W rozmowie ze mną nie określił tego mianem ”igrzysk śmierci”, ale to wołanie do świata: ”patrzcie na moją śmierć”, mu się nie podobało: Bernadette McDonald o Wojtku Kurtyce

Jego przejście ”Świetlistej Ściany” na Gasherbrumie IV wyznacza limity wspinaczki XX wieku. O Wojtku Kurtyce, wielkim indywidualiście, jednym z najwybitniejszych alpinistów w historii i oswajaniu śmierci, rozmawiamy z autorką jego biografii, Bernadette McDonald.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wojtek Kurtyka podczas zimowej wyprawy Messnera na Czo Oju w 1982 roku.
Wojtek Kurtyka podczas zimowej wyprawy Messnera na Czo Oju w 1982 roku. (Archiwum prywatne, Fot: Wojtek Kurtyka)
WP

Rachela Berkowska: To Kurtyka udowodnił, że w Himalajach można wspinać się w małych zespołach. We dwoje. Zainicjował przejście 13 wielkich ścian, w tym sześciu na góry ośmiotysięczne. Wykreował styl, który inspiruje, ale też zbiera ofiary. Jak dziś na Nanga Parbat. Wasza książka niejednemu dmuchnie w skrzydła. I nie sposób ludziom zabronić iść w góry, ale…

Bernadette McDonald: Pytasz, jak się z tym czuję? Wojtek nie wymyślił stylu alpejskiego, jak o nim mówi: ”bez smyczy”, ale rzeczywiście był jednym z pierwszych, razem z Peterem Habelerem i Reinholdem Messnerem. Wspinanie się w stylu alpejskim jest z pewnością dużo bardziej ryzykowne niż w wielkim zespole. Tak jak zima jest bardziej ryzykowna od lata. A jechanie w Himalaje od wyjazdu w Tatry. Kiedy dzieje się tragedia, jak teraz na Nanga Parbat, możesz kwestionować sam styl, który niesie ze sobą tak ogromne ryzyko…

Ale to nic nie da.

WP

Bo styl alpejski w najwyższych górach świata, to coś, co dziś właśnie ludzie robią. Kiedy Wojtek zaczynał, był pieśnią przyszłości. Ale teraz niezwykłe jest raczej wspinanie się w stylu niealpejskim. Może poza tak wielkim projektem, jakim jest zima na K2, on rządzi się swoimi prawami. Nie pamiętam w tej chwili roku, ale Adam Bielecki z partnerem też próbowali zdobyć Nangę Parbat zimą w stylu alpejskim.

Wojtek ustrzegł się wypadku w górach. Opowiadał ci kiedyś o wewnętrznym głosie, który ostrzegał go przed niebezpieczeństwami? O takim głosie opowiedziała mi Tamara Lunger, która trzy lata temu zawróciła kilkadziesiąt metrów przed samym szczytem Nangi.

Oczywiście, że o tym głosie rozmawialiśmy. I Wojtek często z siebie żartował. Czasem mówił, że ten jego wewnętrzny głos ma na imię: strach. Niektórzy nazywają go intuicją. Osobiście uważam, że u niego to połączenie doświadczenia i podwyższonej świadomości zagrożeń, mówię o lawinach, spadających kamieniach, zmianach prędkości wiatru. On jest bardzo wrażliwy na to, co mówi do niego natura. Wtedy, zimą na Nanga Parbat, Tamara usłyszała głos, który mówił, że jeśli wejdzie na szczyt, nie da rady zejść z niego o własnych siłach. Będzie musiała polegać na reszcie zespołu.

Jak Tomek Mackiewicz, który z tego, co mówi Eli Revol osłabł zaraz po osiągnięciu wierzchołka.

WP

Simone Moro, który tamtej zimy 2016 roku stanął na wierzchołku przedostatniego niezdobytego zimą ośmiotysięcznika, przyznał po zejściu, że decyzja Tamary o odwrocie tuż przed samym szczytem była niesamowicie dojrzała, pozbawiona egoizmu. Wiedziała, że jeśli pójdzie wyżej może narazić zespół na zbyt duże niebezpieczeństwo. Wojtek miał podobne doświadczenie podczas wspinaczki na Gasherbrum IV.

Wtedy w 1985 roku podczas wspinaczki z Robertem Schauerem załamała się pogoda, musieli przetrwać w ścianie bez namiotu, tylko z płachtą chroniącą ich od śniegu.

Kiedy opad wreszcie ustał, wierzchołek mieli na wyciągnięcie ręki. Wojtek powiedział mi, że poczuł wtedy bardzo mocno, że da radę wejść, ale już nie da rady zejść z tego szczytu. I wtedy zawrócili.

Wiem, że czekając na zmianę pogody intensywnie myślał o śmierci. O tym, że za chwilę jego ciało może zamienić się w kawałek lodu. Bardzo chciał podzielić się tą myślą z Robertem, ale nie wiedział, jak zacząć tę rozmowę. I kiedy wreszcie niezręcznie zaczął składać słowa, usłyszał tylko: Wojtek, jestem gotowy.

WP

Tak, rozmawialiśmy o śmierci sporo i z różnych powodów. Zrobiło na mnie wrażenie – nie oceniam, nie mówię: pozytywne, czy negatywne – ale wywarło na mnie wrażenie jak wiele ma akceptacji dla śmierci. I nie chodzi tylko o Gaszerbrum IV, gdzie mierzył się z myślą: mogę tu zginąć, prawdopodobnie tu zginę i jestem z tym pogodzony. Ale i później, kiedy rozmawialiśmy o tym, jak zdiagnozowano u niego nowotwór. To była mylna diagnoza, ale z początku o tym nie wiedział. Zaakceptował ją, przygotował się na śmierć i kiedy usłyszał, że to pomyłka, jego pierwszą reakcję było: ”Ale ja przecież jestem gotowy”. Był rozczarowany.

Rozczarowany?

Pamiętam tę rozmowę bardzo wyraźnie, choć minęło od niej jakieś 15 lat. Śmierć jest częścią procesu i Wojtek ma niezwykłą zdolność do akceptacji tego faktu. Oczywiście nie chce śmierci, jest pełny życia, ma masę spraw, które go zaprzątają, ale nie ma w nim strachu, nie boi się.

Archiwum prywatne
Podziel się
WP

Wojtek Kurtyka na wschodniej ścianie Trango Tower.

Opisywałaś to w swojej książce, w 2005 roku w ścianie Nanga Parbat utknął słowacki alpinista, Tomaž Humar. Z akcji ratowniczej zrobił się kilkudniowy medialny show. Wojtek skomentował go w jednym z wywiadów: ”epatowanie śmiercią na usługi takiego show jest niegodne”. Użył też określenia: ”igrzyska śmierci”. Rozmawialiście o tym?

Tak, choć w rozmowie ze mną nie określił tego co działo się w górach mianem ”igrzysk śmierci”. Ale wiem, że to co, robił Tomaž oceniał krytycznie. To jego wołanie do świata: ”Patrzcie na moją śmierć”, mu się nie podobało. Żeby być uczciwą w stosunku do Tomaža, powiem, że to była skomplikowana sytuacja. Stracił sponsora, który miał finansować wyprawę i starał się ją uratować. Był ekspertem od mediów i do nich się wtedy zwrócił, zaprosił do współpracy telewizję, co zmieniło wszystko. Media stały się graczem.

W górach dział się dramat, a my mieliśmy relację na żywo.

WP

To był jego wybór, żeby użyć ich w taki sposób. Tak jak w przypadku Wojtka, wyborem było konsekwentne niedopuszczanie mediów do siebie, nie korzystanie z nich.

Powiedział kiedyś, że nagrody są trucizną, rozumiesz ten rodzaj myślenia? Ty, która przez prawie 20 lat szefowałaś Festiwalowi Filmów Górskich w Banff, oceniałaś i nagradzałaś.

Rozumiem Wojtka. To trucizna dla niego, nie musi nią być dla innych ludzi. Uważa, że można być uzależnionym od tego rodzaju uznania. Działa to tak, najpierw odkrywasz, że to całkiem miłe uczucie, kiedy ludzie cię podziwiają, robią z ciebie bohatera. Ale przecież nie sposób być uwielbianym bezustannie. Problem pojawia się, kiedy zaczyna tego bodźca brakować, a ty z miejca czujesz się mniej wart. Wojtek nie chciał, żeby jego poczucie wartości zależało od innych ludzi. Chciał je kształtować samemu. On mówi: ”Przekładam przyjaźń ponad uwielbienie”. Czy to mam sens?

Przestał chodzić w góry wysokie. Przyznał kiedyś, że bał się, że pojdzie za daleko, gdzie nie wystarczy mu sił. Jest z tym pogodzony, gdzie go zostawiłaś stawiając kropkę na końcu książki?

Nie sądzę, żeby było w nim zgorzknienie. Nie raz go pytałam – dlaczego nie przeprowadzisz się w góry? ”Bo tu jestem szczęśliwy” – odpowiadał. Fascynuje się ogrodnictwem, nie ma już co prawda pięknego ogrodu, ale nawet spacerując wśród chwastów, zachwyci się pięknem. To takie absolutnie klasyczne doświadczenie, jeśli pójdziesz w Wojtkiem na spacer na łąkę, będzie zafascynowany roślinami: ”Spójrz na tę, zobacz jakie ma liście, patrz jak kwitnie”. Interesuje się architekturą, muzyką, naprawdę mnóstwo rzeczy go fasynuje poznaje je, uczy się o nich. Jeśli ma dziś jakieś uzależnienie, jest nim piękno. Szuka go i znajduje.

Sam jest piękną osobą.

Tak, hm, nie zawsze (śmiech).

Kłóciliście się pracując?

Spieraliśmy się, żeby się nawzajem zrozumieć. Angielski Wojtka jest bardzo dobry, ale kiedy zaczynaliśmy mówić o ”krei”...

O czym?

”Krea” - wymyślił to słowo. Zrozumienie, o co mu chodzi, zabrało nam sporo czasu. I takiego dreptania, krok w przód, krok w tył. Mówiąc językiem wspinaczy – byliśmy na końcu naszej liny. Pytałam: chodzi ci o kreatywność? A on odpowiadał: ”Nie, kreatywność to akcja, a ”krea” to stan, koncepcja”.

Brzmi w odrobinę nawiedzony sposób.

Nie mnie oceniać, to jego filozofia, moją rolą było zrozumieć ją i opisać w książce (śmiech).

Archiwum prywatne
Podziel się

Wojetk Kurtyka i Jerzy Kukuczka w bazie, po ukończeniu nowej drogi na Gaszerbrumie I w 1983 roku.

Powiedział kiedyś, że każda kreatywna działalność zawiera w sobie egoizm. W przypadku alpinizmu dochodzi do tego możliwość utraty życia. Wojtek jest szczery ze sobą, potrafi przyznać, że bywał egoistą?

Nie da się uprawiać alpinizmu na takim poziomie bez bycia egoistą. Wojtek jest bardzo świadomy faktu, że ma wysokie zdanie na własny temat. Boryka się z tym, bo nie chce być egotyczny. Ale jest. To cały Wojtek.

To pytanie ostatnio często powtarzane, po co ludzie chodzą w góry. Po co ty chodzisz, po co chodzi Wojtek, da się znaleźć odpowiedź?

Kiedy idziesz w góry fundujesz sobie doświadczenie, które chwilami może być przerażające, kosztuje cię wiele wysiłku. Spędzasz tam czery, pięć dni. Albo i dwa tygodnie. Całkowicie odcinasz się od świata, nie używasz telefonu, koncentrujesz na przetrwaniu. To doświadczenie jest jak szczotka, która wymiata z głowy wszystkie pajeczyny, drobne rzeczy, bzdety, które nas otaczają tu na dole. I ono jest dla wspinaczy wspólne. Pamiętam, jak kiedyś, wiele lat temu, po festiwalu górskim, który odbywał się w Katowicach, poszliśmy grupą do klubu. Złapałam się na myśli, że wspinacze mają własny język znaków, jest jak język migowy. Rozpoznają się i rozumieją doskonale, bo są częścią jednego plemienia. Każdy z nich wie, że ta górska szczotka działa doskonale. Po to się chodzi w góry.

Materiały prasowe
Podziel się

Bernadette McDonald i Wojtek Kurtyka podczas spotkania autorskiego w warszawskim Centrum Premier, 30 stycznia 2018.

Bernadette McDonald, ceniona kanadyjska autorka książek o tematyce górskiej, która na swym koncie ma takie bestsellery, jak "Tomaž Humar" (2008), "Ucieczka na szczyt" (2011), "Alpejscy wojownicy" (2015), tłumaczone na wiele języków i często nagradzane. W biografii "Kurtyka. Sztuka wolności”, połączyła historię przejść największych ścian Karakorum, Himalajów i Hindukuszu z opowieścią o ludziach, którzy w tych samych górach kierują się skrajnie różnymi wartościami. Książka swoją światową premierę miała w sierpniu 2017 i już odbiła się szerokim echem - została nagrodzona w prestiżowym międzynarodowym konkursie literatury górskiej Banff Mountain Book 2017 w kategorii Non Fiction oraz National Outdoor Book Awards 2017 w kategorii Historia/Biografia i The Boardman Tasker Award 2017.
Bernadette McDonald była założycielem Działu Kultury Górskiej w Centrum w Banff. Przez prawie 20 lat sprawowała funkcję dyrektora Festiwalu Filmów Górskich w Banff.

Wojtek Kurtyka jest laureatem Złotego Czekana za całokształt dokonań wspinaczkowych. Jego przejście Świetlistej Ściany Gasherbruma IV zostało uznane za jedną z najważniejszych wspinaczek XX wieku.

Materiały prasowe
Podziel się

"Kurtyka. Sztuka wolności”, Bernadette McDonald, Wydawnictwo Agora. Premiera książki 1 lutego 2018 r.

Obejrzyj też: Polscy himalaiści chcą dokonać niemożliwego

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP