Tomasz Lis: Ceniłem Kurskiego, ale teraz nie podaję mu ręki

Tomasz Lis wyznaje, że znał dobrze Jacka Kurskiego, prezesa TVP, ale teraz nie chce podawać mu ręki, a ich znajomość jest skończona. – On zasługuje na potępienie – mówi Lis. Naczelny "Newsweeka" mówi też o Kaczyńskim, 500 plus i porównuje Wałęsę z Dudą.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Tomasz Lis cenił Jacka Kurskiego póki ten był cynikiem na własne konto
Tomasz Lis cenił Jacka Kurskiego póki ten był cynikiem na własne konto (PAP)
WP

Tomasz Lis wydał biografię zatytułowaną "Tomasz Lis. Historia prywatna”. Podczas spotkania autorskiego w Gdańsku w poniedziałek, Lis opowiadał o swoim znajomym, pochodzącym z Gdańska Jacku Kurskim, prezesie TVP.

Lis powiedział, jak spotkał go na lotnisku w Moskwie:

- Byłem w Moskwie na meczu Polska - Senegal. Kiedy wracałem, staliśmy na lotnisku Szeremietiwo z córką i widzę z daleka Jacka Kurskiego. Mówię do córki: "Nie mogę mu podać ręki i nie mogę do niego zagadać". Ja nie chciałem być niegrzeczny, ale wydawało mi się, że po tym wszystkim co się działo w TVP, nie można nawet na gruncie towarzyskim mówić "Cześć, Jacek, co u ciebie?”. Nie! To wszystko, co się dzieje w TVP, zasługuje na potępienie. Na szczęście udało nam się choreograficznie to tak rozegrać, że zbliżyliśmy się do siebie, ale nie na tyle, żeby powiedzieć sobie "cześć”. Wcześniej bardzo się z Jackiem Kurskim lubiliśmy. Jak się poznaliśmy [na początku lat 90. - red.], pracował w "Tygodniku Gdańskim” i zgadaliśmy się wtedy, że obaj kibicujemy Wałęsie. Wtedy politycznie nie pasowała mi ekipa i linia Mazowieckiego, Geremka i Michnika. To byli fantastyczni ludzie, ale ja byłem wtedy za przyspieszeniem i pewnymi pomysłami Jarosława Kaczyńskiego. To się skończyło w 1992 roku – potem już nie miałem żadnych złudzeń co do Kaczyńskiego. Ale Jacka Kurskiego lubiłem. Gdy odchodziłem z TVP, zrobiłem statystykę, kto był najczęściej gościem w "Tomasz Lis na żywo” przez ponad 300 odcinków w 8 lat. Bezdyskusyjnie na pierwszym miejscu był Jacek Kurski. Kurski był inteligentny, łobuzerski. Przed programem, kiedy się widzieliśmy, to zawsze była masa żartów. Dopóki na własny rachunek flirtował ze złem i na własny rachunek prezentował romanse z cynizmem, w porządku, jego sprawa. Ale w momencie, kiedy objął stanowisko szefa TVP, która w dość paskudny sposób kłamie od rana do wieczora, to zmieniłem zdanie. On jest zbyt inteligentny, żeby nie wiedzieć, jaka jest istota działań TVP, i to on ponosi odpowiedzialność. Kurski zdaje sobie sprawę, co robi i chce teraz za to wszystko nagrody w postaci pensji eurodeputowanego.

WP

Lis mówił więcej o TVP i polityce Kurskiego: - Traktowanie wszystkich Polaków jak kompletnych kretynów to jest dość dyskusyjna metoda. A po wyborach samorządowych Kurski chce uciekać do europarlamentu. Już nie mówię o tych wszystkich innych niebożętach z TVP SA. Przecież jak rządy PiS się skończą, to ktoś będzie płacił rachunki za te wszystkie plugastwa, które serwują ludziom od lat. Widziałem po wyborach miny prowadzących związanych z PiS i myślę, że są tak przerażeni, że nie będą mieli żadnych problemów z przemianą materii w najbliższych miesiącach.

Lis na spotkaniu w Gdańsku zastrzegł, że nie ma zamiaru być politykiem, bo są od tego lepsi ludzie, jak na przykład Donald Tusk. Śmiał się, że całe szczęście, że nie dostał się na medycynę, jak planował, bo dzięki temu został dziennikarzem, a jego potencjalni pacjenci żyją, leczeni przez ludzi lepiej się do tego nadających.

Wspominał swoją pracę w USA: rozmowę z Billem Clintonem, czy spotkania w Waszyngtonie z Janem Karskim i Janem Nowakiem – Jeziorańskim, jego bohaterami. Mówił, że te wszystkie rzeczy znajdziemy w jego biograficznej książce, tak samo jak wspomnienia w Londynu, gdzie jeszcze w latach 80. zarabiał na zmywaku i na budowie, by w Polsce móc kupić upragnioną kawalerkę.

Publiczność była po jego stronie, gdy mówił o polityce. Ludzie raczej mu przyklaskiwali i zgadzali z jego analizami politycznymi. A tych Lis miał dużo. Mówił m.in.:

WP

O Jarosławie Kaczyńskim:
Kaczyński to człowiek, który po 20 latach potrafił mieć pretensje, że był w mieszkaniu u Kuronia, a Kuroń mu nie podał krzesła. Jak ktoś ma taką zdolność do chowania w sobie urazy, to może przenosić te swoje kompleksy i frustracje na innych. Jak długo realnym panem Polski jest Kaczyński, to ja w harmonię w kraju nie wierzę. To on generuje tę koszmarną, złą energię. A nietrudno sprawić, żeby ludzi poszczuć na siebie. Parę intryg, parę donosów i już. To się szybko dzieje. Jarosław Kaczyński do tego pieca sporów i nienawiści dzień po dniu dorzuca. Będzie w Polsce normalnie, gdy przestanie. Jednak jak na dorzucanie trwające tak długo, to i tak nasze relacje są cywilizowane. Poza paroma bluzgami i podrapanym samochodem, nic złego mi się nie stało.

O nerwowości w PiS po wyborach:
Oni już wiedzą, że to nie jest zabawa. Myślą sobie pewnie: przegraliśmy nie tylko w Warszawie i Gdańsku. Ale przegraliśmy też w Siedlcach i w Ostrołęce, i Nowym Sączu. To są tereny, gdzie oni powinni wygrywać na luzie. Kaczyński już myśli, co dalej. Morawiecki mówił, że PiS będzie rządził do 2033 roku. Ale nie wiem, czy ktoś w PiS dalej wierzy, że będą rządzić kolejnych 15 lat. Tam jest duże poczucie niepokoju.

O Wałęsie i Dudzie:
Lech Wałęsa nie był człowiekiem-memem i nie budził powszechnej wesołości, jak Andrzej Duda. On w 1993 roku, sprytem, doprowadził do tego, że wojska sowieckie się z Polski wyprowadziły. To Wałęsa w 1994 rozpoczął marsz Polski do NATO. Był mężem stanu i potrafił pokazać wielkość.

East News/ Tomasz Lis napisał biografię
Podziel się
WP

O 500 plus:
PiS nie wygrał wcale wyborów dzięki 500 plus. 500 plus umacnia PiS, ale nie dało im władzy. Chodziło raczej o poczucie szacunku społecznego. Wyborcy PiS często pochodzą z mniejszych ośrodków, gdzie był jeden, dwa zakłady pracy. One padały i to były ludzkie tragedie. Miliony Polaków zapłaciły wielką cenę za transformację. Oni widzieli wokół siebie masę ludzi zadowolonych i pytali: „No, a my, a nasze dzieci? Mi jest źle i mojemu dziecku też”. Narastała w nich frustracja. To ludzie, który polski sukces oglądali przez szybę. Nie było ich stać na drogi bilet na mecz reprezentacji Polski na nowym, pięknym stadionie, ani na hotel wybudowany na Euro 2012. To nasi bracia i siostry, to jest nasza rodzina. Staliśmy się krajem samozadowolonych, którym się udało. A co, jak komuś się nie udało? No to, sorry wujek, sorry Leonardo. Radź sobie sam, to twój problem! Ale jak tych, którym się nie udało są miliony, to czy to dalej jest MÓJ problem, czy już NASZ problem? Liczba sfrustrowanych poszła ostro w górę i dała napęd PiS. Gotowało się pod pokrywką i ciśnienie poszło w górę.

O najbliższych wyborach parlamentarnych:
To będzie jeden z najważniejszych momentów historii Polski. Nam się zdarzały straszne rzeczy w historii. W 1939 rozdrapały nas dwie totalitarne potęgi. W 1945 nie mieliśmy wyboru. W 1989 udało nam się uciec od pustych półek, od niedostatku. Teraz czeka nas najważniejsze referendum w polskiej historii, czyli wybory parlamentarne jesienią 2019 roku. Odpowiemy na proste pytanie: czy my jesteśmy ze Wschodu czy z Zachodu? Czy państwo autorytarne nam pasuje? Jeśli my, Polacy, przegramy te wybory, będziemy przeklęci. Przegramy Polskę. Koncertowo oblejemy egzamin. Nasze dzieci i wnuki za to zapłacą. Jeśli jednak PiS straci władzę, to zdamy ten egzamin.

O jedności opozycji:
Wymogiem chwili jest jedność. Są tacy, którzy powiedzą, że ze Schetyną nie mogą, albo że z Biedroniem nie mogą. Ale to jest moment wielkości. Naprawdę chcemy przegrać ze względu na to, że ja nie mogę z Kowalskim, a ja nie mogę z Malinowską? To jest taki moment, gdy ego się chowa. Za 10, 15 lat przywódcy opozycji mogą być w podręcznikach historii tymi, o których się będzie pisało, że ocalili Rzeczpospolitą. A może będzie się pisało, że wykazali się małością i przegrali Polskę? Oni mogą być bohaterami albo mogą dać ciała.

WP
Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP