Trwa ładowanie...
recenzja
26-04-2010 15:59

Sopot i inni

Sopot i inniŹródło: Inne
djnbeuh
djnbeuh

Polska nie jest krajem magicznym. To nie Kolumbia, Meksyk czy Argentyna. A jeśli czasem gdzieś magiczność wyziera mało kto potrafi ją zauważyć. Zauważenie to też nie wszystko - trzeba ją jeszcze opisać.

Trójmiasto jest jednym z niewielu miejsc, gdzie magii miejsca znaleźć można znacznie więcej. Gdańsk obecny i przeszły znalazł swoich piewców w osobach Grassa, Huellego czy Chwina. Ale Sopot nie jest wszak gorszy - ale z pewnym zasadniczym wyjątkiem. Lato powoduje, że miasto staje się nieznośnie turystyczne, z całym gwarem i żywotnością zjawiska, jednak oferującym w zamian prostactwo i szpan. Martwy sezon zaś ukazuje prawdziwą naturę kurortu, jako sennego, niedużego miasta z garstką autochtonicznych osobowości. Powieść jest jednocześnie zapisem dziwności miasta leniwego i przyczajonego do skoku na turystyczne portfele, jak i farsą komedii ludzkiej, wiarą w moc sprawczą serii przypadków. Cudowny, plastyczny język skrzący się dowcipnymi opisami charakterów powstałych w autorskiej imaginacji ściera się z topornymi osobami wziętymi wprost z sopockich realiów. Konwencja odrealniania nie odnosi się tylko do postawienia w jednym szeregu bohaterów zupełnie zmyślonych, osób o przypadkowym podobieństwie do
istniejących oraz realnych mieszkańców, których spotkać możemy na Monciaku. To również magia miejsc, z których jedne są, a innych próżno by szukać. Dziwnej znajomość wydarzeń, zrodzonych opodal molo. To Sopot przepuszczony przez nadrealny umysł autora oraz jego niezwykle sprawne pióro.

Komediowa opowieść o lawinie przypadków jest tylko pretekstem, choć nie pozbawionym uroku. Losy bohaterów spleciono ściśle, co nie było trudne, w końcu to małe miasto i prędzej czy później wszyscy muszą się z sobą spotkać. Jak w prawdziwej komedii - nie brak i tragedii. Tragedii też wpisanej w miasto, potrzebującego na gwałt bohatera i męczennika, który choć tak naprawdę nie stanowił o jego chwale, w powieści zamienił się niemal w symbol.

Dokąd zaprowadzi nas spóźnienie się na poranny autobus do pracy pani Pullmannowej? Do wyśmienitego, smacznego humoru, do pobłażliwie traktowanych, trudnych relacji męsko-damskich, do serii niebywałych zdarzeń, które, jak wszystko w Sopocie utoną, w wierszopodobnych wytworach Petera Konfederata.

djnbeuh
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
djnbeuh