Trwa ładowanie...
d4dv6wy

Substancja, za której używanie w Polsce można iść do więzienia. Opisał, co dzieje się podczas ceremonii

Robert Rient, polski dziennikarz i reportażysta, wyprowadził się z Warszawy, spakował plecak i wyruszył w samotną podróż. W najnowszej książce "Przebłysk" opisuje dokładnie, jak wygląda ceremonia ayahuaski, którą przeżył w Peru. Publikujemy fragment książki.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Leżę oszołomiony. Tłumaczę sobie, że miałem urojenia, że to projekcje spowodowane strachem i oczekiwaniami" - pisze Robert Rient.
"Leżę oszołomiony. Tłumaczę sobie, że miałem urojenia, że to projekcje spowodowane strachem i oczekiwaniami" - pisze Robert Rient. (Facebook.com)
d4dv6wy

Ceremonia rozpoczyna się w nocy i trwa sześć godzin.
Wychodzę z domku na drzewie. Przywykłem do spacerów z czołówką. Światło podąża za wzrokiem, ruchem głowy. Oświetlam krętą ścieżkę do maloki, szamańskiej chatki znajdującej się kilkadziesiąt metrów dalej. Prowadzą mnie ciekawość i strach. Od kilku godzin nic nie jadłem, ostatnią godzinę nie piłem wody. Od tygodnia nie piję kawy, alkoholu, nie używam soli. Przystępujący do ceremonii ayahuaski powinni odstawić wszystkie używki i około dziesięciu dni pozostać na diecie bezmięsnej, najlepiej wegańskiej. Celem jest oczyszczenie ciała, przygotowanie na spotkanie z rośliną.

   Materiały prasowe

W ośmiokątnej chacie jest ciemno. Ogień z dwóch świec rzuca na drewniane ściany ruchome cienie. Nathalie, Kony, Wadim, Milczący i ja zajmujemy miejsca na cienkich materacach. Obok każdego z nas stoją: wiadro na wymioty, butelka wody i papier toaletowy. Ceremonię prowadzi Loyver Yui z plemienia Shipibo, zwany też Wesha’kea. Jego imię oznacza nieskończone wzory, nieskończone możliwości. Współprowadzi Marija z Syberii, curandera, czyli uzdrowicielka, przygotowująca się od dziesięciu lat do roli szamanki. Malokę można opuścić tylko za potrzebą udania się do toalety. Nie powinniśmy rozmawiać ani dotykać innych osób.

d4dv6wy

W glinianym naczyniu szaman podpala drwa Palo Santo, świętego drzewa, którego nie wolno ścinać. Opadłe gałęzie suszy się przez trzy lata. Szaman zdmuchuje ogień, który zajął drewno. Naciąga dym na swoją twarz, włosy i ciało, a później na wszystkich siedzących w kręgu. W powietrzu unosi się słodki aromat. Dym, który ma chronić, dym, którego nie lubią złe duchy. Wypowiadamy na głos swoje intencje. Chcę wyleczyć gardło i chcę się obudzić, naprawdę obudzić.

W języku keczua huasca oznacza pnącze lub lianę, natomiast aya to dusza, umarli lub duchy. Ayahuasca to pnącze duchów, liana duszy. Kolejno wezwani podchodzimy wypić medycynę, tak nazywają tutaj wywar z ayahuaski. W kamiennym pucharze znajduje się gęsta, smolista substancja, przypominająca w smaku gorzkie, sfermentowane powidła śliwkowe. Powstrzymuję odruch wymiotny. Na końcu swoje porcje wypijają prowadzący ceremonię.

Ogień ze świec zostaje zdmuchnięty i zapada absolutna ciemność. Szaman zaczyna śpiewać icaro, nie rozumiem ani jednego słowa. Jego głos przypomina drżenie, unosi się w powietrzu jak mgła, a później opada jak tysiące kropel. Szamanka uderza w bęben. Nie dzieje się nic i nie czuję nic. Po godzinie Marija pyta, czy chcę drugi kubek. Chcę. Ponownie nie czuję nic. Słyszę, jak Kony wymiotuje do wiadra. Szaman jest obok niej, śpiewa swoje dziwne pieśni, a cykady i inne stworzenia nocy grają swoją muzykę. Czuję się oszukany, ale znajduję też podszytą poczuciem wyższości satysfakcję: oto czary dla wierzących, tych, którzy poddają się sugestii. Kładę się na materacu i przykrywam kocem.

   Materiały prasowe

Zapada cisza, która zwiastuje koniec czasu i ten znika. Nie umiem odmierzyć ciszy, ale słyszę ją po raz pierwszy. Ktoś albo coś odzywa się do mnie bardzo wyraźnie i głośno: "Po pierwsze podziękuj umysłowi". Wiem, że nikt poza mną tego głosu nie słyszy, pochodzi z ziemi i drzew. Nadjeżdża pociąg prowadzony przez szalonego, uśmiechniętego motorniczego, który puszcza do mnie oko i rzuca: "Gdyby nie ja, nie dotarłbyś tutaj, podziękuj, no dalej, podziękuj umysłowi". Dziękuję. Pociąg znika wraz z ostatnimi słowami, które wykrzykuje szalony motorniczy: "A co ty się tak mnie czepiasz? I pamiętaj – jak nie wiesz, co masz w życiu zrobić, zawsze, ale to zawsze możesz podziękować".

d4dv6wy

Leżę oszołomiony. Tłumaczę sobie, że miałem urojenia, że to projekcje spowodowane strachem i oczekiwaniami. W tym momencie wszystko wraca na miejsce. Maloka, materac, icaro, ciało, odgłosy nocy, bębna, gitary i wymiotującej Kony. Ktoś wychodzi do toalety i po chwili wraca. Nie czuję nic, musiało mi się przywidzieć. Chcę usnąć, doczekać końca ceremonii i rano zanurzyć się w lesie. Gdzieś na granicy jawy i snu widzę swoje ciało, które zmienia się w kamień (...)

Ceremonia się kończy.

– Co się stało?

– To wprowadzenie, ayahuasca daje ci to, czego potrzebujesz – mówi szaman Loyver i odchodzi, po czym odwraca głowę i dodaje ze śmiechem: – No, chyba że potrzebujesz czegoś innego.

d4dv6wy

Ayahuasca stosowana jest od wieków przez szamanów w Peru, Kolumbii, Ekwadorze i Brazylii w celu leczenia i uzdrawiania. W Polsce jest nielegalna i wpisana na listę substancji zakazanych. Za jej posiadanie i używanie można pójść do więzienia. Amazoński wywar roślinny nazywany jest również caapi, natéma, yagé i mihi.

   Materiały prasowe

– Czy zawsze po wypiciu pojawiają się halucynacje?

– Halucynacji doświadcza większość, niewielu ma wizje – mówi szaman, który został inicjowany przez swoją mamę, uzdrowicielkę. Ją z kolei w świat szamanizmu wprowadził jej dziadek.

d4dv6wy

– Jak je odróżnić?

– Bez problemu rozpoznasz wizję, jeśli ayahuasca zechce cię obdarować.

Szaman nazywany jest krewnym roślin, drzew i lasu. Używa ich do leczenia chorób skóry, włosów, krwi, układu pokarmowego, nerwowego i chorób duszy, które w kulturze zachodniej nazywane są zazwyczaj chorobami psychicznymi. Zna również mowę drzew.

Od rana pomagamy przygotować wywar z pnącza Banisteriopsis caapi, czyli ayahuaski. Cały proces trwa kilka dni. Towarzyszy mu śpiewanie icaro, które jest formą rozmowy z roślinami, oraz okadzanie roślin dymem z mapacho, czyli jednorocznej rośliny tytoniu bakun, nazywanej tutaj świętą. Pnącze ayahuaski trzeba pociąć na mniejsze kawałki, a następnie rozbić je młotkiem. Powstałe w ten sposób włókna dzieli się dłońmi na jeszcze cieńsze nici. Te lądują w wielkich garach razem z liśćmi Psychotria viridis, rośliny nazywanej również chakruną. Gotowanie, odparowywanie, odcedzanie, pilnowanie ognia trwa kilkadziesiąt godzin.

d4dv6wy

Soczyście zielona chakruna zawiera silną substancję psychoaktywną – dimetylotryptaminę, zwaną powszechnie DMT. Amerykański psychiatra Rick Strassman w książce DMT. Molekuła duszy opisał badania, które w latach dziewięćdziesiątych przeprowadził na Uniwersytecie w Nowym Meksyku na grupie sześćdziesięciu osób. Wszyscy oni zostali poddani wpływowi syntetycznego DMT. Strassman doszedł do wniosku, że DMT jest obecne w szyszynce każdego człowieka i uwalnia się podczas narodzin, śmierci oraz w chwilach wyjątkowego cierpienia. Towarzyszą temu wizje i wgląd wykraczający poza intelekt. Co ciekawe, spożycie DMT obecnego w chakrunie nie jest odczuwane przez ludzi, ponieważ zostaje strawione w żołądku przez enzym zwany oksydazą monoaminową (MAO).

Jednak związki chemiczne występujące w pnączu ayahuaski hamują działanie tego enzymu, dzięki czemu podczas wielogodzinnej ceremonii możliwe jest doświadczanie działania DMT. "W społecznościach plemiennych, gdzie te rośliny i preparaty roślinne są stosowane, uznaje się je za uosobienie świadomych, inteligentnych istot, widzianych tylko w szczególnych stanach świadomości i funkcjonujących jak duchowi nauczyciele oraz źródła wiedzy i uzdrawiających mocy" – napisał doktor Ralph Metzner w książce "Ayahuasca. Święte pnącze duchów", w której podsumował swoje badania nad substancjami psychodelicznymi prowadzone na Uniwersytecie Harvarda.

Dla niektórych ayahuasca jest kolejnym narkotykiem, przy czym pogląd ten głoszą zazwyczaj ci, którzy nigdy jej nie doświadczyli. Na poziomie fizjologicznym powoduje zwiększenie ciśnienia krwi i przyśpieszenie akcji serca. Często prowadzi do torsji i biegunki. Bywa nazywana la purga, czyli czyścicielka. Dla wielu osób pięciogodzinna ceremonia wiąże się z przejściem przez ekstremalny ból fizyczny i psychiczny. Mimo tego wokół ceremonii rozwinęła się coraz modniejsza turystyka ayahuascowa. Jednym z jej najpopularniejszych kierunków w Peru jest miasto Iquitos i jego okolice. Działają tutaj setki ośrodków, oferujące głównie amerykańskim i europejskim turystom masowe spożywanie ayahuaski.

Ceremonie często prowadzą samozwańczy szamani, coraz częściej biali. Przyciągają one złaknionych wrażeń, znudzonych, zrozpaczonych, pragnących wglądu, duchowej rozrywki, chorych fizycznie i psychicznie. Jednak poszukujący wyłącznie odurzenia zazwyczaj poprzestają na jednej ceremonii i wracają do znacznie tańszych i przyjemniejszych używek.

   Materiały prasowe/ Robert Rient

(...)

d4dv6wy

Tym razem medycyna zaczyna działać bardzo szybko. Siedzę po turecku na materacu, jakbym siedział na latającym dywanie. Przelatują obok mnie fluorescencyjne geometryczne i trójwymiarowe figury, których z każdą chwilą przybywa. Otwieram i zamykam oczy, co w żaden sposób nie wpływa na postrzeganie rzeczywistości. Jakbym się znalazł wewnątrz kalejdoskopu. Otaczają mnie fioletowe, czerwone i pomarańczowe matematyczne wzory, linie. Kształty są precyzyjne i unikatowe niczym płatki śniegu. To powitanie. Ayahuasca wnika do mojego ciała, pamięci i świadomości. Łączę się z nią jak z kochanką. Śmieję się głośno, tańczę. Kolorowy spektakl dobiega końca i zapada ciemność.

„Nie musisz się bać” – mówi ayahuasca. Skręca mi wnętrzności i zaczynam wymiotować. Łapię ciemną myśl, która zmienia się w pytanie i przynosi lęk: „Czy jak nie skończysz wymiotować, to umrzesz?”. Na czworaka pochylam się nad wiadrem. Słyszę inną myśl o tym, że przeszkadzam reszcie, że mógłbym ciszej, ładniej wymiotować, że to śmierdzi i jest odrażające. Łapię tę myśl i wyciągam ją przez otwarte usta, co wywołuje kolejną falę torsji. Wymiotuję przekonaniami ubranymi w słowa: patrz, jak wyglądasz; co o tobie pomyślą; ile to jest warte; trzeba; musisz; nie wypada. Podchodzi szaman, chakapą wybija rytm na moich plecach i głowie. Zaczyna nucić pieśń i nagle robi się jasno. Proszę go w myślach, czy raczej obrazach, by został. Oczywiście, że zostanę, odpowiada bez użycia słów. Wymiotuję ciemną myśl, tę, która przyniosła lęk. Wymiotuję pogardę. Przylgnęła do ścian krtani, a teraz walczy, by pozostać w organizmie. Szaman wznosi swoją pieśń i pogarda odpada. Odstawiam wiadro obok siebie i płuczę gardło wodą. Wiem, że już więcej nie będę wymiotował (...)

Szamanka jest w transie, uderza w bęben i wznosi coraz głośniejszą pieśń, krzyczy, byśmy do niej dołączyli. Kony wymiotuje od początku ceremonii. Wadim upada na drewnianą podłogę, rzuca się jak podczas egzorcyzmów. Nathalie, Milczący i ja łączymy się z szamanami w okrzyku, który tworzy dach nad Wadimem i Kony. Jestem częścią bardzo starej pieśni, która była przede mną, która zostanie, gdy umrę, którą stwarzam. Ayahuasca prowadzi mnie przez prerie, rzeki, korzenie wnikające w ziemię i łączące się ze sobą, ciało rozkładającego się lwa, którego pochłaniają głodne dzioby ptasich wędrowców. Podróż ciągnie się przez gwiazdy i planety, ciemność, która może być określona wyłącznie przez to, co jasne. Jestem unoszony, współzależny, najszczęśliwszy, moje skrzydła są szeroko rozłożone.

"Przebłysk" w księgarniach dostępny od 19 września 2018 roku

   Materiały prasowe

Robert Rient – ur. w1980 r. w Szklarskiej Porębie. Dziennikarz i pisarz. Autor reportażu Świadek (2015) wydanego również w Ameryce (2016) i powieści Duchy Jeremiego (2017) nominowanej do Nagrody Literackiej Nike. Pracował jako wykładowca, trener warsztatów i treningów interpersonalnych z rekomendacją Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, doradca zawodowy osób niepełnosprawnych intelektualnie i prezenter radiowy

d4dv6wy

Podziel się opinią

Share

d4dv6wy

d4dv6wy