Trwa ładowanie...
recenzja

Powrót do domu

Share
Powrót do domu
Źródło: Inne
d22647v

Kiedy wziąłem do ręki nowe wydanie „Azylu Arkham” i po raz kolejny zacząłem czytać jedną z najważniejszych historii z udziałem Batmana, nie mogłem uwierzyć, że ten komiks powstał ponad ćwierć wieku temu. Dzieło duetu Morrison/McKean zupełnie się nie zestarzało i nadal fascynuje, zadziwia i niepokoi. Co więcej, nowe wydanie z serii DC Deluxe („Azyl Arkham” debiutował w Polsce dziesięć lat temu) zawiera materiały dodatkowe, które nie pozwalają przejść obok tego tomu obojętnie.

„Azyl Arkham” to jeden z tych komiksów, które po prostu trzeba mieć na swojej półce z lekturami obowiązkowymi. I nie ważne, czy ktoś na co dzień fascynuje się historiami z udziałem zamaskowanego detektywa, czy wręcz stroni od tej postaci i uniwersum DC. Dzieło Granta Morrisona (scenariusz) i Dave'a McKeana (oprawa graficzna) jest często przywoływane w dyskusjach o miejscu komiksu w świecie sztuki. To komiks udowadniający (podobnie jak o kilka lat młodsi „Strażnicy” Moore'a), że z superbohaterskiej konwencji można wycisnąć zupełnie nową jakość. Popisać się erudycją i ubrać wszystko w nietuzinkową oprawę. Wszystko po to, by ukazać czytelnikowi różne odcienie szaleństwa.

Morrisonowi udało się przekuć całkiem prosty pomysł na kolejną historię o Batmanie i Jokerze w wielowarstwowy epizod, któremu daleko do przewidywalności. Wszystko zaczyna się w momencie, gdy szaleńcy przebywający w tytułowym azylu przejmują kontrolę nad szpitalem-więzieniem. Mają zakładników i stawiają proste żądanie: chcą, by Batman złożył im wizytę. A raczej wrócił tam, gdzie jego miejsce. Do domu pełnego szaleństwa, strachu i bólu. Tam, gdzie człowiek nazywający się nietoperzem może być sobą.

W „Azylu Arkham” czytelnik doświadcza onirycznej podróży pełnej symboli i znaczeń. Scenarzysta stawia Batmana naprzeciw kolejnych wrogów i zmusza do konfrontacji. Przy czym rzadko kiedy chodzi o fizyczne starcie. Batman nie musi robić tego co zwykle – walczyć i chwytać przestępców. Wszyscy oni są już zamknięci. Są na swoim miejscu, a Batman jest wśród nich. Jak mówi Joker, jest tam, gdzie jego miejsce.

d22647v

Trudno sobie wyobrazić scenariusz Morrisona bez ręki McKeana, niebanalnego artysty, który eksperymentuje, łamie schematy i buduje niezapomniany klimat. Dodatkowo stosuje często bardzo proste zabiegi, dzięki którym doskonale znane postacie nabierają nowego wyrazu. Batman w jego wydaniu to przeważnie czarna sylwetka, rozpoznawalna wyłącznie przez spiczaste uszy i pelerynę. Dodatkowo Mroczny rycerz jest praktycznie pozbawiony twarzy (na wielu kadrach widać jedynie zaciśnięte zęby). Z tego obrazu przebija tajemniczość, ale i zamknięcie się bohatera na otaczający go świat. Bruce Wayne broni się przed szaleństwem, którego jest częścią i zdaje sobie sprawę, że Joker może mieć rację. Boi się, że Arkham może się stać jego domem.

Wydawnictwo Egmont zdecydowało się na wydanie tomu „Batman – Azyl Arkham” w ramach DC Deluxe dziesięć lat po polskiej premierze tego komiksu. I świetnie się stało, bowiem nie jest to w żadnym przypadku łatwy skok na kasę fanów. Nowe wydanie „Azylu Arkham” to 232-stronicowy tom, z czego niemal połowę objętości zajmują genialne dodatki. W tym galerię McKeana z krótkimi opisami, szkice poszczególnych plansz i pełny scenariusz (!) opatrzony komentarzem Morrisona. Jeżeli na waszej półce „Azyl Arkham” jeszcze nie zajmuje zaszczytnego miejsca, to czym prędzej naprawcie ten błąd. Ten komiks po prostu trzeba znać.

d22647v

Podziel się opinią

Share
d22647v
d22647v