Słodko-kwaśna historia Wietnamczyków w Polsce. "Jestem dumny z polskiego dowodu"

Mieszka w Polsce 35 lat. Był kucharzem, handlarzem, kierownikiem restauracji, dziennikarzem, aktorem i politykiem. Dziś jest głównie tłumaczem. Właśnie ukazała się książka, której jest współautorem. "Słodko-kwaśna historia" to fascynujący przewodnik po kulturze i kuchni wietnamskiej w Polsce.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ngo Van Tuong większość życia spędził w Polsce
Ngo Van Tuong większość życia spędził w Polsce (Jakub Pajewski)
WP

Łukasz Knap: Nasza wspólna znajoma mówi do pana "Tomek". Skąd takie imię?

Ngo Van Tuong: To jest moje polskie imię, które przyjąłem na chrzcie. Moja żona Polka chciała, żebyśmy wzięli ślub kościelny. Polscy znajomi zwracali się tak do mnie już wcześniej. To popularne imię w podręczniku do polskiego, z którego korzystałem.

Jakie jest pana pierwsze wspomnienie związane z Polską?

WP

Przyleciałem do Polski we wrześniu 1983 roku. Mało kto pamięta, że lotnisko Okęcie wyglądało wtedy bardzo biednie. Pierwsze wrażenie nie było zbyt ciekawe: było ciemno i zimno. Nie przygotowałem się do wyjazdu odpowiednio, bo przyjechałem bez kurtki. Pierwsza myśl? Że życie toczy się w zamkniętych mieszkaniach. Kto był w Wietnamie, ten wie, że tam dużo dzieje się na ulicy.

Skąd właściwie pomysł, żeby tu przyjechać?

Przypadek. Dobrze zdałem egzaminy na studia wyższe, zdobyłem odpowiednią liczbę punktów potrzebną, by studiować za granicą w ramach stypendiów oferowanych przez kraje byłego bloku sowieckiego. Stypendyści byli wtedy kierowani wyłącznie do krajów socjalistycznych. A to że będzie w moim przypadku Polska, to kwestia losowania w wietnamskim ministerstwie. Tak w każdym razie nam powiedziano w pierwszych dniach po przyjęciu do szkoły w Hanoi, gdzie uczyłem się języka polskiego zanim wyjechałem do Polski.

Łódź w latach osiemdziesiątch. Jak pan się tam czuł?

WP

Należeliśmy do mniejszości. Na łódzkim uniwersytecie, gdzie się uczyłem języka polskiego, było wtedy około trzydziestu Wietnamczyków. Niewiele, ale na uczelni studiowały też osoby z innych krajów. Później zacząłem właściwe studia w Szczecinie. Byliśmy egzotyczni, ale raczej nikt nie dawał nam tego poznać. Uczyliśmy się języka, kaleczyliśmy go, ale się dogadywaliśmy. Ale w gruncie rzeczy nasze kontakty z Polakami były wtedy ograniczone, mieliśmy stypendia. Sytuacja zmieniła się po studiach.

Co pan wtedy robił?

Czego ja nie robiłem (śmiech). Na początku zajmowałem się handlem obwoźnym w okolicy Szczecina, potem w Krakowie i okolicach. Później byłem kucharzem w barze, a potem kierownikiem restauracji orientalnej w Auchan. Miałem też swój bar w Galerii Żoliborz. Obecnie zajmuję się głównie tłumaczeniami, pomagam Wietnamczykom i obcokrajowcom w zakładaniu i prowadzeniu firm, czy też w legalizacji pobytu w Polsce. Można powiedzieć, że mam wolny zawód.

East News
Podziel się
WP

Bar wietnamski na stadionie X-lecia

Jak zmieniło się pana życie po studiach?

Musiałem zacząć zarabiać na życie i wtedy dotarło do mnie, że stosunek niektórych Polaków wobec Wietnamczyków jest bardzo protekcjonalny. Gdy pracowałem na bazarze, czy w gastronomii wiele osób zwracało się do mnie per "ty". Na studiach nikt tak do mnie nie mówił. Odpowiadałem wtedy grzecznie, że jeszcze nie piliśmy jeszcze wódki.

Teraz już chyba nikt się tak do pana nie zwraca?

WP

Nie, bo nie handluję już na bazarach, ale myślę, że pod pewnym względem jest gorzej.

Spotyka się pan lub pana bliscy z agresją na ulicy?

Zdarza się, ale najgorszy jest brak szacunku. Nie raz i nie dwa w urzędach, gdzie pomagam wielu Wietnamczykom w załatwieniu różnych spraw, słyszałem głosy urzędniczek mówiących o nas "Wietnamce". Nie chodzi tylko o słowo, ale też ton lekceważenia. Nie wyobrażam sobie, że z taką pogardą mówiłyby o Niemcach. Może są sfrustrowane i w ten sposób kompensują swoją złość? Człowiek na poziomie chyba nie pozwoliłby sobie na taki język. Nigdy nie czułem takiej wrogości, gdy byłem w Stanach Zjednoczonych lub Londynie. Tam po prostu jest większa różnorodność i nikogo nie dziwi, że spotyka się w sklepie lub autobusie osobę czarnoskórą lub Azjatę. Brakuje mi takiej różnorodności.

Czuje się pan dziś w Polsce bardziej obco niż kiedyś?

WP

Wiele zależy od sytuacji, ale mam wrażenie, że od jakichś dwóch lat idzie ku gorszemu. Nie czuję się "obcy". Mieszkam w Polsce ponad połowę swojego życia, płacę podatki, jestem aktywnym obywatelem, brałem udział w wyborach do Rady Miasta. Nie jestem "Wietnamcem".

Zgłaszał pan urzędniczkom, że nie życzy sobie gorszego traktowania?

Czasami nie wytrzymuję i mówię na głos, co o tym myślę. Zdarza się, że mam ochotę krzyczeć, ale w urzędach jestem najczęściej w celach służbowych, nie chcę utrudniać życia moim klientom wszczynając awantury.

Skąd według pana bierze się taka wprost wypowiadana niechęć?

Zmianę zauważyłem w ostatnich dwóch latach. Co się w tym czasie wydarzyło, nie muszę tłumaczyć, ale sądzę, że ta jawna agresja jest związana z tym, że po prostu w przestrzeni publicznej jest większe przyzwolenie na niechęć do "obcych". Politycy najwyższego szczebla mówią o tym, że uchodźcy przynoszą choroby, a to przekłada się na to, że zwykli ludzi pozwalają sobie później na takie uwagi. Źle się czuję z taką polityką, bo ona sprawia, że ja jako Wietnamczyk jestem traktowany z pobłażliwością, jak obywatel drugiej kategorii. Gdyby nie przyzwolenie z góry, ludzie hamowaliby się. Teraz sobie pozwalają.

Większość Polaków pewnie nie wie, że Wietnamczycy świetnie sobie w Polsce radzą.

Niektórzy dorobili się fortun. Wietnamczycy nie zajmują się już tylko handlem. Młodsi pracują jako graficy, informatycy, agenci ubezpieczeniowi, bankowcy. Najstarsze pokolenie też rezygnuje z handlu na bazarach, szukają nowych możliwości w usługach. Najnowszym trendem są salony piękności.

Zaskakuje mnie, że mówi pan o pogardzie wobec Wietnamczyków. Wydaje mi się, że są w Polsce postrzegani jako bardzo pracowici.

Musieli być pracowici. Sam przez wiele lat pracowałem tak, że nie miałem w tygodniu jednego wolnego dnia. Polacy w Anglii też są chwaleni za pracowitość. Nie jesteśmy z natury jakoś bardziej pracowici niż inne nacje.

W Wietnamie tyle się nie pracuje?

Nie ma jednego Wietnamu. Wielu ludzi ma mylne wyobrażenie, że Wietnamczycy są biedni, a to nieprawda, bo Wietnam to kraj rozwijający się bardzo dynamicznie. Sajgon jest większą metropolią niż Warszawa i ma drapacze chmur nieustępujące warszawskim.

East News
Podziel się

Zmianę sytuacji Wietnamczyków w Polsce oddaje kuchnia. Kiedyś bary wietnamskie sprzedawały jedzenie, o którym można było powiedzieć wszystko, tylko nie to, że miało coś wspólnego z kuchnią wietnamską.

Pierwsze restauracje i bary otwierane w latach osiemdziesiątych nie miały dostępu do podstawowych składników. Kucharze, często profesjonaliści po wietnamskich szkołach gastronomicznych, szli na kompromisy i oczywiście szukali takich połączeń smakowych, które odpowiadałyby Polakom.

Dziś w większości barów można dostać już zupę pho albo dania z makaronem ryżowym. Skąd taka zmiana?

Ona ma korzenie w oryginalnej kuchni wietnamskiej, którą można było dostać na Stadionie Dziesięciolecia. Najpierw stołowali się tam wyłącznie Wietnamczycy, którzy tęsknili za prawdziwą kuchnią wietnamską, ale później coraz częściej przychodzili tam artyści i dziennikarze, filmowcy. Dzięki nim zaczęły pojawiać się artykuły i programy poświęcone wietnamskiemu street foodowi. Kuchnia wietnamska zrobiła się modna, po zlikwidowaniu Stadionu Dziesięciolecia Wietnamczycy zaczęli zakładać restauracje, w których podawali prawdziwe dania wietnamskie. Okazało się, że Polakom smakują nie mniej niż kurczak w pięciu smakach.

Co pan jada najczęściej na mieście?

Kuchnia wietnamska jest mi bliska, ale jeśli jestem na mieście, to chętnie chodzę do barów mlecznych zamawiam wtedy żurek i schabowego. Sentyment do tych dań został mi z czasów studiów. Oczywiście, chętnie wpadam też do wietnamskich barów.

Gdzie w Warszawie można teraz dostać najlepsze wietnamskie jedzenie?

Jest wiele dobrych miejsc, często bywam w okolicach Okęcia i tam polecam Targowisko Bakalarska, gdzie często zamawiam zupę pho lub bun cha (jedna najpopularniejszych potraw składająca się z grillowanego mięsa wieprzowego i makaronu ryżowego – przyp. red.). To są potrawy barowe, dla wszystkich, odpowiedniki polskich dań z barów mlecznych.

Dla wielu Polaków synonimem kuchni wietnamskiej są sajgonki. Jaką mniej znaną potrawę łatwo ugotować w domowych warunkach?

Polecam wszystkie przepisy z naszej książki, naprawdę wszystkie przetestowaliśmy (śmiech). Stosunkowo mało znana jest karmelizowana wieprzowina. To pyszna potrawa, którą każdy z łatwością może zrobić w domu.

Żyje pan w Polsce dłużej niż w Wietnamie. Jak pan o sobie dziś mówi?

Jestem Wietnamczykiem z polskim dowodem i paszportem. Jestem z nich bardzo dumny.

Materiały prasowe
Podziel się
Jakub Pajewski
Podziel się
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP