Trwa ładowanie...

Odprawiają świeckie pogrzeby. Dwa razy w karierze odmówili

- Dzisiaj pogrzeby świeckie odbywają się również w mniejszych miejscowościach. I jest to swoisty akt odwagi - mówi Anna, bohaterka nowej książki Małgorzaty Węglarz "Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Tajemnice branży pogrzebowej". Przeczytajcie fragment rozmowy.
Share
Odprawiają świeckie pogrzeby. Dwa razy w karierze odmówili
Źródło: Getty Images
d3mg7hr

Jak długo pracują państwo w zawodzie?

Anna: Mnie w tym roku mija dwadzieścia lat, Jacek jest mistrzem ceremonii świeckiej od roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego, ale w branży działamy od dziewięćdziesiątego drugiego. Na początku skupialiśmy się wyłącznie na muzyce. Tworzyliśmy oprawę muzyczną na żywo.

Jacek: Czyli zaczynaliśmy od Bacha!

d3mg7hr

Pani Aniu, była pani pierwszą kobietą w Polsce w tym zawodzie. Jak to wyglądało?

A: Ja się zawsze śmieję, że nigdy nie miałam takiego powodzenia, idąc po chodniku, żeby każdy na ulicy się za mną odwracał, jak wtedy, gdy spacerowałam po cmentarzu w todze. W momencie, w którym zaczęłam prowadzić pogrzeby i wychodziliśmy z kaplicy, słyszałam: "Kobieta? Prowadząca kondukt?". Widziałam osoby sprzątające przy grobach, jak im te ręce trzymające szczotki coraz wolniej pracują. Nie było takiego, kto by się za mną nie obejrzał!

Zobacz: Pogrzeb w epidemii. Ekspert mówi, jak to wygląda

Dlaczego wybrali państwo akurat ten zawód?

A: Powiem szczerze, że to nie będzie bardzo oryginalna odpowiedź. Po roku osiemdziesiątym dziewiątym, kiedy wszystkie branże mogły otworzyć się na prywatną działalność, mnóstwo ludzi trafiało w różne miejsca przez przypadek. I z nami było podobnie. Ponieważ mąż ma przygotowanie muzyczne, próbowaliśmy żyć właśnie z tej muzyki. I to też nie były wyłącznie pogrzeby.

d3mg7hr

Stworzyliśmy agencję muzyczną, chociaż raptem okazało się, że oprawa muzyczna pogrzebów, chociaż przynosząca najmniejsze pieniądze, jest najbardziej potrzebna. Uznaliśmy więc, że to będzie taka nasza specjalizacja. Zorientowaliśmy się, jak to w ogóle wygląda ze strony historii i kultury, chcieliśmy, żeby podstawy były mocno ugruntowane w naszej tradycji, a zarazem stanowiły odzwierciedlenie oczekiwań rodzin. I bardzo ciekawie to wyszło. Jeżeli ktoś się mnie teraz zapyta, jaka muzyka jest wykonywana na pogrzebach, to ja odpowiem: każda. Dosłownie każda.

J: Wczoraj było "Muppet Show", "Pszczółka Maja" i "Flintstonowie". I to wcale nie był pogrzeb dziecka, ale czterdziestoczteroletniego pana, który dożył tego wieku dzięki swoim rodzicom, opiekującym się nim z wielkim oddaniem. Mężczyzna od dziecka cierpiał na porażenie mózgowe. Żegnała go muzyka, którą lubił, przy której się odprężał i która dawała mu radość.

A: My jako jedni z pierwszych zaczęliśmy proponować muzykę, którą zmarły lubił, która wiązała się z jakimś dobrym doświadczeniem w jego życiu, ale siłą rzeczy spotkaliśmy się z pewnymi zasadami. Na przykład Kościół nie toleruje innej muzyki niż muzyka liturgiczna.

Msza jest pewną całością i nie należy wprowadzać elementów, które tę całość rozbiją. Ale jest czas przed mszą i po niej. I to były te momenty, kiedy wprowadzaliśmy tę muzykę nieco bardziej zindywidualizowaną, oczekiwaną przez rodzinę. Rozszerzyliśmy również listę instrumentów, które się pojawiają na cmentarzu. Kiedyś trąbka to był ewenement. Teraz trąbka nad grobem to jest codzienność.

  Pixabay
Źródło: Pixabay

W takim razie jak to się stało, że do równania doszło jeszcze prowadzenie ceremonii?

A: Oczywiście przez przypadek. Kiedy zetknęliśmy się z pogrzebem świeckim, zafascynował nas jego przebieg, historia. Okazało się, że jest to, zdaje się, najstarsza forma pogrzebu. To, co najbardziej nam się spodobało, to właśnie fakt, że jest to pogrzeb bardzo spersonalizowany, prawie zawsze od początku do końca poświęcony zmarłemu. Dlaczego prawie zawsze? Zdarzają się bowiem sytuacje, kiedy rodzina mówi, że nie chce księdza, nabożeństwa, żadnych wspomnień. Życzą sobie na przykład tylko pewnej refleksji o przemijaniu.

d3mg7hr

Czy pani jako kobiecie trudniej jest wykonywać ten zawód?

A: Był taki czas, że kiedy zakład zlecał pogrzeb, którego mąż nie mógł poprowadzić, byłam wolna tylko ja, w odpowiedzi padało: "Oj, to ja muszę zapytać rodzinę, czy akceptują kobietę". Myślałam sobie wtedy, czy jak ktoś z tej rodziny idzie do dentysty, to również pyta, czy przyjmie go mężczyzna, czy kobieta?

J: Dla kontrastu bywały również sytuacje, że rodzina życzyła sobie kobietę mistrza, żeby mieć absolutną pewność, że prowadzący nie jest księdzem. Zakład pogrzebowy proponował, że może być zarówno pan, jak i pani, i tu często rozmówcy zaświecały się oczy: "Pani? O, to już nikt nie będzie miał wątpliwości, że to nie ksiądz!". Wtedy nawet nie miało to znaczenia, czy pani poprowadzi ten pogrzeb dobrze, czy źle. Ważne, że była to kobieta.

Czasami zdarza się, że nawet ci, którzy deklarują się jako agnostycy czy ateiści, organizując pogrzeb, życzą sobie księdza. Panuje takie przekonanie, że jak pogrzeb, to musi być ksiądz.

A: To podejście już powolutku się zmienia i prawdę powiedziawszy, obserwowaliśmy tę zmianę od zarodka. W dużych miastach wiadomo – zmiana postępuje szybciej. Natomiast dzisiaj pogrzeby świeckie odbywają się również w mniejszych miejscowościach. I jest to swoisty akt odwagi. Bo raptem się okazuje, że jeżeli w rodzinie są osoby wierzące i niewierzące, pojawia się wyjście, które pasuje każdemu: pożegnamy go po świecku, ale tego samego dnia o osiemnastej odprawimy za niego mszę. I wszyscy są zadowoleni.

d3mg7hr

Pogrzeb świecki jest często sposobem na pożegnanie osoby wierzącej, ale w zgodzie z jej światopoglądem. Prowadziłam w Pruszkowie pogrzeb, podczas którego czułam się jak kaznodzieja. Dostałam do odczytania piękny, bardzo refleksyjny tekst, który kończył się modlitwą. I to był tekst od początku do końca napisany przez zmarłą, jej ostatnie wystąpienie wypowiedziane moimi ustami. Może być również tak, że zmarły to niepraktykujący świadek Jehowy nawrócony z prawosławia, skoligacony z rodziną katolicką. I wtedy rodzina wychodzi z założenia, że ani my, ani wy, ani oni, więc zrobimy neutralnie, żeby nikogo nie urazić. Albo nikomu nie dać pierwszeństwa, ale to kwestia perspektywy.

Czy zdarzyło się państwu odmówić prowadzenia pogrzebu?

J: Tak, zbrodniarza hobbysty. Uznaliśmy, że facet, który na Rakowieckiej [okryte złą sławą warszawskie więzienie – M.W.] z pasją wykonywał zawód ubeka i o którym nawet jego koledzy ze służby wypowiadali się, że "był wyjątkową świnią", nie jest godny jakiegokolwiek wspominania, i odmówiliśmy rodzinie.

A: Uznajemy, że każdemu należy się pogrzeb, ale nie każdy w trakcie tego pogrzebu powinien być wychwalany i nie każdy pogrzeb powinien być uroczysty. Dlatego poznawszy życiorys tego człowieka, odmówiliśmy. Zresztą dokładnie sprawdziliśmy, czy nie zaszła jakaś pomyłka, na przykład zbieżność nazwisk, bo to się może zdarzyć.

d3mg7hr

Upewniliśmy się, że rzeczywiście zrobił to, co było mu przypisywane, a że było to akurat krótko po rozprawach, podczas których zeznawali ci, którzy przeżyli, było nam łatwiej zdobyć informacje. To, co on wyprawiał z ludźmi, budziło w nas odrazę. Był szalenie kreatywny. Na przykład cele były nieduże i nie można się było zamachnąć pałką, więc wymyślił sobie, że dolutuje do łańcucha metalową kuleczkę, a następnie łańcuch owinie w gumowy wąż. Tym przyrządem bił ludzi, dopóki nie wyzionęli ducha.

Jego kolega, pan Humer, został pochowany pół roku wcześniej i rodzinie nie przyszło do głowy zamawiać chóru, wiolonczeli, śpiewu, mistrza ceremonii, tylko bardzo ładnie, skromnie pożegnali go w gronie rodziny, co się absolutnie jemu należało jako człowiekowi i tej rodzinie, ponieważ mieli z nim inne relacje niż jego ofiary. I tak wyglądało pożegnanie pułkownika Humera, natomiast nasz delikwent miał rodzinę, którą chyba za bardzo fantazja poniosła, więc stwierdziliśmy, że nie przyłożymy do tego ręki.

J: W sumie w całej naszej karierze były tylko dwa takie przypadki. Druga sytuacja dotyczyła mordercy dziecka. Rodzina na początku również chciała pochówku z honorami, ale w końcu poszła po rozum do głowy na tyle, że zrezygnowali z koncertu, który miał się odbyć na pożegnanie, z mistrza, a nawet z sali i poszli od bramy cmentarza, wybrawszy najskromniejszą opcję.

A: To zlecenie w ogóle trafiło do nas razem z komentarzem zakładu pogrzebowego, kim jest zmarły, ale przyznam, że i tak wiedzieliśmy, ponieważ to była głośna sprawa. Oliwy do ognia dolał fakt, że ten morderca miał leżeć blisko swojej ofiary. To był wprawdzie przypadek, ale uznaliśmy, że stać nad grobem i wspominać go jako oddanego syna i dobrego brata, podczas gdy trzy metry dalej leży ten dzieciak, to gruba przesada.

d3mg7hr

Książka Małgorzaty Węglarz "Wszystko co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Tajemnice branży pogrzebowej" ukazała się 24 lutego nakładem wydawnictwa Muza.

  Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe
d3mg7hr

Podziel się opinią

Share
d3mg7hr
d3mg7hr