Trwa ładowanie...
dz54y8w

O prześladowaniu za bycie człowiekiem - wywiad z Siri Pettersen

- Nie należę do osób religijnych. Nie wierzę w nic, poza tym, co można dotknąć i zobaczyć. To zabawne, bo kiedy piszesz fantasy, powinieneś być romantykiem, ale nie jestem romantyczką, tylko sceptykiem – mówi w rozmowie z Michałem Hernesem norweska pisarka Siri Pettersen, autorka bestsellerowego cyklu fantasy „Krucze pierścienie”.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
O prześladowaniu za bycie człowiekiem - wywiad z Siri Pettersen
(Foto: Lars Myhren Holand)
dz54y8w

- Nie należę do osób religijnych. Nie wierzę w nic, poza tym, co można dotknąć i zobaczyć. To zabawne, bo kiedy piszesz fantasy, powinieneś być romantykiem, ale nie jestem romantyczką, tylko sceptykiem – mówi w rozmowie z Michałem Hernesem norweska pisarka Siri Pettersen, autorka bestsellerowego cyklu fantasy „Krucze pierścienie” .

Michał Hernes: W czasie jednej z dyskusji George R.R. Martin zapytał Stephena Kinga, jakim cudem ten tak szybko pisze swoje książki. Jakie jest twoje tempo pisania?

Siri Pettersen: (śmiech) To trudne pytanie. Pierwszą powieść, „Dziecko Odyna” , pisałam hobbystycznie, do szuflady i praca nad nią zajęła mi dużo czasu, prawie dekadę. Napisanie kolejnych części okazało się o wiele prostsze, bo wcześniej wymyśliłam cały ten świat. Jestem bardzo powolną, a zarazem bardzo szybką pisarką. Najpierw byłam jak George R.R. Martin, a potem jak Stephen King (śmiech).

dz54y8w

Czyli teraz pisanie będzie ci szło tylko szybko?

Mam taką nadzieję. Kiedy wiem, nad jakim projektem będę pracować i dokąd zmierzam, idzie mi to bardzo sprawnie.

Opowiedz, proszę, o pracy nad „Dzieckiem Odyna”.

Zainspirowała mnie norweska mitologia. Moja książka nie jest na niej oparta, choć wiele osób tak myśli ze względu na jej tytuł. O Odynie wspomniałam w niej tylko raz; to przezwisko o negatywnej konotacji, skierowane do kogoś, kogo się nie lubi ze względu na jego inność i to, że pochodzi z daleka.

dz54y8w

Miejsce akcji tej powieści jest bardzo norweskie; przypomina lasy i góry, w których dorastałam. Kiedy byłam dzieckiem, często grałam w gry fabularne i to one zainspirowały mnie do wymyślenia głównej bohaterki tej historii. Ta opowieść jest bardzo nordycka, ale wszystkie mitologie, pochodzące z całego świata, łączy ze sobą sporo podobieństw i wspólnych punktów. W nordyckich krajach, poza mitologią, wierzymy w krasnoludy i elfy, które mogą szeptać coś do ciebie za pośrednictwem kamieni. Prawie wszędzie na świecie można znaleźć miejsca, w których można podróżować za pomocą menhirów. To nie jest nordycki fenomen. Na Islandii też mają menhiry, umożliwiające przemieszanie się do baśniowych krain. Chodzi o elementy wspólne, nawet jeżeli sceneria moich książek prezentuje się bardzo nordycko.

Jakie książki preferujesz?

Kocham literaturę fantasy. To zabawne, że dopiero będąc osobą dorosłą, dowiedziałam się, że nie wszyscy traktują należycie ten gatunek. To mnie zaskoczyło, nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim podejściem. Na szczęście obecnie to się zmienia i ludzie zaczynają sobie uświadamiać, że dobra książka jest wartościowa niezależnie od tego, do jakiego gatunku przynależy. Kiedy dorastałam, w księgarniach nie było zbyt wielu półek z tą literaturą. Nie mogłeś w nich znaleźć powieści fantasy poświęconych grom fabularnym. Prawie nikt o nich nie słyszał. Pamiętam, gdy po raz pierwszy pojechaliśmy ze znajomymi do najbliższego miasta, weszłam do miejscowej uniwersyteckiej księgarni i w jej rogu, w ciemności, znajdował się jeden zakurzony regał, gdzie mieli książki z serii „Dungeons & Dragons”. Prawie oszalałam ze szczęścia na jego widok, ponieważ nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam. Teraz, oczywiście, sytuacja się zmieniła. Wtedy nawet by mi nie przyszło do głowy, że w telewizji o każdej godzinie może lecieć
coś związanego z fantasy i że będzie tego naprawdę dużo.

Podejście wielu osób zmieniło się wraz z „Grą o tron”.

dz54y8w

Ta seria zrobiła sporo dobrego. Z norweskiego punktu widzenia bardzo pomocny okazał się serial HBO „Wikingowie”. Ta produkcja uświadomiła sporej liczbie osób, że czadowo jest pisać o naszej historii. Mnóstwo pisarzy na całym świecie wyeksploatowało wszystkie mitologie, nawet nordyckie, tymczasem my, Norwegowie nie zrobiliśmy tego w tak dużym zakresie. Jesteśmy pod tym względem bardzo ostrożni. Teraz to się zmienia, pojawia się wielu nowych pisarzy, piszących o tym konkretnym folklorze. Pomysł, że każdy w wykreowanym przeze mnie świecie ma ogon, pochodzi z norweskiego mitu o drzewnej nimfie; kobiecie, która uwodzi mężczyznę i zastawia na niego pułapkę w lesie, a potem znikają. Jej norweskie imię to Hulder. Nie sądzę, żeby w innych miejscach na świecie opowiadano ten mit, poza prawdopodobnie Szwecją. Nie mamy nawet na niego angielskiej nazwy. Bardzo trudno wytłumaczyć innym, czym dokładnie są te nimfy. Ów mityczny folklor zainspirował mnie do tego, by bohaterowie „Kruczych pierścieni” mieli ogony. Większość
Norwegów pomyśli, że te istoty są Hulderami, choć ich tak nie nazywam, albo trollami. Nie są tymi drugimi, bo wyglądają jak ludzie, nie licząc tego, że mają ogony.

Czy przeczytałaś i zbadałaś wszystkie norweskie mity?

Nie, nie jestem nawet tego bliska. Mamy ich naprawdę dużo. Te historie są do siebie podobne, ale przedstawiłam je w zupełnie nowy sposób. Wierzę, że ludzie pomyślą sobie w czasie czytania, że słyszeli już kiedyś coś podobnego. Gdy różne osoby wymieniają się opowieściami, siłą rzeczy ulegają one mniejszym bądź większym zmianom. Podoba mi się udostępnianie innym ludziom uniwersum opierającego się na zasadach, które są do siebie bardzo podobne, a zarazem inne.

Jak ważne jest dla ciebie myślenie obrazami?

dz54y8w

Bardzo. Wręcz ekstremalnie. Mam wizualne korzenie. Byłam projektantką, tworzyłam też komiksy i ilustracje. Kocham filmy i seriale. Przed i w trakcie pisania widzę wszystko. Lubię tworzyć lokalizacje, które są tak specyficzne i konkretne, że nie musisz ich narysować. Bardziej niż opisywać wiele rzeczy w detalach, wolę skupić się na trzech bądź czterech bardzo specyficznych rzeczach. Jeśli chcę opisać typową jesień, napiszę, że wszystko jest pomarańczowe. Fascynują mnie azjatyckie filmy takie jak „Przyczajony tygrys, ukryty smok”. Kiedy Chińczycy decydują się, że w takiej produkcji pojawi się bambus, to zobaczymy w niej mnóstwo bambusów, całe ich akry. Podoba mi się ta klarowność, ponieważ opiera się na tym, że wiesz, czego chcesz i działasz, angażując się w to na całego. Nie decydujesz się na coś, żeby się komuś przypodobać. Uwielbiam azjatycki sposób opowiadania historii, który bardzo różni się od zachodnich standardów. W trakcie czytania „Dziecka Odyna” można dostrzec kulturowe podobieństwa do azjatyckiej
kultury. Ktoś zapytał się mnie kiedyś, czy płatni zabójcy z moich książek są wikingami ninja (śmiech). W pewnym sensie można ich tak nazwać. W „Kruczych pierścieniach” czytelnik może odnaleźć zarówno trochę Japonii, jak i Norwegii. Pracując w branży komiksowej, zauważyłam sporą różnicę między azjatyckimi a zachodnimi komiksami, zwłaszcza amerykańskimi. W amerykańskich od pierwszej strony prawie nie ma miejsce na przerwę. Kiedy natomiast przeczytasz mangę „Samotny wilk i szczenię”, dostrzeżesz, że jej twórcy potrafią poświęcić sześć stron na pokazanie, jak trawa kołysze się na wietrze. Studio Ghibli ma podobny szacunek do tego sposobu budowania opowieści, będący przeciwieństwem stawiania na klasyczne rozwiązania, z którymi wszyscy jesteśmy zaznajomieni. Bardzo to lubię, ponieważ za każdym razem widzisz w tych opowieściach coś innego i nie przypominają niczego, co widziałeś wcześniej. Możemy się sporo nauczyć ze sposobu, w jaki Azjaci opowiadają historie.

Czego się od nich nauczyłaś?

Bycia odważną w tworzeniu świata. Tego, żeby w trakcie procesu twórczego wiedzieć, gdzie jesteś i co eksplorujesz. Pokaż to. Bądź klarowny i nie bój się osiągnąć celu. Staram się wymyśleć detale, ale nie takie, które są kliszami. Przeważnie są bardzo dziwne, ale musisz czuć, że są też prawdziwe. Bardzo dobrze robili to twórcy prastarych opowieści. Staram się podążać tą drogą.

Jak ważny jest dla ciebie język?

dz54y8w

Ekstremalnie. W moich książkach pojawia się dużo wymyślonych słów, które nie są bliskie i znane mieszkańcom Norwegii, choć rozpoznają część z nich i być może poczują z nimi więź. Użyłam norweskich dialektów i norweskich słów, ale też takich, które brzmią norwesko, choć nie do końca, i które je przypominają. Jeśli bohaterowie mają własny język, opowieść wiele na tym zyskuje. Nigdy nie używam w książkach słowa „magia”, ale jest w nich obecny swego rodzaju pierwiastek magiczny. W „Kruczych pierścieniach” wspominam też o „slokne”, czyli krainie śmierci. W Norwegii ludzie wierzą, że gdy ktoś umrze, trafia do miejsca, gdzie po prostu zasypia. W zależności od tego, jak się zachowywałeś, będziesz miał dobre albo złe sny. „Slokne” oznacza zasnąć albo zgasić, np.: świecę. Takie inspiracje są bardzo ważne, kiedy tworzy się nowe słowa, co oczywiście jest bardzo trudne. Pytanie, jak wiele z nowego języka da się później przetłumaczyć, nie zmieniając ducha jego i danej kultury? Na ile uda się zachować słowa, które są znane
jedynie Norwegom? Będąc na finiszu prac nad „Dzieckiem Odyna”, siedziałam w kawiarni w Oslo, rozmyślając nad tym, że szkoda, że nie znam kogoś, kto posługiwałby się prastarym norweskim. Nagle usłyszałam za mną faceta, który opowiadał komuś o pisaniu pracy magisterskiej na ten temat. Zagadałam go i zostaliśmy serdecznymi przyjaciółmi. Bardzo pomógł mi rozwinąć język, jakimi posługują się w moich książkach Ślepi, a jest on bardzo bogaty, złożony i olbrzymi. Pojawia się go sporo w drugim tomie, „Zgniliźnie” , i jeszcze więcej w trzecim. Rozważaliśmy opublikowanie jego słownika, bo nawet ja nie jestem w stanie się go nauczyć. Opiera się na około 15 różnych zasadach gramatycznych.

Dyskutując o tym, jaki powinien być ten język, doszliśmy do wniosku, że powinien mieć w sobie coś germańskiego i nordyckiego. Tworząc go, należało wziąć pod uwagę sposób, w jaki mówią kruki. Chodziło o to, by był połączeniem języka kruków z antycznym norweskim i może rosyjskim. To było intrygujące, gdy wymyślaliśmy i wymawialiśmy słowa, które mają brzmieć staro, ale jednocześnie dawać poczucie, że skądś się je zna i że pojawiły się prawdopodobnie przed przybyciem Norwegów. Na szczęście, kiedy się wymyśla język, nie trzeba go potem tłumaczyć na inne języki.

(img|684402|center)

Czasem trzeba się natomiast tłumaczyć przed wydawcami. Czy twoi wydawcy od razu pokochali „Dziecko Odyna”?

dz54y8w

Wyobrażałam sobie, że mają na głowie tyle książek, że nie znajdą czasu, by poświęcić więcej czasu jednej z nich. Okazało się inaczej. Książka została przyjęta ekstremalnie dobrze. Miałam niewiarygodne szczęście. Wydawcy wydają się być bardzo zaangażowani w ten projekt i bardzo nim podekscytowani. Wszyscy tłumacze, z którymi rozmawiałam, mieli mnóstwo pytań. Odnoszę wrażenie, że polscy translatorzy znają antyczny norweski, w przeciwieństwie do mnie. Ja jedynie mam słownik.

Czyli wydawcy nie mówili ci, że „Dziecko Odyna” ma być bardziej jak „Harry Potter” albo „Igrzyska śmierci”?

Nie, i to jest na swój sposób zabawne. Zanim wysłałam tę książkę do wydawcy, napisałam jej pięć wersji. Zdecydowałam się na pokazanie jej z myślą o publikacji dopiero, gdy poczułam, że ta historia właśnie tak ma wyglądać. Od korektorki z wydawnictwa usłyszałam, że rzadko otrzymują coś równie dopieszczonego. To było miłe, bo polubili tę książkę i nie chcieli niczego w niej zmieniać. W drugim i trzecim tomie prawie nic nie zostało zmienione. Lubię budować opowieść we właściwy sposób. Napisanie pierwszej powieści zajęło mi dziesięć lat. Wcześniej przeczytałam mnóstwo książek o pisaniu i wiele się z nich nauczyłam. Na przykład od Stephena Kinga. Pisanie to warsztat i umiejętność, których możesz się nauczyć. To nie jest tylko kwestia talentu. Wcześniej nie wiedziałam, jak pisać, natomiast być może miałam pojęcie o tym, jak się robi komiksy i jak opowiedzieć dobrą historię, ponieważ lubię opowieści. Konsumowanie wszystkiego o pisaniu odpowiednio cię do niego przygotuje.

Moje książki wyróżniają się na tle innych i dlatego stały się fenomenem w Norwegii. Dowcip polega na tym, że z wielu względów to nie powinno mieć miejsca. Ludzie powtarzali mi, że skoro jestem debiutantką, moja powieść nie wzbudzi zainteresowania. Jej sukces wszystkich zaskoczył. Wszystkie trzy moje książki stały się bestsellerami i były nominowane do nagród. Nigdy wcześniej nie spotkało to w Norwegii żadnej powieści fantasy. Do tak wielkiego sukcesu częściowo przyczynili się czytelnicy.

My, fani fantasy, jesteśmy w pewnym sensie szaleni. Kiedy coś lubimy, lubimy to naprawdę mocno. I nie możemy przestać o tym mówić. Ludzie nazywają swoje zwierzęta na cześć bohaterów moich książek. Księgarze rzucają nimi w klientów, mówiąc, że muszą koniecznie je przeczytać. Fani robią sobie tatuaże z logami z tej serii. Powstają muffinki z kruczymi pierścieniami albo nawet takie pozycje w jodze. Tego rodzaju przywiązanie jest bardzo nietypowe dla Norwegów. Jesteśmy dość ostrożnymi i cichymi ludźmi. To zimny kraj. Norweski fandom wcześniej tak nie reagował. Sama do niego należę i kocham fantasy. Komiks „Sandman” Neila Gaimana ukształtował mnie na dekady, bo był inny niż wszystko, co wcześniej przeczytałam. Najbardziej oszałamiające są jego okładki, których autorem jest Dave McKean. Same w sobie są w pewnym sensie opowieściami, inspirowanymi różnymi gałęziami sztuki.

Jak ważne są dla ciebie okładki twoich książek?

Ogromnie, sama je zaprojektowałam. Różnią się od okładek do „Sandmana”, do których bardzo chciałbym kiedyś nawiązać, tworząc w nich bardziej złożoną historię. Patrząc na książki fantasy, rzuca mi się w oczy, że ich okładki często wyglądają podobnie i są kolażem różnych rzeczy będących w nieładzie. Umieszcza się w nich wszystko, żeby spróbować zadowolić każdego. Przez to nikt nie wie, o czym dana książka tak naprawdę opowiada. Postawiłam sobie za cel, by zrobić coś odwrotnego, opowiadając na okładce historię przy pomocy jednego naprawdę prostego elementu. Może ci się to podobać albo możesz to nienawidzić. Nie ma to dla mnie znaczenia, choć cieszy mnie, jeśli cię zachwyciła. Nigdy nie zapomnę piętnastolatki, która zareagowała z obrzydzeniem na widok okładki „Dziecka Odyna”, ale po chwili zainteresowała się nią i zaczęła ją przeglądać. Pomyślałam sobie, że to cudowne. Wydaje mi się, że wszystkie piękne rzeczy mają w sobie trochę obrzydliwości. Czyni je to wyjątkowymi.

W twoich książkach podoba mi się powiew świeżości.

W sporej ilości książek fantasy są bohaterowie bądź bohaterki posiadający umiejętności albo moce, którymi nie mogą pochwalić się inni. Dla mnie ta historia nie wydawała się naprawdę interesująca, dopóki nie zdecydowałam, że główna bohaterka będzie się wyróżniała tym, że brakuje jej tego, co ma każdy inny na tym świecie. Czynią ją to o wiele ciekawszą, bo musi pokazać, że ma charakter. Jest przeciwieństwem bohaterów ze świata fantasy, choć nie do końca, bo oni także bardzo często są inni od pozostałych.

Też czujesz się inna?

Tak, podobnie jak my wszyscy. Wydaje mi się, że w tym tkwi sekret ogromnego sukcesu tej serii. Wszyscy żyjemy we własnych wszechświatach i dlatego lubimy czytać o dziwakach. Dowcip polega na tym, że w przeciwieństwie do wszystkich wokół, bohaterka „Dziecka Odyna” należy do ludzkiej rasy i z tego powodu jest przerażona i prześladowana. Czytelnicy odczuwają w stosunku do niej empatię i żal, bo sami są przecież ludźmi. Chwila, prześladowanie kogoś za to, że jest człowiekiem? Przecież to brzmi śmiesznie i skandalicznie. To zarazem świetny sposób na opowiadanie o rasizmie i ksenofobii. Jeżeli napiszesz książkę, której akcja rozgrywa się w naszym świecie, a jej bohaterem będzie przedstawiciel innej rasy, nigdy nie przekonasz do niego ludzi, którzy mają już wyrobione zdanie na ten temat. Gatunek fantasy bywa bardzo przydatny do tego, by opowiedzieć o prawdziwym życiu. Czasem jest bardziej prawdziwy niż realistyczna literatura, nawet jeśli nie wszyscy w to wierzą. Zwłaszcza, że nasz świat staje się coraz bardziej
skonfliktowany. Im bardziej otwiera się granice, tym mocniej ludzie obawiają się innych kultur i religii. Skutkuję to tym, że francuscy policjanci zmuszają kobiety na plaży do tego, by się rozebrały, podczas gdy sto lat temu zmuszano je, by się ubierały. Są tacy, którzy uważają, że nie ma czegoś takiego jak ludzka rasa. Bardzo podoba mi się to podejście. Wszyscy pochodzimy z tego samego źródła i powoli to sobie uświadamiamy, uczymy się tego.

Mówiąc szczerze, nie należę do osób religijnych. Nie wierzę w nic, poza tym, co można dotknąć i zobaczyć. To zabawne, bo kiedy piszesz fantasy, powinieneś być romantykiem, ale ja jestem sceptykiem. Uważam, że jedyną drogą do rozwoju ludzkości jest docenienie ludzi takimi, jacy są i traktowanie ich dobrze. W Norwegii w trakcie dyskusji na temat wiary często powtarza się, że gdyby nie religia, nie byłoby wiadomo, co jest dobre, a co złe. Takie podejście jest smutne, bo to oznaczałoby, że ludzie nie potrafią być dobrzy, jeśli nie grozi się im piekłem albo nie obiecuje raju. W przeszłości religia spełniała swoje zadanie, bo dzięki niej społeczeństwo prawidłowo funkcjonowało. Obecnie już jej do tego nie potrzebujemy.

Rozmawiał Michał Hernes

(img|684401|center)

Siri Pettersen (ur. 1971), norweska pisarka, projektantka stron internetowych i ilustratorka. W 2002 roku jej komiks Anti-klimaks wygrał konkurs organizowany przez wydawnictwo Bladkompaniet. W 2013 roku opublikowała powieść Dziecko Odyna – pierwszy tom z cyklu „Krucze pierścienie” – która została uhonorowana norweskimi nagrodami Fabelprisen i SPROING dla debiutujących autorów.

dz54y8w

Podziel się opinią

Share
dz54y8w
dz54y8w