Trwa ładowanie...
d40fao4
Informacja prasowa
grecja

Przeczytaj fragment książki ''Tajemnicze inskrypcje'' Alexisa Panselinosa

„Tajemnicze inskrypcje” to melancholijna, wielowątkowa opowieść o kilkunastu postaciach, których losy splatają się ze sobą w zaskakujący i przypadkowy sposób, historia, której korzenie sięgają kilkadziesiąt lat wstecz, z zaskakującym sensacyjno-politycznym wątkiem w tle. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Książkowe Klimaty prezentujemy fragment książki w tłumaczeniu Alicji Biaduń.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Przeczytaj fragment książki ''Tajemnicze inskrypcje'' Alexisa Panselinosa
( )
d40fao4

Tajemnicze inskrypcje ” to melancholijna, wielowątkowa opowieść o kilkunastu postaciach, których losy splatają się ze sobą w zaskakujący i przypadkowy sposób, historia, której korzenie sięgają kilkadziesiąt lat wstecz, z zaskakującym sensacyjno-politycznym wątkiem w tle. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Książkowe Klimaty prezentujemy fragment książki w tłumaczeniu Alicji Biaduń.

A, ta ściana! Ta ściana, strach na wróble i ikona… Jakże chciał poznać nieznajomego, który napisał na niej wiadomość: O7A sEFO… Poznać rzeczywiste znaczenie znaku.

Widział go naprzeciwko za każdym razem, gdy czekał na skrzyżowaniu Panormou na zielone, kierując się w stronę wąskiej uliczki prowadzącej do kliniki. Nawet auto nauczyło się już każdego wyboju i każdego garbu na drodze, którą musieli pokonać, aby dotrzeć do okrągłego placyku.

d40fao4

Jakiś czas później, wieczorem, osunął się zmęczony i przygnębiony, a kiedy już zamykały mu się oczy, odebrał telefon. Znajomy męski głos, zniekształcony od przepicia jak transmisja na niskich falach. Właściciel głosu znajdował się w tym stanie przez ostatnie dwieście siedemdziesiąt osiem miesięcy. Stathis zawsze dzwonił tak późno, żeby mieć pewność, że go zastanie, i traktował go jak zwierzę doświadczalne, na którym sprawdza swe teorie, rozwijane w obszernej pracy, której pisaniem się zajmował. Janis nie zdołał zrozumieć, czego dokładnie dotyczyła. Próbując rozpaczliwie uniknąć telefonicznego wykładu, powiedział Stathisowi o napisie i tym, że postanowił go rozszyfrować. Ale i tak nie udało mu się wyślizgnąć. Stathis chciał mówić i będzie mówił. Był jak żonglerzy, którzy mogą podrzucać cokolwiek, co wpadnie im w ręce. Janis usiadł więc i z przyjemnością słuchał teorii Stathisa na temat napisów, choć nie wiedział właściwie nic ani o ich historii, ani znaczeniu. To było dla niego typowe!

– Ja też je zauważyłem. Mieszkam w końcu niedaleko, to moja okolica. S p e c j a l i ś c i twierdzą, że tylko grafficiarze rozumieją graffiti. A ja ci mówię, że nawet oni sami nic na ten temat nie wiedzą. Piękno tego, co robią, polega na tym, że nikt nie ma pojęcia, co chcą przekazać. Nawet ci, którzy robią graffiti. Wizualne wiadomości z jakiegoś podziemnego/nadziemnego świata. Wprowadzanie w czyn hasła the medium is the message. Mogę się założyć, że koleś, który pomalował tę ścianę na wprost Alei, miałby ubaw jak nigdy, gdyby usłyszał, że próbujesz wyjaśnić tajemnicę tego napisu. Słuchaj, O7A sEFO! Skoro się upierasz, to może poszukaj. Mój syn Sofokles i jego grupa zajmują się tymi głupotami na Politechnice, tak mi się przynajmniej zdaje. Chcesz, żebym cię im przedstawił?

    *

Zarządca budynku nie miał o niczym bladego pojęcia. Trzydziestoletni pracownik, świeżo po ślubie, od niedawna w Atenach. Mówi, że nawet tego nie widział. „Zauważyłem napisy wczoraj, jak pan do mnie zadzwonił”. Nikt nie pamiętał, kiedy się pojawiły, a niektórzy uznali moje pytania za irytujące. Większość od razu twierdziła, że nie da ani centa na pomalowanie ściany.

d40fao4

Janis zwrócił mu uwagę, że nie wiadomo, jak namalowano te litery. Ktoś musiałby postawić drabinę na zgniłym dachu ruiny, która jest przyklejona do piętrowca, albo użyć długiego kija ze szczotką. Technika wykonania napisu także była podejrzana: zamiast charakterystycznych śladów pozostawianych przez spray widać było pociągnięcia pędzlem, jedne przy drugich, tworzące kolejne znaki. Rezultatem był niezdarny ciąg maźnięć, które dało się łatwo odróżnić; można było policzyć, ile razy ktoś zanurzył pędzel w farbie i maznął nim po zaprawie. Graffiti są estetyczne. To tutaj zrobiono niechlujnie. Nawet kolor był niechlujny. Czerwonobrązowy albo brązowoczerwony (Chloe nazywała tę barwę „końcówką okresu”), wyblakły i bez wyrazu. Jak mieszanka z resztek.

Nie chcąc ponownie wikłać się w rozmowę telefoniczną ze swoimi nocnymi gośćmi, Stathisem czy Sofoklesem, szukał innych rozwiązań. Mógł pójść po pomoc i wskazówki do Biura Prasowego Głównej Komendy Policji, po przeciwległej stronie Alei. Wiedział, że mają tam jakieś Biuro Historii czy też Archiwum – coś w tym rodzaju. Potrzebowałby jakiegoś wyjaśnienia, na przykład: „Prowadzę badania na temat tego, jak zmieniała się Aleja na przełomie ostatnich dziesięcioleci”. Innym pretekstem mogło być szukanie fotografii budynków w Muzeum Benaki. Niemożliwe, żeby nie mieli jakichś zbiorów związanych z graffiti albo z dzielnicą Ampelokipoi. A może i Urząd Miasta ma jakieś archiwa fotografii.

Zamiast całej tej bieganiny wolał pić kawę na rogu Panormou, spoglądając na napis, przyglądając się okolicy z jej bolesnymi zakątkami, budynkami, napisami, kioskami, światłami, chodnikami… Marząc, że może znaleźć rozwiązanie z pomocą boskiego oświecenia.

Pewnego wczesnego popołudnia, gdy znajdował się w centrum, załatwiając jakieś swoje sprawy, zatrzymał się i zrobił kilka fotografii ściany, żeby mieć je pod ręką. Opisywanie czegoś to ciężka praca, a te same słowa nie oznaczają dla ludzi tych samych rzeczy. Pokazujesz zdjęcia i rozmowa się kończy. Wiedzą albo nie wiedzą. Rozumieją albo nie. I idziemy dalej.

    *
d40fao4

Kos z ogrodu ma krewnych w całej okolicy. Latając po tym rozległym obszarze, może rzucić okiem na południe, aż po Szarską Planinę, Kosowską Mitrowicę, Prisztinę. On i cała jego familia są jednym ciałem. Czarne, grube, żółtonose, krzykliwe – i cały dzień śpiewają. Kos z ogrodu lata wszędzie. Znajdziesz go tutaj, w bardziej odległych prowincjach, a także w mieście. To nieufny i dziki ptak, daje się jednak oswoić. Śpiewakiem jest wspaniałym – nie mogą się z nim równać ani Caruso, ani Pavarotti. A mim z tego oszusta – może naśladować głosy, jakie tylko chcesz: jaskółki, sójki, gruchanie gołębia. Jest pierwszy w gwizdaniu. Skacze z krzaka na krzak, lata nieustannie z jednego drzewa na drugie, niespokojny, niezmordowany, od świtu przez cały dzień do wieczora. I je co popadnie. Nawet mięsko, jak się trafi. Najbardziej lubi jednak czarne owoce bluszczu. Kiedy dojrzewają, rzuca się na nie jak szalony i z dnia na dzień robi się cztery razy grubszy i dwa razy większy. Jest dobrym kompanem i w klatce, i na wolności, w
ogrodzie – wtedy jest nawet weselszy, skoro może swobodnie omijać przeszkody i niebezpieczeństwa. Kos zawsze się raduje i zawsze ma nadzieję.

– Posłuchaj go! Znowu zaczął, świrnięty…

    *

W pokoju, w centrum miasta, zaciągnięte zasłony z białego woalu, które stały się szare od smogu, sprawiają, że ponure światło późnej godziny staje się jeszcze ciemniejsze. Dwóch mężczyzn pochyla się raz po raz nad niskim stoliczkiem znajdującym się między nimi: Stathis kładzie na nim swoją fajkę, a gospodarz, Pipis (Perykles), stawia tam filiżankę z zieloną herbatą, którą ze względów zdrowotnych poi go Pepi (Euterpe). Pepi odgrywa rolę, która czeka naszą ostatnią kochankę: nie poślubiliśmy jej, ale nie ma też dokąd pójść, jest więc pielęgniarką.

d40fao4

– Z Janisem, chociaż już się nie widujemy, więcej nas łączy, niż dzieli – mówi Pipis. – Ja i Janis jesteśmy z tego samego pokolenia i tej samej klasy. Z przedmieść, rocznik czterdziesty. Pieprzyć to. Połowa życia za nami, studia, które doprowadziły nas donikąd. Amatorscy pasjonaci przebrani za doktorów, rozkraczeni między wojną domową a Elvisem Presleyem. Obrzydliwy miszmasz.

Stathis pomyślał, że ten opis bardziej pasuje do samego Pipisa niż Janisa, bo ten był tylko amatorem jednej wielkiej miłości – malarstwa. Wie także, że trwająca od czasów studenckich przyjaźń Pipisa z Janisem skończyła się w niechlubny sposób dawno temu (głównie z powodu Pepi) i Pipisa sporo to kosztowało, chociaż zgrywał zimnego i wielkodusznego znawcę relacji międzyludzkich.

Pipis chciałby mówić też o innych, bardziej osobistych rzeczach. Powiedziałby o zmarłej Chloe, która zawsze uważała się za lepszą od Pepi i nigdy jej nie trawiła. O tym, jaki niepewny wydawał się Janis, jego dawny przyjaciel, za każdym razem, gdy zbliżał się do małżeńskiego kręgu innego mężczyzny… Ma dużo do powiedzenia. Woli tego jednak nie robić.

Naprzeciwko tapeta, oświetlone okna bloku, takiego samego jak ten, w którym znajduje się dwójka rozmówców. Sylwetki pochylone nad biurkami, ktoś pali na stojąco w oknie. W innym jakaś kobieta zbiera ze stołu przedmioty, których nie można rozróżnić, i kładzie je na kredensie. W kolejnym znowu ciemność, żadnego światła i żadnego ruchu.

d40fao4

– Zawsze lubiłem obserwować tych z naprzeciwka. Patrzę, jak światła zapalają się o zmierzchu i gasną nad ranem. Układam historie. Rozpoznaję ludzi, którzy tam mieszkają, po imionach i biografiach, które sam wymyśliłem. Pelos, Elpida, Vrasidas i Pamikos. Tak ich nazywam. Ale w rzeczywistości ich nie znam.

Stathis uśmiecha się, stuka fajką i opróżnia ją do popielniczki z grubego szkła, z wytłoczoną reklamą jakiegoś piwa (zdobycz z tawerny), pełnej niedopałków po cygaretkach Pipisa. Wypalony tytoń spada, przyjmuje kształt misy i zaczyna tlić się jak kadzidło, wypełniając powietrze mocną wonią.

– Wiesz, do kogo należy ten ostatni ciemny pokój? – pyta Pipisa. – Powiem ci! Należy do kogoś, kto robi to samo z tobą. Tworzy historie o mieszkańcach twojego bloku. Włącznie z tobą. Wiedziałeś o tym?

Przez chwilę Pipis daje się nabrać na jego poważny ton i spogląda na Stathisa troszkę ogłupiały. Po chwili zaczyna się śmiać.

d40fao4

– Tak… Istnieje życie we wszechświecie. My spoglądamy na nich, a oni na nas.

– Co dzisiaj ugotowała Pepi? – pyta gość, zmieniając temat.

Pipis wzrusza ramionami.

– Jakieś zdrowe gówno – mówi.

    *

Co to za górzyste miejsca, którymi Janis wędruje, dziwne wsie – wie, że kiedyś je już widział – pojawiające się za zakrętem drogi?

Dlaczego jest sam?

Kto go tu przysłał, żeby pałętał się jak przeklęta dusza?

Gdyby się zebrał i spróbował, rozwiązałby tę zagadkę. Ale nie jest tak łatwo. Bo jak się zebrać? Jakim cudem? Na pewno jest jakiś sposób. Nie zna go. Gdyby go znał, to by mu się udało.

Zebrać się – niemożliwe! Bał się tego. Lepiej zrobić to jak czas, w sposób nieskładny, niejasny i przelotny.

Od kilku dni śnią mu się te miejsca, widział je znowu dzisiaj nad ranem, w godzinie, kiedy w lesie wyją wilki (tam gdzie jeszcze zostały).

Zanim więc podjął próbę rozwikłania tej tajemnicy, podskoczył i powiedział sobie: „Dzisiaj musisz zacząć śledztwo w sprawie napisu na ścianie. Poszukaj w biurku kartki z planem działania”.

Znalazł ją, ale nie powiedziała mu zbyt wiele.

W pewnej chwili próbował opracować jakiś szyfr, chociaż wciąż nie miał pojęcia o tych sprawach. Umieścił na kartce poszczególne znaki składające się na napis, potem każdemu z nich zaczął przypisywać słowa, które zaczynały się na kolejne litery z graffiti. W szkole bawili się kiedyś w pisanie akrostychów. Ma się rozumieć, że jako technika kryptograficzna jest to sposób dość desperacki. Słów zaczynających się na dowolną literę jest nieskończenie wiele. Oczywiście, warunkiem było to, żeby zdanie miało jakiś sens, przynajmniej ukryty, na poziomie symbolicznym. Zawsze istnieje jakiś logiczny układ. Dziecięce zabawy…

Ile razy spoglądał jednak na kartkę, nie było w tym żadnego sensu.

„W takim razie musisz zobaczyć się ze Specjalistą”.

Tajemnicze inskrypcje ” to melancholijna, wielowątkowa opowieść o kilkunastu postaciach, których losy splatają się ze sobą w zaskakujący i przypadkowy sposób, historia, której korzenie sięgają kilkadziesiąt lat wstecz, z zaskakującym sensacyjno-politycznym wątkiem w tle. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Książkowe Klimaty prezentujemy fragment książki w tłumaczeniu Alicji Biaduń.

d40fao4

Podziel się opinią

Share
d40fao4
d40fao4