Trwa ładowanie...
dsshno0
wilno

Tajemnice przedwojennego Wilna. Historia ostatniej mafii

Kręte, ciasne i ciemne uliczki przedwojennego Wilna to rejony, w które nie chciała zapuszczać się nawet policja. Świat przestępczy miał się tu bardzo dobrze i dyktował warunki. Dziś mało kto pamięta o Bruderferajn, czyli Związku Braci. Przeczytajcie o ostatniej przedwojennej mafii Wilna.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wilno, lata 20. ubiegłego wieku
Wilno, lata 20. ubiegłego wieku
dsshno0

"Ostatnie lata polskiego Wilna” to drugi tom serii dotyczącej Polskich Kresów. Po "Ostatnich latach polskiego Lwowa” Sławomir Koper i Tomasz Stańczyk przedstawiają barwny życiorys legendarnego miasta. Jak magię miasta, porównywanego do Paryża i Jerozolimy, jedną ze stolic polskiej przedwojennej kultury i elegancji przełożyć na język zrozumiały dla współczesnego pokolenia?

Prezentujemy fragment "Ostatnich lat polskiego Wilna".

Koniec świata Bruderferajn

To była największa organizacja przestępcza pierwszych dekad XX stulecia na ziemiach polskich. Bandyci spod znaku Bruderferajn całkowicie zdominowali wileński półświatek, a w chwilach największego rozkwitu ich grupa liczyła ponad tysiąc osób. Nie mogli się z nią uporać ani carscy urzędnicy, ani niemieccy okupanci, ani Litwini. Dopiero polska policja położyła kres jej działalności, nie byłoby to jednak możliwe bez współpracy z innymi przestępcami.

dsshno0

W taki sposób członkowie Bruderferajn znakowali domy do ograbienia. Zdjęcie pochodzi z wileńskiego „Kuriera Codziennego”:

"Kurier Codzienny"

Niebezpieczne miasto

Wilno ostatnich lat rosyjskiego panowania nie należało do specjalnie bezpiecznych miejsc, chociaż władze carskie nie patyczkowały się ze schwytanymi bandytami. Złapanych na gorącym uczynku sądzono w trybie doraźnym, wysyłając ich najczęściej na szubienicę. Pomimo tego okolice ulicy Nowogrodzkiej (Naugarduko) stanowiły prawdziwe centrum przestępcze miasta i budziły grozę wśród wilnian.

dsshno0

„Cała przyległa dzielnica – wspominano po latach na łamach »Tajnego Detektywa« – z labiryntem krętych, ciasnych i ciemnych uliczek, jak daleko sięga pamięć najstarszych mieszkańców Wilna, była stale siedliskiem szumowin miejskich. Zbierali się tu wszelkiego rodzaju przestępcy, zaczynając od drobnych kieszonkowców, a kończąc na niebezpiecznych włamywaczach i bandytach, dla których zamordowanie człowieka było rzeczą najzupełniej zwyczajną. Zbierały się tu najgorszego autoramentu kobiety, ich kochankowie, sutenerzy, uwijali się pomiędzy nimi szulerzy, paserzy, lichwiarze i cały legion indywiduów, dla których źródłem egzystencji była zbrodnia, hazard, rozpusta”.

(…)
W gronie miejscowych bandytów zdarzały się jednak jednostki o znacznie szerszym spojrzeniu na kwestie „przestępczych interesów” – ludzie, których nie zadowalało życie z dnia na dzień. Należało do nich dwóch żydowskich gangsterów: Zelik Lewinsohn zwany Chana Bobkes i Aron Wójcik (Orzeł Setka). To właśnie oni pewnego styczniowego wieczoru 1911 roku zwołali zebranie miejscowych bandytów do jednej z najgorszych mordowni dawniej należącej do Sońki Złotej Rączki.

W tym lokalu zbierał się praktycznie cały okoliczny świat przestępczy, wieczorami odwiedzali go wyłącznie „swoi” i „sprawdzeni”. Planowano tam przestępcze akcje, dzielono się łupami, była to też giełda paserów. Tym razem jednak Lewinsohn i Wójcik zaproponowali założenie zorganizowanej grupy przestępczej, która zdominowałaby bandyckie życie miasta.

dsshno0

Przestępca znakujący dom szyfrem złodziejskim (podwójne koło - nie ma nic do wzięcia):

Trzy kilogramy złotych rubli

Początki były jednak dość skromne, głównie z powodu braku doświadczenia w prowadzeniu przestępczości zorganizowanej. Dotychczas każda grupa czy pojedynczy złodzieje działali na własny rachunek i dlatego często dochodziło do konfliktów interesów. Poza tym poważnym problemem stała się kwestia karności wileńskich opryszków, których większość zadeklarowała wprawdzie podporządkowanie się Lewinsohnowi i Wójcikowi, jednak pojęcie dyscypliny było im całkiem obce. Z tego powodu Bruderferajn (Związek Braci) na początku skoncentrował się na szantażach i drobnych kradzieżach, wypracowując jednocześnie zasady wspólnego działania. (…)

dsshno0

Przestępca znakujący dom szyfrem złodziejskim (trzy ząbki - zły pies):

Rozwojowi grupy sprzyjał wybuch I wojny światowej, która przyczyniła się do eskalacji bandytyzmu, bo chociaż prawo wojenne zawsze zaostrza ustawodawstwo karne, ale często tworzy też bałagan kompetencyjny. Władze cywilne i wojskowe z reguły rywalizują ze sobą, a wśród ich przedstawicieli nie brakuje chętnych do szybkiego zarobku. Ludzie ci w zamian za profity finansowe gotowi są przymykać oczy na wiele spraw, a nawet na tolerowanie bandytyzmu.

Czas największych triumfów

(…)
Niebawem grupa liczyła ponad tysiąc (!) członków specjalizujących się w niemal wszystkich dziedzinach przestępczej działalności. W tym gronie byli włamywacze i kieszonkowcy, szulerzy i paserzy, nie brakowało też fałszerzy czy specjalistów od handlu żywym towarem. Najważniejszą jednak cechą gangu była jego biurokratyczna formuła działania, która zapewniała bandytom sukcesy. Organizacja nie funkcjonowała wyłącznie dla szybkiego zysku, gdyż jej szefowie zaplanowali działalność na długie lata.

Zobacz także: Spenetrowali grunt na głębokość 5 metrów. Niesamowite, co odkryli w miejscu zburzonej synagogi w Wilnie.

„Wielka liczba członków i różnorodność oraz mnogość operacji Bruderferajnu wymagały stałego aparatu administracyjnego. Toteż w domu Lewinsohna przy ulicy Zawalnej [Pylimo] urządzono kancelarię, gdzie były prowadzone kartoteki kupców i zamożniejszych mieszkańców Wilna, księgi obrachunkowe, czarne księgi przewinień, wykroczeń i zdrad poszczególnych członków oraz znajdowała się kasa ogniotrwała z funduszem organizacji”.

dsshno0

Niemal wszyscy wileńscy kupcy i restauratorzy regularnie płacili haracz „za ochronę”, co w praktyce oznaczało koncesję od bandytów na prowadzenie działalności gospodarczej. Chętnych do oporu czy zawiadamiania policji brakowało, każdy przejaw sprzeciwu był bowiem natychmiast karany, a represje obejmowały całą rodzinę „buntownika”. (…)

Na czele przestępczej organizacji stał pięcioosobowy zarząd, którego członkowie byli jednocześnie najwyższymi sędziami – „panami życia i śmierci” swoich podwładnych. Ich wyroki z reguły były surowe, nie istniała żadna ścieżka odwoławcza, a wykonanie orzeczeń następowało natychmiast.

"Ostatnie lata polskiego Wilna", Sławomir Koper, Tomasz Stańczyk, wyd. Fronda

dsshno0

Podziel się opinią

Share

dsshno0

dsshno0