Trwa ładowanie...
holderName
Recenzje

To ja jestem tu reżyserem

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
To ja jestem tu reżyserem
("__wlasne)
holderName

Niemiec piszący o polskim reżyserze, który w sercu ma Polskę, a w duszy Francję – to zadanie karkołomne, które może nawet i się udało, ale Polaków nie do końca zadowoli. A już na pewno będzie lekkim rozczarowaniem dla tych, którzy są fanami X Muzy.

Raymond Thierry Liebling, Roman Wilk, Roman Polański. Urodzony w Paryżu, mieszkający w Krakowie, a w czasie wojny ukrywający się. Tak się zaczyna ta historia, a potem płynnie przechodzi do czasów łódzkiej szkoły filmowej, której Polański nigdy nie ukończy. Po drodze jest fascynacja teatrem i kinem i jakieś pierwsze role. I wielkie marzenie, żeby być aktorem, chociaż jest równie utalentowanym rysownikiem. Ostatecznie kończy na wydziale reżyserii, a jego etiudy, opisane szczegółowo w tej biografii, są pokazywane kolejnym rocznikom studentów.

I właśnie dlatego mam z tą biografią, która nie do końca jest biografią, duży problem. Bo owszem, bez emocji jest opisany pełen zwrotów akcji życiorys Polańskiego, który także wystarczyłby, aby obdzielić co najmniej kilka innych osób. Tyle że ta część jest uzupełniana o szczegółowe omówienie filmów reżysera. I choć ta analiza jest może i potrzebna, to jednak w przypadku książki, która ma być jednak biografią a nie filmografią, wyrywa czytelnika z kontekstu biograficznego i zmusza do przypomnienia sobie, niemal scena po scenie, całej fabuły wszystkich filmów. A na koniec autor jeszcze tłumaczy zakończenie, co z kolei dobije tych, którzy może by chcieli zapoznać się z dziełami Polańskiego.

holderName

O ile jestem w stanie znieść ten swobodny przepływ słów pomiędzy szczątkami życia prywatnego a odzwierciedlaniem ich w filmach Polańskiego, o tyle nie rozumiem, dlaczego autor biografii reżysera podejmuje się dodatkowego wysiłku i tłumaczy widzom jego filmy. W końcu miała to być biografia. A skoro tak, to sięgną po nią albo osoby zainteresowane twórczością Polańskiego, o której zapewne wiedzą równie dużo jak autor biografii, albo poszukiwacze sensacji. Im natomiast fabuła filmów i jej rozkładanie na czynniki pierwsze do niczego się nie przyda. Jest kilka ciekawych zdjęć, historie są pokazywane z perspektywy kilku osób, bo autor powołuje się na przyjaciół, współpracowników i znajomych reżysera, ale gdzieś pozostaje niedosyt. Może jest to niedosyt charakteryzujący jedynie nas, Polaków, którzy do Polańskiego mamy nieco inny stosunek niż widzowie niemieccy.

Ceńmy zatem Polańskiego, nawet pokazanego w taki sposób.

holderName

Podziel się opinią

Share
holderName
holderName