Trwa ładowanie...
Recenzje

Powrót detektywa mroku

Share
Powrót detektywa mroku
Źródło: Inne
d2032xv

* "Golkonda!/ Piąta pora roku" to najważniejszy komiksowy comeback roku. Za sprawą warszawskiej oficyny BUM Projekt po długiej przerwie na polski rynek wraca „Dylan Dog” - od lat cieszący się niesłabnącym powodzeniem, bezsprzecznie jeden z największych fenomenów popkultury. *

Stworzona w 1986 roku przez włoskiego scenarzystę Tiziano Sclaviego postać „detektywa mroku” z miejsca podbiła serca włoskich czytelników, w tym samego Umberto Eco (»„Całymi dniami mogę bez znudzenia czytać „Biblię”, Homera i „Dylan Doga”«). Dość powiedzieć, że od tamtego czasu ukazało się około 350 tomów jego przygód, w rodzimych Włoszech rozchodzących się co miesiąc w nakładzie kilkuset tysięcy egzlemparzy. O skali gigantycznej popularności tytułu na własne oczy można przekonać się odwiedzając Rzym, gdzie komiks jest sprzedawany dosłownie wszędzie – począwszy od kiosków i księgarni, a skończywszy na osiedlowych sklepach spożywczych i kawiarniach. W Polsce seria ukazywała się nakładem Egmontu w latach 2001–2010 i niestety nie doczekała się u naszych czytelników choćby promila takiego uznania, jakim cieszy się w rodzimych Włoszech.

Tytułowy bohater to były funkcjonariusz Scotland Yardu, który zakłada agencję detektywistyczną specjalizującą się w rozwiązywaniu spraw paranormalnych. W kadrach kolejnych tomów przewijają się m.in. upiory, zombie, kosmici, mutanty czy wampiry, słowem pokaźne stado wszelkiej maści indywiduów znanych z kart groszowej literatury i filmów co najmniej klasy B (na tytułowej stronie „Golkonda!/ Piąta pora roku” wprawne oko dostrzeże m.in. szczuro-pająka z „The Angry „Red Planet” w reżyserii Iba Melchiora).

d2032xv

Jednak tym, co wyróżnia te historie na tle innych komiksów grozy, to porażająca intertekstualność i niebywała erudycja autorów. Twórcy „Dylan Doga” bez zahamowań czerpią z całego dziedzictwa kultury, nie bawiąc się w rozgraniczanie jej na wysoką czy niską. Skutkiem tego na takich samych prawach występują obok siebie aluzje do wielkiej literatury (tytułowego bohatera nazwano na cześć poety Dylana Thomasa), malarstwa (okładka „Golkondy!” to cytat z obrazu René Magritte’a), komiksów (we fragmencie tegoż tomu jedna z postaci stylizowana jest na bohaterów serii „Przygody Blake’a i Mortimera”) i filmów (pomocnikiem bohatera jest Groucho Marx, inspektor Bloch ma twarz aktora Roberta Morleya, a sam Dylan Dog zawdzięcza fizys Rupertowi Everetowi, który nota bene zagrał jego alter ego w filmie Michele’a Soaviego z 1994 roku). Do tego w każdym tomie dochodzi niekończąca się żonglerka konwencjami i gatunkowymi kliszami oraz bezpretensjonalny humor, również stanowiący istotny wyróżnik serii.

Czytelnika, który nigdy wcześniej nie miał w rękach komiksu Sclaviego, szokujący synkretyzm może wprawić w nie lada konsternację. Zaskoczeni nie będą za to wszyscy ci orientujący się w specyficznych realiach włoskiego rynku filmowego. „Dylan Dog” bowiem idealnie ucieleśnia dualistyczny charakter tamtejszej kinematografii (szczególnie w okresie przypadającym na lata 1950 -80), gdzie dzieła Felliniego, De Sici czy Viscontiego cieszyły się niemniejszym powodzeniem co gotyckie horrory Mario Bavy, kanibalistyczne freski Ruggero Deodato i Umbero Lenziego, żywe trupy Lucio Fulciego czy ociekające nihilizmem produkcje nurtu poliziotteschi.

Na koniec kilka słów o samym komiksie, który na sklepowe półki trafił w maju. W sferze narracyjnej i formalnej „Golkonda!/ Piąta pora roku” nie niesie ze sobą specjalnych niespodzianek czy rewolucji w stosunku do poprzednich części serii, choć stężenie surrealistycznych motywów jest tu zdecydowanie ponadprzeciętne (np. wielkie oko jeżdżące na tandemie). Podobnie jak w innych odsłonach przygód włoskiego łowcy potworów kiczowata groza miesza się tu z komedią, historia kryminalna z obowiązkowym wątkiem romantycznym, a liryzm z absurdalnymi scenami gore, których nie powstydziłby się żaden ze wspomnianych mistrzów spaghetti horroru. Lektura tomu to świetna, inteligentna i przede wszystkim dowcipna rozrywka, dlatego miejmy nadzieję, że na jednym numerze się nie skończy.

d2032xv

Podziel się opinią

Share
d2032xv
d2032xv