili hotel.

Jan Naukowicz, operator i przyjaciel Milewicza: - Opowiadanie bajek. Kogo by tam obchodził jakiś dziennikarz z Polski. Poza tym znałem kierowcę, który woził Waldka. Tuż przed zabójstwem kupił nowy samochód. Po prostu złożyło się na to kilka nieszczęśliwych zbiegów okoliczności.

Historia Milewicza wstrząsnęła nie tylko środowiskiem dziennikarzy, ale i Polakami. Wiele się o tym mówiło przed laty. Korespondenci i tak jeździli na wojny. Pierwszy raz możemy przeczytać, jak szczegółowo opowiadają o tym, co przeszli. Radosław Kietliński opowiedział autorce o tym, co widział na terenie byłej Jugosławii. Bianka Zalewska o krwawych starciach na Majdanie i o tym, jak pomagała ratować rannych Ukraińców. Przeczytajcie, bo warto.

"Wojna jest zawsze przegrana" od 5 sierpnia będzie do kupienia w księgarniach.

Materiały prasowe
Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-3so6ct

ycipk-3so6ct
ycipk-3so6ct