Trwa ładowanie...
d47lep0

"Niezwykłe dziewczyny": Boleśnie przekonała się, że wielu lekarzy mężczyzn lepiej wie, co dla kobiet będzie najlepsze

Na pewno kojarzycie te teksty: "no co ty, po co ja mam iść do lekarza. Jeszcze coś znajdzie" albo równie popularny: "nie chcę wiedzieć, że jestem chora". Mówią to nasze mamy, nasze ciocie i pewnie my same. Strach przed tym, że lekarze mogą "znaleźć w nas" raka, może być paraliżujący. Bohaterki "Niezwykłych dziewczyn" dobrze to kojarzą.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Magda na jednym ze zdjęć udostępnionych w książce.
Magda na jednym ze zdjęć udostępnionych w książce. (Materiały prasowe)
d47lep0

"Rak nie odebrał im marzeń" – czytamy na okładce najnowszej książki Agnieszki Witkowicz-Matolicz "Niezwykłe dziewczyny". Nie odebrał marzeń? Przecież rak kojarzy się nam z ogromnym smutkiem, cierpieniem, z bólem, lekami, chemioterapią. Z wypadającymi włosami, z wychudzonym ciałem, które nie ma siły na najdrobniejsze domowe prace. Taki mamy obraz chorowania na nowotwór i to ten właśnie obrazek blokuje dziesiątki, a może i setki kobiet przed pójściem na badania. Nikt nie chce, żeby rak zagnieździł się w ich życiu i zrobił takie spustoszenie, o jakim często czytamy w tych przepełnionych smutkiem reportażach.

I wtedy wchodzi Agnieszka Witkowicz-Matolicz. Cała na… różowo.

Jedna z pierwszych pacjentek

d47lep0

"Niezwykłe dziewczyny" to zbiór historii o kobietach, które doświadczyły nowotworów. Agnieszka Witkowicz-Matolicz to dziennikarka i reporterka, socjolożka, ale też pacjentka. Na raka piersi zachorowała w wieku 32 lat, rok po tym, gdy została mamą.

   Facebook.com/ na zdjęciu: Agnieszka Witkowicz-Matolicz

- Do dziś z lawiny informacji, która mnie wtedy zalała, kołaczą mi w głowie pojedyncze, kluczowe zdania: "Niestety, jest to nowotwór złośliwy", "To się leczy, najprawdopodobniej umrze pani na coś innego", "Nie wiem, dlaczego pani zachorowała, niech pani zapyta księdza". Nie wierzyłam dopóty, dopóki nie dostałam pooperacyjnego wyniku histopatologicznego. Cały czas żywiłam się nadzieją, że to jakaś nieprawdopodobna pomyłka – pisze.

Witkowicz-Matolicz spotkała się z 10 kobietami, które postanowiły "chorować inaczej". Każda historia łamie jakieś stereotypy. Wśród pacjentek, które zdecydowały się opowiedzieć Agnieszce o swojej drodze z rakiem, jest Magda. Z przerażonej dziewczyny zmienia się w silną kobietę. To historia, którą trzeba przeczytać.

d47lep0

Rak zabrał Magdzie mamę, gdy była dzieckiem. Długo walczyła o życie i o to, żeby ukryć chorobę przed resztą rodziny i przyjaciółmi. Gdy było z nią bardzo źle, 14-letnia Magda została odesłana do wujka. Wróciła do domu, gdy było już "po wszystkim". Nawet nie mogła pożegnać się z mamą.

- Po śmierci zachowują DNA mamy. Wujek lekarz wysyła je do Szczecina do prof. Lubińskiego, tam dopiero ruszają badania dla całych rodzin. Bada się i córka. U obu wychodzi mutacja genu BRCA11. Jest jedną z pierwszych takich pacjentek w Polsce - czytamy.

Po latach 29-letnia Magda robił zawrotną karierę w agencji reklamowej. Ma narzeczonego, marzy o dziecku, ale ponad to wszystko stawia pracę. Wkrótce wychodzi za mąż i planuje podróż poślubną po Indiach i Nepalu. Zanim pojadą, musi zrobić standardowe badania. Lekarka, która wykonała Magdzie USG piersi, zbladła, gdy zobaczyła guz pod pachą. Od razu zrobiła biopsję. O wynikach Magda dowiedziała się kilka dni później.

Dzwoni telefon. To lekarz prowadzący ze Szczecina. Mówi jej, że musi natychmiast przyjechać. Magda wychodzi na korytarz. Pyta, czy jest źle. Lekarz nie chce nic powiedzieć, nie może przez telefon. Ona bierze sprawy w swoje ręce i prosi, by w takim razie odpowiadał "tak" lub "nie". Czy to jest nowotwór? – pyta. Tak. Złośliwy? Tak. Poważna sytuacja? Bardzo poważna. Odkłada słuchawkę, wchodzi do pokoju, idzie prosto do szefowej. Mówi: "Agnieszka, muszę w tej chwili wyjść z pracy, bo… mam raka. Odezwę się na spokojnie".

d47lep0

Diagnoza nie pozostawia złudzeń. - W życiu najbardziej bałam się dwóch rzeczy: że zachoruję na raka i że nie będę miała dzieci. I może to powiedzenie, że dostajemy od losu to, czego najbardziej się boimy i z czym się mamy zmierzyć, ziściło się w moim przypadku - mówi.

Dramat ludzi przerażonych chorobą

Centrum Onkologii w Warszawie. Pojechała z ojcem, macochą i mężem. Nie chce chorować sama. Rodzina musi wiedzieć. - Rozmowa z lekarką jest dość obcesowa. Komunikat jest krótki: "Ma pani raka, może pani stracić piersi". Pyta, czy będzie mieć szansę na dziecko. W odpowiedzi słyszy, że zwariowała, jak może zadawać takie pytanie, gdy właśnie zaczyna się walka o jej życie – opowiada autorka książki.

d47lep0

Lekarze ze Szczecina i lekarze z Warszawy zaproponowali Magdzie dwa skrajnie różne sposoby leczenia. W Szczecinie zalecali najpierw chemię, później operację. W Warszawie rekomendowali odwrotnie – najpierw operację, później chemię.

Magda wspomina: "Byłam przerażona tym, co się wydarzy, tym moim skryptem, rodzinnym fatum, że wszystkie kobiety w mojej rodzinie umierają młodo i że ja będę następna, tylko ja będę wpisana w księgę rekordów, bo mam dopiero 29 lat".

Przyznaje wprost, że najważniejsze dla niej było to, by móc otwarcie mówić o chorobie, o tym, co czuje.

- Taki sposób postępowania przyjmuje w trakcie całego leczenia. Gdy widzi, że ludzie są przerażeni, nie wiedzą, jak zareagować, mówi, że może i źle wygląda, ale dobrze się czuje. Mogą rozmawiać, iść na basen, jechać do Kazimierza, napić się wina. Ona definiuje sytuację, to wyzwanie, bo osoba chora na raka jest w społeczeństwie traktowana jak trędowata. Ludzie się od niej odsuwają. Dosłownie. Na przykład w supermarkecie – pisze Agnieszka Witkowicz-Matolicz.

d47lep0

I przytacza taką anegdotę z życia Magdy: "Jest zima. Robią z mężem zakupy w dużym sklepie. Między półkami chodzi za nią pan, zagląda, przygląda się jej przerażony. Widać, że kieruje nim chora ciekawość, że zastanawia się, czy ona jest chora, czy nie, bo to przecież dziwne, by chorowała tak młoda osoba. Ona nie wytrzymuje – zdejmuje czapkę. A kuku, jestem łysa! Facet w szoku. Mąż zdziwiony takim obrotem sprawy. A ona dumna z siebie. Ta sytuacja bawi ją do dziś".

To były takie ładne piersi

Magda przeszła operację usunięcia guza. Gdy od lekarza usłyszała, że jeśli choroba wróci, to będą mogli już tylko przedłużać jej życie o kilka tygodni. Na własną rękę zaczęła szukać rozwiązań. Miała mutację genu BRCA1. Sytuacja ta sama, co w przypadku Angeliny Jolie. Tyle że lekarze w Polsce nie wiedzieli o tym wiele. Magda czytała w zagranicznych pismach naukowych, że takie pacjentki powinny poddać się mastektomii z jednoczesną rekonstrukcją.

Żaden lekarz nie chciał się na to zgodzić.
- Ryzyko zachorowania na raka jest w jej przypadku 80-procentowe, tymczasem nawet niektóre największe sławy mówią jej, że nie może być aż tak źle. Jeden ze słynnych profesorów bezczelnie pyta, dlaczego chce się pozbyć takich ładnych piersi. Radzi, by zostawić, a jeśli zachoruje ponownie, to najwyżej znów się wyleczy. W końcu nosi ze sobą artykuł z „Oncology Today”, żeby nikt jej nie zarzucił, że powtarza bzdury – pisze autorka "Niezwykłych dziewczyn".

Magda: "Gdy zachorowałam w 2009 r., świadomość BRCA1 była, mam wrażenie, dość niska. Pukaliśmy od drzwi do drzwi i nikt nie chciał mnie operować, ale myśmy się uparli. (…) W tamtym momencie żadna krzywda mi się nie działa, z medycznego punktu widzenia byłam wyleczona, nie urwało mi nogi ani nie byłam na wojnie w Syrii, ale mimo wszystko miałam duże poczucie beznadziei, że trzeba chodzić po lekarzach i pytać, czy przyjmą mnie do tego leczenia, czy nie przyjmą, czy leczenie będzie refundowane, czy nie. Finalnie znalazł się jeden jedyny lekarz, który uznał, że mnie się to po prostu należy".

d47lep0

Do tego, jak podkreśla, doszedł aspekt religijny. *Boleśnie przekonała się, że wielu lekarzy mężczyzn lepiej wie, co dla kobiet będzie najlepsze. Pytali, dlaczego chce się tak okaleczyć. Przecież nie będzie miała jak wykarmić dziecka, które musi urodzić. Jeden z lekarzy był szoku, że chce się zdecydować na tak radykalny krok. *

- To przerażające, byłam tym po prostu zbulwersowana. Pamiętam tę burzę, która się rozpętała po operacji Angeliny Jolie, tych wszystkich mądrali-publicystów. Tak strasznie poruszyła mnie ta prawicowa, ultrakatolicka narracja, że kobieta nie ma prawa robić prewencyjnej mastektomii albo że nie powinna. Przyjaciółki żartowały, że gdyby Jolie usunęła profilaktycznie oko albo palec, to nikt nie zwracałby na to uwagi, ale te piersi, mleko – to jakaś obsesja mężczyzn. Byłam wzburzona i wściekła. Miałam ochotę zapytać jednego czy drugiego pana, który wypowiadał się w telewizji, czy swojej córce w takiej sytuacji też by zalecił modlitwę – wyznaje Magda w książce.

Jak mówi, gdyby nie ignorancja lekarzy, mogłaby liczbę operacji zredukować o połowę. No i skrócić czas leczenia – z kilku lat do około roku. Od diagnozy, gdy miała 29 lat, do zakończenia leczenia minęły trzy lata. Przed 36. urodzinami zdecydowała się na zabieg usunięcia jajników. Ryzyko, że rak zaatakuje i je, było za duże.

Zobacz też: W 2018 r. na raka umrze 9,6 mln osób. Przygnębiające szacunki naukowców

To nie jest zwykły miesiąc

Dziś Magda jest zdrowa. Mówi, że dzięki chorobie nauczyła się asertywności. Zmieniło się też jej postrzeganie kobiecości. - W Warszawie, w branży reklamowej, wygląd jest superistotny. Kobieta musi być młoda, piękna, atrakcyjna, bez zmarszczek. W trakcie choroby bolało ją to, że nie wygląda jak dawniej. Myślała, że już zawsze tak będzie. Jednak okazało się, że choć po sześciu operacjach blizn jest całkiem sporo, po chorobie ciało w miarę szybko wróciło do normy i znów dobrze poczuła się w swojej skórze – pisze Witkowicz-Matolicz w "Niezwykłych".

Magda jest tylko jedną z 10 wyjątkowych kobiet, które opowiedziały swoją historię. Książkę uzupełniają też wypowiedzi ekspertów. To nie tylko przegląd "rakowych opowieści". To też vademecum dla każdej kobiety. Nie tylko tych, które są pacjentkami z oddziałów onkologicznych.

Zdaniem prof. Zbigniewa I. Noweckiego, kierownika Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej w Centrum Onkologii-Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, coraz więcej młody kobiet choruje na raka piersi. Szacuje się, że w Polsce w 2020 r. będzie to 22–25 tys. nowych zachorowań rocznie. Około 10 proc. stanowić będą kobiety młode, do 40. roku życia. Daje to dużą grupę, bo liczącą około 2 tys. pacjentek onkologicznych.

Październik to jak co roku miesiąc świadomości raka piersi. "Niezwykłe dziewczyny" to pozycja obowiązkowa podczas tego "różowego miesiąca". Dajcie się przekonać bohaterkom książki. Nie ma co się bać badań. Strach jest znacznie więcej, gdy rak przejmuje stery nad organizmem.

_Książka "Niezwykłe dziewczyny" trafi do księgarni 3 października nakładem wydawnictwa Oficyna4eM. _

   Facebook.com
d47lep0

Podziel się opinią

Share

d47lep0

d47lep0