Trwa ładowanie...
recenzja
29-03-2017 16:39

Ułomność superbohatera

Share
Ułomność superbohateraŹródło: Inne
d2dv991

Clint Barton nie ma supermocy czy technologicznie zaawansowanej zbroi, co wcale nie przeszkodziło mu w dołączeniu do grupy Avengers. Przez ponad pół wieku obecności w popkulturze bohater znany głównie jako Hawkeye doczekał się wielu wcieleń i interpretacji, choć nie da się ukryć, że najnowsza, wykreowana na potrzeby cyklu Marvel Now (2012-2015) inkarnacja Bartona wzbudza największy zachwyt czytelników.

Po kilku latach oczekiwań wydawnictwo Egmont wypuściło na polski rynek najciekawszy, zdaniem wielu fanów, komiks z linii Marvel Now. W albumie „Hawkeye. Moje życie to walka” zebrano pięć pierwszych zeszytów tytułowej serii „Hawkeye” oraz szósty numer „Young Avengers Presents”, który dopełnia ważny wątek relacji Clinta Bartona i niejakiej Kate Bishop.

Wykreowany przez Matta Fractiona (scenariusz) wizerunek Hawkeye'a jest zaskakujący i na swój sposób odważny. Barton w jego wydaniu ani razu (nie licząc „Young Avengers Presents”) nie zakłada stroju superbohatera i bliżej mu do zwyczajnego gościa z niezwykłymi problemami, aniżeli do superherosa ratującego świat. Oczywiście Clint to w dalszym ciągu mistrz łucznictwa i sztuki cyrkowej, potrafiący rozłożyć na łopatki grupę wojowników ninja, samemu będąc przywiązanym do krzesła. Mimo to głównym zamysłem Fractiona było pokazanie ludzkiej strony Hawkeye'a. Bohatera, który wiedzie w miarę zwyczajne życie towarzyskie, chodzi na zakupy, ulega namiętności etc.

(img|724718|center)

d2dv991

Pierwsze trzy zeszyty to krótkie epizody z życia Bartona, które choć pozbawione obecności Kapitana Ameryki i innych Avengers (ich imiona pojawiają się w zabawnych wzmiankach), są jednocześnie wypełnione akcją. Na szczególną uwagę zasługuje tu historia z piękną nieznajomą i jej Dodgem Challengerem, która stanowi prawdziwy popis mistrzowskiego duetu Matt Fraction i David Aja. Hiszpański rysownik stworzył niesamowicie dynamiczną i wymowną opowieść, która spokojnie poradziłaby sobie bez jakichkolwiek dialogów. Na tle prac Aja znacznie słabiej wypadają ilustracje Javiera Pulido (#4, #5) i Alana Davisa („Young Avenger Presents #6”), ale tylko dlatego, że autor pierwszych zeszytów zawiesił poprzeczkę wyjątkowo wysoko.

Za scenariusz wszystkich historii w „Moje życie to walka” odpowiada Fraction, który postawił na oryginalny portret Hawkeye'a, ale wydaje mi się, że miejscami zabrakło mu konsekwencji. Może to wynik błędnych oczekiwań, ale czytając pierwsze trzy zeszyty spodziewałem się, że autor pójdzie o krok dalej. Zostawi za plecami cały wątek superhero i skupi się na wątku obyczajowym. Relacja Clinta i Kate aż się o to prosi, podobnie jak ledwie nakreślone tło życia sąsiedzkiego. Jessica Jones z „Alias” pokazała, że można pójść w tym kierunku i osiągnąć świetny rezultat. Clint Barton, mimo ogromnego potencjału na bohatera „z ulicy” i awersji do noszenia kostiumu, to jednak zupełnie inna kategoria.

(img|724719|center)

„Hawkeye. Moje życie to walka” to bardzo dobry komiks, który stara się pokazać znanego od ponad pół wieku bohatera z zupełnie innej strony. I chociaż mniej tu obyczaju, a więcej bohaterskich czy wręcz szpiegowskich akcji ("Taśma"), to starania Matta Fractiona należy potraktować jako krok w słusznym kierunku, który w zestawie z rysunkami Aja daje momentami fenomenalny efekt.

d2dv991
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2dv991
d2dv991