Trwa ładowanie...

Opus Dei jakiego nie znacie. Jaki był naprawdę Josemaria Escriva?

Jakie skojarzenia przychodzą na myśl w pierwszej chwili po zetknięciu się z frazą Opus Dei? Władza szarych eminencji? Szemrane pieniądze? Tajemnicze i groźne obrzędy? Kościelna prałatura została powołana 2 października 1928 r., jednak o istnieniu "Dzieła Bożego", jak tłumaczy się z łaciny Opus Dei, zrobiło się naprawdę głośno dopiero na początku XXI w. Szkoda, że za sprawą szokującej fikcji, a nie rzetelnego przedstawienia organizacji i sylwetki jej założyciela.

Opus Dei jakiego nie znacie. Jaki był naprawdę Josemaria Escriva?Źródło: Getty Images
d1k1ilt
d1k1ilt

W wiele mitów obrosła opinia o prałaturze personalnej Kościoła katolickiego, założonej przez hiszpańskiego duchownego, św. Josemarię Escrivę. Także dzięki prasie, która te rewelacje swego czasu oparła na treści * "Kodu Leonarda da Vinci"*, bestsellerowej powieści autorstwa Dana Browna. Książka odniosła komercyjny sukces na całym świecie. Zarówno na rynku wydawniczym (przez 6 lat sprzedano 80 mln egzemplarzy w 44 językach), jak i filmowym – na jej podstawie powstała produkcja w iście hollywoodzkim stylu, z Tomem Hanksem w roli głównej.

Nieważne, że język powieści jest słaby, fakty historyczne kompletnie przekłamane, a styl wybitnie grafomański. Niczym król Midas, Brown przemienił w złoto wszelkie wątki poruszone w swej książce: zawsze odwiedzany tłumnie Luwr przeżywał jeszcze większe oblężenie za sprawą motywu Mona Lisy pędzla tytułowego Da Vinci, a od dawna czatujący na podobną okazję paryscy przewodnicy miejscy ułożyli szlak śladami bohaterów powieści. Również Opus Dei okryło się wielką, choć wybitnie niechlubną sławą. Z przypisów zamieszczonych w "Kodzie...", dowiadujemy się na przykład, że jej członkowie poddają się ascezie, wieczorami biczując swe nagie ciała, by na drugi dzień móc z jeszcze większą zapalczywością ścigać przeciwników Kościoła. Wbrew pozorom niewielu było czytelników, którzy te rewelacje postanowili na własną rękę zweryfikować - łatwiej było utwierdzać się w przekonaniu, iż wszelkie organizacje kościelne o zagadkowo brzmiącej nazwie (bo któż by dziś zechciał zgłębić tajniki matki europejskich języków) są bardzo tajemnicze, a co za tym idzie, bardzo złe.

Domena publiczna
Źródło: Domena publiczna

Na temat Opus Dei i jego założyciela napisano dziesiątki opracowań, biografii, reportaży. Żeby tylko wspomnieć o takich publikacjach jak "Śledztwo w sprawie Opus Dei" Vittiorio Messoriego, "Quo Vadis Opus Dei?" Szymona Kuciela, "Ethos Pracy w Doktrynie i Praktyce Opus Dei" Jana Domaradzkiego czy "Święty Josemaria Escriva. Historia pewnego marzenia" Jose Olaizola. Wiele z nich starało się odkłamać wizerunek organizacji liczącej dzisiaj ponad 95 tys. członków, opowiedzieć o misji i odnieść się do szokujących, choć często fałszywych plotek.

d1k1ilt

Na szczególną uwagę w bibliografii Opus Dei zasługuje biografia św. Josemarii Escrivy "Przekroczyć marzenia", która po pierwsze - może mocno zdziwić czytelników Browna. Po drugie, jej autor, Pedro Casciaro, to uczeń i spadkobierca twórcy Opus Dei, który sięga do źródeł, czyli do początków organizacji.

Jego przedstawienie Opus Dei odbiega diametralnie od obrazu kreowanego przez popliteraturę. Od naocznego świadka dowiadujemy się, że Opus Dei powstawało w warunkach ekstremalnych - podczas hiszpańskiej wojny domowej. Głód, bieda i prześladowanie Kościoła towarzyszyły działaniom Escrivy. Bez zaplecza finansowego, bez wsparcia ludzi wpływowych, duchowny postanowił stworzyć dzieło, które kiedyś miało ogarnąć cały świat. Założenia Escrivy przypominają główne tezy spisane wiele lat później przez Jana Pawła II w encyklice "Centesimus annus". Mianowicie, hiszpański duchowny widział przyszłość Kościoła w dążeniu do świętości przez osoby świeckie. Jednocześnie nie popierał poświęcania codziennych obowiązków na rzecz religijności. Próbował zaszczepić w swych wychowankach ideę pracy u podstaw, ale zarazem jednoczesnego rozwoju duchowego.

Codzienna msza – czemu nie? Ale jako chrześcijanin nie zapominaj o tym, że musisz wykarmić swoje dzieci, że współtworzysz większą społeczność i wreszcie - że od ciebie zależą losy twojego państwa.

"Josemaria Escriva. Przekroczyć marzenia" nie jest jedynie biografią. To także swoiste rekolekcje dla chrześcijan oraz źródło poznania prawdziwej historii - zarówno Opus Dei jak i wojennej Hiszpanii. Casciaro zręcznie żongluje formą. Skupia się na duchowości swego mistrza, jednocześnie wtykając gdzieniegdzie anegdoty. Tym samym unika stawiania patetycznego pomnika. Escriva, choć wyniesiony na ołtarze, okazuje się zwyczajnym człowiekiem, który całe swe życie podporządkował misji. Staje się bliski czytelnikowi, który towarzyszy jego wzlotom i upadkom, w czasie ucieczki przez góry i podczas starań o chleb dla studentów. Czasami jednak trudno jest wtórować autorowi w przyklaskiwaniu działaniom Escrivy (a trzeba tu podkreślić, że nigdy go nie krytykuje). Obce są nam chociażby metody ascetycznego umartwiania się (duchowny nosił podarty płaszcz, spał na podłodze i nie unikał fizycznego bólu), a już na pewno bezwarunkowy zachwyt "mistrzem". Nie jest to bowiem obiektywna biografia zasłużonej postaci, ani wyczerpujący reportaż z początków instytucji, mającej dziś oddziały na całym świecie. To przede wszystkim osobiste wspomnienie o człowieku niezwykle bliskim autorowi.

d1k1ilt

Prawda nigdy nie sprzedaje się tak dobrze jak sensacja – prałatura Casciaro nie wygra z tajemniczą organizacją Browna, jeśli jednak chcemy czegoś więcej niż taniej rozrywki, warto sięgnąć po tę pozycję.

Zofia Tatarek/Jakub Zagalski
#dziejesiewkulturze: szykuje się skandal w rodzinie królewskiej. Wybranka Harry'ego ma mściwego męża
d1k1ilt
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1k1ilt