Trwa ładowanie...
d2r7b99
Recenzje

Syndrom Jeżycjady

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Syndrom Jeżycjady
("__wlasne)
d2r7b99

Stało się w finałowej odsłonie trylogii Ałbeny Grabowskiej to, co Małgorzatę Musierowicz spotkało wiele tomów później. Choć porównanie nie jest do końca sprawiedliwe, bo saga o rodzie Winnych z Brwinowa nigdy się do początkowych tomów poznańskiej epopei poziomem nawet nie zbliżyła. Jednak faza schyłkowa obu cykli ma bardzo podobną charakterystykę.

Winni, jak późni Borejkowie, na kartach „Tych, którzy wierzyli” jeszcze silniej niż dotychczas jawią się jako ostoja dobra, bezpieczeństwa, rodzinnej prawości i harmonii. Dzieje się tak głównie za sprawą najważniejszego z nowych bohaterów „z zewnątrz”: Jeremiego. Losy chłopca zostają splecione z losami kolejnych bliźniaczek w rodzinie Winnych już w chwili narodzin. Julia i Ula, córki Basi, wnuczki Mani i cioteczne wnuczki Ani, przychodzą na świat na tej samej sali porodowej, co Jarek, jak go nazywają. Dzieciaki wspólnie dorastają w Pruszkowie, chodzą do jednej grupy w przedszkolu, a po kilkuletniej przerwie ich ścieżki znowu przecinają się w klasie sportowej miejscowej podstawówki. Przez te wszystkie lata Jeremi ociera się o raj, jakim jest dom Uli i Julii, a sam żyje co najmniej w czyśćcu, jeśli nie w piekle wielodzietnej, ubogiej rodziny pozbawionej więzi. Wskutek ciągłych interakcji z lepszą sferą chłopakowi wpada wręcz w pewnym momencie do głowy, że mógłby się dostać na medycynę. Skończy zaś, o ironio,
jako jeden z ważniejszych rozgrywających pruszkowskiej mafii. Wątek, który miał być chyba w autorskim zamyśle przejmujący, w rezultacie, poprzez swoją groteskową pseudologikę kontrastów, jest raczej dosyć zabawny. Choć przyznać trzeba, że występuje w nim symetria z niegdysiejszymi losami Ani, która też kiedyś wybrała „złego chłopca”. Tylko że Kazimierz był zły do szpiku kości, a Jeremi skręcił na złą drogę poniekąd z miłości, by móc ukochanej zapewnić wszystko to, na co, w jego pojęciu, zasługiwała.

To młode pokolenie, dzieci i wnuki niegdysiejszych głównych bohaterów, a w końcowych partiach powieści nawet ich prawnuki, gra tym razem pierwsze skrzypce. „Starzy” schodzą ze sceny, czy to za sprawą biologii, czy chorób, bądź usuwają się w cień, a jednak ich wartości wytrzymują próbę czasu. A ciekawy jest to zestaw i mocno paradoksalny. Winnym wolno wszystko: zdrady, wieloletnie kłamstwa, nałogi, ba, nawet nielegalne aborcje są w porządku, bo wiadomo, że to tylko przejściowe zawirowania, a dobra krew w końcu weźmie górę. Także ignorowanie anoreksji dziecka jest w dobrym tonie, cała rodzina akceptuje zaprzeczenie najbliższych chorej, dopóki sytuacja nie stanie się zupełnie dramatyczna. Wówczas, po interwencji rodzinnego lekarza, sprawa normuje się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Kariera w korporacji jest może i lukratywna finansowo, ale autorka wyraźnie nie popiera wyboru takiej ścieżki życiowej. Bohaterka, która (oczywiście) robi zawrotną karierę w firmie farmaceutycznej, dla wyrównania karmy
wybiera sobie bardzo złego, nieakceptowanego przez rodzinę męża. Jej siostra, którą Grabowska wyraźnie preferuje, porzuca pisanie tekstów reklamujących kosmetyki, by podążyć za głosem serca. Czy ktoś ma wątpliwości, że to dobry wybór?

d2r7b99

Rzecz jasna, komu poprzednie tomy przypadły do gustu, ten i tym razem będzie usatysfakcjonowany, a obok absurdów znajdzie się kilka scen czy rozwiązań udanych i dość poruszających. Całość da się jednak czytać bez bólu wyłącznie pod warunkiem zastosowania dewizy króla Juliana; „Teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu”.

W czasach bliższych współczesności wszelkie wcześniej sygnalizowane przeze mnie niedostatki cyklu o wiele mocniej kłują w oczy. Sama autorka chyba też to czuje, bo ostatnie dwudziestolecie swojego tytułowego stulecia tylko muska w przelocie. I w zasadzie całe szczęście, że to już koniec.

d2r7b99

Podziel się opinią

Share

d2r7b99

d2r7b99